|

19 czerwca wybraliśmy się do Gostyni
koło Mikołowa na szóstą edycję Bitwy Wyrskiej. Impreza organizowana
jest co roku w maju, przez Stowarzyszenie „Pro Fortalicium” i Urząd
Gminy Wyry, na polach gostyńskich obok Pomnika Pamięci Żołnierzy
Września. W tym miejscu, w pierwszych dniach września 1939 roku
doszło do walk między VIII Śląskim Korpusem Armijnym, a jednostkami
Grupy Operacyjnej „Śląsk” należącymi do Armii „Kraków”. Po
kilkudniowych starciach, miejscowość Wyry została wreszcie odbita z
rąk niemieckich. Niebagatelną rolę w obronie polsko-niemieckiego
pogranicza odegrały fortyfikacje Odcinka Umocnionego „Mikołów”,
które, pomimo, że dopiero kończono ich budowę, doskonale spełniły
swoje zadanie. W okresie szczytowego nasilenia walk po obu stronach
brało udział kilkanaście tysięcy żołnierzy. Dlatego śmiało można
stwierdzić, że była to największa bitwa, jaka rozegrała się we
wrześniu 1939 roku na Górnym Śląsku.
Tegoroczna Bitwa Wyrska, która jest
rekonstrukcją tamtych wydarzeń, odbyła się wyjątkowo z miesięcznym
opóźnieniem, z powodu majowej powodzi. Być może ze względu na zmianę
terminu przyjechało mniej grup rekonstrukcyjnych, mniej było także
widzów i militarnych stoisk. Ale organizatorzy zadbali o atrakcje:
po stronie polskiej można było zobaczyć m.in. armatę przeciwpancerną
37 mm, wz.1936 i samochód Fiat 508 – furgon, który służył głównie za
pojazd transportowy. „Niemcy” przywieźli pod Wyry armatę
przeciwpancerną 3,7 cm PaK 36 i lekki czołg Pz. Kpfw. II, który
prezentował się bardzo efektownie wśród wybudowanej z drewnianych
palet, płonącej wioski. W czasie pikniku militarnego, w okopach i na
stanowiskach wybudowanych w lesie obok pola walki, stacjonowały
także formacje niezwiązane bezpośrednio z Bitwą Wyrską. Zwiedziliśmy
także schron bojowy „Sowiniec”, którym opiekuje się Stowarzyszenie
„Pro Fortalicium”. Jednym z najciekawszych, zrekonstruowanych przez
Stowarzyszenie elementów schronu jest instalacja filtrowentylacyjna.
Zresztą ogrom pracy, jaki włożyło „Pro Fortalicium” w wyposażenie i
remont tego obiektu jest naprawdę imponujący. Oprócz bitwy,
zwiedzania schronu i pikniku, którego jednym z punktów programu był
koncert operowy „Witaj Majowa Jutrzenko” i pieśni
żołniersko-patriotyczne, Wojsko Polskie zorganizowało wystawę
sprzętu, m.in. Hummerów. Dla zainteresowanych wstąpieniem do armii
stanął punkt informacyjno-rekrutacyjny tyskiej WKU.
Mimo, że tegoroczna Bitwa Wyrska miała
zdecydowanie mniejszy rozmach niż dotychczas, uważamy, że jest to
jedna z ciekawszych imprez rekonstrukcyjnych w kraju.
(więcej)

25 maja 2010 roku w
schronie przeciwlotniczym LS-Deckungsgraben nr8 na pl.Inwalidów
gościliśmy francuską ekipę filmową, która realizuje film poświęcony
reżyserowi Romanowi Polańskiemu. Będąc w Krakowie bardzo zależało im
na zobaczeniu miejsca, w którym niespełna 14-letni Polański o mało
nie stracił życia.
LS-Deckungsgraben
nr8 jest zlokalizowany równolegle do dawnej ulicy Ruskiej, obecnie
zachodnia część placu Inwalidów. Schron zbudowany został na terenie
zielonym w roku 1944 przez krakowska firmę Mariana Plebańczyka.
Wykonano go z prefabrykowanych elementów betonowych, ma długość
około 60 metrów. Prowadzą do niego dwa wejścia - jedno u wylotu
ulicy Pomorskiej, drugie niedaleko ulicy Lea. W środkowej jego
części znajduje się wyjście ewakuacyjne, obecnie niedrożne.
Swoją przygodę
związaną z tym miejscem opisał w swojej autobiografii Roman Polański.
W
1949 roku został zwabiony do bunkra przez bandytę, recydywistę
Romana Dziubę pod pozorem zamiaru sprzedaży roweru wyścigowego.
Dziuba ogłuszył Polańskiego cegłą zawiniętą w gazetę, a następnie
ograbił. Reżyser wspomina: Kilka dni później zgłosiłem się pod
wskazany przez niego adres. Tam jednak nikt o Dziubie nie słyszał.
Potem natknąłem się na niego przypadkiem na bazarze i zacząłem
dopytywać się. o nasza ewentualną transakcję. Zapewniał mnie, że
umowa stoi i wyznaczył mi spotkanie w następny czwartek na placu
Wolności. Sprzedałem więc dwa koła i 30 czerwca, w przeddzień
wakacji, czekałem na niego obok gmachu Urzędu Bezpieczeństwa.
Towarzyszył mi Marian, któremu ta cała sprawa wydawała się wątpliwa.
Dziuba spóźnił się. W ręku trzymał jakiś przedmiot zawinięty w
gazetę. Odciągnął mnie na bok.
— Kto to? — zapytał niezadowolony — Jak to, kto? Poznałeś go
przecież. To kumpel. Dziubie nie podobało się, że Marian jest ze
mną. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że rower jest kradziony.
Zaczęło mnie nękać poczucie winy, ale było za późno na skrupuły:
sprzedałem już koła.
— Gdzie rower? — spytałem.
— W bunkrze — odpowiedział.
Znałem dobrze to miejsce, choć nigdy nie byłem w środku. W czasie
wojny, w parku po drugiej stronie jezdni, Niemcy zbudowali bunkier,
który służył jako schron przeciwlotniczy. Na zewnątrz widać było
tylko porośnięte trawą wybrzuszenie, mniej więcej stumetrowej
długości. Betonowe wejście często służyło przechodniom za toaletę.
Panowała tam ciemność, wilgoć i smród. Nawet jeśli rower był
kradziony, Dziuba chyba przesadzał w ostrożności.
Zaczęło padać. Umundurowany strażnik i jakiś mężczyzna z rowerem
stali u wylotu rampy; pogrążeni w rozmowie, nie zważali na
niepogodę. Nie mogłem się doczekać, żeby dobić targu, ale Dziuba był
niewzruszony. Osłonięci ścianą budynku, po drugiej stronie placu,
czekaliśmy, aż odejdą.
„Czekaj tutaj" zwrócił się Dziuba do Mariana, kiedy ruszyliśmy w
stronę parku. Zaczęliśmy schodzić wzdłuż rampy. Dziuba szedł
pierwszy, starannie omijając nieczystości. „Te świnie wszędzie by
nasrały" - rzucił. Zwinął gazetę w trąbkę, zapalił ją i, trzymając
nad głową jak pochodnię, ruszył przodem. Tunel wydawał się pusty.
„Gdzie rower?' - powtórzyłem.
Powiedział, że za zakrętem. Prowizoryczna pochodnia zamigotała i
zgasła. Panowała niemal całkowita ciemność, jedynie z oddalonego
otworu w suficie dochodziło nikłe światło. Szedłem po omacku,
dotykając ręką ściany, Dziuba znalazł się teraz za mną.
Poczułem straszliwy wstrząs, jakby mnie kopnął prąd — widać
dotknąłem nie izolowanego przewodu. Zdałem sobie sprawę, że leżę na
betonie i ktoś uderzył mnie w głowę. Myślałem, że napastnik zaczaił
się w jakimś zakamarku. Ale nie było zakamarka. Wydało mi się, że
Dziuba kuca nade mną i poznałem jego głos; pytał, gdzie mam
pieniądze. Jego słowa przypływały i odpływały jak w źle nastawionym
radiu. Skłamałem, że są u Mariana.
Przewrócił mnie na bok i wyciągnął z kieszeni portfel. Zerwał mi z
ręki zegarek — prezent od ojca, który hołubiłem jak skarb — i rzucił
się do ucieczki.
Dowlokłem się do otworu wentylacyjnego. Pod nim uzbierała się kupa
ziemi. Wlazłem na nią i stając na palcach chwyciłem się krawędzi.
Marian patrzył na mnie z góry osłupiały.
— Jezus Maria! — wykrzyknął. — Ale cię załatwił!
— Zabrał mi forsę — wymamrotałem.
— Czekaj — rzucił Marian i pognał.
Wywindowałem się na rękach przez otwór. Wciąż padało. Na koszuli
miałem pełno krwi. Jakaś kobieta w brązowym płaszczu nieprzemakalnym
podeszła do mnie, wydając ciche okrzyki przerażenia, niby kwilenie
ptaka, ale rozzłościła się. kiedy odpychając ją poplamiłem jej
płaszcz.
Poczułem słony smak w ustach, krew spływała mi strużką po twarzy.
Ale to było nieważne. myślałem tylko o jednym: jak wytłumaczę się
przed ojcem z utraty zegarka?
Kiedy zastanawiałem się nad tym, niedaleko zatrzymała się wielka
śmieciarka. Na dachu, wraz z jednym ze śmieciarzy.siedział Marian.
„Romek!" — krzyczał. machając ręką jak szalony.
Stojący na stopniach samochodu mężczyzna wciągnął mnie do środka.
Znalazłem się na siedzeniu obok Dziuby.
Śmieciarka przejeżdżała akurat w chwili, gdy wyłaziłem z bunkra.
Widząc Mariana, który kogoś ścigał, kierowca objechał park i odciął
uciekinierowi drogę. Dziuba wpadł prosto na woz. Teraz, z miną
człowieka, który nie skrzywdziłby muchy. usiłował wcisnąć mi z
powrotem portfel i zegarek. Nie bierz tego. to pójdzie do depozytu -
rzucił kierowca.
To zdarzenie
Roman Polański przedstawił też w swoim pierwszym filmie
krótkometrażowym - etiudzie "Rower".
Film został nakręcony w 1955 roku
w Krakowie, dokładnie w tych samych miejscach gdzie rozegrała się
dramatyczna scena, reżyser zdecydował się osobiście odegrać rolę
napadniętego chłopaka. Niestety jego pierwsza studencka etiuda
nie doczekała premiery. Taśma pojechała do Moskwy z wysłanymi do
zmontowania materiałami z Festiwalu Młodzieży i zaginęła.
Do końca nie
jesteśmy pewni, czy miejscem tych dramatycznych wydarzeń był schron
nr 8, czy też schron nr 7 w parku Krakowskim. Czy nasze wątpliwości
dotyczące tego miejsca rozwieje kiedyś Roman Polański?
(więcej)

Noc Muzeów, czyli zwiedzanie większości placówek muzealnych w
mieście za symboliczną złotówkę odbyła się w Krakowie po raz
siódmy, z 14 na 15 maja. Każda edycja przebiega pod pewnym hasłem,
w tym roku był to „Wielki Kraków 1910 - 2010”. W 1910 roku, z
inicjatywy prezydenta Juliusza Lea podjęto decyzję o stopniowym
włączaniu w obręb miasta terenów okolicznych gmin, które z czasem,
przede wszystkim w latach międzywojennych nabrały miejskiego
charakteru. Proces ten zakończył się w 1915 przyłączeniem do
Krakowa miasta Podgórza.
„Rawelin” wziął udział w Nocy Muzeów czwarty raz, udostępniając
LS-Deckungsgraben nr 7 w parku Krakowskim, nasz najbardziej
reprezentacyjny schron przeciwlotniczy, wybudowany w 1944 roku.
Zlokalizowany jest w sąsiedztwie Alej Trzech Wieszczów (tereny
dawnej kolei obwodowej) i placu Inwalidów, w rejonie, który między
I a II wojną światową był intensywnie urbanizowany, zgodnie z ideą
„Wielkiego Krakowa”. Odwiedzający schron mogli poznać dzieje placu
Inwalidów i parku Krakowskiego, dzięki wystawie stałej „Plac
Inwalidów – historia miejsca”, której autorem jest członek naszego
stowarzyszenia – Mariusz Bembenek. Jest on także współautorem
wydanego niedawno przewodnika „Wokół placu Inwalidów”, który
podczas Nocy Muzeów można było kupić w oddziale Muzeum
Historycznego Miasta Krakowa przy ul. Pomorskiej, a potem...
przyjść po autograf w jedno z najciekawszych miejsc opisanych w
książce.
Pamiątkowe monety, które rozprowadzaliśmy przy wejściu do schronu,
rozeszły się praktycznie od razu. Jak zwykle, krakowianie tłumnie
przyszli obejrzeć rawelinowe podziemia. W ciągu prawie sześciu
godzin naliczyliśmy ponad 1300 osób. Większość z nich wykazała się
niezwykłą cierpliwością, oczekując w długiej kolejce i
zrozumieniem, gdy tłumaczyliśmy, że ze względu na wąskie korytarze
nie jesteśmy w stanie wpuścić więcej osób naraz, żeby nie dopuścić
do zakorkowania schronu. Niecierpliwi próbowali jednak dostać się
do środka pod prąd. Najbardziej ujęli nas rodzice, którzy znieśli
wózek z kilkumiesięcznym „miłośnikiem historii” do schronu, a
następnie wytaszczyli go na górę i dziewczyna z nogą w gipsie,
która nie zrezygnowała ze zwiedzania, pomimo tego, że trudno jej
było zejść po schodach. Oprócz wystawy Mariusza, pokazaliśmy
kolekcję eksponatów związanych z obroną przeciwlotniczą, które w
odróżnieniu od ekspozycji w innych muzeach, można było wziąć do
ręki i sfotografować. Ogromnym zainteresowaniem cieszył się jeden
z najbardziej intrygujących przedmiotów - maska przeciwgazowa dla
konia. Większość muzeów działała do 1 w nocy, nasz schron - do
dwunastej, dlatego nawet po zamknięciu wystawy cały czas pojawiali
się w parku chętni do obejrzenia „siódemki”. Jedynym wyjściem było
zaproszenie ich jesienią na Dzień Otwartych Drzwi Muzeów
Krakowskich.
(więcej)

Na przełomie kwietnia
i maja zorganizowaliśmy kilkudniowy wyjazd na Roztocze Wschodnie,
gdzie kontynuowaliśmy prace inwentaryzacyjne na terenie
Rawsko-Ruskiego Rejonu Umocnionego tzw. „Linii Molotowa”. Tym razem
celem naszej wyprawy była jedna z najsłabiej poznanych jego części -
punkt oporu Dziewięcierz. Z racji położenia w bezpośredniej
bliskości granicy państwa jest on bardzo rzadko odwiedzany przez
miłośników fortyfikacji oraz turystów. Schrony tej pozycji ulokowano
na stokach wzniesień w dwóch grupach: w rejonie dawnego PGR
Dziewięcierz i wsi Moczary. Umożliwiało to ryglowanie kierunku na
Rawę Ruską i Lwów oraz niezwykle ważnej w tym regionie linii
kolejowej. Do czerwca 1941 r. wzniesiono tylko część z kilkunastu
zaplanowanych obiektów, o czym świadczą coraz słabiej widoczne w
terenie wykopy. Wybuch wojny zastał te obiekty w trakcie budowy, nie
zdołano ich uzbroić, zamontować pancerzy i wyposażenia.
W trakcie wstępnych badań terenowych
grupy schronów w rejonie Dziewięcierza udało nam się zlokalizować
pięć schronów bojowych i wykopy pod trzy kolejne. Wzniesiono tutaj
wyłącznie obiekty o uproszczonej konstrukcji dwóch typów:
jednoizbowe do ognia czołowego lub bocznego oraz jednokondygnacyjne
schrony obrony ppanc. i broni maszynowej. Z przyczyn od nas
niezależnych musieliśmy zrezygnować z rozpoznania obiektów
położonych w okolicach wsi Moczary, a co za tym idzie musimy tu
wrócić w przyszłym roku i uzupełnić naszą dokumentacje.
(więcej)
>> Archiwum
"Aktualności" <<
|