Archiwum

Muzeum Historyczne Miasta Krakowa Oddział ul. Pomorska  i Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin” zapraszają na VII Noc Muzeów w Krakowie, którą zaplanowano na najbliższy piątek, 14 maja. Osoby zainteresowane historią, szczególnie druga wojna światową, powinny odwiedzić schron przeciwlotniczy LS-Deckungsgraben Nr7 w Parku Krakowskim. W godzinach 19-24 schron udostępniony jest do zwiedzania przez Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin", które ma pod swoją opieką kilka podobnych obiektów w mieście. Wewnątrz przygotowano wystawę "Plac Inwalidów - historia miejsca" oraz ekspozycję poświeconą obronie przeciwlotniczej i przeciwgazowej.

Muzeum Historyczne Miasta Krakowa O/Pomorska

19.00–20.00 Pokaz filmu Lipowa 4, słowo wstępne: Tomasz Stachów
20.00–21.00 Pokaz filmu Lipowa 4, słowo wstępne: Tomasz Stachów
21.00 –22.30 Pokaz filmów dokumentalnych dotyczących Krakowa czasów II wojny światowej
20.00–1.00 Projekcja na dziedzińcu filmów archiwalnych, wystawa fotografii Domu Śląskiego, prezentacja multimedialna nowej Trasy pamięci Muzeum Historycznego Miasta Krakowa obejmującej oddziały: Fabryka Schindlera, Apteka Pod Orłem i Ulica Pomorska
19.00–24.00 Zwiedzanie schronu, znajdującego się w parku Krakowskim, wraz z wystawą
"Plac Inwalidów - historia miejsca" oraz ekspozycją poświeconą obronie przeciwlotniczej i przeciwgazowej (pod opieką merytoryczną członków stowarzyszenia „Rawelin”), finisaż wystawy stałej Kraków w latach 1939–1956 oraz zwiedzanie cel gestapo.

ZAPRASZAMY

 

W dniu 21 stycznia w Oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa przy ul. Pomorskiej odbyła się uroczysta promocja książki Anny Marszałek (MHK) i Mariusza Bembenka (MSMH Rawelin) "Wokół placu Inwalidów". Spotkanie prowadził dyrektor ds. naukowych Muzeum Historycznego   Jacek Salwiński.

Pomysł napisania przewodnika pojawił się podczas Nocy Muzeów w 2007 roku, przy okazji wystawy "Plac Inwalidów - historia miejsca", której autorem był Mariusz Bembenek. Zwiedzający, szczególnie mieszkańcy okolic placu pytali o foldery czy wydawnictwa związane z wystawą, ale wtedy nic takiego nie powstało. Dziełem Anny Marszałek jest część przewodnika poświęcona historii i architekturze, natomiast Mariusz zajął się tematem schronów przeciwlotniczych. Zdaniem obydwojga Autorów, plac Inwalidów, miejsce, które wiele osób traktuje jako zwykły przystanek, punkt przesiadkowy w drodze do pracy czy na zajęcia, warte jest odkrycia. Podczas pracy nad książką, Autorzy korzystali z różnego rodzaju archiwaliów, wspomnień, planów, zbiorów własnych oraz MHK i Archiwum Państwowego w Krakowie. Dużą część tych materiałów możemy zobaczyć w przewodniku.  Wielkim atutem wydawnictwa jest właśnie ciekawa ikonografia, szczególnie zdjęcia z okresu XX-lecia międzywojennego i II wojny światowej. Mariusz Bembenek zamieścił w przewodniku dokładne plany i dane techniczne schronów, którymi opiekuje się Stowarzyszenie „Rawelin”, nazwiska właścicieli firm, które budowały obiekty oraz zdjęcia wnętrz. Jak podkreśla, niektóre z materiałów ujrzały światło dzienne dopiero przy okazji wydania książki. Podczas spotkania na Pomorskiej prezentację na temat naszych dotychczasowych dokonań oraz współpracy z MHK w ciągu prawie czteroletniej „przygody” ze schronami przedstawił Szymon Kalicki. Była to okazja, by trochę powspominać trudne początki prac przy schronach, jak też miłe chwile, kiedy Stowarzyszenie udostępniło schrony zwiedzającym.

Dzięki publikacji możemy też poznać najnowsze dzieje placu. W lutym 1989 roku, gdy nosił on jeszcze nazwę plac Wolności, a jego centralnym punktem był charakterystyczny „słup”, czyli Pomnik Wdzięczności, odbyły się tu demonstracje studentów i młodzieży szkolnej przeciwko obecności wojsk radzieckich w Polsce. Demonstranci przebrani w mundury przypominające umundurowanie ZSRR zorganizowali na ulicach Krakowa happening „Armia Radziecka z tobą od dziecka”. Punktem docelowym miał być pomnik na placu. Przebieg wydarzeń udokumentował Mariusz, a zdjęcia z 23 lutego 1989, których małą próbkę znajdziemy w przewodniku, zaprezentował na spotkaniu w muzeum.

Książkę Anny Marszałek i Mariusza Bembenka „Wokół placu Inwalidów” można kupić w siedzibie Muzeum Historycznego Miasta Krakowa przy ul. Pomorskiej 2, w Sklepie Muzealnym (Pałac Krzysztofory, Rynek Główny 35) oraz za pośrednictwem strony www.sklep.mhk.pl

Jeszcze jedna prezentacja, autorstwa Grzegorza Jeżowskiego z MHK przy Pomorskiej (dawna siedziba gestapo), dotyczyła planów związanych z nową ekspozycją muzealną, którą będzie można zobaczyć już w listopadzie. Będzie ukazywać przede wszystkim losy osób poszkodowanych przez systemy totalitarne od czasów okupacji do 1956 roku. Poznamy historie prześladowanych i ich katów – dokumenty, relacje, nagrania, a oprócz tego – pamiątki związane z budową Domu Śląskiego, w którym mieści się muzeum oraz fundatorami - Towarzystwem Obrony Kresów Zachodnich. Grzegorz podkreślał, że MHK Oddział Pomorska zwraca się z prośbą do osób, których krewni byli przetrzymywani czy przesłuchiwani w czasie wojny w Domu Śląskim o udostępnienie zachowanych  dokumentów, wspomnień czy pamiątek związanych z tym miejscem.

Sala wystawy stałej, w której miało miejsce to wydarzenie, wypełniona była po brzegi zaproszonymi gośćmi i osobami zainteresowanymi historią naszego Miasta. Program imprezy, jak i oprawa muzyczna, którą zapewniło trio akordeonowe „acc. to be”, spotkały się z bardzo dobrym przyjęciem zebranych. Na zakończenie wszyscy zostali zaproszeni na mały poczęstunek, którego sponsorem była Cukiernia Śliwa z Krakowa. (więcej)

 

W 2009 roku przypada 95. rocznica obrony twierdzy Kraków przed nadciągającymi od wschodu wojskami carskimi, które zostały odparte w dwóch bitwach, pomiędzy 16 a 22 listopada  oraz  6 grudnia 1914 roku. 6 grudnia 1914 r. miała miejsce kulminacja tzw. drugiej bitwy o Kraków. Oddziały rosyjskie oblegające miasto od wschodu i południowego - wschodu przystąpiły do generalnego szturmu. Zgromadzona na zagrożonych odcinkach załoga twierdzy mężnie odpierała natarcie. Po zaciętych walkach Rosjanie zostali odparci od bram miasta i wkrótce potem cofnęli się. Bitwa ta ostatecznie zadecydowała o odparciu Rosjan i stanowiła istotny element zwycięstwa odniesionego pod Limanową - Łapanowem.

Grupa rekonstrukcji historycznej i jednocześnie stowarzyszenie Tradycyjny Oddział C.K. Regimentu Artylerii Fortecznej Nr 2 barona Edwarda von Beschi - Twierdza Kraków od kilkunastu już lat spotyka się 6 grudnia, aby celebrować ogień artyleryjski i świętować zwycięstwo nad armią carską. W tym roku uroczystość odbyła się w forcie artyleryjskim 49 Krzesławice, jednym z nielicznych odrestaurowanych i zagospodarowanych obiektów Twierdzy Kraków. Na co dzień znajduje się tu Młodzieżowy Dom Kultury.

Na zaproszenie organizatora imprezy dowódcy krakowskiego Tradycyjnego Oddziału C. i K. Regimentu Artylerii Fortecznej No.2 Przemysława Jaskółowskiego członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Rawelin” licznie stawili się tego dnia na dziedzińcu fortu. W inscenizacji brał udział jeden z naszych członków Henryk Trynka, który jako artylerzysta FsAR2 był pierwszy raz w boju. Impreza rozpoczęła się o godz. 11 krótkim wprowadzeniem historycznym przypominającym wydarzenia z grudnia 1914 roku. Rozpoczęła się inscenizacja... Rosjanie ostrzelali pozycje baterii mieszanej FsAR2 na wałach fortu, granaty wybuchały z wielkim impetem. Pomimo skomasowanego ognia nie udało się zniszczyć nieprzyjacielowi dział fortu Krzesławice. Po zakończeniu ostrzału na stanowiska wybiegli artylerzyści. Z replik dział i granatników ustawionych na wale fortu rozpoczęli ostrzał pozycji rosyjskich. Donośny huk rozniósł się na dziedzińcu i wśród murów krzesławickich umocnień. Kanonada artyleryjska trwała kilkanaście minut. Następnie na teren fortu wdarł się patrol rosyjski – kozak i piechór. Podczas starcia z załogą fortu ranili jednego z obrońców, którego natychmiast wyniesiono z pola bitwy. Załoga ruszyła w pogoń za wycofującymi się Rosjanami. Po kilkuminutowej wymianie ognia wzięto zwiadowców do niewoli, złapano także szpiega, który miał przedostać się do twierdzy. W inscenizacji wydarzeń z grudnia 1914 roku oprócz organizatorów krakowskiego Tradycyjnego Oddziału C. i K. Regimentu Artylerii Fortecznej No.2 wzięli udział także zaproszeni goście z grupy historycznej z czeskiego Brna. Niestety z powodu kontuzji jaką nabawił się w boju Przemysław Jaskółowski kolejne punkty uroczystości zostały odwołane, min. pasowanie na artylerzystę, czyli przyjęcie nowych członków stowarzyszenia. Komendant po zaopatrzeniu ran powrócił do fortu.

Przy okazji uroczystości rocznicowych zwiedziliśmy fort Krzesławice, a w szczególności miejsca, które na co dzień nie są dostępne. W jednej z kazamat koszar szyjowych zaprezentowano wystawę pt. „Austro – węgierska  artyleria forteczna 1914-1918”, na której mogliśmy podziwiać archiwalne fotografie, mundury artyleryjskie, imponującą kolekcje pocisków i zapalników... Kolejne odparcie Rosjan już za rok. Mamy nadzieje, że męstwa i prochu nie zabraknie. (więcej)

 

W tegorocznej edycji imprezy, w której braliśmy udział już po raz czwarty, przyszła kolej na schron nr 8 przy pl. Inwalidów. W zeszłym roku i dwa lata temu w listopadzie z tej samej okazji otwieraliśmy „siódemkę” w parku Krakowskim, a rok wcześniej – „dwójkę” przy Królewskiej, jeden z pierwszych tego typu obiektów w mieście. Tak jak większość muzeów w Krakowie, tak samo nasz schron z 1944 roku można było zwiedzać bezpłatnie od godziny 10 do 15. Tradycyjnie już udostępniliśmy obiekt pod patronatem i dzięki pomocy Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, oddział Pomorska. Na potwierdzenie tego, że akcja jest wspólna jeden ze zwiedzających zapytał, czy bezpośrednio ze schronu istnieje przejście podziemne do… muzeum.

Nie obyło się bez problemów technicznych. Dzień przed imprezą okazało się, że ktoś „pożyczył” większość naszych lamp naftowych, które przechowywaliśmy wewnątrz schronu i trzeba było dokupić nowe. Współpracy odmówił też agregat, ale na szczęście udało się go w porę reanimować. Za to w czasie zwiedzania wszystkie sprzęty spisały się na medal. W schronie nr 8 nie ma zamontowanej na stałe instalacji elektrycznej, więc warunki oświetleniowe utrudniają organizowanie wystaw w korytarzach. Dlatego tym razem nie zaprezentowaliśmy rawelinowych zbiorów masek i innych militariów. Jednak nawet pusty (nie licząc zachowanych oryginalnych ławek) schron okazał się atrakcją Dnia Otwartych Drzwi Muzeów. Jak zwykle zwiedzaniu towarzyszyło zaskoczenie, niedowierzanie, zachwyt, a czasem… strach. Wśród najstarszych osób odwiedzających Lufschutzdeckungsgraben spotkaliśmy nawet świadka budowy schronów.

Liczba zwiedzających zaskoczyła nas: 316 osób, czyli całkiem sporo, jak na listopadową porę. Nie licząc rowerzysty - gitarzysty, który bardzo chciał obejrzeć nasz obiekt, ale ponieważ przyszedł „po godzinach”, a do tego był chyba po dosyć intensywnej imprezie, ostatecznie zrezygnował. W końcu zaparkował swój rower i… gitarę na trawniku, a sam położył się obok schronu i jak gdyby nigdy nic zapadł w drzemkę. (więcej)

 

Dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Krakowa oraz Przewodniczący Rady Dzielnicy V Piotr Klimowicz zapraszają do oddziału Ulica Pomorska (ul. Pomorska 2) na promocję książki Anny Marszałek i Mariusza Bembenka Wokół placu Inwalidów, 21 stycznia 2010 o godz. 17.00.

Oddalony o ponad kilometr od Rynku Głównego plac Inwalidów rzadko znajduje się na liście atrakcyjnych miejsc do zwiedzenia w Krakowie. Niewiele osób, nawet spośród krakowian, zdaje sobie sprawę z tego, iż architektura tego miejsca jest jednym z najlepszych przykładów budownictwa międzywojennego pod Wawelem, a obecny park Krakowski to tylko znikoma część tego, czym był na początku XX wieku. Nie każdy zapewne dotarł do oddziału Muzeum Historycznego Miasta Krakowa Ulica Pomorska, gdzie w piwnicznych celach do dziś można przeczytać napisy na ścianach wykonane przez więźniów gestapo w okresie drugiej wojny światowej. Na odkrywców czekają jeszcze inne niespodzianki i skarby placu Inwalidów oraz jego okolic.

Autorzy przewodnika udowadniają, że plac Inwalidów i jego okolice mają niezwykle interesującą historię, wartą chwili niedzielnego spaceru, który umożliwi – z pomocą naszego wydawnictwa – poznanie choć części tajemnic tego zakątka Krakowa.
Wydawnictwo zaopatrzone jest w plan miasta, który ułatwia poruszanie się po opisywanym terenie. Książka zawiera bogaty materiał ilustracyjny przedstawiający okolicę placu Inwalidów od okresu dwudziestolecia międzywojennego po czasy współczesne.

    W programie spotkania:
  - wprowadzenie - Dyrektor ds. naukowych MHK Jacek Salwiński
  - przedstawienie projektu rewitalizacji placu Inwalidów – Przewodniczący Rady Dzielnicy V Piotr Klimowicz
  - prezentacja książki – Anna Marszałek, Mariusz Bembenek (MSMH Rawelin)
  - prezentacja - udostępnienie do zwiedzania schronów przeciwlotniczych - Szymon Kalicki (MSMH Rawelin)
  - wspomnienie o wydarzeniach 1989 roku na placu Inwalidów – Mariusz Bembenek (MSMH Rawelin)
  - prezentacja projektu nowej wystawy stałej w oddziale MHK Ulica Pomorska  – Grzegorz Jeżowski
  - koncert
zespołu akordeonowego „acc. to be”

 

W tym roku już po raz piąty organizowany jest Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich z inicjatywy Stałej Konferencji Dyrektorów Muzeów Krakowskich przy współpracy z Urzędem Miasta Krakowa.  Odbędzie się 22 listopada 2009 r. Głównym celem, który przyświeca inicjatorom tego przedsięwzięcia jest zachęcenie młodych ludzi do zapoznania się z historią i dziedzictwem kulturowym Krakowa. Oprócz stałych i czasowych ekspozycji, muzea planują przygotowanie szeregu dodatkowych atrakcji dla dzieci i młodzieży. Będą to m.in. zwiedzanie wystaw muzealnych z przewodnikami, wykłady oraz pokazy.

 

Muzeum Historyczne Miasta Krakowa O/Pomorska

Wystawa stała: Kraków w latach 1939–1956
10.00–11.20 – Życie codzienne mieszkańców Krakowa 1939–1945 – warsztaty dla młodzieży
11.45–12.30 – Korespondencja Polaków w czasie II wojny światowej – prezentacja i omówienie zbiorów filatelistycznych z kolekcji Jana Pająka
13.15–14.00 – Wojenne losy kapitana Stanisława Spyrłaka na podstawie zbiorów filatelistycznych z kolekcji Jana Pająka – wykład połączony z prezentacją kolekcji
14.15–15.15 – Los Polaków – więźniów Montelupich i Pomorskiej – warsztaty dla młodzieży
15.30–16.00 – pokaz filmów archiwalnych o okupowanym Krakowie
10.00–15.00 – zwiedzanie schronu przeciwlotniczego w parku Krakowskim udostępnionego przez Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin”

ZAPRASZAMY

 

Sobota 7 listopada 2009r. była zimna i deszczowa, jednak aura nie była w stanie pokrzyżować naszych planów. Celem naszej wyprawy były fortyfikacje Obszaru Warownego Śląsk. Rozciąga się on na odcinku kilkudziesięciu kilometrów od miejscowości Przeczyce na północy po miejscowość Wyry na południu. Była to linia umocnień stałych i polowych dodatkowo uzupełniona szeregiem obiektów towarzyszących lub zabezpieczających. Dziś stanowi wyjątkowy w skali kraju zabytek polskiej myśli fortyfikacyjnej z okresu międzywojennego.

Po niepokojących informacjach w mediach dotyczących planów rozbudowy autostrad i dróg szybkiego ruchu w Polsce postanowiliśmy jeszcze raz zwiedzić punkt oporu Bobrowniki i ocenić zakres zniszczeń spowodowanych budową odcinka autostrady A1. Ale zanim dotarliśmy do Bobrownik... Dzięki uprzejmości Szymona Hrebendy, członka Stowarzyszenia Pro Fortalicium zwiedziliśmy jego ciężki schron bojowy należący do Samodzielnej Grupy Bojowej „Kamień”. Ze względu na ilość obiektów ciężki bardziej przypomina niewielki punkt oporu. Jej zadaniem było ryglowanie doliny rozciągającej się poniżej i ciągnącej się w stronę Bytomia oraz ryglowanie drogi z Piekar do Siemianowic. W skład I linii wchodziły cztery obiekty ciężkie w tym aż dwa wyposażone w armaty p.panc. Niestety, jeden z nich nie zachował się do naszych czasów, został wysadzony przez Niemców w 1940 roku. Drugą linię obrony stanowił wybudowany w 1938 roku umocniony budynek organizacji "Strzelec". W jego piwnicach mieścił się żelbetowy schron dla dwóch rkm-ów oraz najprawdopodobniej skład amunicji. Punkt oporu posiada na przedpolu ciężkich schronów dwa obiekty pozorne z kopułami betonowymi. Większość obiektów znajduje się na terenie ogródków działkowych, dlatego dostęp do nich jest utrudniony, ale za to zachowały się w bardzo dobrym stanie. Przekonaliśmy się o tym zwiedzając działkę Szymona. Nie jest to zwykła działka ogrodnicza z grządkami warzywnymi i przytulną altanką, lecz wielką betonową bryłą – dwukondygnacyjnym schronem bojowym dla broni maszynowej. Jego uzbrojenie stanowiły trzy ckm-y  i rkm. Jeden ckm osadzony był w półkopule pancernej o sygnaturze ZO 1936 N954, dwa pozostałe w strzelnicach ściennych za pancerzami pionowymi. Poza częścią bojową w schronie znajduje się pomieszczenie dla załogi, maszynownia i pomieszczenie magazynowe. Obiekt jest w doskonałym stanie, ma zachowane pancerze, drzwi pancerne oraz drzwi do innych pomieszczeń, kratę przeciw szturmową, a także lawetę ckm w półkopule pancernej. Zachowały się także fragmenty drobnego wyposażenia takie jak składane stoliki czy spore fragmenty systemu chłodzenia ckm-ów. Obiekt posiada rury do łączności optycznej skierowane w stronę nieistniejącego tradytora, wyjście ewakuacyjne stanowiące strzelnicę rkm oraz, jako jeden z nielicznych schronów z 1936, strzelnicę obrony wejścia. Mamy nadzieje, że dzięki Szymonowi stanie się kolejną perełką wśród Śląskich fortyfikacji.

Punkt oporu "Bobrowniki" położony w zakolu rzeki Brynicy jest jednym z najciekawszych na całym Obszarze Warownym Śląsk. Wzniesiony w pierwszym okresie budowy ma wiele charakterystycznych dla tego etapu cech konstrukcyjnych, zbudowany na grzbiecie i stokach wzgórza 310, dzięki czemu obrona miała zapewniony dobry wgląd w przedpole. Fortyfikacje te składały się oprócz umocnień stałych z mocno rozbudowanych przeszkód ziemnych i linii okopów. Do września 1939 roku na wzgórzu wybudowano aż 17 obiektów. Umocnienia te, od frontu, rozbudowane były w dwie - trzy linie. Na skrzydłach jedna linia przebiegała u stóp wzgórza, druga na skraju stoku i szczytu. Na płaskim szczycie rozmieszczono ciągi okopów i rowów łącznikowych. Komunikację uzupełniały utwardzone drogi.  Jego jądrem są dwa tradytory artyleryjskie strzelające w kierunku północnym i południowym. Są one konstrukcyjnie zbliżone do siebie, różnią się detalami. Są to jedyne obiekty na Śląsku, w których konstrukcję podporządkowano artylerii, ckm-y natomiast pełnią rolę pomocniczą. Od frontu pozycji położone są łukiem cztery obiekty, trzy z nich posiadają półkopułę pancerną ckm, jeden kopułę ckm. W połowie płaszczyzny grzbietu wzgórza znajduje się niewielki, wykopowy schron bojowy z kopułą pancerną czterostrzelnicową oraz nieco cofnięty względem niego mały schron obserwacyjny ze standartową kopułą obserwacyjną. W środkowej i tylnej części pozycji umieszczono w wykopie schrony bierne pełniące rolę magazynów amunicji. Na północnym i południowym stoku wzgórza położone są schrony broni maszynowej przeznaczone do ognia czołowego. Fortyfikacje dopełniały obiekty pozorne i pozorno-bojowe. Na wschodnim stoku wzgórza znajduje się piętrowy budynek koszarowy z przybudowanymi doń schronami bojowymi  uzbrojonymi w ckm-y.

Kiedy byliśmy tu w styczniu 2008 roku znane już były plany inwestycji drogowej, ale jeszcze nic nie zapowiadało kataklizmu. Na trasie autostrady znalazło się kilka schronów punktu oporu, które zostały przeznaczone do wyburzenia. To co ujrzeliśmy przeszło nasze najśmielsze wyobrażenia. Całe wzgórze zryte spychaczami, jeden ze schronów pozorno-bojowych już „poległ”. Schron bojowy (wykopowy) w centralnej części pozycji został odsłonięty z przykrywającej go ziemi, dzięki temu mogliśmy zapoznać się z jego konstrukcją, aż po same fundamenty. Kiedy jeszcze był przysypany ziemią wyglądało, że jest wyposażony w czterostrzelnicową półkopułę pancerną ckm (ZO N23 1936). Okazało się, że to kopuła - od tyłu nie jest oblana betonem, a tylko zwał ziemi sprawiał mylne wrażenie. Obiekt jedno kondygnacyjny, zawiera przedsionek, z którego prowadzi wejście po klamrach do kopuły oraz izbę załogi. Posiada dwa wejścia tworzące rodzaj krótkiej poterny dającej schronienie żołnierzom będącym w okopie. Wejścia te wchodziły bezpośrednio w linię okopów. W 1936 roku dobudowano dodatkowe, zadaszone blachą falistą przedsionki zaopatrzone w schody. Kolejnym zagrożonym obiektem jest dwukondygnacyjny schron wybudowany w 1936 roku na północnym stoku wzgórza 310. Na górnej kondygnacji posiada jedną izbę bojową dla trzech ckm-ów za pancerzami pionowymi. Prawa strzelnica, ze względu na mniejsze zagrożenie ostrzałem nieprzyjaciela, otrzymała lżejszy typ pancerza. Dolny poziom zawiera izbę, w której były urządzenia wentylacyjne, zapasy amunicji i żywności oraz miejsce dla załogi.

Stowarzyszenie Pro Fortalicium prowadziło starania w celu uratowania schronów, a z jakim skutkiem czas pokaże. Może uda się uratować pancerze i przewieść je w bezpieczne miejsce. Ile jeszcze obiektów pochłonie budowa autostrady? Mamy nadzieje, że na tym koniec.

Kolejnym i już ostatnim punktem naszej wycieczki po fortyfikacjach Obszaru Warownego Śląsk był schron nr 52 w Dobieszowicach. Wielokrotnie zwiedzaliśmy ten pięknie odnowiony obiekt będący pod opieka Stowarzyszenia Pro Fortalicium... ale powód był zupełnie inny. Na stronach TVS przeczytaliśmy Wszystko stało się w biały dzień. Ciężki sprzęt, fachowa ekipa i osiemnastotonowa pancerna kopuła powojennego bunkra w Sączowie została zdemontowana. W relacjach okolicznych mieszkańców zuchwała kradzież, ale policja uspokaja. Kradzieży nie było właśnie po to, by jej nie było. Stowarzyszenie Na Rzecz Zabytków Fortyfikacji "Pro Fortalicium" zdjęło kopułę celowo, by nie kusić złomiarzy. (...) Dariusz Pietrucha, prezes Stowarzyszenia "Pro Fortalicium" zajmującego się zabytkami tego typu, wyjaśnia, że kopułę trzeba było stąd zabrać. W trosce o stalową kopułę członkowie stowarzyszenia przystąpili do akcji ratowniczej. - Każdy ciężki sprzęt oczywiście o odpowiednim udźwigu, który by tam się znalazł, a mieliśmy sygnały, że coś się zaczyna dziać, był w stanie tę kopułę wyciągnąć - przyznaje Pietrucha. Kilka godzin wystarczyło, by zabytkowa kopuła trafiła w bezpieczniejsze miejsce, gdzie przejdzie gruntowną renowację. - Będzie to pierwsza polska kopuła, która będzie wyeksponowana i odrestaurowana na tle polskiego schronu bojowego - zaznacza Waldemar Machoń, członek stowarzyszenia "Pro Fortalicium".

Kopuła pancerna pozyskana ze schronu bojowego z punktu oporu wzg.307 „Niezdara” trafiła do Dobieszowic. Przez wiele lat była atrakcją, gdyż przez wysadzeniu schronu przez Niemców w roku 1940 siła eksplozji wyrwała ją ze stropu... wróciła przechylona, przygniatając lawetę ckm. Leżąc na boku w Dobieszowicach robi piorunujące wrażenie, wydaje się dużo większa na nowym miejscu. (więcej)

 

XVI Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków odbył się w dniach 10 - 11 października 2009 roku. Organizatorem rajdu był Oddział Wojskowy PTTK im. gen. J. Bema przy Klubie 2 Korpusu Zmechanizowanego, Klub 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie. Celem było poznawanie historii budowy, funkcjonowania oraz znaczenia Twierdzy na przestrzeni jej dziejów, zwiedzanie wybranych obiektów fortyfikacyjnych, zapoznanie się ze współczesnymi możliwościami wykorzystania byłych obiektów Twierdzy, poszerzenie wiedzy z zakresu historii Krakowa, a w szczególności jego militarnych tradycji, promowanie budowli Twierdzy Kraków jako kolejnej, bardzo ciekawej atrakcji turystycznej, a także zwiedzenie miejsc upamiętniających walkę żołnierzy I wojny światowej.

Pierwszy dzień rajdu prowadził „szlakiem pierwszowojennych bitew i cmentarzy. Na trasie autokarowej wycieczki znalazły się Dobczyce, Wiśniowa, Kasina Wielka, Chyrzówki, Limanowa, Laskowa, Kamionka Mała, Żegocina, Rajbrot, Łąkta Górna, Leszczyna, Łapanów, Gierczyce i Wieliczka. Uczestnicy rajdu mogli zobaczyć Przełęcz Rydza Śmigłego, gdzie w nocy z 23/24 grudnia 1914 roku Legioniści wzięli do niewoli szwadron jazdy rosyjskiej, w Limanowej zapoznali się z ekspozycja w Muzeum Ziemi Limanowskiej poświeconą bitwie pod Limanową, zwiedzili wiele cmentarzy wojennych z okresu I wojny światowej będących świadectwem zaciętych walk na tych terenach.

Drugi dzień XIV Rajdu Szlakiem Twierdzy Kraków to zwiedzanie I sektora obronnego twierdzy. Na trasie pieszej wędrówki znajdowały się: „Diabelski Most” – bezkolizyjne skrzyżowanie dróg fortecznych, relikty bramy Kościuszko, fort 2 Kościuszko, szaniec fs-3, ostrogi bramne 3a i 3b , ostróg bramy "Wola Justowska" i relikty fortu n-4.

Fort 2 Kościuszko jest jednym z najstarszych zachowanych dzieł Twierdzy Kraków. Zbudowany został w latach 1850 - 1856 jako daleko wysunięty punkt obrony. Fort ten jest dziełem cytadelowym, zaprojektowanym przez zespół: Bernard von Caboga, Franz Pidoll von Quintenbock oraz Feliks Księżarski. Narys fortu zbliżony jest do sześcioboku z narażonymi bastionami: od zachodu trzy wielkie, od wschodu dwa mniejsze flankujące przełamany blok koszar szyjowych, broniony dodatkowo kaponierą. Fort Kościuszko był największym dziełem obronnym Twierdzy Kraków, w 1854 roku posiadał 60 armat i haubic oraz 6 moździerzy, załoga fortu liczyła 732 żołnierzy. W późniejszym okresie fort poddano nieznacznej modernizacji, wprowadzając m.in. poprzecznice na wale frontu zachodniego czy przekształcając stanowiska artylerii w pn-wsch. barku bastionu III, tworząc tam baterie o działaniu tradytorowym. Początkowo fort był jednym z czterech dzieł wysuniętych przed rdzeń twierdzy. W latach 1854 - 1857 zagęszczono ten obwód szańcami. W latach 1907 - 1910 fort włączono do nowego rdzenia twierdzy, budując w jego sąsiedztwie system nowych ostrogów, bram i umocnień ziemnych. Zachowany jest niemal w całości, w latach 1945 -1947 wyburzono bastiony czołowe. We wrześniu 1939 roku stacjonował tu 131 dywizjon artylerii przeciwlotniczej. W roku 1940 hitlerowcy zmienili nazwę fortu na Fort List, gdzie pod koniec wojny umieścili internowanych żołnierzy włoskich. Obecnie w budynku koszarowym i bastionach znajduje się muzeum, hotel, kawiarnia i rozgłośnia radia RMF.

Fort n-4 powstał w roku 1855 jako szaniec fs-4. W 1908 roku został całkowicie przebudowany na fort rdzenia, posiadał parterowy blok koszarowy i dwa schrony pogotowia na barkach, zapole i wjazd do fortu strzegła ziemna kaponiera. W latach 1934 - 36 schrony zostały wysadzone, a partie ziemne zniwelowane. Zachowany blok koszar ok. 1943 roku zostaje przebudowany przez Niemców na schron przeciwlotniczy.  Na okolicznym terenie położonym w Cichym Kąciku przy ul. Piastowskiej są plany budowy Centrum Muzyki Kameralnej, na które złoży się sala koncertowa na 800 miejsc wraz z zapleczem, garderoby, biblioteka i pawilon wystawienniczy. Blok koszarowy fortu ma stać się częścią tego kompleksu, zostanie on wkomponowany w nowoczesną architekturę.

Trasa rajdu zakończyła się w forcie 7 „Za rzeką” na ul.Rydla. Obiekt ten powstał w roku 1854 jako polowy, sześcioboczny szaniec fs-7, zbudowany w okresie kryzysu politycznego związanego z wojną krymską. Zlokalizowano go na północ od zabudowy ówczesnej wsi Łobzów, tuż obok linii kolejowej wiodącej na Śląsk, w miejscu wybranym wcześniej do budowy stałego fortu reditowego. W drugiej połowie lat 50. XIXw. podjęto przebudowę wybranych szańców na forty stałe. Przebudowa fs-7 trwała wyjątkowo długo, objęła lata 1857 – 1868. W jej wyniku szaniec został całkowicie zlikwidowany, a w jego miejscu powstał zupełnie nowy obiekt. W centralnej części fortu zbudowano dużą parterową reditę, stanowiącą śródszaniec fortu i jednocześnie część mieszkalną dla załogi. Usypano na niej ziemny wał – przedpiersie dla piechoty i być może moździerzy. Reditę otaczał wał dla piechoty i artylerii, o pięciobocznym narysie i omurowanych stokach. Pod wałem, na czole fortu zbudowano podwalnię służącą jako izby mieszkalne żołnierzy. Całość założenia otaczała szeroka, sucha fosa z omurowanym stokiem i przeciwstokiem, broniona przez kaponiery. Zasadniczym budulcem elementów kubaturowych fortu była cegła; jedynie blok podwalni wykonano częściowo z betonu. Fort nie był modernizowany, choć niedługo po ukończeniu stał się przestarzały wskutek szybkiego rozwoju artylerii. Po rozpoczęciu budowy zewnętrznego pierścienia umocnień włączono go do tzw. rdzenia, czyli wewnętrznej linii obrony twierdzy. W roku 1909, w ramach podjętej wówczas przebudowy rdzenia związanej z likwidacją umocnień na linii dzisiejszych Alej Trzech Wieszczów w narożniku lewego barku i szyi wzniesiono betonowy tradytor, przeznaczony dla dwóch armat, ostrzeliwujący międzypole w kierunku bramy bronowickiej i sąsiednich fortów n-6  i n-5. Aż do początku XXI stulecia pozostawał nieprzerwanie w rękach wojska, jako obiekt magazynowy. Obecnie znajduje się w rękach prywatnych.

W forcie 7 organizatorzy rajdu przygotowali ognisko, przy którym uczestnicy strudzeni wędrówką i intensywnym zwiedzaniem fortyfikacji krakowskiej twierdzy mogli posilić się smażona kiełbasą. Rozdaniem certyfikatów uczestnictwa, pamiątkowych odznak i gratulacjami za wytrwałość komandor Henryk Łukasik zakończył XVI Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków. Kolejny już na wiosnę przyszłego roku. (więcej)

 

W sobotę 3 października zorganizowaliśmy w Rudawie kolejną imprezę historyczno - turystyczną pod nazwą „Śladami II wojny światowej”. Miała ona jednak trochę inny charakter, niż dotychczasowe. Z racji przypadającej niedawno 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej zwiedzanie schronów miało być poszukiwaniem wojennych śladów w gminie Zabierzów. Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin”, zajmuje się odkrywaniem i utrwalaniem tych śladów przeszłości, a zorganizowany  rajd udowodnił, że obiekty tego typu są doskonałym „podkładem” do nauki historii dla wszystkich: młodzieży i starszych – historii którą można dotknąć.

Okazało się, że reklama (ulotki, plakaty, media) poskutkowała i uczestników rajdu przybywało z minuty na minutę. Ktoś nawet dowiedział się o imprezie chwilę przed rozpoczęciem, przeglądając gazetę i zdecydował się przyjść. Większość rajdowiczów wybrała się na rodzinne zwiedzanie, gościliśmy też grupę uczniów z Wieliczki. Zapisy trwały do ostatniej chwili, aż w końcu kilkadziesiąt osób zebrało się obok naszego „reprezentacyjnego” Regelbau 668 przy ul. Dunajewskiego w Rudawie gotowe do wymarszu na trasę wycieczki na czele z komandorem Jackiem Stefańskim.  Aby wszystko przebiegało sprawnie, a przede wszystkim bezpiecznie, zapewniliśmy odpowiednią „obstawę” w odblaskowych kamizelkach, dzięki czemu byliśmy bardziej widoczni na jezdni.

Najbardziej uroczystym punktem rajdu było złożenie kwiatów i zapalenie zniczy na mogile nieznanych polskich żołnierzy, poległych tu we wrześniu 1939 oraz pod pomnikiem ofiar pacyfikacji Radwanowic w lipcu 1943 roku znajdujących się na cmentarzu w Rudawie. Następnie udaliśmy się w kierunku stacji kolejowej, skąd w 1944 roku Niemcy poprowadzili bocznicę kolejki, która dowoziła materiały do budowy fortyfikacji. Wzdłuż jej dawnej trasy, przez przedwojenny most ruszyliśmy w stronę Werbowni. Błotnistą drogą  wspięliśmy się na wzgórze, na którym położona jest grupa umocnień, której zadaniem była obrona tzw. traktu śląskiego. Dzięki uprzejmości obecnego dzierżawcy terenu, firmie „K&J Paintball ATV” możliwe było zwiedzenie trzech obiektów: schronu biernego Regelbau 668, schronu do ognia okrężnego Ringstand R58c oraz garażu dla armaty Regelbau 701, który cieszył się największym zainteresowaniem. Najmłodsi uczestnicy rajdu starali się zajrzeć we wszystkie zakamarki schronów i pytali, do czego służyły ich różne elementy, jak np. osłony anten czy peryskop. Następnie przyszła pora na grupę obiektów w Młynce - w tym nasz drugi obiekt – Regelbau 668 w wersji z dobudowanym stanowiskiem typu Ringstand 58c. Dzięki pracy członków Stowarzyszenia „Rawelin” został w roku 2007 odkopany, wysprzątany, zabezpieczony i udostępniony do zwiedzania dla wszystkich miłośników historii i fortyfikacji. Niestety otaczające go schrony są zasypane m.in. jedyny w tym rejonie schron, na którym można było zamontować wieżę czołgową. Podobnie jak w przypadku pozostałych fortyfikacji linii b-1 w rejonie Zabierzowa, również one nigdy nie spełniły swojego zadania. Najprawdopodobniej nie zostały ukończone, a prace budowlane prowadzono w pośpiechu, niemal do samego końca wojny. Świadczy o tym choćby jakość betonu. Ale z okazji rajdu - dzięki chłopakom ze Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „Wrzesień 39” - Regelbau 668 być może po raz pierwszy w historii, miał pełną obsadę. Po obejrzeniu schronu i pamiątkowych zdjęciach z niemieckimi żołnierzami rajd ruszył dalej, w kierunku wzgórza 280 w Nielepicach. Jak wynika z relacji świadków – mieszkańców Nielepic, właśnie w tym miejscu Niemcy wybudowali kolejkę linową, która transportowała materiały budowlane na szczyt wzgórza. Jacek poprowadził nas ścieżką, która nie należała do najłatwiejszych, ale wszyscy szczęśliwie dotarli na miejsce - szczyt wzgórza został zdobyty. Ten, kto jeszcze na nim nie był, szybko przekonał się, że warto było się po wspinać. Na szczycie znajduje się najwyżej położony w Dolinie Rudawy obiekt fortyfikacji niemieckich z 1944 roku - schron bierny piechoty Regelbau 668. Z uwagi na swoje położenie, został wyposażony w pancerz, w którym miał być umieszczony wysuwany peryskop umożliwiający obserwację przedpola całej pozycji obronnej. Ze szczytu wzgórza roztacza się widok na panoramę Rowu Krzeszowickiego, który ma w tym miejscu prawie 5 km szerokości i jest od południa ograniczony pasmem Garbu Tęczyńskiego, na północy zaś pasmem Dolinek Jurajskich. Z wysokości wzgórza 280 doskonale czytelne są podstawowe założenia obronne dla całej linii  obiektów oraz pozycji polowych, zależności pomiędzy poszczególnymi grupami schronów oraz ich zadaniami w grupie.

Zbiegliśmy na dół i udaliśmy się w stronę centrum Rudawy i ulicy Dunajewskiego, gdzie na zakończenie intensywnego zwiedzania przygotowaliśmy wiele atrakcji. Duże wrażenie na uczestnikach rajdu, jak i na zaproszonych gościach zrobił wyremontowany schron bierny Regelbau 668. Schron przeznaczony był dla załogi złożonej z dziewięciu żołnierzy - składa się z dużego pomieszczenia o powierzchni ok. 13 m kw. oraz dwóch mniejszych przedsionków, w których zamontowano drzwi pancerne. Załogę chroniły żelbetowe ściany i strop grubości 1,5 metra. W sytuacji zagrożenia, żołnierze mogli skorzystać z wyjścia ewakuacyjnego, za którym znajdowała się studzienka z klamrami, prowadząca na powierzchnię. Do obiektu dobudowano stanowisko typu Ringstand do obserwacji lub ostrzału z karabinu maszynowego. Dzięki temu, że schron nie został uszkodzony podczas działań wojennych, zwiedzający mogli obejrzeć wszystkie, doskonale zachowane elementy. Wewnątrz obiektu członkowie Stowarzyszenia "Rawelin" zrekonstruowali  wyposażenie schronu min. łóżka, składany stół i taborety, jak też urządzili ekspozycję militariów: elementy wyposażenia żołnierzy Wehrmachtu, repliki broni, stare mapy i dokumenty, instrukcje wojskowe, radiostacje, telefony polowe, fotografie, a nawet betonowe miny, które produkowano pod koniec II wojny światowej. Można było także zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia z polskimi żołnierzami z „Września 39” przy odtworzonym stanowisku karabinu maszynowego, sprawdzić, jak działa forteczny telefon (jak się okazało – bez zarzutu!), obejrzeć wystawę dioram niemieckich fortyfikacji polowych autorstwa Henryka Trynki i sprawdzić swoją celność na strzelnicy ASG. Ogromnym powodzeniem cieszyło się stoisko z wyposażeniem wojskowym przydatnym dla każdego turysty. Amatorzy wojskowych plecaków, saperek i pałatek, zachęceni przez kolegów, którzy zdążyli już się „zaopatrzyć”, zjawiali się nawet długo po zakończeniu imprezy!

Na zakończenie strudzeni uczestnicy i organizatorzy rajdu usiedli przy wspólnym ognisku, gdzie dzieląc się wrażeniami z długiego dnia posilali się smażoną kiełbasą. Rozdaniem certyfikatów uczestnictwa, pamiątkowych odznak i gratulacjami za wytrwałość komandor Jacek Stefański zakończył Rajd "Śladami II wojny światowej. Rudawa - Młynka - Nielepice 2009".

Podsumowując - w imprezie wzięło udział ponad 100 osób zainteresowanych historią i fortyfikacjami. W 8 km trasę rajdu wyruszyła grupa ponad 50 osób i ...jeden pies. Niestety większość betonowych, zaniedbanych przez lata obiektów znajduje się na terenach prywatnych i jest w nienajlepszym stanie, również dostęp do nich jest utrudniony. Wszelkie prace, które udało się do tej pory przeprowadzić były możliwe dzięki zaangażowaniu i pracy członków stowarzyszeń oraz pomocy gminy Zabierzów. (więcej)

 

Rawelin w Radio Kraków

1 października od godz. 11 „Rawelin” gościł na antenie Radia Kraków w programie „Przed hejnałem”. Czteroosobowa ekipa: Jacek Stefański, Mariusz Bembenek, Szymek Kalicki i Asia Dolna rozmawiała z redaktor Magdą Wadowską o dotychczasowych dokonaniach Stowarzyszenia, naszych pasjach, a przede wszystkim o najbliższej imprezie, czyli sobotnim rajdzie w Rudawie - Śladami II wojny światowej. Dla odpowiedniej ilustracji do rozmowy, do studia przynieśliśmy kilka rekwizytów z rawelinowych zbiorów – puszkę z maską przeciwgazową, hełm Luftschutzu i klapkę wodociągową z napisem Wasserwerk Krakau, uratowaną przed trafieniem na złom. Zorganizowaliśmy też konkurs z nagrodą książkową – słuchacze mieli odpowiedzieć na pytanie, co oznacza nazwa rawelin. Oczywiście na zasadzie – kto pierwszy, ten lepszy. Dla miłośników fortyfikacji konkurs nie był trudny i udało się go rozwiązać niemal błyskawicznie. Dzięki udziałowi w programie, który był dla nas nowym, ale bardzo sympatycznym doświadczeniem, mogliśmy zareklamować Stowarzyszenie i dotrzeć z informacją o tym, czym się zajmujemy do jeszcze większego grona osób.

Słuchaj z Rawelinem: audio1, audio2, audio3, audio4.

 

Szóstego dnia wojny obronnej 1939 roku zmagania wojenne dotarły na teren ziemi bocheńskiej. Operująca w południowej części kraju Armia „Kraków”, po przegranej bitwie granicznej, wycofywała się przez Bochnię na nową linię obrony, wyznaczoną przez Naczelnego Wodza na rzece Dunajec. Bochnia, miasto górnicze, była w przedwojennej Polsce miejscem stacjonowania 5 Dywizjonu Taborów, w pobliżu miasta znajdowały się też wielkie magazyny amunicji Armii „Kraków”, ukryte w puszczy niepołomickiej. Dlatego miasto zgodnie z rozkazem dowódcy Grupy Operacyjnej „Boruta” gen. Mieczysława Boruty-Spiechowicza: „należało bronić”. Wokół Bochni, rankiem 6 września na pozycjach obronnych znajdowały się następujące jednostki: na południu 10 Brygada Kawalerii płk. Stanisława Maczka, od zachodu 21 Dywizja Piechoty Górskiej gen. J. Kustronia, bataliony Korpusu Ochrony Pogranicza 1 Brygady Górskiej i oddziały Obrony Narodowej. Sztab GO „Boruta” stacjonował w pobliskich Krzyżanowicach. Przed południem masy niemieckich czołgów z 2 Dywizji Pancernej i  żołnierzy z 3 Dywizji Górskiej natarły na obrońców. Dzięki przewadze czołgów i artylerii Niemcy o zmierzchu weszli do płonącego miasta. Jednakże wykonany na rozkaz ppłk. Warzyboka kontratak cieszyńskich strzelców podhalańskich i oddziałów Obrony Narodowej odrzucił Niemców z zajętych stanowisk. W tym czasie 10 Brygada Kawalerii zabezpieczała południowe skrzydło obrony i dzięki bitwom w Leszczynie, Wiśniczu Nowym i Dołuszycach nie dopuściła do okrążenia broniących się w Bochni wojsk. Nocą oddziały polskie wykonały odskok na linię Dunajca w okolice Radłowa. 7 września 1939 roku oddziały hitlerowskie wkroczyły do miasta...

W celu przybliżenia mieszkańcom oraz przybyłym gościom tamtych  wydarzeń - 5 września 2009 roku odbyła się rekonstrukcja historyczna zatytułowana "Bitwa o Bochnie" pod honorowym patronatem Prezydenta RP. Uroczystości w tym dniu rozpoczęły się o godzinie 10.00 na bocheńskim rynku, następnie grupa rekonstruktorów w mundurach historycznych przemaszerowała na Cmentarz św. Rozalii, gdzie odsłonięto obelisk upamiętniający poległych w walkach o Bochnię we wrześniu 1939r. Rekonstrukcja na ul.Smyków z udziałem piechoty, kawalerii, broni pancernej, artylerii i lotnictwa wojskowego rozpoczęła się o godz. 15.00. Na błoniach bocheńskich - Smykowie - powstała specjalna makieta budynków, pośród których rozegrała się potyczka wojsk polskich i niemieckich. Na stronie internetowej GRH "Siedemnasty" możemy przeczytać "...do miasta wkroczył oddział Wojska Polskiego, dowodzony przez plut. pchor. Piotra Skupnia, w którego skład weszli członkowie GRH GOŚ i GRH Siedemnasty. Ślązacy zajęli pozycje na skraju zabudowań, a Siedemnastacy obsadzili armatkę plot. Nastąpił czas nerwowego oczekiwania na przeciwnika, który bardzo gwałtownie przerwał ryk syreny – na niebie pojawił się wrogi samolot. Mimo zaciętego ostrzału z Boforsa zdołał on zrzucić bomby i zniszczyć część zabudowań. Wkrótce potem rozpoczął natarcie oddział niemieckiej piechoty wsparty czołgiem Pzkpfw II. Dodatkowo polskie pozycje zostały obłożone silnym ogniem artyleryjskim. Polacy musieli opuścić zabudowania i wycofać się na główne pozycje obronne. Znaczenie tej miejscowości było jednak tak duże, że oddziały strzelców podhalańskich i Obrony Narodowej, które nie brały dotąd udziału w walce, wsparte przez kawalerię, samochód pancerny wz.34, tankietkę TK-3, armatę 75mm oraz moździerz 81mm obsługiwany przez Siedemnastaków, wykonały kontratak. Kawalerzystom udało się zniszczyć wrogi czołg przy pomocy karabinu ppanc. wz.35 Ur, a piechota wyparła Niemców z płonących zabudowań. Wzięto przy tym licznych jeńców. Niestety, w wyniku niekorzystnej ogólnej sytuacji na froncie, oddziały Grupy Operacyjnej „Boruta” musiały wykonać odskok na wschód..." (więcej)

 

11 lipca 2009 roku w Węgrzcach koło Krakowa członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" przeprowadzili akcję ratowania bramy fortecznej przed zbieraczami złomu. Brama znajdowała się na zapolu fortu Węgrze, na terenie opuszczonej i zarośniętej działki. Nie wiadomo dokładnie, z którego z okolicznych fortów mogła pochodzić. Ponieważ jest to teren ogólnodostępny istniało niebezpieczeństwo, że zabytek może niedługo podzielić los innych metalowych elementów wyposażenia Twierdzy Kraków, które są od wielu lat rozkradane przez złomiarzy i kolekcjonerów.

Informacje o zapomnianym zabytku otrzymaliśmy od jednego z miłośników fortyfikacji, od kilku dni członka naszego Stowarzyszenia, który natrafił na okazałą bramę forteczną z końca XIX wieku dwa lata temu. - Zrobiłem zdjęcia i o sprawie zapomniałem - wspomina Piotrek. - Dziś sprawa odżyła. Istnieje potrzeba pilnego zabezpieczenia unikalnej bramy, gdyż już nosi ślady prób demontażu - nie wiadomo kiedy wywęszą ją sprawniejsi złomiarze. W pobliżu rozkradane i dewastowane są opuszczone koszary wojskowe.

Przygotowanie do akcji trwało ponad tydzień, w tym czasie przeprowadziliśmy wizje lokalną, wykonaliśmy dokumentacje fotograficzną, złożyliśmy do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Krakowie wniosek o zgodę Wojewódzkiego Małopolskiego Konserwatora Zabytków na zabezpieczenie bramy, jak też kompletowaliśmy potrzebny sprzęt. Zaplanowaliśmy – razem z Januszem Leśniewiczem z Fundacji „Janus”, że brama trafi do fortu Tonie. Tam zostanie wyremontowana, a w przyszłości – wyeksponowana w Muzeum Twierdzy Kraków. Zastępca Konserwatora Zabytków w Krakowie mgr inż. architekt Jacek Chrząszczewski przyjmując argumentacje Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin", że brama w obecnej sytuacji pozbawiona ochrony narażona jest na niebezpieczeństwo dewastacji i kradzieży - dopuścił przeprowadzenie fachowego demontażu jej skrzydeł i wykopanie słupów nośnych oraz przetransportowanie wszystkich części bramy do fortu 44 Tonie, gdzie zostaną przekazane pod opiekę Pana Janusza Leśniewicza i Fundacji Aktywnej Ochrony Zabytków Techniki i Dziedzictwa Kulturowego "Janus".

W sobotę z samego rana rozpoczęliśmy prace. Okazało się, że „skrzydła” bramy udało się zdemontować bardzo szybko, problem zaczął się natomiast z metalowymi słupami, na których brama była osadzona. Zostały wkopane głęboko w ziemię i zalane dużą ilością betonu. Pomimo kilkugodzinnego rozkuwania i  próby wyrwania słupów liną przywiązaną do samochodu, beton za nic nie chciał „puścić”. Późnym popołudniem "rawelinowa" ekipa poddała się. Wykop wokół słupów sięgał prawie półtora metra w głąb, a na dnie odsłaniały się kolejne warstwy betonowego umocowania. Prezes „Janusa” obiecał nam, że w ciągu najbliższych dni sprowadzi ciężki sprzęt, którym będzie się dało uwolnić słupy z betonowych fundamentów. Póki co – zabezpieczyliśmy „dziury”, tak, żeby nikt do nich nie wpadł. Pocieszające jest to, że metalowe elementy okazały się wyjątkowo „oporne” - raczej mało prawdopodobne, żeby złomiarze dali sobie z nimi radę. (więcej)

 

4 lipca na zaproszenie Stowarzyszenia na Rzecz Zabytków Fortyfikacji „Pro Fortalicium” wybraliśmy się na II Piknik Forteczny w Zbrosławicach. Jeden ze schronów bojowych niemieckiej linii fortyfikacji z 1939 r. - tzw. Pozycji Górnośląskiej, zlokalizowany w Zbrosławicach koło Tarnowskich Gór, jest od ponad roku poddawany zabiegom renowacyjnym w celu stworzenia w nim ekspozycji poświęconej fortyfikacjom oraz historii wojskowości. Obiekt został odmalowany i przystosowany do zwiedzania, a piknik forteczny miał pokazać rezultat prac renowacyjnych.

Umocnienia na tym terenie powstały tuż przed wybuchem II wojny światowej. Do września 1939 roku wzdłuż granicy z Polską przecinającej uprzemysłowiony rejon Górnego Śląska powstało zaledwie dwadzieścia sześć schronów bojowych. Ufortyfikowano odcinek długości ponad 45 km, od miejscowości Miedary w okolicy Tarnowskich Gór do Plichowic. Szkielet pozycji stanowiły samodzielne grupy schronów lub krótkie odcinki umocnień stałych, ryglujące ważne drogi i linie kolejowe. Większość wybudowano „parami” - jeden obiekt przeznaczony dla armaty przeciwpancernej i karabinów maszynowych, drugi – sonderwerk, wyposażony w dwie kopuły obserwacyjno - bojowe. Fortyfikacje na tym obszarze nie zostały jednak całkowicie wykończone, nie osadzono większości z planowanych kopuł pancernych i ani jednej płyty pancernej dla armaty ppanc. Wnętrza schronów też nie zostały w pełni wyposażone. Po wojnie przyjęto dla tej linii fortyfikacji nazwę „Oberschlessien - Stellung”, czyli Pozycja Górnośląska. Umocnienia te stworzone w ramach przygotowań do wojny miały na celu nie tylko udział w ewentualnych działaniach wojennych, lecz także propagandowe oddziaływanie na stronę polską i zniechęcenie jej do działań zaczepnych. Pozycja obronna Zbrosławice - Miedary położona jest na zachód od Tarnowskich Gór. Składa się z 9 schronów bojowych 5 typów (R116, R111, R107, R106 i schronu typu specjalnego). Zadaniem odcinka było ryglowanie komunikacji na szosie Tarnowskie Góry - Pyskowice. Z pośród wybudowanych obiektów tylko jeden został wyposażony w kopułę pancerną, pozostałe znajdowały się w różnych stadiach budowy. Jesienią 1944 roku w okolicach Zbrosławic wytyczono pozycje ryglową b2 i nieukończone schrony bojowe włączono w jej strukturę. Wykonano także linie umocnień polowych składających się z "kochbunkrów" i schronów drewniano - ziemnych.

Schron w Zbrosławicach, główny bohater II Pikniku Fortecznego to Regelbau 116a, miał ryglować drogę Tarnowskie Góry - Gliwice i niedaleką linię kolejową. Przeznaczony dla armaty przeciwpancernej, dwóch ckm-ów i dwóch rkm-ów. Nie zamontowano w nim kopuły obserwacyjno - bojowej, a w zamurowanym miejscu, w którym miała zostać osadzona, pozostawiono otwór na peryskop. Schronem opiekuje się Stowarzyszenie „Pro Fortalicium”, które w remont obiektu i  rekonstrukcję wyposażenia włożyło naprawdę imponującą pracę. W latach 90. miała tu swoją siedzibę firma budowlana i ślady tego – chociaż są sukcesywnie usuwane – widać do dziś. Przewodnikiem po schronie był ubrany w niemiecki mundur majora Waldemar Sykosz, opowiadał m.in. o historii, uzbrojeniu i wyposażeniu, o tym jak wyglądało życie załogi schronu w wojennych warunkach, który w porównaniu z naszym Regelbau 668 w Rudawie jest ogromny. Zwiedzaniu odremontowanej 116-tki towarzyszyły pokazy pojazdów wojskowych, prezentacje śląskich grup rekonstrukcji historycznej – oprócz Niemców – Rosjanie, Amerykanie i Polacy, jak też dla każdego cos miłego - czyli stoisko z militarnymi gadżetami. (więcej)

 

Pan Jacek Stefański wycofał zgodę na publikacje swoich tekstów na stronie MSMH Rawelin

 

 (więcej)

 

Tegoroczny Piknik Lotniczy stał pod znakiem deszczu, burzy, mgły, jednak nie zniechęciły pilotów do uczestnictwa w tej imprezie na krakowskich Czyżykach. Niesprzyjająca pogoda zakłóciła nieco przebieg pierwszego dnia pokazów. Niska podstawa chmur i deszcz sprawiły, że pokazy rozpoczęły się z trzygodzinnym opóźnieniem. Warunki takie panowały nad niemal całą Polską, co spowodowało, że wiele zapowiedzianych samolotów dotarło na piknik znacznie później lub nie dotarło wcale. Organizatorzy pikniku, który odbył się jak co roku w Muzeum Lotnictwa Polskiego, zadbali by nie zabrakło wrażeń - na krakowskim niebie pojawiło się kilkanaście samolotów i śmigłowców z różnych lotniczych epok.

Między innymi tegoroczną atrakcją był Jurgi Kairys, litewski as przestworzy, który na swym wymalowanym w trupie czaszki samolocie Su-31 wykonał mrożący krew w żyłach pokaz akrobacji lotniczej. Zaskoczeniem dla widowni był podniebny taniec jaki wykonał w „parze” z Antonowem AN-2. Na krakowskim niebie, jak tylko aura pozwoliła prezentowały się także duże i małe samoloty pasażerskie, wojskowe, szybowiec, śmigłowce i motolotnie. Szczególnym elementem tegorocznego Pikniku był pokaz NATO Live, związany z zorganizowaną przez Muzeum wystawą z okazji 60-lecia Sojuszu Północnoatlantyckiego i 10-lecia polskiego członkostwa w NATO w ramach projektu Między Wschodem a Zachodem... – wystawa statków powietrznych Sojuszu Północnoatlantyckiego – NATO 1949 - 2009. Fatalna pogoda sprawiła, że doleciały tylko trzy z kilkunastu zaproszonych samolotów. Publiczności szczególnie przypadła do gustu Catalina, wsławiona walkami z niemieckimi i japońskimi okrętami podwodnymi podczas II wojny światowej. W czasie dwudniowej imprezy nie zabrakło także atrakcji naziemnych. Grupy rekonstrukcji historycznej zaprezentowały prawdziwą gratkę dla miłośników historii II wojny światowej – trzy inscenizacje walk II wojny światowej, z wykorzystaniem autentycznego umundurowania, broni i pojazdów z tego okresu: lądowanie Aliantów w Normandii w 1944 roku, potyczka nad Łabą w 1945r  i pod Częstochową w czasie Wojny Obronnej we wrześniu 1939 roku.

Pech jednak nie opuszczał organizatorów pikniku. W chwilę po zakończeniu Małopolskiego Pikniku Lotniczego w Krakowie doszło do tragicznego wypadku. Tragedia miała miejsce około godziny 18 - startująca  z pasa w Czyżynach awionetka Cessna 172 z czterema osobami na pokładzie wkrótce po starcie rozbiła się w parku, pół kilometra od lotniska. Zginął pilot, trzy osoby ranne trafiły do szpitala. Maszyna o numerach SP-ZAP należała do Aeroklubu Warszawskiego. Jej pilot wykazał się dużą odpowiedzialnością wykonując manewr taki, by jak najmniej osób ucierpiało w wyniku wypadku, w efekcie którego poniósł śmierć. 29 czerwca w szpitalu zmarł pasażer, który w skutek pożaru miał poparzone 80% ciała. W szpitalu pozostaje jeszcze jedna ofiara katastrofy, zaś brat pilota na własna prośbę w stanie dobrym został wypisany. Przyczyny katastrofy ustali Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Natomiast w prasie i wśród specjalistów rozgorzała dyskusja, czy organizowanie pokazów lotniczych w środku miasta nie jest zbyt niebezpieczne. Być może następny piknik lotniczy odbędzie się już w innym miejscu. (więcej)

 

16 maja 2009r. Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin", na zaproszenie Gminy Zabierzów i Stowarzyszenia na Rzecz Ochrony Fortyfikacji "Fortiso" wzięło udział w konferencji naukowej „Fortyfikacje II wojny światowej - od zapomnienia do zagospodarowania”, która odbywała się w Gimnazjum im. Jana Matejki w Zabierzowie. Celem imprezy było pokazanie, co już udało się zrobić, żeby uratować drugowojenne obiekty przed zniszczeniem przez odpowiednie prace konserwatorskie i adaptacyjne oraz zwrócenie uwagi na fortyfikacje, które mogłyby być atrakcją turystyczną, ale od lat są pozostawione bez opieki. Na konferencji zaprezentowano najnowsze opracowania historyczne, naukowe oraz popularno-naukowe w dziedzinie fortyfikacji z okresu wojen światowych oraz zaprezentowano przykłady zagospodarowania zachowanych obiektów pofortecznych.

Referaty członków Rawelinu znalazły się w programie na początku i na końcu konferencji, stworzyły więc coś w rodzaju… klamry. Jacek Stefański („dwa w jednym”, czyli Fortiso i równocześnie Rawelin) opowiadał o obiektach należących do OKH Stellung „b1”, położonych w okolicach Rudawy, w tym – schronach, którymi opiekuje się nasze Stowarzyszenie. Szymon Kalicki i Darek Krzyształowski przygotowali prezentację na temat jednego z odcinków "Linii Mołotowa" - Rawsko Ruskiego Rejonu Umocnionego -  punktu oporu „Goraje” położonego na Roztoczu. Przedstawiony materiał był wynikiem przeprowadzonych przez autorów badań terenowych i inwentaryzacji schronów w latach 2003/2006. Stowarzyszenie było „widoczne” na konferencji także dzięki  wystawie dioram autorstwa Henryka Trynki, który wszystkim zainteresowanym udzielał fachowych porad z dziedziny modelarstwa.

O odpowiedni klimat epoki zadbało również Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39", prezentując się w mundurach polskich i niemieckich. Rekonstruktorzy z  „Września” byli największą fotograficzną atrakcją zabierzowskiej konferencji. Dla osób obecnych na konferencji przygotowano publikację z referatami oraz z tekstami dodatkowymi, w której znalazły się m. in. artykuły autorstwa Jacka Stefańskiego, Darka Krzyształowskiego, Szymka Kalickiego i Heńka Trynki - członków Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". (więcej)

 

Trzecia Noc Muzeów Muzeów schronie – za nami! W piątek 15 maja krakowianie nie kładli się spać, ale tłumnie wyruszyli na wielkie zwiedzanie. Krakowska Noc Muzeów była szóstą imprezą organizowaną przez miasto. Po raz pierwszy została zorganizowana w Krakowie w 2004 roku, na wzór berlińskiej „Lange Nacht der Museen”. Polega na udostępnianiu pomieszczeń muzealnych w wybraną noc maja – tradycją stało się organizowanie Nocy Muzeów w połowie miesiąca, z piątku na sobotę.

Rawelin miał zaszczyt uczestniczyć w niej już po raz trzeci. Schron w parku Krakowskim odwiedziło ok. 1260 osób! Tradycyjnie – długa kolejka zaczęła ustawiać się już przed 19, a wąskie korytarze prawie non stop były „zakorkowane” przez pasjonatów historii placu Inwalidów i podziemnego zwiedzania. Dotychczas biletem wstępu do wszystkich muzeów była specjalnie wybita na tę okazję pamiątkowa moneta, w symbolicznej cenie: 1 złoty, która upoważniała do nieograniczonego wstępu do wszystkich placówek muzealnych biorących udział w projekcie. W tym roku wstęp do muzeów był bezpłatny, a monetę – jako pamiątkowy gadżet – można było nabyć za symboliczną złotówkę. W naszym schronie pamiątkowe monety zostały sprzedane w ciągu pół godziny, na pocieszenie zostały tylko bilety uprawniające do bezpłatnych wieczornych i nocnych przejazdów komunikacją miejską. Jak zwykle też – nasz agregat zbuntował się po kilku godzinach pracy i to aż trzykrotnie. Choć niektórzy poczuli się w ciemnościach niepewnie, na szczęście obyło się bez paniki, a paliwo udało się uzupełnić w miarę szybko.

Przeboje tegorocznej wystawy łatwo było przewidzieć: element maski dla dziecka, który służył do pompowania powietrza („miech” kojarzył się wielu osobom z… rozniecaniem ognia), maska dla konia i plastikowa replika mp40 - jak stwierdził jeden ze zwiedzających – ulubiona broń z Call of Duty. Sporo osób robiło też sobie zdjęcia z „Rosjaninem” Grzesława czyli manekinem ubranym w maskę, op1 i uzbrojonym w licznik Geigera. Mieliśmy też stałych bywalców, którzy z nostalgią wspominali wizyty sprzed trzech lat w betonowych korytarzach i pytali czy i tym razem będzie można wejść do obydwu obiektów, a nawet zobaczyć trzeci z naszych schronów - przy ul. Lea. Obiecywaliśmy, że następnym razem  podczas Dnia Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich postaramy się pokazać więcej.

W tym roku zrezygnowaliśmy z rekonstrukcji historycznej, więc szczególnie panie bezskutecznie szukały… granatowego policjanta, żeby go sfotografować. Bartek tymczasem, podobnie jak reszta ekipy – w nowej koszulce Stowarzyszenia – kierował ruchem turystycznym. Po Nocy Muzeów zostało ogromne zmęczenie, ale też radość z tego, że to, co robimy spotyka się z tak dużym zainteresowaniem i sympatycznym przyjęciem. (więcej)

 

Przedmiotem prowadzonej przez członków Stowarzyszenia inwentaryzacji w maju 2009 roku był punkt oporu "Wielki Dział" Rawsko Ruskiego Rejonu Umocnionego tzw. Linii Mołotowa. Wielki Dział jest jednym z najwyższych wzniesień na Roztoczu Południowym, położonym na południe od Woli Wielkiej. Punkt oporu składa się 14 schronów bojowych, które tworzą dwie wyraźnie wyodrębniające się grupy: południową - na stokach wzgórza oraz północną - na jego przedpolu. Są to obiekty typu: trzy tradytory artyleryjskie - każdy uzbrojony w dwie armaty forteczne Zis-7 kal. 76,2 mm i ckm, pięć schronów do ognia bocznego uzbrojonych w armatę ppanc kal. 45 mm sprzężoną z ckm i ckm lub tylko w broń maszynową, cztery schrony do ognia czołowego o dwu lub trzech zasadniczych kierunkach ognia uzbrojone w armatę ppanc i ckm lub tylko w ckm, dwa schrony jedno izbowe dla działa. Jeden ze schronów do ognia bocznego został wyposażony w polską pancerną kopułę obserwacyjną wz.36 - zdemontowaną z fortyfikacji na Polesiu - o sygnaturze Z.O. 1936 N64 10. W czasie badań terenowych zdołano zlokalizować także wykopy pod trzy dalsze schrony. Ważną rolę obok umocnień o charakterze stałym odgrywały fortyfikacje polowe: drewniano - ziemne schrony bojowe, ziemianki o charakterze mieszkalnym, pełniące rolę składów amunicji oraz sieć okopów i rowów dobiegowych łączących poszczególne elementy fortyfikacji. Od północy i zachodu p.o. „Wielki Dział” był zabezpieczony przez rów przeciwczołgowy wykopany około 100 - 200 m przed schronami głównej linii obrony. Całość założenia, które miało tworzyć zamknięty system, przygotowany do obrony okrężnej dopełniały linie zapór z drutu kolczastego i na niektórych odcinkach pola minowe.

Punkt oporu miały stanowić główną część obrony, nasycony środkami ogniowymi, szczególnie przeciwpancernymi. Jego zadaniem miało być powstrzymanie natarcia przeważających sił nieprzyjaciela, przede wszystkim broni pancernej. Większość schronów była rozmieszczona na obszarach bezleśnych, co wyraźnie widać na przedwojennej mapie WIG, obecnie są to tereny porośnięte lasem. Poza schronami na Wielkim Dziale można znaleźć pozostałość zbiornika na wodę, wykorzystywaną podczas budowy schronów, a także bardzo dobrze zachowane odcinki rowów przeciwczołgowych. Przeprowadzone badania terenowe - kontynuacja inwentaryzacji z 2005 roku  - polegały na wykonaniu dokumentacji fotograficznej poszczególnych obiektów punktu oporu, spisu zachowanych elementów wyposażenia schronów, jak tez pomiary GPS. (więcej)

 

W nocy 16/17 maja 2009 roku będzie można zwiedzić bez biletu krakowskie muzea. Dla miłośników historii przygotowano sporo atrakcji. W tym roku VI Noc Muzeów Krakowskich zaplanowano na najbliższy piątek, większość placówek proponuje z tej okazji specjalny program. Osoby zainteresowane historią, szczególnie druga wojna światową, powinny odwiedzić schron przeciwlotniczy LS-Deckungsgraben Nr7 w Parku Krakowskim. W godzinach 19-1 schron udostępniony jest do zwiedzania przez Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin", które ma pod swoją opieką kilka podobnych obiektów w mieście. Wewnątrz przygotowano wystawę "Plac Inwalidów - historia miejsca" oraz ekspozycję poświeconą obronie przeciwlotniczej.

 

Druga część XV Rajdu Twierdzy Kraków rozpoczęła się w piątkowe popołudnie 27 marca. Po ponad sześciu godzinach jazdy PTTK-owskim autokarem dotarliśmy pod Warszawę, do miejscowości Białobrzegi nad Zalewem Zegrzyńskim. Ponieważ program rajdu przewidywał bardzo wczesne wstawanie i napięty program, wyjątkowo zrezygnowaliśmy z wieczorno – nocnego zwiedzania (planowaliśmy kilkukilometrowy „spacer” do Twierdzy Zegrze).

W sobotę rano ruszyliśmy do Modlina, twierdzy, której historia sięga dalej w przeszłość, niż – jak w przypadku większości fortyfikacji w Polsce – w lata zaborów. Początki ziemnych umocnień Twierdzy Modlin sięgają XVII wieku. Budowali je wówczas Szwedzi, a w latach 1807 -1812 z rozkazu Napoleona Bonaparte wzniesiono pięć bastionów. 1 grudnia 1813 Twierdzę Modlin przejęli Rosjanie. Ponieważ włączono ją do carskiego systemu obronnego, szybko przystąpiono do dalszej rozbudowy. Między 1864, a 1870 rokiem wzniesiono ponad dwukilometrowej długości budynek koszar przeznaczonych dla 20 tys. żołnierzy, który do dziś jest jedną z najdłuższych budowli w Europie. Przebudowano forteczne bramy, wzniesiono redity i dwie działobitnie, a w latach 80. XIX w. Rosjanie rozpoczęli budowę pierścienia zewnętrznego – ośmiu fortów artyleryjskich. Modernizowano je do 1907 roku, dobudowując m. in. betonowe tradytory. Twierdza miała własną infrastrukturę - wieżę ciśnień, maszyny parowe, młyn i wybudowany w 1844 roku neogotycki spichlerz.

Pierwszymi obiektami, który zobaczyliśmy było kasyno oficerskie i pomnik Obrońców Modlina z września 1939. Następnym punktem rajdu były dwa forty pierścienia zewnętrznego – Pomiechówek i Zakroczym. W Zakroczymie zdecydowaliśmy, że – zgodnie z długą rawelinową tradycją – będziemy zwiedzać fort indywidualnie. Nie wynika to z ignorancji przewodnika, ale z tego, że na zorganizowanych wycieczkach przeważnie brakuje czasu, żeby zajrzeć w każdy interesujący nas forteczny zakamar. Dzięki temu mogliśmy przejść długą poterną i obfotografować z każdej strony ogromny tradytor artyleryjski. Rezultatem dokładnej eksploracji fortu było oczywiście spóźnienie i upomnienie od organizatorów rajdu, którzy już są przyzwyczajeni do tego, że zwykle gdzieś „znikamy” w trakcie zwiedzania. I w końcu przymknęli oko na „Rawelin”, nie mieli wyjścia. Wróciliśmy do centrum Twierdzy Modlin, żeby obejrzeć Bramę Ostrołęcką, Bramę Ks. Józefa Poniatowskiego, Wieżę „Czerwoną”- Tatarską (dopiero z tej perspektywy zwiedzający zdaje sobie sprawę, jak ogromne są koszary, z góry pięknie widać też spichlerz po drugiej stronie Narwi) oraz wieżę ciśnień.

Następnym punktem programu miał być Nowogród i skansen kurpiowski. A po drodze czekało nas jeszcze „trzy w jednym”, czyli wysadzony schron Linii Mołotowa, schron polski i niemiecki schron bojowy, który ma być w przyszłości wyremontowany i udostępniony w ramach trasy turystycznej. W tym ostatnim bardzo zainteresowała nas niesamowita teoria przewodnika na temat rur wewnątrz schronu, które miały być wykonane z… brezentu. W Nowogrodzie nie mieliśmy szczęścia do pogody, ale można było schować się przed deszczem w kurpiowskich chatach. Wcześniej obejrzeliśmy jeszcze polski schron bojowy nad Narwią, ze śladami niemieckich pocisków z 1939 roku na kopule pancernej. W tym rejonie zaplanowano ok. 50 schronów żelbetowych w dwóch liniach obronnych oraz tamy mającej umożliwić wykonanie zalewu wodnego. Prace rozpoczęły się w czerwcu 1939 roku, do chwili wybuchu wojny zdołano zbudować 22 obiekty, większość z nich była typu ciężkiego wyposażona w kopuły pancerne. Schrony ciężkie zlokalizowano w okolicach samego miasta, a na prawym skrzydle w okolicy wsi Szablak schrony lekkie. W czasie, gdy uczestnicy rajdu zwiedzali skansen, część rawelinowej ekipy postanowiła odwiedzić miejsca znane z niezapomnianych wakacji w 2006 roku. Wieczór w Goniądzu spędziliśmy przy ulubionym piwie Łomża, a w niedzielę rano ruszyliśmy do Osowca.

Tą unikalną w skali Europy rosyjską twierdzę na Bagnach Biebrzańskich zaczęto budować za panowania cara Aleksandra II  w 1882 roku, a budowę zakończono w 1892 roku. Modernizacja, m. in. wzmacnanie ceglanych budowli betonem i żelbetem trwała do samego wybuchu I wojny światowej. Przy jedynej przeprawie przez bagna powstały forty: I Centralny (Cytadela – najważniejszy obiekt), Fort II Zarzeczny, Fort III Szwedzki i Fort IV Nowy. W latach 1914-15 8 Armia Niemiecka trzykrotnie próbowała zdobyć Osowiec, przywożąc pod mury twierdzy m. in. moździerze - Grube Berty, na które Rosjanie odpowiedzieli działami morskimi większego kalibru. 6 sierpnia 1915 Niemcy przeprowadzili atak przy użyciu chloru, w wyniku którego zginęło 2 tys. Rosjan, ale też – od własnej broni – tysiąc żołnierzy niemieckich. 8 sierpnia 1915, po kapitulacji Modlina i Warszawy, car Mikołaj II wydał rozkaz ewakuacji twierdz. W latach międzywojennych, gdy Osowiec przejęło polskie wojsko, powstały nowe obiekty m. in. – pięć schronów bojowych w Forcie II (dwa wyposażone w wysuwalne wieże pancerne Senkpanzer M.02 z Twierdzy Przemyśl przezbrojone na broń maszynową), a także schrony usytuowane wzdłuż Biebrzy. W 1939 roku Niemcy zrezygnowali z ataku na Osowiec, kierując się przez Biebrzę i Narew pod Wiznę. "Pamiątką" po Armii Czerwonej w Twierdzy Osowiec są napisy propagandowe, które zachowały się na ścianach niektórych obiektów. Jak podkreślał nasz przewodnik – prezes Osowieckiego Towarzystwa Fortyfikacyjnego Mirosław Worona, po wojnie, gdy forty pozostawały bez opieki, okoliczna ludność dokonała „rozbiórki” carskich cegieł. W ten sposób rozebrano m. in. budynek elektrowni i cerkiew. Dopiero w latach 50-tych utworzono w Forcie Centralnym jednostkę wojskową, która istnieje do dziś.

My zwiedziliśmy niestety tylko Fort I, choć w planach był jeszcze Fort Zarzeczny, a w zasadzie jego ruiny, do których jednak nie dało się dojechać z powodu wysokiego poziomu wody. W jednej z potern przewodnik opowiedział legendę o Czarnej Damie, która podobno prześladowała Rosjan w czasie niemieckiego ataku przy użyciu chloru. Ogromny kościotrup w czarnej pelerynie miał się wyłaniać z chmury gazu i dusić żołnierzy. Wielu tłumaczyło dezercję właśnie strachem przed Czarną Damą. Po tych niesamowitych opowieściach, które nie bardzo nas wzruszyły, jako, że – jak do tej pory, nic nas jeszcze nigdzie nie straszyło, obejrzeliśmy jeszcze budynek koszar, pozostałości strzelnicy, a wcześniej – muzeum twierdzy w bloku koszar.

Na trasie rajdu była jeszcze Piątnica pod Łomżą. Spośród trzech rosyjskich fortów wybudowanych na początku XX w, oznaczonych literami cyrylickiego alfabetu - A, B i W, zwiedzaliśmy fort W, położony na wzgórzu nad Narwią. Na jego terenie działa strzelnica, jest też niewielkie muzeum. Początek realizacji twierdzy dało wybudowanie w roku 1889 na lewym brzegu Narwi dwóch redut ziemnych z drewnianymi schronami. W następnym okresie w związku z programem rozbudowy twierdz opracowanym na potrzeby nowego planu wojny, przystąpiono do stworzenia projektów dla twierdz mających utworzyć linię obronną przeciw nawisowi Prus Wschodnich. Łomża miała stać się jednym z punktów. W związku z tymi zamierzeniami po roku 1896 przystąpiono do budowy trzech fortów ziemnych na przeciwnym brzegu rzeki. W roku 1900 rozpoczęto przebudowę tych fortów przez wzmocnienie ich budowlami betonowymi w postaci koszar szyjowych dla załogi, kojców i przeciwskarpowych galerii.  Budowane według wzoru gen. Wieliczko z roku 1897, który to projekt stał się wzorcowym rozwiązaniem dla wszystkich twierdz rosyjskich budujących forty w czasie od 1898 do 1908 r.
Forty A, B, W połączone zostały wałem obronnym o przekroju trójkątnym i rowem. Tworzyło to razem obwarowanie ciągłe w odległości 1,5 km od przeprawy. Prawe skrzydło przedmościa opierało się o moczary i bagna nadrzeczne. Lewe zaś o samą rzekę.
W 1939 roku na terenie fortów wybudowano schrony i utworzono linie zygzakowatych okopów, dobrze widocznych do dziś. Również w Piątnicy postawiliśmy na indywidualne zwiedzanie, bieganie po okopach i wysokich wałach, z których roztacza się piękna panorama Łomży.

Na koniec rajdu zatrzymaliśmy się pod Wizną, obok mauzoleum obrońców z Samodzielnej Grupy Operacyjnej Narew. Na początku września 1939 polskie oddziały pod dowództwem kapitana Władysława Raginisa broniły odcinka Wizna, powstrzymując przez kilka dni atak dywizji pancernych generała Heinza Guderiana. Obrona, za względu na dużą przewagę liczebną Niemców przeszła do legendy. Większość polskich obrońców zginęła lub została ranna, ranny został też dowódca. Wcześniej przysiągł, że prędzej zginie, niż odda się w ręce wroga. Dlatego 10 września, gdy sytauacja stała się beznadziejna, popełnił samobójstwo. Pomnik – mauzoleum, który stanowi część ciężkiego schronu bojowego, znajduje się przy drodze z Łomży do Białegostoku. Schron, w którym bronił się kapitan Raginis, położony jest na wzgórzu nad pomnikiem.

Podobnie jak to było w przypadku zwiedzania Twierdzy Przemyśl w czasie XI Rajdu, doszliśmy do tego samego wniosku - żeby zobaczyć wszystkie obiekty, potrzeba co najmniej tygodnia. Na Podlaskie jeszcze wrócimy... (więcej)

 

Podczas II wojny, Niemcy wysadzili część kopuł pancernych Fortu 44 Tonie. Jedna z nich, pochodząca z tradytora artyleryjskiego koszar szyjowych, nie została wywieziona, ale zakopano ją na zapolu fortu. Jej zadaniem była osłona stanowiska kierowania ogniem dział tradytora. Po ponad 60 latach, 21 marca 2009 roku ekipa „Rawelinu”, uzbrojona w łopaty i saperki, w bardziej zimowej, niż wiosennej aurze, zabrała się za jej odkopywanie. Prace były prowadzone za zgodą Janusza Leśniewicza z Fundacji Aktywnej Ochrony Zabytków Techniki i Dziedzictwa Kulturowego "Janus", pod której opieką znajduje się Fort Tonie. Szef „Janusa” kibicował zresztą całej akcji i uwieczniał jej poszczególne etapy na zdjęciach. Pozwolenia na wydobycie kopuły udzielił też Wojewódzki Konserwator Zabytków Jan Janczykowski.

Ponieważ kopuła była odwrócona, przypominała „misę” wypełnioną ziemią, w której mogły się zachować pierwszo i drugowojenne przedmioty. Tym razem nie było jednak sensacyjnych odkryć. W pagórku, w którym leżała kopuła i w jej wnętrzu znajdowały się jedynie zwoje kolczastego drutu, elementy zamka najprawdopodobniej karabinu mauser, stare puszki, otwieracze do konserw, butelki i przeróżne metalowe „szpeje”, które niestety nie przedstawiają większej wartości. Najcenniejszym znaleziskiem był ozdobny uchwyt do fortecznej lampy. Do tego nie można było kopać zbyt głęboko, ponieważ niemal dokładnie pod pagórkiem znajduje się... szambo. Na szczęście w czasie prac ziemnych udało się uniknąć „ekologicznej katastrofy” i kopuła została odkopana niemal w całości. Kiedy z wnętrza kopuły usunięto resztki ziemi i błota, można było wejść do środka i poszukać sygnatury. Drapanie pancerza drucianą szczotką nie przyniosło niestety odpowiedzi na pytanie, jaki numer posiada kopuła, na pocieszenie można było ją zmierzyć. Wymiary wewnętrzne kopuły to ok. 160 cm x 110cm i 100 cm wysokości. Reprezentuje zbliżony do stojącej na wale innej z wysadzonych kopuł pancernych typ, lecz o nieco mniejszych rozmiarach. Od czoła posiada jeden rozglifiony otwór obserwacyjny i trzy mniejsze szczeliny obserwacyjne - dwie na bokach i jedna na tylnej ścianie.

To dopiero początek prac „Rawelinu” w Forcie Tonie. Kopuła wymaga jeszcze gruntownego oczyszczenia. Być może dopiero wtedy uda się odnaleźć i odsłonić sygnaturę. Przeniesienie kilkutonowego ciężaru na miejsce ekspozycji w ramach planowanego w Forcie Tonie Muzeum Twierdzy Kraków będzie wymagało użycia ciężkiego sprzętu. (więcej)

 

XV Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków został podzielony na dwie części. Część "krakowska" odbyła się 14 marca 2009r. Organizatorem rajdu był Oddział Wojskowy PTTK im. gen. J. Bema przy Klubie 2 Korpusu Zmechanizowanego, Klub 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie i Fundacja Aktywnej Ochrony Zabytków Techniki i Dziedzictwa Kulturowego "Janus". Celem było poznawanie historii budowy, funkcjonowania oraz znaczenia Twierdzy na przestrzeni jej dziejów, zwiedzanie wybranych obiektów fortyfikacyjnych, zapoznanie się ze współczesnymi możliwościami wykorzystania byłych obiektów Twierdzy, poszerzenie wiedzy z zakresu historii Krakowa, a w szczególności jego militarnych tradycji, promowanie budowli Twierdzy Kraków jako kolejnej, bardzo ciekawej atrakcji turystycznej.

Pierwsza część Rajdu rozpoczęła się przed wejściem do fortu 43 Pasternik, gdzie licznie tego dnia przybyli uczestnicy, w promieniach wiosennego słońca wysłuchali krótkiej, ale treściwej prelekcji Kuby Mikulskiego na temat Twierdzy Kraków. Fort powstał jako dzieło półstałe w latach 1872 - 1878, następnie w latach 1881-1884 został przebudowany na fort stały artyleryjski  z szeregiem nietypowych rozwiązań - jako jedyny w Krakowie o pięciobocznym narysie. Posiada w szyi parterowy blok koszarowy z półbastionami flankującymi bramę główną, w centrum założenia znajdują się dwa dziedzińce przedzielone betonową poterną, na czole nietypowy schron - podwalnia z ziemnym wałem artyleryjskim ze schronami pogotowia w poprzecznicach. Pozostałe stanowiska dział, znajdują się na każdym barku, stanowią klasyczne działobitnie z poprzecznicami mieszczącymi schrony pogotowia. Fosa o klasycznym narysie z pięcioma kaponierami; po dwie barkowe i czołowa. Do dnia dzisiejszego Fort 43 Pasternik i przyległy teren pozostaje w użytkowaniu wojska, gdzie szkolą się nie tylko Polscy żołnierze. Anglojęzyczne napisy na elewacji podwalni i poterny świadczą dobitnie, że już od wielu lat jesteśmy w NATO.

Dalsza trasa wędrówki prowadziła przez tereny poligonu wojskowego, aż do celu wycieczki jakim był fort 44 Tonie. Fort 44 Tonie został zbudowany 1879 roku jako dzieło półstałe, w latach 1881 - 1884 przebudowany na jednowałowy fort artyleryjski. Prezentował typowe cechy dla dzieł tego typu, przy czym topografia terenu wymusiła asymetrię rzutu. Na prawym skrzydle fortu w szyi zbudowano półbastion, który skomunikowany był z blokiem koszar szyjowych klatka schodową i pochylnią do wytaczania dział. W tym miejscu fosa zabezpieczona była dodatkową kaponierą. W trakcie modernizacji twierdzy w latach 90. XIX w. fort 44 uzyskał kategorie głównego dzieła pierścienia, wspierał go go zbudowany w pobliżu pancerny fort bliskiej obrony 44a "Pękowice". W latach 1902 - 1908 dokonano kompleksowej modernizacji fortu przez przekształcenie go z artyleryjskiego na pancerny. W nowej postaci fort zdominowała funkcja obrony bliskiej, choć utrzymano zredukowana pozycję do obrony dalekiej. Elementy pierwotnego założenia takie jak skala, narys, główne bloki kazamatowe i kaponiery pozostały bez zmian, lecz zostały wzmocnione ze względu na rozwój środków rażenia. Parterowe blok koszarowy posiada na prawym skrzydle załamanie, w kazamatach którego wstawiono dwie armaty 6 cm M.99 za wspólnym dwu strzelnicowym pancerzem. Zadaniem tego stanowiska artyleryjskiego było flankowanie koszar szyjowych. Na krańcu lewego skrzydła koszar szyjowych umieszczono tradytor z 4 tarczami dział kazamatowych 8cm M.98  Tradytor posiadał własną wieżę obserwacyjno-bojową i stanowiska reflektorów. Pod tradytorem znajdują się pomieszczenia magazynu amunicji, pomieszczenie techniczne i pomieszczenie studni. Stanowiska bojowe tradytora skomunikowane były z dolna kondygnacją klatką schodową, którą poprowadzona była rura głosowa do wydawania komend przez dowódcę baterii. Za koszarami szyjowymi znajduje się potężny schron pogotowia. W centrum założenia umiejscowiona jest wewnętrzna bateria z odkrytymi stanowiskami sześciu dział obrony dalekiej z trzema schronami pogotowia w poprzecznicach. Środkowy schron był skomunikowany  windą amunicyjną i klatka schodową z poterną główną. N skrzydłach czół fortu wybudowano dwie baterie z wieżami pancernymi. Każda z baterii posiadała po dwie wysuwalno-obrotowe wieże dział szybkostrzelnych 8cm Senkpanzer S.P. M.2 (V.P.N 3, V.P.N 5, V.P.N 7,  V.P.N 9) i wieże obserwacyjną (B 64, B 66) do kierowania ogniem. Bloki baterii skomunikowane były poternami z kaponierami barkowymi. Na czole fortu znajduje się schron pogotowia z galerią strzelecką i pancerną kopułą obserwacyjno - bojową (BF 4). Blok schronu połączony był schodami z poterną główna prowadzącą do kaponiery czołowej. Obsadę fortu stanowiło 8 oficerów, 224 szeregowych piechoty, 265 szeregowych artylerii i 8 saperów. Fort prawdopodobnie brał udział w trakcie bitwy o Kraków w 1914 roku. Jego baterie obrony dalekiej wspierały siły walczące na dalekim przedpolu fortu z nacierającymi wojskami carskimi. W okresie międzywojennym fort był konserwowany jako element Obozu Warownego Kraków. We wrześniu 1939 roku w oparciu o zachodni front twierdzy, Wojsko Polskie stoczyło krótkotrwałe walki w osłonie odwrotu Armii" Kraków", potwierdzony jest udział artylerii fortu i zniszczenie dwóch pojazdów pancernych czołówek  niemieckiej 4 dywizji lekkiej. W czasie okupacji niemieckiej fort pełnił rolę magazynów i warsztatów wojskowych. Pod koniec 1944 roku Niemcy odstrzeliwali ładunkami wybuchowymi elementy pancerne w celu ich odzysku na złom. Zostały odstrzelone kazamaty pancerne tradytora wraz z kopułą obserwacyjno - bojową, jak też z lewej baterii pancernej kopuła obserwacyjna i wieża Senkpanzer S.P. M.2. Przez długie powojenne lata fort pełnił rolę magazynu wojskowego. Pod koniec roku 2008 Zarząd Budynków Komunalnych przekazał fort 44 Tonie Fundacji Aktywnej Ochrony Zabytków Techniki i Dziedzictwa Kulturowego "Janus". Działania Fundacji i skupionych wokół niej środowisk obywatelskich, min. zmierzającą do wypracowania i wdrożenia metod ochrony, opieki i udostępnienia współczesnemu społeczeństwu dwu największych w środkowej Europie zespołów fortecznych  austro - węgierskich twierdz pierścieniowych Kraków i Przemyśl oraz przywrócenia i zachowania dla przyszłych pokoleń ich tożsamości historycznej.

Na zakończenie pierwszej części Rajdu gospodarze fortu 44 Tonie przygotowali ognisko,  przy którym strudzeni długą wędrówką uczestnicy mogli posilić się smażoną kiełbasą. Rozdaniem certyfikatów uczestnictwa, pamiątkowych odznak i gratulacjami za wytrwałość komandor Henryk Łukasik zakończył XV Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków. Druga część XV Rajdu Szlakiem Twierdzy Kraków (Szlakiem Wielkiej Wojny 1914-1918) odbędzie się w ostatni weekend marca - przed nami Twierdza Modlin i Twierdza Osowiec. (więcej)
 

Minęło już ponad 155 lat od wybudowania pierwszych obiektów Twierdzy Kraków. Postępujący i szybki rozwój miasta spowodował, że wiele fortów nie doczekało dnia dzisiejszego. Musiały ustąpić miejsca pod nowe inwestycje, drogi czy tez osiedla mieszkaniowe. Inne miały trochę więcej szczęścia, zostały zaadaptowane na cele przemysłowo-magazynowe, przekształcone w hotele i domy kultury co uchroniło je przed zniszczeniem. Jednak większość obiektów jest w opłakanym stanie, są zarośnięte przez bujną roślinność, zdewastowane i zaśmiecone. Okradane przez zbieraczy złomu z wyposażenia i stalowych elementów czekają na swoją szansę przetrwania kolejnych lat. Taką szansę otrzymał fort 44 Tonie, jeden z najciekawszych obiektów Twierdzy Kraków…

Rozproszone Muzeum Twierdzy Kraków nareszcie staje się realne. Zarząd Budynków Komunalnych przekazał fort 44 Tonie Fundacji Aktywnej Ochrony Zabytków Techniki i Dziedzictwa Kulturowego "Janus". Działania Fundacji i skupionych wokół niej środowisk obywatelskich, min. zmierzającą do wypracowania i wdrożenia metod ochrony, opieki i udostępnienia współczesnemu społeczeństwu dwu największych w środkowej Europie zespołów fortecznych  austro - węgierskich twierdz pierścieniowych Kraków i Przemyśl oraz przywrócenia i zachowania dla przyszłych pokoleń ich tożsamości historycznej.

10 stycznia 2009r. Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin” na zaproszone Prezesa Fundacji Aktywnej Ochrony Zabytków Techniki i Dziedzictwa Kulturowego "Janus" Janusza Leśniewicza gościło w forcie 44 Tonie. Zainteresowanie członków naszego Stowarzyszenia było bardzo duże, gdyż fort przez wiele lat był niedostępny, a jest to najlepiej zachowany obiekt Twierdzy Kraków. W zwiedzaniu fortu uczestniczyli także członkowie krakowskiego Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji i PTTK. Kilka godzin intensywnego zwiedzania fortu zakończyło się ogniskiem. Przy trzaskającym ogniu i zapachu pieczonych kiełbasek zebrani długo dzielili się wrażeniami z bardzo udanego dnia…

Fort 44 Tonie wzniesiony został w roku 1879 jako dzieło półstałe, w latach 1881-84 przebudowany na jednowatowy fort artyleryjski. Położony na północ od centrum Krakowa ogniem swych dział strzegł doliny Prądnika i traktu Olkuskiego. Posiada parterowe, załamane na prawym skrzydle koszary szyjowe, schron główny, wał artyleryjski ze schronami pogotowia i kaponiery strzegące dostępu do fosy. Od standardowych fortów artyleryjskich budowanych w III pierścieniu umocnień twierdzy różniła go asymetria rzutu spowodowana warunkami terenowymi - na prawym skrzydle fortu, w szyi zbudowano półbastion z dodatkową kaponierą. W roku 1902  krakowska Dyrekcja Inżynierii Fortecznej podjęła decyzję o przekształceniu przestarzałego już fortu w dzieło pancerne. Elementy pierwotnego założenia takie jak skala, narys, główne bloki kazamatowe i kaponiery pozostały bez zmian, lecz zostały wzmocnione ze względu na rozwój środków rażenia. W ramach modernizacji na skrzydłach czół zbudowano dwie baterie pancerne wyposażone w nowoczesne wysuwalno - obrotowe wieże Senkpanzer M.2 dział kal. 8cm i wieże obserwacyjne do kierowania ogniem. Na lewym skrzydle koszar szyjowych powstał potężny tradytor z kopułą obserwacyjno-bojową i stanowiskiem dla wytaczanego reflektora. Uzbrojenie tradytora stanowiły cztery działa M.98 kal. 8cm za kazamatowymi tarczami pancernymi.  W celu skutecznej obrony szyi fortu, w załamaniu na prawym skrzydle bloku koszarowego zamontowano dwa działa  M.99 kal. 6cm za wspólnym dwu strzelnicowym pancerzem. Cały system obrony bliskiej uzupełniała kopuła bojowa ckm umieszczona na schronie czołowym. Element obrony dalekiej stanowił usypany w centralnej części wał artyleryjski dla sześciu dział kal.15cm. Taki „pancernik” jakim stał się fort Tonie obsługiwało 5 oficerów, 224 żołnierzy piechoty, 265 żołnierzy artylerii i 8 saperów. Od początku XX w. był ośrodkiem grupy fortowej, w skład której wchodził wspierający go fort 44a Pękowice, dwie baterie stałe i jedna polowa dla artylerii, szaniec piechoty oraz dwa schrony amunicyjne na zapolu. W chwili wybuchu I wojny światowej był dziełem nowoczesnym i silnie uzbrojonym. W listopadzie 1914 roku jego działa mogły wspierać wojska austro - węgierskie w czasie I bitwy o Kraków. Po zakończeniu wojny w 1918 roku został przejęty przez nowo powstające Wojsko Polskie. Fort w okresie międzywojennym był konserwowany i utrzymywany w gotowości bojowej jako element Obozu Warownego Kraków. We wrześniu 1939 roku wziął udział w odparciu czołówek niemieckich, umożliwiając wycofanie się Armii „Kraków”. W latach 1939-1945 był wykorzystywany na cele magazynowo-warsztatowe armii niemieckiej. Pod koniec okupacji Niemcy wysadzili pancerze tradytora, uszkodzili lewą baterie pancerną i zdemontowali większość wyposażenia. Po wojnie fort nadal był we władaniu wojska, tym razem umieszczono w nim pilnie strzeżone składy amunicji. W roku 1996 zakończył swoją militarną służbę i przeszedł w zarząd władz cywilnych.

Przez długie lata swojego istnienia, dwie wojny światowe, pilnie strzeżony przez cztery armie fort 44 Tonie przetrwał do naszych czasów w doskonałej kondycji. Jako jedyne w Twierdzy Kraków dzieło obronne tego typu zachował większość wyposażenia pancernego: wieże artyleryjskie, kopuły obserwacyjno-bojowe, bramy, kraty, wieszaki, co czyni go cennym i unikalnym zabytkiem sztuki fortyfikacyjnej przełomu XIX i XXw. Czy stanie się wielką atrakcją turystyczną i przyciągnie swoimi walorami rzesze miłośników fortyfikacji, czas pokaże… (więcej)

 

Bez śniegu i wrogich żołnierzy na przedpolu, ale za to hucznie, z replikami austriackich armat i toastem artyleryjską wódką obchodzono w Zielonkach rocznicę obrony Twierdzy Kraków przed Rosjanami. Grupa rekonstrukcji historycznej i jednocześnie stowarzyszenie Tradycyjny Oddział C.K. Regimentu Artylerii Fortecznej Nr 2 barona Edwarda von Beschi - Twierdza Kraków od dziesięciu lat spotyka się 6 grudnia, aby celebrować ogień artyleryjski i świętować zwycięstwo nad armią carską. W tym roku uroczystość odbyła się w Forcie 45 Zielonki, jednym z nielicznych odrestaurowanych i zagospodarowanych obiektów Twierdzy Kraków. Na co dzień znajduje się tu hotel i strzelnica. Choć działa, których użyto do oddania strzałów były replikami, a pociski zastąpiły... gazety, efekt salwy był prawie taki sam, jak z użyciem prawdziwego prochu. Kanonierzy uprzedzali zresztą, by w razie czego odsunąć się na bezpieczną odległość.

Członkowie stowarzyszenia kultywują pamięć polskich żołnierzy w armii austriackiej oraz wszystkich jednostek wywodzących się z Drugiego Regimentu Artylerii Fortecznej. Od lat kompletują broń i mundury, choć nie jest to zadanie łatwe, ani tanie. - Koszt umundurowania sięga nawet 6 tys. zł. Większość elementów wykonujemy sami - wyjaśniają. Kolekcja militariów, które udało się im zebrać, "wystąpiła" już w rekonstrukcjach historycznych wielu bitew w kraju i za granicą.

Jednym z punktów uroczystości było pasowanie na artylerzystę (uderzenie dosyłaczem armatnim w siedzenie), czyli przyjęcie nowych członków stowarzyszenia. Tradycja C.K armii to nie tylko mundury i salwy... W forcie Zielonki każdy mógł przekonać się o tym, co się jadło i... piło w koszarach. Można było spróbować prawdziwej polewki kanonierów (daleko do niej wszystkim znanej, wojskowej grochówce). Serwowano ją z oryginalnej wojskowej austriacko-węgierskiej kuchni polowej - Kochkiste. Do tego - wznoszono toasty wódką artyleryjską, domowej roboty, której receptura jest pilnie strzeżoną tajemnicą regimentu. Następna okazja, by ją rozwikłać nadarzy się dopiero za rok... (więcej)

 

(Gazeta Krakowska 05.12.2007r.)

 

Krakowskie podziemia. Oprócz pojedynczych schronów, których najwięcej jest w Śródmieściu i w Krowodrzy, istnieje ich też cały system. Te najnowsze powstały w latach 50. Wśród nich są przeciw atomowe. Do niektórych można wjechać ciężarówką - pisze Marek Lubaś-Harny.

Dariusz Krzyształowski, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" w schronie pod parkiem Krakowskim (© Andrzej Banaś)Jeszcze dwa lata temu mało kto w Krakowie słyszał o poniemieckich schronach. Niektórzy krakowianie od lat codziennie przemierzali Królewską, plac Inwalidów i park Krakowski w drodze do pracy czy na uczelnię i nie mieli pojęcia, co mają pod stopami. Niewielu jest już takich, którzy pamiętają, jak Niemcy kopali przeciwlotnicze bunkry w pobliżu ówczesnej siedziby gestapo. Więcej można znaleźć dzisiejszych czterdziestolatków, którzy przypominają sobie, że w dzieciństwie urządzali sobie zabawy w podziemnych korytarzach. Wieczorami miejsca te w razie niepogody służyły za schronienie dla pijaczków i różnych podejrzanych typów. Nie podobało się to socjalistycznej władzy i jakieś 30 lat temu betonowe płyty przykryły wejścia do dawnych schronów. Dopiero od jakiegoś czasu zapomniane podziemia budzą zainteresowanie jako pamiątki niedawnych dziejów Krakowa. Stało się to za sprawą garstki zapaleńców, których pasją jest historia. Nie wystarcza im lektura książek i dokumentów, kuszą własne odkrycia. Nawet jeśli przy tej okazji trzeba się niemało namęczyć.

Na wypadek nalotu. Schrony zostały odkryte na nowo głównie dzięki staraniom członków Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin", którzy własnoręcznie odgruzowali, oczyścili i zabezpieczyli kilka podziemnych korytarzy, przygotowując je do udostępnienia. Przystąpili do tego dzieła niewiele ponad dwa lata temu. - Zachowały się niemieckie plany, z których wynika, że takich ukryć miało w Krakowie powstać około 60 - opowiada ówczesny prezes Rawelinu Dariusz Pstuś. - Do końca wojny Niemcy zdążyli zbudować ok. 30. Większość schronów ówcześni okupanci zlokalizowali pod budynkami, a najlepiej zabezpieczone zostały te, które należały do hitlerowskich urzędów, np. pod magistratem czy budynkiem PKO przy Wielopolu. Z tych zbudowanych na otwartej przestrzeni do tej pory udało się spenetrować osiem. Niektóre ze schronów już nie istnieją, jak np. obiekt przy Dworcu Głównym, w miejscu, które znalazło się pod Galerią Krakowską. Inne są niedostępne, a ich położenie można ustalić tylko w przybliżeniu. Z dokumentów wiadomo, że są zlokalizowane np. pod Plantami, od strony ul. św. Gertrudy. Aby je odszukać, trzeba by zrywać asfalt z alejek i przekopywać trawniki, a na to nikt się nie zgodzi. Rawelin robi więc to, co możliwe. Jeden ze zbadanych schronów znajduje się pod boiskiem między ulicami Urzędniczą i Konarskiego. Właśnie on stał się pierwszym celem krakowskich historyków amatorów. Zbudowany prawdopodobnie w marcu 1944 roku, składa się z dwóch korytarzy o długości 17 i 26 metrów, wysokich na ponad 2 metry. Drugi podobny obiekt znajduje się w pobliżu niedalekich kamienic. W przypadku nalotu lub ostrzału artyleryjskiego miały służyć za kryjówkę mieszkańcom ówczesnej dzielnicy niemieckiej. Nawiasem mówiąc, nigdy nie zostały w tym celu użyte. Kraków, jak wiadomo, nie został zbombardowany, a i ostrzału artyleryjskiego uniknął dzięki temu, że Niemcy nie bronili miasta przed Armią Czerwoną. Dopiero długo po wojnie wejścia do schronów zostały dla bezpieczeństwa przykryte ciężkimi płytami z betonu. Zresztą zapuszczać się do nich nie bardzo było już po co. Jeśli Niemcy zostawili pod ziemią cokolwiek cennego, na pewno padło to łupem albo radzieckich żołnierzy, albo późniejszych poszukiwaczy skarbów.

Jesienią 2006 roku członkowie Rawelinu postarali się o zgodę gospodarzy terenu, odwalili betonowe płyty i weszli do środka. - To jeden z tak zwanych schronów publicznych, których w tej okolicy zbudowano osiem - tłumaczy Dariusz Krzyształowski, obecny prezes stowarzyszenia. - Miały one służyć osobom, które podczas nalotu znalazły się akurat w pobliżu. Mieszkańcy okolicznych kamienic mieli schrony pod budynkami, w piwnicach. Do dziś gdzieniegdzie na murach zachowały się z tamtych czasów strzałki, których znaczenie jest dziś zrozumiałe dla mało kogo. A miały one po prostu po nalocie informować ratowników: "Tu kopać". Pierwsze udostępnienie schronu nr 2 zwiedzającym w ramach dni otwartych Muzeum Historycznego przy Pomorskiej w listopadzie 2006 roku spotkało się z wielkim zainteresowaniem krakowian. A to był zaledwie początek.

Tłumy głodne historii. Choć te budowle to tylko, zdawałoby się, obetonowane dziury w ziemi, od tamtego czasu zainteresowanie nie malało, ale rosło. Kolejne "szczeliny przeciwlotnicze" zagospodarowane przez entuzjastów z Rawelinu to schrony oznaczone przez ich budowniczych numerami 7 i 8, mieszczące się pod placem Inwalidów i parkiem Krakowskim. Stały się dość głośne na początku zeszłego roku, kiedy pojawił się projekt zbudowania pod placem Inwalidów podziemnego parkingu, co dla jednego z tych schronów musiałoby oznaczać zagładę. W maju 2007 wieść o możliwości zwiedzenia schronów w ramach kolejnych dni otwartych ściągnęła do parku Krakowskiego istne tłumy. - Byliśmy trochę przerażeni, spodziewaliśmy się może kilkuset zwiedzających, a przyszły tysiące - opowiada inny członek Rawelinu Mariusz Bembenek. - Utworzyła się ogromna kolejka, ciągnąca się przez pół parku. Organizatorzy zadbali zresztą, aby goście nie oglądali wyłącznie szarych betonowych ścian. W schronie nr 7 urządzili skromną, lecz bardzo Spenetrować wszystkie podziemia Krakowa to marzenie pasjonatów z Rawelinu (© Andrzej Banaś)pouczającą ekspozycję. Z wyposażenia schronów nie zachowało się prawie nic. Jednak w zamian Mariusz Bembenek na kilkunastu planszach przedstawił historię placu Inwalidów, dla wielu krakowian zapewne zaskakująco bogatą. Reszty dopełniła wyobraźnia. Mało kto również wiedział, że schron nr 8 już przed kilkudziesięciu laty trafił do filmu, a to za sprawą Romana Polańskiego i jego studenckiej etiudy pt. "Rower". Fabuła oparta była na przygodzie, jaka w dzieciństwie przytrafiła się reżyserowi właśnie w tym miejscu. Krótko po wojnie mały Romek Polański umówił się w schronie z człowiekiem, który miał mu rzekomo sprzedać rower. Jednak zamiast wymarzonego dwukołowca przyszły zdobywca Oscara dostał tylko czymś twardym w głowę, a kiedy się ocknął, nie było ani kupca, ani roweru, ani pieniędzy. - I pomyśleć, że wydarzyło się to tuż pod oknami UB - uśmiecha się Bembenek. - Jeszcze jeden dowód na to, że funkcjonariusze tego urzędu bezpieczeństwo rozumieli po swojemu. Kryjówkę pod placem Inwalidów odwiedziło tego dnia 3 tysiące ludzi, a sąsiedni obiekt w parku Krakowskim ponad 2 tysiące. Nawet jeśli częściowo były to te same osoby, liczba robi imponujące wrażenie. Z okazji skorzystali radni Dzielnicy V, zbierając wśród zwiedzających podpisy przeciwko lokalizacji w tym miejscu parkingu. Mieszkańcy Krowodrzy byli temu pomysłowi przeciwni od dawna, dowodząc, że budowa musiałaby doprowadzić do dewastacji przynajmniej części parku. Tego dnia pod protestem podpisało się ponad 2 tysiące krakowian. Schrony były tu także ważnym argumentem.

Odkopane ze śmieci. - Nie wszyscy uważają, że te obiekty są godne zachowania - przyznaje Dariusz Krzyształowski. - Są i tacy, którzy mówią: "Po co nam dziś w Krakowie hitlerowskie pamiątki? Najlepiej byłoby je z powrotem zasypać". Odpowiadam im, że w takim razie należałoby zburzyć także wszystkie krakowskie forty, zbudowane przecież przez zaborcę, nie mówiąc o murach obronnych Wawelu i części zabudowy samego wzgórza. Uważam, że to wszystko są świadectwa historii naszego miasta. Nie zawsze układała się ona dla nas pomyślnie, ale z pamięci nie powinniśmy wymazywać niczego. Doprowadzenie schronów do obecnego stanu to efekt wielu godzin pracy członków stowarzyszenia. - Musieliśmy przyjąć na siebie rolę śmieciarzy - mówi Mariusz Bembenek. - Chwała miastu, że użyczyło swego sprzętu, by wywieźć te śmieci na wysypisko, lecz spod ziemi musieliśmy je wygrzebać własnymi rękami. A było tych śmieci kilka ton. Przez trzydzieści lat, zanim ktoś zdecydował, że trzeba zamknąć wejściowe otwory, dawne schrony służyły okolicznym mieszkańcom jako dzikie, ale bardzo wygodne śmietniki. Tym wygodniejsze, że z zewnątrz nic nie było widać. Wiele też zachowało się w głębi nich śladów libacji z dawnych lat. - Czasem miało się dość tej roboty - przyznaje Krzyształowski. Jednak co zaczęli, to skończyli. Schodząc do schronu nr 7, można się o tym przekonać podczas nielicznych w roku okazji, bo na co dzień wejście jest solidnie zabezpieczone. W przeciwnym razie podziemny korytarz z powrotem zmieniłby się w melinę i publiczny szalet. Przechodnie dziwią się tylko, co to za tajemnicza betonowa konstrukcja pojawiła się kilkadziesiąt metrów od przystanku na rogu placu Inwalidów i alei Mickiewicza. Pamiętają, że do niedawna była to część niewielkiej górki, z której w zimie maluchy zjeżdżają na sankach. - Niektórzy są trochę zawiedzeni, wydawało im się, że zobaczą podziemne sale i kilometry korytarzy - opowiada Bembenek. - Są i tacy, którzy się zarzekają, że bawili się tu w dzieciństwie i pamiętają lochy o wiele dłuższe, z przejściem sięgającym dawnej siedziby gestapo. Na pewno byłoby to bardzo ciekawe, jednak nic podobnego nigdy nie istniało. Niestety, to tylko oni byli mniejsi, za to z bujną wyobraźnią. Mimo wszystko miejsce robi wrażenie, jest w nim jakaś magia. Łatwo wczuć się w sytuację kogoś, kto musiałby znaleźć się tu z prawdziwej konieczności. Na marginesie łatwo zauważyć, że projektanci tych schronów nie ograniczyli się do betonowego pancerza, zadbali też o elementarne wygody ewentualnych użytkowników. Świadczą o tym zachowane uchwyty do ławek i całkiem obszerne pomieszczenie wydzielone na toaletę.

Jedna z kawern Twierdzy Kraków (Dariusz Krzyształowski)Budowali też inni. Historycy amatorzy z Rawelinu na poniemieckie schrony trafili niejako przy okazji. Ich pasje są o wiele rozleglejsze, dla niektórych dość egzotyczne. - Jedni po pracy łowią ryby, a my penetrujemy dawne budowle wojskowe - uśmiecha się Krzyształowski. Obecny prezes jest twórcą witryny internetowej poświęconej militariom, zawierającej bardzo obszerny dział dotyczący Twierdzy Kraków. Właśnie krakowskimi fortami od bardzo dawna interesują się członkowie stowarzyszenia Rawelin. - Forty są krakowianom dość dobrze znane, jednak mało kto wie, że one też maja swoje podziemia - Mówi Dariusz Pstuś. Stosunkowo łatwo dostępne są kawerny, czyli wykute w skałach przez Austriaków sztuczne groty przy forcie Bodzów, pomiędzy ul. Tyniecką i brzegiem Wisły. O wiele trudniejszy do penetracji jest system podziemnych umocnień fortu Winnica, po drugiej stronie Tynieckiej. Kawerny i korytarze tego bastionu są bowiem w większości zalane wodą. - Trzy lata temu nurkowaliśmy w tych podziemiach, a nasze obserwacje były bardzo ciekawe - mówi Pstuś. - Dokładne zbadanie całego systemu wymagałoby znacznych nakładów.  Na razie nie widać chętnego, który chciałby je ponieść. Z okazji 750-lecia lokacji Krakowa zgłoszono nawet projekt utworzenia podziemnego szlaku Twierdzy Kraków. Niestety, został odrzucony przez miasto.

Dodajmy na zakończenie, że koniec II wojny światowej bynajmniej nie zakończył dziejów budowy krakowskich podziemi. Pod osiedlami starej części Nowej Huty, a także pod budynkami użyteczności publicznej tej dzielnicy (jak np. dawne kino "Światowid") istnieje cały system powstałych w latach 50. obszernych schronów przeciw atomowych. Do niektórych można nawet wjechać ciężarówką. One także czekają na turystyczne zagospodarowanie. To już jednak temat na inną historię. (Marek Lubaś-Harny).

 

3 grudnia 2008r. Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" wzięło udział w wernisażu wystawy fotograficznej na wydziale architektury Politechniki Krakowskiej pt. „Chuda Emma – austro-węgierski moździerz kal. 30,5 cm”. Jej autor – Andrzej Zaręba, kilkanaście lat temu znalazł w jednym z krakowskich antykwariatów album zdjęć pierwszo wojennych. Okazało się, że był to prezent – pamiątka z pobytu na froncie dla kpt. Otto Axmanna, wiedeńskiego oficera artylerii fortecznej. Ponad sto fotografii nieznanego autora przedstawia żołnierzy zmotoryzowanej baterii austro-węgierskich moździerzy Škoda 30,5 cm, nazywanych wówczas żartobliwie „Chudą Emmą"– najnowocześniejszej wówczas broni.

Dzięki odkryciu albumu i przeanalizowaniu wielu źródeł poświęconych uzbrojeniu C.K. armii, przy współpracy Janusza Leśniewicza z Fundacji „Janus” dwa lata temu powstała książka (o takim samym tytule, jak wystawa na PK), poświęcona historii „Emmy”. Wykorzystano w niej wiele zdjęć z albumu Axmanna, jednak dopiero wystawa na Politechnice prezentuje całość niezwykłej pamiątki po oficerze. Są wśród nich fotografie „pozowane”, które można uznać za element propagandy sukcesu armii, ale też zdjęcia bardziej reporterskie, pokazujące wojenną rzeczywistość. - Dziś decyzje na temat rozwoju sił zbrojnych, chociażby budowy tarczy antyrakietowej podejmowane są w perspektywie miesięcy czy lat. Wówczas działo się to wszystko dużo szybciej – zwracał uwagę autor wystawy. Jego zdaniem moździerze Škoda stały się pierwszym znakiem nowych czasów (które trwają do dziś) – czasów walki na odległość.

Wystawę można oglądać od 4 grudnia  w gmachu Aresztu, przy ul. Warszawskiej 24 poniedziałek - piątek godz.10 - 13. Warto tu zajrzeć, by przekonać się czym była „Chuda Emma” i jak ogromną rolę odegrała w czasie pierwszej wojny. (więcej)

 

Nasza ostatnia schronowa impreza w tym roku, pomimo padającego śniegu i przenikliwego zimna była bardzo udana. Tym razem rekord ilości zwiedzających schron (Noc Muzeów 2007) nie został pobity, ale i tak prawie 350 osób przyszło zobaczyć „siódemkę” w parku Krakowskim. Byliśmy też widoczni w mediach – bardziej niż dotychczas, jako „jedna z największych atrakcji” Dnia Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich. Materiały o wystawie pojawiły się nie tylko w gazetach, ale też w Kronice TVP Kraków i ogólnopolskim Teleekspresie. Nasze korytarze prezentowały się w telewizji całkiem nieźle, nawet obok Wawelu i Muzeum Narodowego.

Udostępnialiśmy schron już po raz kolejny, jednak wiele osób, nawet mieszkających na Krowodrzy od urodzenia, nie kryło zaskoczenia po wejściu do środka. Jak zwykle zwiedzający pytali nas o połączenia korytarzy z innymi obiektami w Krakowie, znaleziska podczas odkopywania, a nawet o związki schronu z fortem, który istniał w sąsiedztwie parku. Był też tradycyjny i jak najbardziej niezamierzony punkt programu – przerwa w pracy agregatu, który, pomimo niskiej temperatury udało się bardzo szybko uruchomić. Najbardziej ucieszyła nas propozycja przekazania stowarzyszeniu masek z lat 50 –tych. Jeśli rzeczywiście się uda, będziemy chyba musieli pomyśleć o nowej szafie na zbiory. Powoli zaczyna brakować miejsca… (więcej)

 

23 listopada 2008r. będzie można zwiedzić bez biletu krakowskie muzea. Dla miłośników historii przygotowano sporo atrakcji. W tym roku Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich zaplanowano na najbliższą niedzielę. Większość placówek proponuje z tej okazji specjalny program. Osoby zainteresowane historią, szczególnie druga wojna światową, powinny odwiedzić dwa miejsca.

W parku krakowskim w godz. 11-16 będzie można obejrzeć niemiecki schron przeciwlotniczy. Wewnątrz przygotowano wystawę "Plac Inwalidów - historia miejsca" i ekspozycję poświeconą obronie przeciwlotniczej. Schron udostępni Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników "Rawelin", które ma pod swoją opieką kilka podobnych obiektów w mieście. W Muzeum Historycznym Miasta Krakowa przy ul. Pomorskiej od godz. 10 do 11.30 przewodnik będzie oprowadzał po wystawie stałej Kraków w latach 1939-1956 oraz byłych celach gestapo. O 11.30 rozpocznie się pokaz filmów dokumentalnych dotyczący historii Krakowa w czasie okupacji, a o 13 - spacer po najciekawszych miejscach dzielnicy Krowodrza. Na 14.30 zaplanowano wykład Grzegorza Jeżowskiego z Muzeum Historycznego Miasta Krakowa pt. "Okoliczności uratowania wiaduktu grzegórzeckiego - w poszukiwaniu prawdy", a na 16 - warsztaty "Los Polaków - więźniów Montelupich i Pomorskiej".
 

30 października 2008r. w forcie artyleryjskim 45 Marszowiec Twierdzy Kraków w Zielonkach k. Krakowa odbyła się prezentacja książki Przemysława Jaskółowskiego pt. "Działa okopowe c. i k. Armii 1914-1918". Przemysław Jaskółowski jest miłośnikiem historii wojskowości, autor wielu publikacji na temat artylerii austriackiej, od 1996 roku  Prezes Stowarzyszenia "Tradycyjny Oddział C.K. Regimentu Artylerii Fortecznej No. 2 barona Edwarda von Beschi - Twierdza Kraków", organizator i pomysłodawca I, II i III Europejskich Spotkań Historycznych Oddziałów Wojskowych oraz wystaw: "Kraków Miasto Garnizonowe 1848 - 1939" i "Nasza Artyleria". W roku 1999 zaprojektował i razem z członkami Stowarzyszenia wykonał pomnik na Cmentarzu Wojennym Nr384 w Łagiewnikach, za co został odznaczony "Srebrnym Krzyżem za Zasługi dla Austriackiego Czarnego Krzyża".

Prezentacji książki towarzyszyły pierwsze od zakończenia I wojny światowej strzelania z działa ze strzelnicy kazamatowej kaponiery czołowej fortu 45 Marszowiec w wykonaniu Tradycyjnego Oddziału C.K Regimentu Artylerii Fortecznej No. 2 barona Edwarda von Beschi. W fosie fortu licznie przybyłym gościom, w tym wielu członkom grup rekonstrukcji historycznej przebranych w mundury austro - węgierskie zaprezentowano miotacz granatów wz.1916, z którego oddano kila strzałów. Wszyscy zebrani byli pod dużym wrażeniem pokazów strzelań, jak też historycznej atmosfery panującej w kaponierze czołowej fortu, której kazamaty oświetlono pochodniami. W poternie prowadzącej do kaponiery organizatorzy zaprezentowali wystawę archiwalnych fotografii "Działa austriacko - węgierskiej artylerii fortecznej 1914 - 1918". Prezentacja książki Przemysława Jaskółowskiego, przeprowadzona w tak niezwykłej scenerii, zakończyła się fortecznym poczęstunkiem zakrapianym kuflem galicyjskiego piwa. (więcej)

 

XIV Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków odbył się w dniach 11 - 12 października 2008 roku. Organizatorem rajdu był Oddział Wojskowy PTTK im. gen. J. Bema przy Klubie 2 Korpusu Zmechanizowanego, Klub 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie. Celem było poznawanie historii budowy, funkcjonowania oraz znaczenia Twierdzy na przestrzeni jej dziejów, zwiedzanie wybranych obiektów fortyfikacyjnych, zapoznanie się ze współczesnymi możliwościami wykorzystania byłych obiektów Twierdzy, poszerzenie wiedzy z zakresu historii Krakowa, a w szczególności jego militarnych tradycji, promowanie budowli Twierdzy Kraków jako kolejnej, bardzo ciekawej atrakcji turystycznej, a także zwiedzenie miejsc upamiętniających walkę żołnierzy I wojny światowej.

Rajd rozpoczął się w dawnym Kasynie Oficerskim na ul. Zyblikiewicza 1, gdzie uczestnicy wysłuchali prelekcji Kuby Mikulskiego na temat walk o Twierdzę Kraków w roku 1914. Trasa pierwszego dnia rajdu prowadziła po cmentarzach z I wojny światowej, jakie powstały na północ twierdzy w Prusach, Karniowie, Czulicach i w Górce Kościelnickiej, jak też w Krakowie na Cmentarzu Rakowickim, gdzie uczestnicy mogli zobaczyć kwatery grobowe poległych w czasie I wojny światowej Legionistów, żołnierzy austro - węgierskich, niemieckich i rosyjskich. Drugi dzień XIV Rajdu Szlakiem Twierdzy Kraków to zwiedzanie V sektora obronnego twierdzy. Na trasie pieszej wędrówki znajdowały się: prochownia w Witkowicach, magazyn amunicji, baterie artyleryjskie, szańce, mały międzypolowy fort pancerny 45a "Bibice", fort pancerny 47a "Węgrzce". Trasa rajdu zakończyła się w forcie 47 1/2 Sudoł, gdzie organizatorzy imprezy przygotowali ognisko,  przy którym strudzeni długą wędrówką uczestnicy mogli posilić się smażoną kiełbasą. Rozdaniem certyfikatów uczestnictwa, pamiątkowych odznak i gratulacjami za wytrwałość komandor Henryk Łukasik zakończył XIV Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków. Kolejny już na wiosnę przyszłego roku. (więcej)

 
    Aktualności
    Stowarzyszenie
    Statut
    Działalność
    Schrony
    Imprezy
    Media o nas
    Byliśmy...
    Partnerzy
    Sponsorzy
    Forum
    Linki
    Kontakt
 

 

 

 

Copyright © 2008 Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin"
Wszelkie prawa zastrzeżone / All rights reserved