|

Muzeum Historyczne Miasta Krakowa Oddział ul. Pomorska i
Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin” zapraszają
na VII Noc Muzeów w Krakowie,
którą zaplanowano na najbliższy piątek,
14 maja. Osoby zainteresowane historią, szczególnie druga wojna
światową, powinny odwiedzić schron przeciwlotniczy LS-Deckungsgraben
Nr7 w Parku Krakowskim. W godzinach 19-24 schron udostępniony jest
do zwiedzania przez Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin",
które ma pod swoją opieką kilka podobnych obiektów w mieście.
Wewnątrz przygotowano wystawę "Plac Inwalidów - historia miejsca"
oraz ekspozycję poświeconą obronie przeciwlotniczej i
przeciwgazowej.
Muzeum
Historyczne Miasta Krakowa O/Pomorska
19.00–20.00 Pokaz filmu Lipowa 4, słowo wstępne: Tomasz Stachów
20.00–21.00 Pokaz filmu Lipowa 4, słowo wstępne: Tomasz Stachów
21.00 –22.30 Pokaz filmów dokumentalnych dotyczących Krakowa czasów
II wojny światowej
20.00–1.00 Projekcja na dziedzińcu filmów archiwalnych, wystawa
fotografii Domu Śląskiego, prezentacja multimedialna nowej Trasy
pamięci Muzeum Historycznego Miasta Krakowa obejmującej oddziały:
Fabryka Schindlera, Apteka Pod Orłem i Ulica Pomorska
19.00–24.00 Zwiedzanie schronu, znajdującego się w parku
Krakowskim, wraz z wystawą
"Plac Inwalidów - historia miejsca" oraz ekspozycją poświeconą
obronie przeciwlotniczej i przeciwgazowej
(pod opieką merytoryczną członków stowarzyszenia „Rawelin”), finisaż
wystawy stałej Kraków w latach 1939–1956 oraz zwiedzanie cel
gestapo.
ZAPRASZAMY

W
dniu 21
stycznia w Oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa przy ul.
Pomorskiej
odbyła się uroczysta promocja książki Anny Marszałek (MHK)
i Mariusza Bembenka (MSMH Rawelin)
"Wokół placu Inwalidów".
Spotkanie prowadził dyrektor ds. naukowych Muzeum Historycznego
Jacek Salwiński.
Pomysł napisania przewodnika pojawił się podczas Nocy Muzeów w 2007
roku, przy okazji wystawy "Plac Inwalidów - historia miejsca", której autorem był
Mariusz Bembenek. Zwiedzający, szczególnie mieszkańcy okolic placu
pytali o foldery czy wydawnictwa związane z wystawą, ale wtedy nic
takiego nie powstało. Dziełem Anny Marszałek jest część przewodnika
poświęcona historii i architekturze, natomiast
Mariusz zajął się tematem schronów przeciwlotniczych. Zdaniem
obydwojga Autorów, plac Inwalidów, miejsce, które wiele osób
traktuje jako zwykły przystanek, punkt przesiadkowy w drodze do
pracy czy na zajęcia, warte jest odkrycia.
Podczas pracy nad książką, Autorzy korzystali z różnego rodzaju
archiwaliów, wspomnień, planów, zbiorów własnych oraz MHK i Archiwum
Państwowego w Krakowie. Dużą część tych materiałów możemy zobaczyć w
przewodniku. Wielkim atutem wydawnictwa jest
właśnie ciekawa ikonografia, szczególnie zdjęcia z okresu XX-lecia
międzywojennego i II wojny światowej.
Mariusz Bembenek zamieścił w przewodniku dokładne plany i dane techniczne
schronów, którymi opiekuje się Stowarzyszenie „Rawelin”, nazwiska
właścicieli firm, które budowały obiekty oraz zdjęcia wnętrz. Jak
podkreśla, niektóre z materiałów ujrzały światło dzienne dopiero
przy okazji wydania książki.
Podczas spotkania na Pomorskiej prezentację na temat naszych
dotychczasowych dokonań oraz współpracy z MHK w ciągu prawie
czteroletniej „przygody” ze schronami przedstawił Szymon Kalicki.
Była to okazja, by trochę powspominać trudne początki prac przy
schronach, jak też miłe chwile, kiedy Stowarzyszenie udostępniło
schrony zwiedzającym.
Dzięki publikacji możemy też poznać najnowsze dzieje placu. W lutym
1989 roku, gdy nosił on jeszcze nazwę plac Wolności, a jego
centralnym punktem był charakterystyczny „słup”, czyli Pomnik
Wdzięczności, odbyły się tu demonstracje studentów i młodzieży
szkolnej przeciwko obecności wojsk radzieckich w Polsce.
Demonstranci przebrani w mundury przypominające umundurowanie ZSRR
zorganizowali na ulicach Krakowa happening „Armia Radziecka z tobą
od dziecka”. Punktem docelowym miał być pomnik na placu. Przebieg
wydarzeń udokumentował Mariusz, a zdjęcia z 23 lutego 1989, których
małą próbkę znajdziemy w przewodniku, zaprezentował na spotkaniu w
muzeum.
Książkę Anny Marszałek i Mariusza Bembenka „Wokół placu Inwalidów”
można kupić w siedzibie Muzeum Historycznego Miasta Krakowa przy ul.
Pomorskiej 2, w Sklepie Muzealnym (Pałac
Krzysztofory, Rynek Główny 35) oraz za pośrednictwem strony
www.sklep.mhk.pl
Jeszcze jedna prezentacja, autorstwa Grzegorza Jeżowskiego z MHK
przy Pomorskiej (dawna siedziba gestapo), dotyczyła planów
związanych z nową ekspozycją muzealną, którą będzie można zobaczyć
już w listopadzie. Będzie ukazywać przede wszystkim losy osób
poszkodowanych przez systemy totalitarne od czasów okupacji do 1956
roku. Poznamy historie prześladowanych i ich katów – dokumenty,
relacje, nagrania, a oprócz tego – pamiątki związane z budową Domu
Śląskiego, w którym mieści się muzeum oraz fundatorami -
Towarzystwem Obrony Kresów Zachodnich. Grzegorz podkreślał, że MHK
Oddział Pomorska zwraca się z prośbą do osób, których krewni byli
przetrzymywani czy przesłuchiwani w czasie wojny w Domu Śląskim o
udostępnienie zachowanych dokumentów, wspomnień czy pamiątek
związanych z tym miejscem.
Sala wystawy stałej,
w której miało miejsce to wydarzenie, wypełniona była po brzegi
zaproszonymi gośćmi i osobami zainteresowanymi historią naszego
Miasta. Program imprezy, jak i oprawa muzyczna, którą zapewniło trio
akordeonowe „acc. to be”, spotkały się z bardzo dobrym przyjęciem
zebranych. Na zakończenie wszyscy zostali zaproszeni na mały
poczęstunek, którego sponsorem była Cukiernia Śliwa z Krakowa.
(więcej)

W 2009 roku przypada
95. rocznica obrony twierdzy Kraków przed nadciągającymi od wschodu
wojskami carskimi, które zostały odparte w dwóch bitwach, pomiędzy
16 a 22 listopada oraz 6 grudnia 1914 roku. 6 grudnia 1914 r.
miała miejsce kulminacja tzw. drugiej bitwy o Kraków. Oddziały
rosyjskie oblegające miasto od wschodu i południowego - wschodu
przystąpiły do generalnego szturmu. Zgromadzona na zagrożonych
odcinkach załoga twierdzy mężnie odpierała natarcie. Po zaciętych
walkach Rosjanie zostali odparci od bram miasta i wkrótce potem
cofnęli się. Bitwa ta ostatecznie zadecydowała o odparciu Rosjan i
stanowiła istotny element zwycięstwa odniesionego pod Limanową -
Łapanowem.
Grupa rekonstrukcji
historycznej i jednocześnie stowarzyszenie Tradycyjny Oddział C.K.
Regimentu Artylerii Fortecznej Nr 2 barona Edwarda von Beschi -
Twierdza Kraków od kilkunastu już lat spotyka się 6 grudnia, aby
celebrować ogień artyleryjski i świętować zwycięstwo nad armią
carską. W tym roku uroczystość odbyła się w forcie artyleryjskim 49
Krzesławice, jednym z nielicznych odrestaurowanych
i zagospodarowanych obiektów Twierdzy Kraków. Na co dzień znajduje
się tu Młodzieżowy Dom Kultury.
Na zaproszenie
organizatora imprezy dowódcy krakowskiego Tradycyjnego Oddziału C. i
K. Regimentu Artylerii Fortecznej No.2 Przemysława Jaskółowskiego
członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Rawelin”
licznie stawili się tego dnia
na dziedzińcu fortu.
W inscenizacji brał
udział jeden z naszych członków Henryk Trynka, który jako
artylerzysta FsAR2 był pierwszy raz w boju. Impreza rozpoczęła się o
godz. 11 krótkim wprowadzeniem historycznym przypominającym
wydarzenia z grudnia 1914 roku. Rozpoczęła się inscenizacja...
Rosjanie ostrzelali pozycje baterii mieszanej FsAR2 na wałach fortu,
granaty wybuchały z wielkim impetem. Pomimo skomasowanego ognia nie
udało się zniszczyć nieprzyjacielowi dział fortu Krzesławice. Po
zakończeniu ostrzału na stanowiska wybiegli artylerzyści. Z replik
dział i granatników ustawionych na wale fortu rozpoczęli ostrzał
pozycji rosyjskich. Donośny huk rozniósł się na dziedzińcu i wśród
murów krzesławickich umocnień. Kanonada artyleryjska trwała
kilkanaście minut. Następnie na teren fortu wdarł się patrol
rosyjski – kozak i piechór. Podczas starcia z załogą fortu ranili
jednego z obrońców, którego natychmiast wyniesiono z pola bitwy.
Załoga ruszyła w pogoń za wycofującymi się Rosjanami. Po
kilkuminutowej wymianie ognia wzięto zwiadowców do niewoli, złapano
także szpiega, który miał przedostać się do twierdzy.
W inscenizacji wydarzeń z grudnia 1914 roku oprócz
organizatorów krakowskiego Tradycyjnego Oddziału C. i K. Regimentu
Artylerii Fortecznej No.2 wzięli udział także zaproszeni goście z
grupy historycznej z czeskiego Brna. Niestety z powodu kontuzji jaką
nabawił się w boju Przemysław Jaskółowski kolejne punkty
uroczystości zostały odwołane, min. pasowanie na artylerzystę, czyli
przyjęcie nowych członków stowarzyszenia.
Komendant po
zaopatrzeniu ran powrócił do fortu.
Przy okazji
uroczystości rocznicowych zwiedziliśmy fort Krzesławice, a w
szczególności miejsca, które na co dzień nie są dostępne. W jednej z
kazamat koszar szyjowych zaprezentowano wystawę pt. „Austro –
węgierska artyleria forteczna 1914-1918”, na której mogliśmy
podziwiać archiwalne fotografie, mundury artyleryjskie, imponującą
kolekcje pocisków i zapalników... Kolejne odparcie Rosjan już za
rok. Mamy nadzieje, że męstwa i prochu nie zabraknie.
(więcej)

W
tegorocznej edycji imprezy, w której braliśmy udział już po raz
czwarty, przyszła kolej na schron nr 8 przy pl. Inwalidów. W zeszłym
roku i dwa lata temu w listopadzie z tej samej okazji otwieraliśmy
„siódemkę” w parku Krakowskim, a rok wcześniej – „dwójkę” przy
Królewskiej, jeden z pierwszych tego typu obiektów w mieście. Tak
jak większość muzeów w Krakowie, tak samo nasz schron z 1944 roku
można było zwiedzać bezpłatnie od godziny 10 do 15. Tradycyjnie już
udostępniliśmy obiekt pod patronatem i dzięki pomocy Muzeum
Historycznego Miasta Krakowa, oddział Pomorska. Na potwierdzenie
tego, że akcja jest wspólna jeden ze zwiedzających zapytał, czy
bezpośrednio ze schronu istnieje przejście podziemne do… muzeum.
Nie
obyło się bez problemów technicznych. Dzień przed imprezą okazało
się, że ktoś „pożyczył” większość naszych lamp naftowych, które
przechowywaliśmy wewnątrz schronu i trzeba było dokupić nowe.
Współpracy odmówił też agregat, ale na szczęście udało się go w porę
reanimować. Za to w czasie zwiedzania wszystkie sprzęty spisały się
na medal. W schronie nr 8 nie ma zamontowanej na stałe instalacji
elektrycznej, więc warunki oświetleniowe utrudniają organizowanie
wystaw w korytarzach. Dlatego tym razem nie zaprezentowaliśmy
rawelinowych zbiorów masek i innych militariów. Jednak nawet pusty
(nie licząc zachowanych oryginalnych ławek) schron okazał się
atrakcją Dnia Otwartych Drzwi Muzeów. Jak zwykle zwiedzaniu
towarzyszyło zaskoczenie, niedowierzanie, zachwyt, a czasem… strach.
Wśród najstarszych osób odwiedzających Lufschutzdeckungsgraben
spotkaliśmy nawet świadka budowy schronów.
Liczba zwiedzających zaskoczyła nas: 316 osób, czyli całkiem sporo,
jak na listopadową porę. Nie licząc rowerzysty - gitarzysty, który
bardzo chciał obejrzeć nasz obiekt, ale ponieważ przyszedł „po
godzinach”, a do tego był chyba po dosyć intensywnej imprezie,
ostatecznie zrezygnował. W końcu zaparkował swój rower i… gitarę na
trawniku, a sam położył się obok schronu i jak gdyby nigdy nic
zapadł w drzemkę.
(więcej)
Dyrektor Muzeum Historycznego Miasta
Krakowa oraz Przewodniczący Rady Dzielnicy V Piotr Klimowicz
zapraszają do oddziału Ulica Pomorska (ul. Pomorska 2) na promocję
książki Anny Marszałek i Mariusza Bembenka Wokół placu Inwalidów, 21
stycznia 2010 o godz. 17.00.
Oddalony o ponad kilometr od Rynku Głównego plac Inwalidów rzadko
znajduje się na liście atrakcyjnych miejsc do zwiedzenia w Krakowie.
Niewiele osób, nawet spośród krakowian, zdaje sobie sprawę z tego,
iż architektura tego miejsca jest jednym z najlepszych przykładów
budownictwa międzywojennego pod Wawelem, a obecny park Krakowski to
tylko znikoma część tego, czym był na początku XX wieku. Nie każdy
zapewne dotarł do oddziału Muzeum Historycznego Miasta Krakowa Ulica
Pomorska, gdzie w piwnicznych celach do dziś można przeczytać napisy
na ścianach wykonane przez więźniów gestapo w okresie drugiej wojny
światowej. Na odkrywców czekają jeszcze inne niespodzianki i skarby
placu Inwalidów oraz jego okolic.
Autorzy przewodnika udowadniają, że plac Inwalidów i jego okolice
mają niezwykle interesującą historię, wartą chwili niedzielnego
spaceru, który umożliwi – z pomocą naszego wydawnictwa – poznanie
choć części tajemnic tego zakątka Krakowa.
Wydawnictwo zaopatrzone jest w plan miasta, który ułatwia poruszanie
się po opisywanym terenie. Książka zawiera bogaty materiał
ilustracyjny przedstawiający okolicę placu Inwalidów od okresu
dwudziestolecia międzywojennego po czasy współczesne.
W programie
spotkania:
- wprowadzenie - Dyrektor ds. naukowych MHK Jacek Salwiński
- przedstawienie projektu rewitalizacji placu Inwalidów –
Przewodniczący Rady Dzielnicy V Piotr Klimowicz
- prezentacja książki – Anna Marszałek, Mariusz Bembenek (MSMH
Rawelin)
- prezentacja - udostępnienie do zwiedzania schronów
przeciwlotniczych - Szymon Kalicki (MSMH Rawelin)
- wspomnienie o wydarzeniach 1989 roku na placu Inwalidów – Mariusz Bembenek (MSMH Rawelin)
- prezentacja projektu nowej wystawy stałej w oddziale MHK Ulica
Pomorska – Grzegorz Jeżowski
- koncert
zespołu akordeonowego „acc. to be”

W
tym roku już po raz piąty organizowany jest Dzień Otwartych Drzwi
Muzeów Krakowskich z inicjatywy Stałej Konferencji Dyrektorów Muzeów
Krakowskich przy współpracy z Urzędem Miasta Krakowa. Odbędzie
się
22 listopada 2009 r.
Głównym celem, który przyświeca inicjatorom tego przedsięwzięcia
jest zachęcenie młodych ludzi do zapoznania się z historią i
dziedzictwem kulturowym Krakowa. Oprócz stałych i czasowych
ekspozycji, muzea planują przygotowanie szeregu dodatkowych atrakcji
dla dzieci i młodzieży. Będą to m.in. zwiedzanie wystaw muzealnych z
przewodnikami, wykłady oraz pokazy.
Muzeum Historyczne Miasta
Krakowa O/Pomorska
Wystawa stała: Kraków w latach 1939–1956
10.00–11.20 – Życie codzienne mieszkańców Krakowa 1939–1945 –
warsztaty dla młodzieży
11.45–12.30 – Korespondencja Polaków w czasie II wojny światowej –
prezentacja i omówienie zbiorów filatelistycznych z kolekcji Jana
Pająka
13.15–14.00 – Wojenne losy kapitana Stanisława Spyrłaka na podstawie
zbiorów filatelistycznych z kolekcji Jana Pająka – wykład połączony
z prezentacją kolekcji
14.15–15.15 – Los Polaków – więźniów Montelupich i Pomorskiej –
warsztaty dla młodzieży
15.30–16.00 – pokaz filmów archiwalnych o okupowanym Krakowie
10.00–15.00 – zwiedzanie schronu przeciwlotniczego w parku
Krakowskim udostępnionego przez Małopolskie Stowarzyszenie
Miłośników Historii „Rawelin”
ZAPRASZAMY

Sobota 7 listopada
2009r. była zimna i deszczowa, jednak aura nie była w stanie
pokrzyżować naszych planów. Celem naszej wyprawy były fortyfikacje
Obszaru Warownego Śląsk. Rozciąga się on na odcinku kilkudziesięciu
kilometrów od miejscowości Przeczyce na północy po miejscowość Wyry
na południu. Była to linia umocnień stałych i polowych dodatkowo
uzupełniona szeregiem obiektów towarzyszących lub zabezpieczających.
Dziś stanowi wyjątkowy w skali kraju zabytek polskiej myśli
fortyfikacyjnej z okresu międzywojennego.
Po niepokojących
informacjach w mediach dotyczących planów
rozbudowy autostrad i dróg szybkiego ruchu w Polsce
postanowiliśmy jeszcze raz zwiedzić punkt oporu Bobrowniki i ocenić
zakres zniszczeń spowodowanych budową odcinka autostrady A1. Ale
zanim dotarliśmy do Bobrownik... Dzięki uprzejmości Szymona Hrebendy,
członka Stowarzyszenia Pro Fortalicium zwiedziliśmy jego ciężki
schron bojowy należący do Samodzielnej Grupy Bojowej „Kamień”. Ze
względu na ilość obiektów ciężki bardziej przypomina niewielki punkt
oporu. Jej zadaniem było ryglowanie doliny rozciągającej się poniżej
i ciągnącej się w stronę Bytomia oraz ryglowanie drogi z Piekar do
Siemianowic. W skład I linii wchodziły cztery obiekty ciężkie w tym
aż dwa wyposażone w armaty p.panc. Niestety, jeden z nich nie
zachował się do naszych czasów, został wysadzony przez Niemców w
1940 roku. Drugą linię obrony stanowił wybudowany w 1938 roku
umocniony budynek organizacji "Strzelec". W jego piwnicach mieścił
się żelbetowy schron dla dwóch rkm-ów oraz najprawdopodobniej skład
amunicji. Punkt oporu posiada na przedpolu ciężkich schronów dwa
obiekty pozorne z kopułami betonowymi. Większość obiektów znajduje
się na terenie ogródków działkowych, dlatego dostęp do nich jest
utrudniony, ale za to zachowały się w bardzo dobrym stanie.
Przekonaliśmy się o tym zwiedzając działkę Szymona. Nie jest to
zwykła działka ogrodnicza z grządkami warzywnymi i przytulną
altanką, lecz wielką betonową bryłą – dwukondygnacyjnym schronem
bojowym dla broni maszynowej. Jego uzbrojenie stanowiły trzy ckm-y
i rkm. Jeden ckm osadzony był w półkopule pancernej o sygnaturze ZO
1936 N954, dwa pozostałe w strzelnicach ściennych za pancerzami
pionowymi. Poza częścią bojową w schronie znajduje się pomieszczenie
dla załogi, maszynownia i pomieszczenie magazynowe. Obiekt jest w
doskonałym stanie, ma zachowane pancerze, drzwi pancerne oraz drzwi
do innych pomieszczeń, kratę przeciw szturmową, a także lawetę ckm w
półkopule pancernej. Zachowały się także fragmenty drobnego
wyposażenia takie jak składane stoliki czy spore fragmenty systemu
chłodzenia ckm-ów. Obiekt posiada rury do łączności optycznej
skierowane w stronę nieistniejącego tradytora, wyjście ewakuacyjne
stanowiące strzelnicę rkm oraz, jako jeden z nielicznych schronów z
1936, strzelnicę obrony wejścia. Mamy nadzieje, że dzięki Szymonowi
stanie się kolejną perełką wśród Śląskich fortyfikacji.
Punkt oporu "Bobrowniki"
położony w zakolu rzeki Brynicy jest jednym z najciekawszych na
całym Obszarze Warownym Śląsk. Wzniesiony w pierwszym okresie budowy
ma wiele charakterystycznych dla tego etapu cech konstrukcyjnych,
zbudowany na grzbiecie i stokach wzgórza 310, dzięki czemu obrona
miała zapewniony dobry wgląd w przedpole. Fortyfikacje te składały
się oprócz umocnień stałych z mocno rozbudowanych przeszkód ziemnych
i linii okopów. Do września 1939 roku na wzgórzu wybudowano aż 17
obiektów. Umocnienia te, od frontu, rozbudowane były w dwie - trzy
linie. Na skrzydłach jedna linia przebiegała u stóp wzgórza, druga
na skraju stoku i szczytu. Na płaskim szczycie rozmieszczono ciągi
okopów i rowów łącznikowych. Komunikację uzupełniały utwardzone
drogi. Jego jądrem są dwa tradytory artyleryjskie strzelające w
kierunku północnym i południowym. Są one konstrukcyjnie zbliżone do
siebie, różnią się detalami. Są to jedyne obiekty na Śląsku, w
których konstrukcję podporządkowano artylerii, ckm-y natomiast
pełnią rolę pomocniczą. Od frontu pozycji położone są łukiem cztery
obiekty, trzy z nich posiadają półkopułę pancerną ckm, jeden kopułę
ckm. W połowie płaszczyzny grzbietu wzgórza znajduje się niewielki,
wykopowy schron bojowy z kopułą pancerną czterostrzelnicową oraz
nieco cofnięty względem niego mały schron obserwacyjny ze
standartową kopułą obserwacyjną. W środkowej i tylnej części pozycji
umieszczono w wykopie schrony bierne pełniące rolę magazynów
amunicji. Na północnym i południowym stoku wzgórza położone są
schrony broni maszynowej przeznaczone do ognia czołowego.
Fortyfikacje dopełniały obiekty pozorne i pozorno-bojowe. Na
wschodnim stoku wzgórza znajduje się piętrowy budynek koszarowy z
przybudowanymi doń schronami bojowymi uzbrojonymi w ckm-y.
Kiedy byliśmy tu w
styczniu 2008 roku znane już były plany inwestycji drogowej, ale
jeszcze nic nie zapowiadało kataklizmu. Na trasie autostrady
znalazło się kilka schronów punktu oporu, które zostały przeznaczone
do wyburzenia. To co ujrzeliśmy przeszło nasze najśmielsze
wyobrażenia. Całe wzgórze zryte spychaczami, jeden ze schronów
pozorno-bojowych już „poległ”. Schron bojowy (wykopowy) w centralnej
części pozycji został odsłonięty z przykrywającej go ziemi, dzięki
temu mogliśmy zapoznać się z jego konstrukcją, aż po same
fundamenty. Kiedy jeszcze był przysypany ziemią wyglądało, że jest
wyposażony w czterostrzelnicową półkopułę pancerną ckm
(ZO
N23 1936). Okazało się, że to kopuła - od tyłu nie jest oblana
betonem, a tylko zwał ziemi sprawiał mylne wrażenie. Obiekt jedno
kondygnacyjny, zawiera przedsionek, z którego prowadzi wejście po
klamrach do kopuły oraz izbę załogi. Posiada dwa wejścia tworzące
rodzaj krótkiej poterny dającej schronienie żołnierzom będącym w
okopie. Wejścia te wchodziły bezpośrednio w linię okopów. W 1936
roku dobudowano dodatkowe, zadaszone blachą falistą przedsionki
zaopatrzone w schody. Kolejnym zagrożonym obiektem jest
dwukondygnacyjny schron wybudowany w 1936 roku na północnym stoku
wzgórza 310. Na górnej kondygnacji posiada jedną izbę bojową dla
trzech ckm-ów za pancerzami pionowymi. Prawa strzelnica, ze względu
na mniejsze zagrożenie ostrzałem nieprzyjaciela, otrzymała lżejszy
typ pancerza. Dolny poziom zawiera izbę, w której były urządzenia
wentylacyjne, zapasy amunicji i żywności oraz miejsce dla załogi.
Stowarzyszenie Pro
Fortalicium prowadziło starania w celu uratowania schronów, a z
jakim skutkiem czas pokaże. Może uda się uratować pancerze i
przewieść je w bezpieczne miejsce. Ile jeszcze obiektów pochłonie
budowa autostrady? Mamy nadzieje, że na tym koniec.
Kolejnym i już
ostatnim punktem naszej wycieczki po fortyfikacjach Obszaru
Warownego Śląsk był schron nr 52 w Dobieszowicach. Wielokrotnie
zwiedzaliśmy ten pięknie odnowiony obiekt będący pod opieka
Stowarzyszenia Pro Fortalicium... ale powód był zupełnie inny. Na
stronach TVS przeczytaliśmy „Wszystko
stało się w biały dzień. Ciężki sprzęt, fachowa ekipa i
osiemnastotonowa pancerna kopuła powojennego bunkra w Sączowie
została zdemontowana. W relacjach okolicznych mieszkańców zuchwała
kradzież, ale policja uspokaja. Kradzieży nie było właśnie po to, by
jej nie było. Stowarzyszenie Na Rzecz Zabytków Fortyfikacji "Pro
Fortalicium" zdjęło kopułę celowo, by nie kusić złomiarzy. (...)
Dariusz Pietrucha, prezes Stowarzyszenia "Pro Fortalicium"
zajmującego się zabytkami tego typu, wyjaśnia, że kopułę trzeba było
stąd zabrać. W trosce o stalową kopułę członkowie stowarzyszenia
przystąpili do akcji ratowniczej. - Każdy ciężki sprzęt oczywiście o
odpowiednim udźwigu, który by tam się znalazł, a mieliśmy sygnały,
że coś się zaczyna dziać, był w stanie tę kopułę wyciągnąć -
przyznaje Pietrucha. Kilka godzin wystarczyło, by zabytkowa kopuła
trafiła w bezpieczniejsze miejsce, gdzie przejdzie gruntowną
renowację. - Będzie to pierwsza polska kopuła, która będzie
wyeksponowana i odrestaurowana na tle polskiego schronu bojowego -
zaznacza Waldemar Machoń, członek stowarzyszenia "Pro Fortalicium".
Kopuła pancerna
pozyskana ze schronu bojowego z punktu oporu wzg.307 „Niezdara”
trafiła do Dobieszowic. Przez wiele lat była atrakcją, gdyż przez
wysadzeniu schronu przez Niemców w roku 1940 siła eksplozji wyrwała
ją ze stropu... wróciła przechylona, przygniatając lawetę ckm. Leżąc
na boku w Dobieszowicach robi piorunujące wrażenie, wydaje się dużo
większa na nowym miejscu.
(więcej)

XVI Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków odbył się w dniach
10 - 11 października 2009 roku. Organizatorem rajdu był Oddział
Wojskowy PTTK im. gen. J. Bema przy Klubie 2 Korpusu
Zmechanizowanego, Klub 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie. Celem
było poznawanie historii budowy, funkcjonowania oraz znaczenia
Twierdzy na przestrzeni jej dziejów, zwiedzanie wybranych obiektów
fortyfikacyjnych, zapoznanie się ze współczesnymi możliwościami
wykorzystania byłych obiektów Twierdzy, poszerzenie wiedzy z zakresu
historii Krakowa, a w szczególności jego militarnych tradycji,
promowanie budowli Twierdzy Kraków jako kolejnej, bardzo ciekawej
atrakcji turystycznej, a także zwiedzenie miejsc upamiętniających
walkę żołnierzy I wojny światowej.
Pierwszy dzień rajdu prowadził „szlakiem
pierwszowojennych bitew i cmentarzy. Na trasie autokarowej wycieczki
znalazły się Dobczyce, Wiśniowa, Kasina Wielka, Chyrzówki, Limanowa,
Laskowa, Kamionka Mała, Żegocina, Rajbrot, Łąkta Górna, Leszczyna,
Łapanów, Gierczyce i Wieliczka. Uczestnicy rajdu mogli zobaczyć
Przełęcz Rydza Śmigłego, gdzie w nocy z 23/24 grudnia 1914 roku
Legioniści wzięli do niewoli szwadron jazdy rosyjskiej, w Limanowej
zapoznali się z ekspozycja w Muzeum Ziemi Limanowskiej poświeconą
bitwie pod Limanową, zwiedzili wiele cmentarzy wojennych z okresu I
wojny światowej będących świadectwem zaciętych walk na tych
terenach.
Drugi dzień XIV Rajdu Szlakiem Twierdzy Kraków to
zwiedzanie I sektora obronnego twierdzy. Na trasie pieszej wędrówki
znajdowały się: „Diabelski Most” – bezkolizyjne skrzyżowanie dróg
fortecznych, relikty bramy Kościuszko, fort 2 Kościuszko, szaniec
fs-3, ostrogi bramne 3a i 3b , ostróg bramy "Wola Justowska" i
relikty fortu n-4.
Fort 2 Kościuszko jest jednym z najstarszych
zachowanych dzieł Twierdzy Kraków. Zbudowany został w latach 1850 -
1856 jako daleko wysunięty punkt obrony. Fort ten jest dziełem
cytadelowym, zaprojektowanym przez zespół:
Bernard von Caboga, Franz Pidoll von Quintenbock oraz Feliks
Księżarski. Narys fortu zbliżony jest do sześcioboku z
narażonymi bastionami: od zachodu trzy wielkie, od wschodu dwa
mniejsze flankujące przełamany blok koszar szyjowych, broniony
dodatkowo kaponierą. Fort Kościuszko był największym dziełem
obronnym Twierdzy Kraków, w 1854 roku posiadał 60 armat i haubic
oraz 6 moździerzy, załoga fortu liczyła 732 żołnierzy. W późniejszym
okresie fort poddano nieznacznej modernizacji, wprowadzając m.in.
poprzecznice na wale frontu zachodniego czy przekształcając
stanowiska artylerii w pn-wsch. barku bastionu III, tworząc tam
baterie o działaniu tradytorowym. Początkowo fort był jednym z
czterech dzieł wysuniętych przed rdzeń twierdzy. W latach 1854 -
1857 zagęszczono ten obwód szańcami. W latach 1907 - 1910 fort
włączono do nowego rdzenia twierdzy, budując w jego sąsiedztwie
system nowych ostrogów, bram i umocnień ziemnych. Zachowany jest
niemal w całości, w latach 1945 -1947 wyburzono bastiony czołowe.
We wrześniu 1939 roku stacjonował tu 131 dywizjon
artylerii przeciwlotniczej. W roku 1940 hitlerowcy zmienili nazwę
fortu na Fort List, gdzie pod koniec wojny umieścili internowanych
żołnierzy włoskich. Obecnie w budynku koszarowym i bastionach
znajduje się muzeum, hotel, kawiarnia i rozgłośnia radia RMF.
Fort n-4 powstał w roku 1855 jako szaniec fs-4. W
1908 roku został całkowicie przebudowany na fort rdzenia, posiadał
parterowy blok koszarowy i dwa schrony pogotowia na barkach, zapole
i wjazd do fortu strzegła ziemna kaponiera. W latach 1934 - 36
schrony zostały wysadzone, a partie ziemne zniwelowane. Zachowany
blok koszar ok. 1943 roku zostaje przebudowany przez Niemców na
schron przeciwlotniczy. Na okolicznym terenie położonym w Cichym
Kąciku przy ul. Piastowskiej są plany budowy Centrum Muzyki
Kameralnej, na które złoży się sala koncertowa na 800 miejsc wraz z
zapleczem, garderoby, biblioteka i pawilon wystawienniczy. Blok
koszarowy fortu ma stać się częścią tego kompleksu, zostanie on
wkomponowany w nowoczesną architekturę.
Trasa rajdu
zakończyła się w forcie 7 „Za rzeką” na ul.Rydla. Obiekt ten powstał
w roku 1854 jako polowy, sześcioboczny szaniec fs-7, zbudowany w
okresie kryzysu politycznego związanego z wojną krymską.
Zlokalizowano go na północ od zabudowy ówczesnej wsi Łobzów, tuż
obok linii kolejowej wiodącej na Śląsk, w miejscu wybranym wcześniej
do budowy stałego fortu reditowego. W drugiej połowie lat 50. XIXw.
podjęto przebudowę wybranych szańców na forty stałe. Przebudowa fs-7
trwała wyjątkowo długo, objęła lata 1857 – 1868. W jej wyniku
szaniec został całkowicie zlikwidowany, a w jego miejscu powstał
zupełnie nowy obiekt. W centralnej części fortu zbudowano dużą
parterową reditę, stanowiącą śródszaniec fortu i jednocześnie część
mieszkalną dla załogi. Usypano na niej ziemny wał – przedpiersie dla
piechoty i być może moździerzy. Reditę otaczał wał dla piechoty i
artylerii, o pięciobocznym narysie i omurowanych stokach. Pod wałem,
na czole fortu zbudowano podwalnię służącą jako izby mieszkalne
żołnierzy. Całość założenia otaczała szeroka, sucha fosa z
omurowanym stokiem i przeciwstokiem, broniona przez kaponiery.
Zasadniczym budulcem elementów kubaturowych fortu była cegła;
jedynie blok podwalni wykonano częściowo z betonu. Fort nie był
modernizowany, choć niedługo po ukończeniu stał się przestarzały
wskutek szybkiego rozwoju artylerii. Po rozpoczęciu budowy
zewnętrznego pierścienia umocnień włączono go do tzw. rdzenia, czyli
wewnętrznej linii obrony twierdzy. W roku 1909, w ramach podjętej
wówczas przebudowy rdzenia związanej z likwidacją umocnień na linii
dzisiejszych Alej Trzech Wieszczów w narożniku lewego barku i szyi
wzniesiono betonowy tradytor, przeznaczony dla dwóch armat,
ostrzeliwujący międzypole w kierunku bramy bronowickiej i sąsiednich
fortów n-6 i n-5. Aż do początku XXI stulecia pozostawał
nieprzerwanie w rękach wojska, jako obiekt magazynowy. Obecnie
znajduje się w rękach prywatnych.
W forcie 7
organizatorzy rajdu przygotowali ognisko, przy którym uczestnicy
strudzeni wędrówką i intensywnym zwiedzaniem fortyfikacji
krakowskiej twierdzy mogli posilić się smażona kiełbasą. Rozdaniem
certyfikatów uczestnictwa, pamiątkowych odznak i gratulacjami za
wytrwałość komandor Henryk Łukasik zakończył XVI Rajd Szlakiem
Twierdzy Kraków. Kolejny już na wiosnę przyszłego roku.
(więcej)

W
sobotę 3 października zorganizowaliśmy w Rudawie kolejną imprezę
historyczno - turystyczną pod nazwą „Śladami II wojny światowej”.
Miała ona jednak trochę inny charakter, niż dotychczasowe. Z racji przypadającej niedawno 70. rocznicy wybuchu
II wojny światowej zwiedzanie schronów miało być
poszukiwaniem wojennych śladów w gminie Zabierzów. Małopolskie
Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin”, zajmuje się
odkrywaniem i utrwalaniem tych śladów przeszłości, a zorganizowany
rajd udowodnił, że obiekty tego typu są doskonałym „podkładem” do
nauki historii dla wszystkich: młodzieży i starszych – historii
którą można dotknąć.
Okazało się, że reklama (ulotki, plakaty, media) poskutkowała i
uczestników rajdu przybywało z minuty na minutę. Ktoś nawet
dowiedział się o imprezie chwilę przed rozpoczęciem, przeglądając
gazetę i zdecydował się przyjść. Większość rajdowiczów wybrała się
na rodzinne zwiedzanie, gościliśmy też grupę uczniów z Wieliczki.
Zapisy trwały do ostatniej chwili, aż w końcu kilkadziesiąt osób
zebrało się obok naszego „reprezentacyjnego” Regelbau 668 przy ul.
Dunajewskiego w Rudawie gotowe do wymarszu na trasę wycieczki na czele z komandorem Jackiem Stefańskim.
Aby wszystko przebiegało sprawnie, a
przede wszystkim bezpiecznie, zapewniliśmy odpowiednią „obstawę” w
odblaskowych kamizelkach, dzięki czemu byliśmy bardziej widoczni na
jezdni.
Najbardziej uroczystym punktem rajdu było złożenie kwiatów i
zapalenie zniczy na mogile nieznanych polskich żołnierzy, poległych
tu we wrześniu 1939 oraz pod pomnikiem ofiar
pacyfikacji Radwanowic w lipcu 1943 roku znajdujących się na
cmentarzu w Rudawie. Następnie udaliśmy się w
kierunku stacji kolejowej, skąd w 1944 roku Niemcy poprowadzili
bocznicę kolejki, która dowoziła materiały do budowy fortyfikacji.
Wzdłuż jej dawnej trasy, przez przedwojenny most ruszyliśmy w stronę Werbowni.
Błotnistą drogą wspięliśmy się na wzgórze, na którym położona
jest grupa umocnień, której zadaniem była
obrona tzw. traktu śląskiego.
Dzięki uprzejmości obecnego dzierżawcy terenu, firmie „K&J Paintball
ATV” możliwe było zwiedzenie trzech obiektów: schronu biernego Regelbau 668, schronu do ognia okrężnego Ringstand R58c oraz
garażu dla armaty Regelbau 701, który cieszył się największym zainteresowaniem. Najmłodsi uczestnicy rajdu
starali się zajrzeć we wszystkie zakamarki schronów i pytali, do
czego służyły ich różne elementy, jak np. osłony anten czy peryskop.
Następnie przyszła pora na grupę obiektów w Młynce - w tym nasz drugi obiekt –
Regelbau 668 w
wersji z dobudowanym stanowiskiem typu Ringstand 58c. Dzięki pracy
członków Stowarzyszenia „Rawelin” został w roku 2007 odkopany,
wysprzątany, zabezpieczony i udostępniony do zwiedzania dla
wszystkich miłośników historii i fortyfikacji. Niestety otaczające
go schrony są zasypane m.in.
jedyny w tym rejonie schron, na którym można było zamontować wieżę
czołgową. Podobnie jak w przypadku pozostałych fortyfikacji linii b-1 w rejonie Zabierzowa, również one nigdy nie spełniły swojego zadania.
Najprawdopodobniej nie zostały ukończone, a prace budowlane
prowadzono w pośpiechu, niemal do samego końca wojny. Świadczy o tym
choćby jakość betonu. Ale z okazji rajdu - dzięki chłopakom ze
Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „Wrzesień 39” - Regelbau
668 być może po raz pierwszy w historii, miał pełną obsadę. Po
obejrzeniu schronu i pamiątkowych zdjęciach z niemieckimi żołnierzami rajd ruszył dalej, w kierunku wzgórza 280 w Nielepicach. Jak wynika z relacji
świadków – mieszkańców Nielepic, właśnie w tym miejscu Niemcy
wybudowali kolejkę linową, która transportowała materiały budowlane
na szczyt wzgórza. Jacek poprowadził nas ścieżką, która nie należała
do najłatwiejszych, ale wszyscy szczęśliwie dotarli na miejsce - szczyt wzgórza został zdobyty. Ten, kto jeszcze na nim nie był,
szybko przekonał się, że warto było się po wspinać.
Na szczycie znajduje się
najwyżej położony w Dolinie Rudawy obiekt fortyfikacji niemieckich z
1944 roku - schron bierny piechoty Regelbau 668. Z uwagi na swoje
położenie, został wyposażony w pancerz, w którym miał być
umieszczony wysuwany peryskop umożliwiający obserwację przedpola
całej pozycji obronnej. Ze szczytu
wzgórza roztacza się
widok na panoramę Rowu
Krzeszowickiego,
który ma w tym miejscu prawie 5 km szerokości i jest od południa
ograniczony pasmem Garbu Tęczyńskiego, na północy zaś pasmem Dolinek
Jurajskich. Z wysokości wzgórza 280 doskonale czytelne są podstawowe
założenia obronne dla całej linii obiektów oraz pozycji polowych,
zależności pomiędzy poszczególnymi grupami schronów oraz ich
zadaniami w grupie.
Zbiegliśmy na dół i udaliśmy się w stronę centrum Rudawy i
ulicy Dunajewskiego, gdzie na zakończenie intensywnego zwiedzania
przygotowaliśmy wiele atrakcji. Duże wrażenie na uczestnikach rajdu,
jak i na zaproszonych gościach zrobił wyremontowany schron bierny Regelbau 668.
Schron przeznaczony był dla załogi złożonej z dziewięciu
żołnierzy - składa się z dużego pomieszczenia o powierzchni ok. 13 m
kw. oraz dwóch mniejszych przedsionków, w których zamontowano drzwi
pancerne. Załogę chroniły żelbetowe ściany i strop grubości 1,5
metra. W sytuacji zagrożenia, żołnierze mogli skorzystać z wyjścia
ewakuacyjnego, za którym znajdowała się studzienka z klamrami,
prowadząca na powierzchnię. Do obiektu dobudowano stanowisko typu Ringstand do obserwacji lub ostrzału z karabinu maszynowego. Dzięki
temu, że schron nie został uszkodzony podczas działań wojennych,
zwiedzający mogli obejrzeć wszystkie, doskonale zachowane elementy.
Wewnątrz obiektu członkowie Stowarzyszenia "Rawelin" zrekonstruowali
wyposażenie schronu min. łóżka, składany stół i taborety, jak też
urządzili ekspozycję militariów:
elementy wyposażenia żołnierzy Wehrmachtu, repliki broni, stare mapy
i dokumenty, instrukcje wojskowe, radiostacje, telefony polowe,
fotografie, a nawet betonowe miny, które produkowano pod koniec II
wojny światowej. Można było także zrobić sobie pamiątkowe
zdjęcia z polskimi żołnierzami z „Września 39” przy
odtworzonym stanowisku karabinu maszynowego, sprawdzić, jak
działa forteczny telefon (jak się okazało – bez zarzutu!), obejrzeć
wystawę dioram niemieckich fortyfikacji polowych autorstwa Henryka
Trynki i sprawdzić swoją celność na
strzelnicy ASG. Ogromnym powodzeniem cieszyło się stoisko z wyposażeniem
wojskowym przydatnym dla każdego turysty. Amatorzy
wojskowych plecaków, saperek i pałatek, zachęceni przez kolegów,
którzy zdążyli już się „zaopatrzyć”, zjawiali się nawet długo po
zakończeniu imprezy!
Na
zakończenie strudzeni uczestnicy i organizatorzy rajdu usiedli przy
wspólnym ognisku, gdzie dzieląc się wrażeniami z długiego dnia
posilali się smażoną kiełbasą. Rozdaniem certyfikatów uczestnictwa,
pamiątkowych odznak i gratulacjami za wytrwałość komandor Jacek
Stefański zakończył Rajd "Śladami II wojny światowej. Rudawa -
Młynka - Nielepice 2009".
Podsumowując - w imprezie wzięło udział ponad 100 osób
zainteresowanych historią i fortyfikacjami. W 8 km trasę rajdu
wyruszyła grupa ponad 50 osób i ...jeden pies. Niestety większość
betonowych, zaniedbanych przez lata obiektów znajduje się na
terenach prywatnych i jest w nienajlepszym stanie, również dostęp do
nich jest utrudniony. Wszelkie prace, które udało się do tej pory
przeprowadzić były możliwe dzięki zaangażowaniu i pracy członków
stowarzyszeń oraz pomocy gminy Zabierzów.
(więcej)
Rawelin w Radio
Kraków
1
października od godz. 11 „Rawelin” gościł na antenie Radia Kraków w
programie „Przed hejnałem”. Czteroosobowa ekipa: Jacek Stefański,
Mariusz Bembenek, Szymek Kalicki i Asia Dolna rozmawiała z redaktor
Magdą Wadowską o dotychczasowych dokonaniach Stowarzyszenia, naszych
pasjach, a przede wszystkim o najbliższej imprezie, czyli sobotnim
rajdzie w Rudawie - Śladami II wojny światowej. Dla odpowiedniej
ilustracji do rozmowy, do studia przynieśliśmy kilka rekwizytów z rawelinowych zbiorów – puszkę z maską przeciwgazową, hełm Luftschutzu
i klapkę wodociągową z napisem Wasserwerk Krakau, uratowaną przed
trafieniem na złom. Zorganizowaliśmy też konkurs z nagrodą książkową
– słuchacze mieli odpowiedzieć na pytanie, co oznacza nazwa rawelin.
Oczywiście na zasadzie – kto pierwszy, ten lepszy. Dla miłośników
fortyfikacji konkurs nie był trudny i udało się go rozwiązać niemal
błyskawicznie.
Dzięki udziałowi w programie, który był dla nas nowym, ale bardzo
sympatycznym doświadczeniem, mogliśmy zareklamować Stowarzyszenie i
dotrzeć z informacją o tym, czym się zajmujemy do jeszcze większego
grona osób.
Słuchaj z Rawelinem:
audio1,
audio2,
audio3,
audio4.

Szóstego dnia wojny
obronnej 1939 roku zmagania wojenne dotarły na teren ziemi
bocheńskiej. Operująca w południowej części kraju Armia „Kraków”, po
przegranej bitwie granicznej, wycofywała się przez Bochnię na nową
linię obrony, wyznaczoną przez Naczelnego Wodza na rzece Dunajec.
Bochnia, miasto górnicze, była w przedwojennej Polsce miejscem
stacjonowania 5 Dywizjonu Taborów, w pobliżu miasta znajdowały się
też wielkie magazyny amunicji Armii „Kraków”, ukryte w puszczy
niepołomickiej. Dlatego miasto zgodnie z rozkazem dowódcy Grupy
Operacyjnej „Boruta” gen. Mieczysława Boruty-Spiechowicza: „należało
bronić”. Wokół Bochni, rankiem 6 września na pozycjach obronnych
znajdowały się następujące jednostki: na południu 10 Brygada
Kawalerii płk. Stanisława Maczka, od zachodu 21 Dywizja Piechoty
Górskiej gen. J. Kustronia, bataliony Korpusu Ochrony Pogranicza 1
Brygady Górskiej i oddziały Obrony Narodowej. Sztab GO „Boruta”
stacjonował w pobliskich Krzyżanowicach. Przed południem masy
niemieckich czołgów z 2 Dywizji Pancernej i żołnierzy z 3 Dywizji
Górskiej natarły na obrońców. Dzięki przewadze czołgów i artylerii
Niemcy o zmierzchu weszli do płonącego miasta. Jednakże wykonany na
rozkaz ppłk. Warzyboka kontratak cieszyńskich strzelców
podhalańskich i oddziałów Obrony Narodowej odrzucił Niemców z
zajętych stanowisk. W tym czasie 10 Brygada Kawalerii zabezpieczała
południowe skrzydło obrony i dzięki bitwom w Leszczynie, Wiśniczu
Nowym i Dołuszycach nie dopuściła do okrążenia broniących się w
Bochni wojsk. Nocą oddziały polskie wykonały odskok na linię Dunajca
w okolice Radłowa. 7 września 1939 roku oddziały hitlerowskie
wkroczyły do miasta...
W celu przybliżenia
mieszkańcom oraz przybyłym gościom tamtych wydarzeń - 5 września
2009 roku odbyła się rekonstrukcja historyczna zatytułowana "Bitwa o
Bochnie"
pod honorowym patronatem Prezydenta RP.
Uroczystości w tym dniu
rozpoczęły się o godzinie 10.00 na bocheńskim rynku, następnie grupa
rekonstruktorów w mundurach historycznych przemaszerowała
na Cmentarz św. Rozalii,
gdzie
odsłonięto obelisk
upamiętniający
poległych w walkach o Bochnię we wrześniu 1939r.
Rekonstrukcja na ul.Smyków z udziałem piechoty, kawalerii, broni
pancernej, artylerii i lotnictwa wojskowego rozpoczęła się o godz.
15.00. Na
błoniach bocheńskich - Smykowie - powstała specjalna makieta
budynków, pośród których rozegrała się potyczka wojsk polskich i
niemieckich. Na stronie internetowej
GRH
"Siedemnasty" możemy przeczytać "...do
miasta wkroczył oddział Wojska Polskiego, dowodzony przez plut.
pchor. Piotra Skupnia, w którego skład weszli członkowie GRH GOŚ i
GRH Siedemnasty. Ślązacy zajęli pozycje na skraju zabudowań, a
Siedemnastacy obsadzili armatkę plot. Nastąpił czas nerwowego
oczekiwania na przeciwnika, który bardzo gwałtownie przerwał ryk
syreny – na niebie pojawił się wrogi samolot. Mimo zaciętego
ostrzału z Boforsa zdołał on zrzucić bomby i zniszczyć część
zabudowań. Wkrótce potem rozpoczął natarcie oddział niemieckiej
piechoty wsparty czołgiem Pzkpfw II. Dodatkowo polskie pozycje
zostały obłożone silnym ogniem artyleryjskim. Polacy musieli opuścić
zabudowania i wycofać się na główne pozycje obronne. Znaczenie tej
miejscowości było jednak tak duże, że oddziały strzelców
podhalańskich i Obrony Narodowej, które nie brały dotąd udziału w
walce, wsparte przez kawalerię, samochód pancerny wz.34, tankietkę
TK-3, armatę 75mm oraz moździerz 81mm obsługiwany przez
Siedemnastaków, wykonały kontratak. Kawalerzystom udało się
zniszczyć wrogi czołg przy pomocy karabinu ppanc. wz.35 Ur, a
piechota wyparła Niemców z płonących zabudowań. Wzięto przy tym
licznych jeńców. Niestety, w wyniku niekorzystnej ogólnej sytuacji
na froncie, oddziały Grupy Operacyjnej „Boruta” musiały wykonać
odskok na wschód..."
(więcej)

11 lipca 2009 roku w Węgrzcach koło
Krakowa członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników
Historii "Rawelin" przeprowadzili akcję ratowania bramy
fortecznej przed zbieraczami złomu. Brama znajdowała się na
zapolu fortu Węgrze, na terenie opuszczonej i zarośniętej
działki. Nie wiadomo dokładnie, z którego z okolicznych fortów
mogła pochodzić. Ponieważ jest to teren ogólnodostępny istniało
niebezpieczeństwo, że zabytek może niedługo podzielić los innych
metalowych elementów wyposażenia Twierdzy Kraków, które są od
wielu lat rozkradane przez złomiarzy i kolekcjonerów.
Informacje o zapomnianym zabytku otrzymaliśmy od jednego z
miłośników fortyfikacji, od kilku dni członka naszego
Stowarzyszenia, który natrafił na okazałą bramę forteczną
z końca XIX wieku
dwa lata temu. - Zrobiłem zdjęcia i o sprawie zapomniałem - wspomina
Piotrek. - Dziś sprawa odżyła. Istnieje potrzeba pilnego
zabezpieczenia unikalnej bramy, gdyż już nosi ślady prób demontażu -
nie wiadomo kiedy wywęszą ją sprawniejsi złomiarze. W pobliżu
rozkradane i dewastowane są opuszczone koszary wojskowe.
Przygotowanie do akcji trwało ponad tydzień, w tym czasie
przeprowadziliśmy wizje lokalną, wykonaliśmy dokumentacje
fotograficzną, złożyliśmy do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w
Krakowie wniosek o zgodę Wojewódzkiego Małopolskiego Konserwatora
Zabytków na zabezpieczenie bramy, jak też kompletowaliśmy potrzebny
sprzęt. Zaplanowaliśmy – razem z Januszem Leśniewiczem z Fundacji „Janus”,
że brama trafi do fortu Tonie. Tam zostanie wyremontowana, a w
przyszłości – wyeksponowana w Muzeum Twierdzy Kraków. Zastępca
Konserwatora Zabytków w Krakowie mgr inż. architekt Jacek
Chrząszczewski przyjmując argumentacje Małopolskiego Stowarzyszenia
Miłośników Historii "Rawelin", że brama w obecnej sytuacji
pozbawiona ochrony narażona jest na niebezpieczeństwo dewastacji i
kradzieży - dopuścił przeprowadzenie fachowego demontażu jej
skrzydeł i wykopanie słupów nośnych oraz przetransportowanie
wszystkich części bramy do fortu 44 Tonie, gdzie zostaną przekazane
pod opiekę Pana Janusza Leśniewicza i Fundacji Aktywnej Ochrony
Zabytków Techniki i Dziedzictwa Kulturowego "Janus".
W
sobotę z samego rana rozpoczęliśmy prace. Okazało się, że „skrzydła”
bramy udało się zdemontować bardzo szybko, problem zaczął się
natomiast z metalowymi słupami, na których brama była osadzona.
Zostały wkopane głęboko w ziemię i zalane dużą ilością betonu.
Pomimo kilkugodzinnego rozkuwania i próby wyrwania słupów liną
przywiązaną do samochodu, beton za nic nie chciał „puścić”. Późnym
popołudniem "rawelinowa" ekipa poddała się. Wykop wokół słupów
sięgał prawie półtora metra w głąb, a na dnie odsłaniały się kolejne
warstwy betonowego umocowania. Prezes „Janusa” obiecał nam, że w
ciągu najbliższych dni sprowadzi ciężki sprzęt, którym będzie się
dało uwolnić słupy z betonowych fundamentów. Póki co –
zabezpieczyliśmy „dziury”, tak, żeby nikt do nich nie wpadł.
Pocieszające jest to, że metalowe elementy okazały się wyjątkowo
„oporne” - raczej mało prawdopodobne, żeby złomiarze dali sobie z
nimi radę. (więcej)

4 lipca na zaproszenie Stowarzyszenia na Rzecz Zabytków
Fortyfikacji „Pro Fortalicium” wybraliśmy się na II Piknik
Forteczny w Zbrosławicach.
Jeden ze
schronów bojowych niemieckiej linii fortyfikacji z 1939 r. -
tzw. Pozycji Górnośląskiej, zlokalizowany w Zbrosławicach koło
Tarnowskich Gór, jest od ponad roku poddawany zabiegom
renowacyjnym w celu stworzenia w nim ekspozycji poświęconej
fortyfikacjom oraz historii wojskowości.
Obiekt został
odmalowany i przystosowany do zwiedzania, a piknik forteczny
miał pokazać rezultat prac renowacyjnych.
Umocnienia na tym terenie powstały tuż przed wybuchem II wojny
światowej. Do września 1939 roku
wzdłuż granicy
z Polską
przecinającej uprzemysłowiony rejon Górnego Śląska powstało zaledwie
dwadzieścia sześć schronów bojowych. Ufortyfikowano odcinek długości
ponad 45 km,
od miejscowości Miedary w okolicy
Tarnowskich Gór do Plichowic.
Szkielet pozycji stanowiły samodzielne grupy schronów lub krótkie
odcinki umocnień stałych, ryglujące ważne drogi i linie kolejowe.
Większość wybudowano „parami” - jeden obiekt przeznaczony dla armaty
przeciwpancernej i karabinów maszynowych, drugi – sonderwerk,
wyposażony w dwie kopuły obserwacyjno - bojowe. Fortyfikacje na tym
obszarze nie zostały jednak całkowicie wykończone, nie osadzono większości z planowanych kopuł
pancernych i ani jednej płyty pancernej dla armaty ppanc. Wnętrza
schronów też nie zostały w pełni wyposażone. Po wojnie przyjęto dla tej linii
fortyfikacji nazwę „Oberschlessien - Stellung”, czyli Pozycja
Górnośląska. Umocnienia te stworzone w ramach przygotowań do wojny
miały na celu nie tylko udział w ewentualnych działaniach wojennych,
lecz także propagandowe oddziaływanie na stronę polską i
zniechęcenie jej do działań zaczepnych. Pozycja obronna Zbrosławice
- Miedary położona jest na zachód od Tarnowskich Gór. Składa się z 9
schronów bojowych 5 typów (R116, R111, R107, R106 i schronu typu
specjalnego). Zadaniem odcinka było ryglowanie komunikacji na szosie
Tarnowskie Góry - Pyskowice. Z pośród wybudowanych obiektów tylko
jeden został wyposażony w kopułę pancerną, pozostałe znajdowały się
w różnych stadiach budowy. Jesienią 1944 roku w okolicach Zbrosławic
wytyczono pozycje ryglową b2 i nieukończone schrony bojowe włączono
w jej strukturę. Wykonano także linie umocnień polowych składających
się z "kochbunkrów" i schronów drewniano - ziemnych.
Schron w Zbrosławicach, główny bohater II Pikniku Fortecznego to
Regelbau 116a, miał ryglować drogę Tarnowskie Góry - Gliwice i
niedaleką linię kolejową. Przeznaczony dla armaty przeciwpancernej,
dwóch ckm-ów i dwóch rkm-ów. Nie zamontowano w nim kopuły
obserwacyjno - bojowej, a w zamurowanym miejscu, w którym miała zostać
osadzona, pozostawiono otwór na peryskop. Schronem opiekuje się Stowarzyszenie
„Pro Fortalicium”, które w remont obiektu i rekonstrukcję
wyposażenia włożyło naprawdę imponującą pracę. W latach 90. miała tu
swoją siedzibę firma budowlana i ślady tego – chociaż są sukcesywnie
usuwane – widać do dziś.
Przewodnikiem po schronie był ubrany w niemiecki mundur
majora
Waldemar Sykosz, opowiadał m.in. o historii,
uzbrojeniu i wyposażeniu, o tym jak wyglądało życie załogi schronu w
wojennych warunkach, który w porównaniu z naszym Regelbau 668 w
Rudawie jest ogromny. Zwiedzaniu
odremontowanej 116-tki towarzyszyły pokazy pojazdów wojskowych,
prezentacje śląskich grup rekonstrukcji historycznej – oprócz
Niemców – Rosjanie, Amerykanie i Polacy, jak też dla
każdego cos miłego - czyli stoisko z militarnymi gadżetami.
(więcej)

Pan Jacek Stefański
wycofał zgodę na publikacje swoich tekstów na stronie MSMH Rawelin
(więcej)

Tegoroczny
Piknik Lotniczy stał pod znakiem deszczu, burzy, mgły, jednak
nie zniechęciły pilotów do uczestnictwa w tej imprezie na
krakowskich Czyżykach. Niesprzyjająca pogoda zakłóciła nieco
przebieg pierwszego dnia pokazów. Niska podstawa chmur i deszcz
sprawiły, że pokazy rozpoczęły się z trzygodzinnym opóźnieniem.
Warunki takie panowały nad niemal całą Polską, co spowodowało,
że wiele zapowiedzianych samolotów dotarło na piknik znacznie
później lub nie dotarło wcale. Organizatorzy pikniku, który
odbył się jak co roku w Muzeum Lotnictwa Polskiego, zadbali by
nie zabrakło wrażeń - na krakowskim niebie pojawiło się
kilkanaście samolotów i śmigłowców z różnych lotniczych epok.
Między innymi
tegoroczną atrakcją był Jurgi Kairys, litewski as przestworzy, który
na swym wymalowanym w trupie czaszki samolocie Su-31 wykonał mrożący
krew w żyłach pokaz akrobacji lotniczej. Zaskoczeniem dla widowni
był podniebny taniec jaki wykonał w „parze” z Antonowem AN-2. Na
krakowskim niebie, jak tylko aura pozwoliła prezentowały się także
duże i małe samoloty pasażerskie, wojskowe, szybowiec, śmigłowce i
motolotnie. Szczególnym elementem tegorocznego Pikniku był pokaz
NATO Live, związany z zorganizowaną przez Muzeum wystawą z okazji
60-lecia Sojuszu Północnoatlantyckiego i 10-lecia polskiego
członkostwa w NATO w ramach projektu Między Wschodem a Zachodem... –
wystawa statków powietrznych Sojuszu Północnoatlantyckiego – NATO
1949 - 2009. Fatalna pogoda sprawiła, że doleciały tylko trzy z
kilkunastu zaproszonych samolotów. Publiczności szczególnie
przypadła do gustu Catalina, wsławiona walkami z niemieckimi i
japońskimi okrętami podwodnymi podczas II wojny światowej.
W czasie dwudniowej imprezy nie zabrakło także atrakcji
naziemnych. Grupy rekonstrukcji historycznej zaprezentowały
prawdziwą gratkę dla miłośników historii II wojny światowej – trzy
inscenizacje walk II wojny
światowej, z wykorzystaniem autentycznego umundurowania, broni i
pojazdów z tego okresu:
lądowanie Aliantów w Normandii w 1944 roku, potyczka nad Łabą w
1945r i pod Częstochową w czasie Wojny Obronnej we wrześniu 1939
roku.
Pech jednak nie opuszczał organizatorów pikniku. W chwilę po
zakończeniu Małopolskiego Pikniku Lotniczego w Krakowie doszło do
tragicznego wypadku. Tragedia miała miejsce około godziny 18 - startująca z pasa
w Czyżynach awionetka Cessna 172 z czterema osobami na pokładzie
wkrótce po starcie rozbiła się w parku, pół kilometra od lotniska.
Zginął pilot, trzy osoby ranne trafiły do szpitala. Maszyna o numerach
SP-ZAP należała do Aeroklubu Warszawskiego. Jej pilot wykazał się dużą
odpowiedzialnością wykonując manewr taki, by jak najmniej osób
ucierpiało w wyniku wypadku, w efekcie którego poniósł śmierć. 29
czerwca w szpitalu zmarł pasażer, który w skutek pożaru miał poparzone
80% ciała. W szpitalu pozostaje jeszcze jedna ofiara katastrofy, zaś
brat pilota na własna prośbę w stanie dobrym został wypisany.
Przyczyny katastrofy ustali Państwowa Komisja Badania Wypadków
Lotniczych. Natomiast w prasie i wśród specjalistów rozgorzała
dyskusja, czy organizowanie pokazów lotniczych w środku miasta nie
jest zbyt niebezpieczne. Być może następny piknik lotniczy odbędzie
się już w innym miejscu. (więcej)

16 maja 2009r. Małopolskie
Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin", na zaproszenie
Gminy Zabierzów i Stowarzyszenia na Rzecz Ochrony Fortyfikacji "Fortiso"
wzięło udział w konferencji naukowej „Fortyfikacje II wojny
światowej - od zapomnienia do zagospodarowania”, która odbywała
się w Gimnazjum im. Jana Matejki w Zabierzowie. Celem imprezy
było pokazanie, co już udało się zrobić, żeby uratować
drugowojenne obiekty przed zniszczeniem przez odpowiednie prace
konserwatorskie i adaptacyjne oraz zwrócenie uwagi na
fortyfikacje, które mogłyby być atrakcją turystyczną, ale od lat
są pozostawione bez opieki. Na konferencji zaprezentowano
najnowsze opracowania historyczne, naukowe oraz
popularno-naukowe w dziedzinie fortyfikacji z okresu wojen
światowych oraz zaprezentowano przykłady zagospodarowania
zachowanych obiektów pofortecznych.
Referaty członków Rawelinu znalazły się w programie na początku i na
końcu konferencji, stworzyły więc coś w rodzaju… klamry. Jacek
Stefański („dwa w jednym”, czyli Fortiso i równocześnie Rawelin)
opowiadał o obiektach należących do OKH Stellung „b1”, położonych w
okolicach Rudawy, w tym – schronach, którymi opiekuje się nasze
Stowarzyszenie.
Szymon Kalicki i Darek Krzyształowski przygotowali
prezentację na temat jednego z odcinków "Linii Mołotowa" - Rawsko
Ruskiego Rejonu Umocnionego - punktu oporu „Goraje” położonego na
Roztoczu. Przedstawiony materiał był wynikiem przeprowadzonych przez
autorów badań terenowych i inwentaryzacji schronów w latach
2003/2006.
Stowarzyszenie było „widoczne” na konferencji także dzięki wystawie
dioram autorstwa Henryka Trynki, który wszystkim zainteresowanym
udzielał fachowych porad z dziedziny modelarstwa.
O
odpowiedni klimat epoki zadbało również
Stowarzyszenie Rekonstrukcji
Historycznej "Wrzesień 39", prezentując się w mundurach
polskich i niemieckich. Rekonstruktorzy z „Września” byli
największą fotograficzną atrakcją zabierzowskiej konferencji. Dla
osób obecnych na konferencji przygotowano publikację z referatami
oraz z tekstami dodatkowymi, w której znalazły się m. in. artykuły
autorstwa Jacka Stefańskiego, Darka Krzyształowskiego, Szymka
Kalickiego i Heńka Trynki - członków Małopolskiego Stowarzyszenia
Miłośników Historii "Rawelin". (więcej)

Trzecia Noc Muzeów Muzeów schronie –
za nami! W piątek 15 maja krakowianie nie kładli się spać, ale
tłumnie wyruszyli na wielkie zwiedzanie. Krakowska Noc Muzeów
była szóstą imprezą organizowaną przez miasto.
Po
raz pierwszy została zorganizowana w Krakowie w 2004 roku, na
wzór berlińskiej „Lange Nacht der Museen”. Polega na
udostępnianiu pomieszczeń muzealnych w wybraną noc maja –
tradycją stało się organizowanie Nocy Muzeów w połowie miesiąca,
z piątku na sobotę.
Rawelin miał zaszczyt uczestniczyć w niej już po raz trzeci. Schron
w parku Krakowskim odwiedziło ok. 1260 osób! Tradycyjnie – długa
kolejka zaczęła ustawiać się już przed 19, a wąskie korytarze prawie
non stop były „zakorkowane” przez pasjonatów historii placu
Inwalidów i podziemnego zwiedzania.
Dotychczas biletem
wstępu do wszystkich muzeów była specjalnie wybita na tę okazję
pamiątkowa moneta, w symbolicznej cenie: 1 złoty, która upoważniała
do nieograniczonego wstępu do wszystkich placówek muzealnych
biorących udział w projekcie. W tym roku wstęp do muzeów był
bezpłatny, a monetę – jako pamiątkowy gadżet – można było nabyć za
symboliczną złotówkę. W
naszym schronie pamiątkowe monety zostały sprzedane w ciągu pół
godziny, na pocieszenie zostały tylko bilety uprawniające do
bezpłatnych wieczornych i nocnych przejazdów komunikacją miejską.
Jak zwykle też – nasz agregat zbuntował się po kilku godzinach pracy
i to aż trzykrotnie. Choć niektórzy poczuli się w ciemnościach
niepewnie, na szczęście obyło się bez paniki, a paliwo udało się
uzupełnić w miarę szybko.
Przeboje tegorocznej wystawy łatwo było przewidzieć: element maski
dla dziecka, który służył do pompowania powietrza („miech” kojarzył
się wielu osobom z… rozniecaniem ognia), maska dla konia i
plastikowa replika mp40 - jak stwierdził jeden ze zwiedzających –
ulubiona broń z Call of Duty. Sporo osób robiło też sobie zdjęcia z
„Rosjaninem” Grzesława czyli manekinem ubranym w maskę, op1 i
uzbrojonym w licznik Geigera. Mieliśmy też stałych bywalców, którzy
z nostalgią wspominali wizyty sprzed trzech lat w betonowych
korytarzach i pytali czy i tym razem będzie można wejść do obydwu
obiektów, a nawet zobaczyć trzeci z naszych schronów - przy ul. Lea.
Obiecywaliśmy, że następnym razem podczas Dnia Otwartych Drzwi
Muzeów Krakowskich postaramy się pokazać więcej.
W
tym roku zrezygnowaliśmy z rekonstrukcji historycznej, więc
szczególnie panie bezskutecznie szukały… granatowego policjanta,
żeby go sfotografować. Bartek tymczasem, podobnie jak reszta ekipy –
w nowej koszulce Stowarzyszenia – kierował ruchem turystycznym. Po
Nocy Muzeów zostało ogromne zmęczenie, ale też radość z tego, że to,
co robimy spotyka się z tak dużym zainteresowaniem i sympatycznym
przyjęciem. (więcej)

Przedmiotem prowadzonej przez członków Stowarzyszenia inwentaryzacji
w maju 2009 roku był punkt oporu "Wielki Dział" Rawsko Ruskiego
Rejonu Umocnionego tzw. Linii Mołotowa. Wielki Dział jest jednym z
najwyższych
wzniesień na Roztoczu Południowym, położonym na południe od Woli
Wielkiej. Punkt oporu składa się 14 schronów bojowych, które tworzą
dwie wyraźnie wyodrębniające się grupy: południową - na stokach
wzgórza oraz północną - na jego przedpolu.
Są to obiekty typu: trzy
tradytory artyleryjskie - każdy uzbrojony w dwie armaty forteczne
Zis-7 kal. 76,2 mm i ckm, pięć schronów do ognia bocznego
uzbrojonych w armatę ppanc kal. 45 mm sprzężoną z ckm i ckm lub
tylko w broń maszynową, cztery schrony do ognia czołowego o dwu lub
trzech zasadniczych kierunkach ognia uzbrojone w armatę ppanc i ckm
lub tylko w ckm, dwa schrony jedno izbowe dla działa. Jeden ze
schronów do ognia bocznego został wyposażony w polską pancerną
kopułę obserwacyjną
wz.36 -
zdemontowaną z fortyfikacji na Polesiu -
o sygnaturze Z.O.
1936 N64 10. W czasie badań
terenowych zdołano zlokalizować także wykopy pod trzy dalsze
schrony. Ważną rolę obok umocnień o charakterze stałym odgrywały
fortyfikacje polowe: drewniano - ziemne schrony bojowe, ziemianki o
charakterze mieszkalnym, pełniące rolę składów amunicji oraz sieć
okopów i rowów dobiegowych łączących poszczególne elementy
fortyfikacji. Od północy i zachodu p.o. „Wielki Dział” był
zabezpieczony przez rów przeciwczołgowy wykopany około 100 - 200 m
przed schronami głównej linii obrony. Całość założenia,
które miało tworzyć zamknięty system, przygotowany do obrony
okrężnej dopełniały linie zapór z
drutu kolczastego i na niektórych odcinkach pola minowe.
Punkt oporu miały
stanowić główną część obrony, nasycony środkami ogniowymi,
szczególnie przeciwpancernymi. Jego zadaniem miało być powstrzymanie
natarcia przeważających sił nieprzyjaciela, przede wszystkim broni
pancernej. Większość schronów była
rozmieszczona na obszarach bezleśnych, co wyraźnie widać na
przedwojennej mapie WIG, obecnie są to tereny porośnięte lasem. Poza
schronami na Wielkim Dziale można znaleźć pozostałość zbiornika na
wodę, wykorzystywaną podczas budowy schronów, a także bardzo dobrze
zachowane odcinki rowów przeciwczołgowych. Przeprowadzone badania
terenowe - kontynuacja inwentaryzacji z 2005 roku - polegały na
wykonaniu dokumentacji fotograficznej poszczególnych obiektów punktu
oporu, spisu zachowanych elementów wyposażenia schronów, jak tez
pomiary GPS. (więcej)

W nocy 16/17 maja 2009 roku będzie
można zwiedzić bez biletu krakowskie muzea. Dla miłośników
historii przygotowano sporo atrakcji. W tym roku VI Noc Muzeów
Krakowskich zaplanowano na najbliższy piątek, większość placówek
proponuje z tej okazji specjalny program. Osoby zainteresowane
historią, szczególnie druga wojna światową, powinny odwiedzić
schron przeciwlotniczy LS-Deckungsgraben Nr7 w Parku Krakowskim.
W godzinach 19-1 schron udostępniony jest do zwiedzania przez
Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin", które
ma pod swoją opieką kilka podobnych obiektów w mieście. Wewnątrz
przygotowano wystawę "Plac Inwalidów - historia miejsca"
oraz ekspozycję poświeconą obronie przeciwlotniczej.

Druga część XV Rajdu Twierdzy Kraków
rozpoczęła się w piątkowe popołudnie 27 marca. Po ponad sześciu
godzinach jazdy PTTK-owskim autokarem dotarliśmy pod Warszawę,
do miejscowości Białobrzegi nad Zalewem Zegrzyńskim. Ponieważ
program rajdu przewidywał bardzo wczesne wstawanie i napięty
program, wyjątkowo zrezygnowaliśmy z
wieczorno – nocnego zwiedzania (planowaliśmy kilkukilometrowy
„spacer” do Twierdzy Zegrze).
W
sobotę rano ruszyliśmy do Modlina, twierdzy, której historia sięga
dalej w przeszłość, niż – jak w przypadku większości fortyfikacji w
Polsce – w lata zaborów. Początki ziemnych umocnień Twierdzy Modlin
sięgają XVII wieku. Budowali je wówczas Szwedzi, a w latach 1807
-1812 z rozkazu Napoleona Bonaparte wzniesiono pięć bastionów. 1
grudnia 1813 Twierdzę Modlin przejęli Rosjanie. Ponieważ włączono ją
do carskiego systemu obronnego, szybko przystąpiono do dalszej
rozbudowy. Między 1864, a 1870 rokiem wzniesiono ponad
dwukilometrowej długości budynek koszar przeznaczonych dla 20 tys.
żołnierzy, który do dziś jest jedną z najdłuższych budowli w
Europie. Przebudowano forteczne bramy, wzniesiono redity i dwie
działobitnie, a w latach 80. XIX w. Rosjanie rozpoczęli budowę
pierścienia zewnętrznego – ośmiu fortów artyleryjskich.
Modernizowano je do 1907 roku, dobudowując m. in. betonowe tradytory.
Twierdza miała własną infrastrukturę - wieżę ciśnień, maszyny
parowe, młyn i wybudowany w 1844 roku neogotycki spichlerz.
Pierwszymi obiektami, który zobaczyliśmy było kasyno oficerskie i
pomnik Obrońców Modlina z września 1939. Następnym punktem rajdu
były dwa forty pierścienia zewnętrznego – Pomiechówek i Zakroczym. W
Zakroczymie zdecydowaliśmy, że – zgodnie z długą rawelinową tradycją
– będziemy zwiedzać fort indywidualnie. Nie wynika to z ignorancji
przewodnika, ale z tego, że na zorganizowanych wycieczkach
przeważnie brakuje czasu, żeby zajrzeć w każdy interesujący nas
forteczny zakamar. Dzięki temu mogliśmy przejść długą poterną i
obfotografować z każdej strony ogromny tradytor artyleryjski.
Rezultatem dokładnej eksploracji fortu było oczywiście spóźnienie i
upomnienie od organizatorów rajdu, którzy już są przyzwyczajeni do
tego, że zwykle gdzieś „znikamy” w trakcie zwiedzania. I w końcu
przymknęli oko na „Rawelin”, nie mieli wyjścia. Wróciliśmy do
centrum Twierdzy Modlin, żeby obejrzeć Bramę Ostrołęcką, Bramę Ks.
Józefa Poniatowskiego, Wieżę „Czerwoną”- Tatarską (dopiero z tej
perspektywy zwiedzający zdaje sobie sprawę, jak ogromne są koszary,
z góry pięknie widać też spichlerz po drugiej stronie Narwi) oraz
wieżę ciśnień.
Następnym punktem programu miał być Nowogród i skansen kurpiowski. A
po drodze czekało nas jeszcze „trzy w jednym”, czyli wysadzony
schron Linii Mołotowa, schron polski i niemiecki schron bojowy,
który ma być w przyszłości wyremontowany i udostępniony w ramach
trasy turystycznej. W tym ostatnim bardzo zainteresowała nas
niesamowita teoria przewodnika na temat rur wewnątrz schronu, które
miały być wykonane z… brezentu. W Nowogrodzie nie mieliśmy szczęścia
do pogody, ale można było schować się przed deszczem w kurpiowskich
chatach. Wcześniej obejrzeliśmy jeszcze polski schron bojowy nad
Narwią, ze śladami niemieckich pocisków z 1939 roku na kopule
pancernej.
W tym rejonie
zaplanowano ok. 50 schronów żelbetowych w dwóch liniach obronnych
oraz tamy mającej umożliwić wykonanie zalewu wodnego. Prace
rozpoczęły się w czerwcu 1939 roku, do chwili wybuchu wojny zdołano
zbudować 22 obiekty, większość z nich była typu ciężkiego wyposażona
w kopuły pancerne. Schrony ciężkie zlokalizowano w okolicach samego
miasta, a na prawym skrzydle w okolicy wsi Szablak schrony lekkie.
W czasie, gdy uczestnicy rajdu
zwiedzali skansen, część rawelinowej ekipy postanowiła odwiedzić
miejsca znane z niezapomnianych wakacji w 2006 roku. Wieczór w
Goniądzu spędziliśmy przy ulubionym piwie Łomża, a w niedzielę rano
ruszyliśmy do Osowca.
Tą
unikalną w skali Europy rosyjską twierdzę na Bagnach Biebrzańskich
zaczęto budować za panowania cara Aleksandra II w 1882 roku, a
budowę zakończono w 1892 roku. Modernizacja, m. in. wzmacnanie
ceglanych budowli betonem i żelbetem trwała do samego wybuchu I
wojny światowej. Przy jedynej przeprawie przez bagna powstały forty:
I Centralny (Cytadela – najważniejszy obiekt), Fort II Zarzeczny,
Fort III Szwedzki i Fort IV Nowy. W latach 1914-15 8 Armia Niemiecka
trzykrotnie próbowała zdobyć Osowiec, przywożąc pod mury twierdzy m.
in. moździerze - Grube Berty, na które Rosjanie odpowiedzieli
działami morskimi większego kalibru. 6 sierpnia 1915 Niemcy
przeprowadzili atak przy użyciu chloru, w wyniku którego zginęło 2
tys. Rosjan, ale też – od własnej broni – tysiąc żołnierzy
niemieckich. 8 sierpnia 1915, po kapitulacji Modlina i Warszawy, car
Mikołaj II wydał rozkaz ewakuacji twierdz. W latach międzywojennych,
gdy Osowiec przejęło polskie wojsko, powstały nowe obiekty m. in. –
pięć schronów bojowych w Forcie II (dwa wyposażone w wysuwalne wieże
pancerne Senkpanzer M.02 z Twierdzy Przemyśl przezbrojone na broń
maszynową), a także schrony usytuowane wzdłuż Biebrzy. W 1939 roku
Niemcy zrezygnowali z ataku na Osowiec, kierując się przez Biebrzę i
Narew pod Wiznę. "Pamiątką" po Armii Czerwonej w Twierdzy Osowiec są
napisy propagandowe, które zachowały się na ścianach niektórych
obiektów. Jak podkreślał nasz przewodnik – prezes Osowieckiego
Towarzystwa Fortyfikacyjnego Mirosław Worona, po wojnie, gdy forty
pozostawały bez opieki, okoliczna ludność dokonała „rozbiórki”
carskich cegieł. W ten sposób rozebrano m. in. budynek elektrowni i
cerkiew. Dopiero w latach 50-tych utworzono w Forcie Centralnym
jednostkę wojskową, która istnieje do dziś.
My
zwiedziliśmy niestety tylko Fort I, choć w planach był jeszcze Fort
Zarzeczny, a w zasadzie jego ruiny, do których jednak nie dało się
dojechać z powodu wysokiego poziomu wody. W jednej z potern
przewodnik opowiedział legendę o Czarnej Damie, która podobno
prześladowała Rosjan w czasie niemieckiego ataku przy użyciu chloru.
Ogromny kościotrup w czarnej pelerynie miał się wyłaniać z chmury
gazu i dusić żołnierzy. Wielu tłumaczyło dezercję właśnie strachem
przed Czarną Damą. Po tych niesamowitych opowieściach, które nie
bardzo nas wzruszyły, jako, że – jak do tej pory, nic nas jeszcze
nigdzie nie straszyło, obejrzeliśmy jeszcze budynek koszar,
pozostałości strzelnicy, a wcześniej – muzeum twierdzy w bloku
koszar.
Na
trasie rajdu była jeszcze Piątnica pod Łomżą. Spośród trzech
rosyjskich fortów wybudowanych na początku XX w, oznaczonych
literami cyrylickiego alfabetu - A, B i W, zwiedzaliśmy fort W,
położony na wzgórzu nad Narwią. Na jego terenie działa strzelnica,
jest też niewielkie muzeum.
Początek realizacji twierdzy dało wybudowanie w roku 1889 na
lewym brzegu Narwi dwóch redut ziemnych z drewnianymi schronami. W
następnym okresie w związku z programem rozbudowy twierdz
opracowanym na potrzeby nowego planu wojny, przystąpiono do
stworzenia projektów dla twierdz mających utworzyć linię obronną
przeciw nawisowi Prus Wschodnich. Łomża miała stać się jednym z
punktów. W związku z tymi zamierzeniami po roku 1896 przystąpiono do
budowy trzech fortów ziemnych na przeciwnym brzegu rzeki. W roku
1900 rozpoczęto przebudowę tych fortów przez wzmocnienie ich
budowlami betonowymi w postaci koszar szyjowych dla załogi, kojców i
przeciwskarpowych galerii. Budowane według wzoru gen.
Wieliczko z roku 1897, który to projekt stał się wzorcowym
rozwiązaniem dla wszystkich twierdz rosyjskich budujących forty w
czasie od 1898 do 1908 r.
Forty A, B, W połączone zostały wałem obronnym o przekroju trójkątnym i
rowem. Tworzyło to razem obwarowanie ciągłe w odległości 1,5 km
od przeprawy. Prawe skrzydło przedmościa opierało się o moczary
i bagna nadrzeczne. Lewe zaś o samą rzekę.
W 1939 roku na terenie fortów wybudowano schrony i utworzono linie
zygzakowatych okopów, dobrze widocznych do dziś. Również w Piątnicy
postawiliśmy na indywidualne zwiedzanie, bieganie po okopach i
wysokich wałach, z których roztacza się piękna panorama Łomży.
Na
koniec rajdu zatrzymaliśmy się pod Wizną, obok mauzoleum obrońców z
Samodzielnej Grupy Operacyjnej Narew. Na początku września 1939
polskie oddziały pod dowództwem kapitana Władysława Raginisa broniły
odcinka Wizna, powstrzymując przez kilka dni atak dywizji pancernych
generała Heinza Guderiana. Obrona, za względu na dużą przewagę
liczebną Niemców przeszła do legendy. Większość polskich obrońców
zginęła lub została ranna, ranny został też dowódca. Wcześniej
przysiągł, że prędzej zginie, niż odda się w ręce wroga. Dlatego 10
września, gdy sytauacja stała się beznadziejna, popełnił
samobójstwo. Pomnik – mauzoleum, który stanowi część ciężkiego
schronu bojowego, znajduje się przy drodze z Łomży do Białegostoku.
Schron, w którym bronił się kapitan Raginis, położony jest na
wzgórzu nad pomnikiem.
Podobnie jak to było
w przypadku zwiedzania Twierdzy Przemyśl w czasie XI Rajdu,
doszliśmy do tego samego wniosku - żeby zobaczyć wszystkie obiekty,
potrzeba co najmniej tygodnia. Na Podlaskie jeszcze wrócimy...
(więcej)

Podczas II wojny,
Niemcy wysadzili część kopuł pancernych Fortu 44 Tonie. Jedna z
nich, pochodząca z tradytora artyleryjskiego koszar szyjowych, nie
została wywieziona, ale zakopano ją na zapolu fortu. Jej zadaniem
była osłona stanowiska kierowania ogniem dział tradytora. Po ponad
60 latach, 21 marca 2009 roku ekipa „Rawelinu”, uzbrojona w łopaty i
saperki, w bardziej zimowej, niż wiosennej aurze, zabrała się za jej
odkopywanie. Prace były prowadzone za zgodą Janusza Leśniewicza z
Fundacji Aktywnej Ochrony Zabytków Techniki i Dziedzictwa
Kulturowego "Janus", pod której opieką znajduje się Fort Tonie. Szef
„Janusa” kibicował zresztą całej akcji i uwieczniał jej poszczególne
etapy na zdjęciach. Pozwolenia na wydobycie kopuły udzielił też
Wojewódzki Konserwator Zabytków Jan Janczykowski.
Ponieważ kopuła
była odwrócona, przypominała „misę” wypełnioną ziemią, w której
mogły się zachować pierwszo i drugowojenne przedmioty. Tym razem nie
było jednak sensacyjnych odkryć. W pagórku, w którym leżała kopuła i
w jej wnętrzu znajdowały się jedynie zwoje kolczastego drutu,
elementy zamka najprawdopodobniej karabinu mauser, stare puszki,
otwieracze do konserw, butelki i przeróżne metalowe „szpeje”, które
niestety nie przedstawiają większej wartości. Najcenniejszym
znaleziskiem był ozdobny uchwyt do fortecznej lampy. Do tego nie
można było kopać zbyt głęboko, ponieważ niemal dokładnie pod
pagórkiem znajduje się... szambo. Na szczęście w czasie prac
ziemnych udało się uniknąć „ekologicznej katastrofy” i kopuła
została odkopana niemal w całości. Kiedy z wnętrza kopuły usunięto
resztki ziemi i błota, można było wejść do środka i poszukać
sygnatury. Drapanie pancerza drucianą szczotką nie przyniosło
niestety odpowiedzi na pytanie, jaki numer posiada kopuła, na
pocieszenie można było ją zmierzyć. Wymiary wewnętrzne kopuły to ok.
160 cm x 110cm i 100 cm wysokości. Reprezentuje zbliżony do stojącej
na wale innej z wysadzonych kopuł pancernych typ, lecz o nieco
mniejszych rozmiarach. Od czoła posiada jeden rozglifiony otwór
obserwacyjny i trzy mniejsze szczeliny obserwacyjne - dwie na bokach
i jedna na tylnej ścianie.
To dopiero
początek prac „Rawelinu” w Forcie Tonie. Kopuła wymaga jeszcze
gruntownego oczyszczenia. Być może dopiero wtedy uda się odnaleźć i
odsłonić sygnaturę. Przeniesienie kilkutonowego ciężaru na miejsce
ekspozycji w ramach planowanego w Forcie Tonie Muzeum Twierdzy
Kraków będzie wymagało użycia ciężkiego sprzętu.
(więcej)

XV
Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków został podzielony na dwie części.
Część "krakowska" odbyła się 14 marca 2009r. Organizatorem rajdu
był Oddział Wojskowy PTTK im. gen. J. Bema przy Klubie 2 Korpusu
Zmechanizowanego, Klub 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie i
Fundacja Aktywnej Ochrony Zabytków Techniki i Dziedzictwa
Kulturowego "Janus". Celem było poznawanie historii budowy,
funkcjonowania oraz znaczenia Twierdzy na przestrzeni jej
dziejów, zwiedzanie wybranych obiektów fortyfikacyjnych,
zapoznanie się ze współczesnymi możliwościami wykorzystania
byłych obiektów Twierdzy, poszerzenie wiedzy z zakresu historii
Krakowa, a w szczególności jego militarnych tradycji, promowanie
budowli Twierdzy Kraków jako kolejnej, bardzo ciekawej atrakcji
turystycznej.
Pierwsza część Rajdu rozpoczęła się
przed wejściem do fortu 43 Pasternik, gdzie licznie tego dnia
przybyli uczestnicy, w promieniach wiosennego słońca wysłuchali
krótkiej, ale treściwej prelekcji Kuby Mikulskiego na temat
Twierdzy Kraków. Fort powstał jako dzieło półstałe w latach 1872
- 1878, następnie w latach 1881-1884 został przebudowany na fort
stały artyleryjski z szeregiem nietypowych rozwiązań -
jako jedyny w Krakowie o pięciobocznym narysie. Posiada w szyi parterowy blok koszarowy z półbastionami
flankującymi bramę główną, w centrum założenia znajdują się dwa dziedzińce
przedzielone betonową poterną, na czole nietypowy
schron - podwalnia z ziemnym wałem artyleryjskim ze
schronami pogotowia w poprzecznicach.
Pozostałe stanowiska dział, znajdują
się na każdym barku, stanowią
klasyczne działobitnie z poprzecznicami mieszczącymi schrony
pogotowia.
Fosa o klasycznym narysie z pięcioma
kaponierami; po dwie barkowe i czołowa. Do dnia dzisiejszego Fort 43 Pasternik
i przyległy teren pozostaje w użytkowaniu wojska, gdzie szkolą
się nie tylko Polscy żołnierze. Anglojęzyczne napisy na elewacji
podwalni i poterny świadczą dobitnie, że już od wielu lat
jesteśmy w NATO.
Dalsza trasa
wędrówki prowadziła przez tereny poligonu wojskowego, aż do celu
wycieczki jakim był fort 44 Tonie.
Fort 44 Tonie został zbudowany 1879
roku jako dzieło półstałe, w latach 1881 - 1884 przebudowany na
jednowałowy fort artyleryjski. Prezentował typowe cechy dla
dzieł tego typu, przy czym topografia terenu wymusiła asymetrię
rzutu. Na prawym skrzydle fortu w szyi zbudowano półbastion,
który skomunikowany był z blokiem koszar szyjowych klatka
schodową i pochylnią do wytaczania dział. W tym miejscu fosa
zabezpieczona była dodatkową kaponierą. W trakcie modernizacji
twierdzy w latach 90. XIX w. fort 44 uzyskał kategorie głównego
dzieła pierścienia, wspierał go go zbudowany w pobliżu pancerny
fort bliskiej obrony 44a "Pękowice". W latach 1902 - 1908
dokonano kompleksowej modernizacji fortu przez przekształcenie
go z artyleryjskiego na pancerny. W nowej postaci fort
zdominowała funkcja obrony bliskiej, choć utrzymano zredukowana
pozycję do obrony dalekiej. Elementy pierwotnego założenia takie
jak skala, narys, główne bloki kazamatowe i kaponiery pozostały
bez zmian, lecz zostały wzmocnione ze względu na rozwój środków
rażenia. Parterowe blok koszarowy posiada na prawym skrzydle
załamanie, w kazamatach którego wstawiono dwie armaty 6 cm M.99
za wspólnym dwu strzelnicowym pancerzem. Zadaniem tego
stanowiska artyleryjskiego było flankowanie koszar szyjowych. Na
krańcu lewego skrzydła koszar szyjowych umieszczono tradytor z 4
tarczami dział kazamatowych 8cm M.98 Tradytor posiadał własną
wieżę obserwacyjno-bojową i stanowiska reflektorów. Pod
tradytorem znajdują się pomieszczenia magazynu amunicji,
pomieszczenie techniczne i pomieszczenie studni. Stanowiska
bojowe tradytora skomunikowane były z dolna kondygnacją klatką
schodową, którą poprowadzona była rura głosowa do wydawania
komend przez dowódcę baterii. Za koszarami szyjowymi znajduje
się potężny schron pogotowia. W centrum założenia umiejscowiona
jest wewnętrzna bateria z odkrytymi stanowiskami sześciu dział
obrony dalekiej z trzema schronami pogotowia w poprzecznicach.
Środkowy schron był skomunikowany windą amunicyjną i klatka
schodową z poterną główną. N skrzydłach czół fortu wybudowano
dwie baterie z wieżami pancernymi. Każda z baterii posiadała po
dwie wysuwalno-obrotowe wieże dział szybkostrzelnych 8cm
Senkpanzer S.P. M.2 (V.P.N 3, V.P.N 5, V.P.N 7, V.P.N
9) i wieże obserwacyjną (B 64, B 66) do kierowania ogniem. Bloki
baterii skomunikowane były poternami z kaponierami barkowymi. Na
czole fortu znajduje się schron pogotowia z galerią strzelecką i
pancerną kopułą obserwacyjno - bojową (BF 4). Blok schronu
połączony był schodami z poterną główna prowadzącą do kaponiery
czołowej. Obsadę fortu stanowiło 8 oficerów, 224 szeregowych
piechoty, 265 szeregowych artylerii i 8 saperów. Fort
prawdopodobnie brał udział w trakcie bitwy o Kraków w 1914 roku.
Jego baterie obrony dalekiej wspierały siły walczące na dalekim
przedpolu fortu z nacierającymi wojskami carskimi. W okresie
międzywojennym fort był konserwowany jako element Obozu
Warownego Kraków. We wrześniu 1939 roku w oparciu o zachodni
front twierdzy, Wojsko Polskie stoczyło krótkotrwałe walki w
osłonie odwrotu Armii" Kraków", potwierdzony jest udział
artylerii fortu i zniszczenie dwóch pojazdów pancernych
czołówek niemieckiej 4 dywizji lekkiej. W czasie okupacji
niemieckiej fort pełnił rolę magazynów i warsztatów wojskowych.
Pod koniec 1944 roku Niemcy odstrzeliwali ładunkami wybuchowymi
elementy pancerne w celu ich odzysku na złom. Zostały
odstrzelone kazamaty pancerne tradytora wraz z kopułą
obserwacyjno - bojową, jak też z lewej baterii pancernej kopuła
obserwacyjna i wieża Senkpanzer S.P. M.2.
Przez długie powojenne lata fort pełnił rolę magazynu wojskowego. Pod koniec roku 2008
Zarząd Budynków Komunalnych przekazał fort 44
Tonie Fundacji Aktywnej Ochrony Zabytków Techniki i Dziedzictwa
Kulturowego "Janus". Działania
Fundacji i
skupionych wokół niej środowisk
obywatelskich,
min. zmierzającą do wypracowania i wdrożenia metod ochrony,
opieki i udostępnienia współczesnemu społeczeństwu dwu
największych w środkowej Europie zespołów fortecznych
austro
- węgierskich twierdz pierścieniowych Kraków i Przemyśl
oraz przywrócenia i zachowania dla przyszłych
pokoleń ich tożsamości historycznej.
Na zakończenie pierwszej
części Rajdu gospodarze fortu 44 Tonie
przygotowali ognisko, przy
którym strudzeni długą wędrówką uczestnicy mogli posilić się
smażoną kiełbasą. Rozdaniem certyfikatów uczestnictwa,
pamiątkowych odznak i gratulacjami za wytrwałość komandor Henryk Łukasik
zakończył XV Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków. Druga część XV Rajdu
Szlakiem Twierdzy Kraków (Szlakiem Wielkiej Wojny 1914-1918)
odbędzie się w ostatni weekend marca - przed nami Twierdza
Modlin i Twierdza Osowiec.
(więcej)

Minęło już ponad 155 lat od wybudowania
pierwszych obiektów Twierdzy Kraków. Postępujący i szybki rozwój
miasta spowodował, że wiele fortów nie doczekało dnia dzisiejszego.
Musiały ustąpić miejsca pod nowe inwestycje, drogi czy tez osiedla
mieszkaniowe. Inne miały trochę więcej szczęścia, zostały
zaadaptowane na cele przemysłowo-magazynowe, przekształcone w hotele
i domy kultury co uchroniło je przed zniszczeniem. Jednak większość
obiektów jest w opłakanym stanie, są zarośnięte przez bujną
roślinność, zdewastowane i zaśmiecone. Okradane przez zbieraczy
złomu z wyposażenia i stalowych elementów czekają na swoją szansę
przetrwania kolejnych lat. Taką szansę otrzymał fort 44 Tonie, jeden
z najciekawszych obiektów Twierdzy Kraków…
Rozproszone Muzeum
Twierdzy Kraków nareszcie staje się realne. Zarząd Budynków
Komunalnych przekazał fort 44 Tonie Fundacji Aktywnej Ochrony
Zabytków Techniki i Dziedzictwa Kulturowego "Janus". Działania
Fundacji i
skupionych wokół niej środowisk
obywatelskich,
min. zmierzającą do wypracowania i wdrożenia metod ochrony, opieki i
udostępnienia współczesnemu społeczeństwu dwu największych w
środkowej Europie zespołów fortecznych
austro
- węgierskich twierdz pierścieniowych Kraków i Przemyśl
oraz przywrócenia i zachowania dla przyszłych pokoleń
ich tożsamości historycznej.
10 stycznia 2009r. Małopolskie
Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin” na zaproszone Prezesa
Fundacji Aktywnej Ochrony Zabytków Techniki i Dziedzictwa
Kulturowego "Janus" Janusza Leśniewicza gościło w forcie 44 Tonie.
Zainteresowanie członków naszego Stowarzyszenia było bardzo duże,
gdyż fort przez wiele lat był niedostępny, a jest to najlepiej
zachowany obiekt Twierdzy Kraków. W zwiedzaniu fortu uczestniczyli
także członkowie krakowskiego Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji i
PTTK. Kilka godzin intensywnego zwiedzania fortu zakończyło się
ogniskiem. Przy trzaskającym ogniu i zapachu pieczonych kiełbasek
zebrani długo dzielili się wrażeniami z bardzo udanego dnia…
Fort 44 Tonie
wzniesiony został w roku 1879 jako dzieło półstałe, w latach 1881-84
przebudowany na jednowatowy fort artyleryjski. Położony na północ od
centrum Krakowa ogniem swych dział strzegł doliny Prądnika i traktu
Olkuskiego. Posiada parterowe, załamane na prawym skrzydle koszary
szyjowe, schron główny, wał artyleryjski ze schronami pogotowia i
kaponiery strzegące dostępu do fosy. Od standardowych fortów
artyleryjskich budowanych w III pierścieniu umocnień twierdzy
różniła go asymetria rzutu spowodowana warunkami terenowymi - na
prawym skrzydle fortu, w szyi zbudowano półbastion z dodatkową
kaponierą. W roku 1902 krakowska Dyrekcja Inżynierii Fortecznej
podjęła decyzję o przekształceniu przestarzałego już fortu w dzieło
pancerne. Elementy pierwotnego założenia takie jak skala, narys,
główne bloki kazamatowe i kaponiery pozostały bez zmian, lecz
zostały wzmocnione ze względu na rozwój środków rażenia. W ramach
modernizacji na skrzydłach czół zbudowano dwie baterie pancerne
wyposażone w nowoczesne wysuwalno - obrotowe wieże Senkpanzer M.2
dział kal. 8cm i wieże obserwacyjne do kierowania ogniem. Na
lewym skrzydle koszar szyjowych powstał potężny tradytor z kopułą
obserwacyjno-bojową i stanowiskiem dla wytaczanego reflektora.
Uzbrojenie tradytora stanowiły cztery działa M.98 kal. 8cm za
kazamatowymi tarczami pancernymi. W celu skutecznej obrony szyi
fortu, w załamaniu na prawym skrzydle bloku koszarowego zamontowano
dwa działa M.99 kal. 6cm za wspólnym dwu strzelnicowym
pancerzem. Cały system obrony bliskiej uzupełniała kopuła bojowa ckm
umieszczona na schronie czołowym. Element obrony dalekiej stanowił
usypany w centralnej części wał artyleryjski dla sześciu dział
kal.15cm. Taki „pancernik” jakim stał się fort Tonie obsługiwało 5
oficerów, 224 żołnierzy piechoty, 265 żołnierzy artylerii i 8
saperów. Od początku XX w. był ośrodkiem grupy fortowej, w skład
której wchodził wspierający go fort 44a Pękowice, dwie baterie stałe
i jedna polowa dla artylerii, szaniec piechoty oraz dwa schrony
amunicyjne na zapolu. W
chwili wybuchu I wojny światowej był dziełem nowoczesnym i silnie
uzbrojonym. W listopadzie 1914 roku jego działa mogły wspierać
wojska austro - węgierskie w czasie I bitwy o Kraków. Po zakończeniu
wojny w 1918 roku został przejęty przez nowo powstające Wojsko
Polskie. Fort w okresie międzywojennym był konserwowany i
utrzymywany w gotowości bojowej jako element Obozu Warownego Kraków.
We wrześniu 1939 roku wziął udział w odparciu czołówek niemieckich,
umożliwiając wycofanie się Armii „Kraków”. W latach 1939-1945 był
wykorzystywany na cele magazynowo-warsztatowe armii niemieckiej. Pod
koniec okupacji Niemcy wysadzili pancerze tradytora, uszkodzili lewą
baterie pancerną i zdemontowali większość wyposażenia. Po wojnie
fort nadal był we władaniu wojska, tym razem umieszczono w nim
pilnie strzeżone składy amunicji. W roku 1996 zakończył swoją
militarną służbę i przeszedł w zarząd władz cywilnych.
Przez długie lata
swojego istnienia, dwie wojny światowe, pilnie strzeżony przez
cztery armie fort 44 Tonie przetrwał do naszych czasów w doskonałej
kondycji. Jako jedyne w Twierdzy Kraków dzieło obronne tego typu
zachował większość wyposażenia pancernego: wieże artyleryjskie,
kopuły obserwacyjno-bojowe, bramy, kraty, wieszaki, co czyni go
cennym i unikalnym zabytkiem sztuki fortyfikacyjnej przełomu XIX i
XXw. Czy stanie się wielką atrakcją turystyczną i przyciągnie swoimi
walorami rzesze miłośników fortyfikacji, czas pokaże…
(więcej)

Bez śniegu i wrogich żołnierzy na przedpolu, ale za to hucznie,
z replikami austriackich armat i toastem artyleryjską wódką
obchodzono w Zielonkach rocznicę obrony Twierdzy Kraków przed
Rosjanami. Grupa rekonstrukcji historycznej i jednocześnie
stowarzyszenie Tradycyjny Oddział C.K. Regimentu Artylerii
Fortecznej Nr 2 barona Edwarda von Beschi - Twierdza Kraków od
dziesięciu lat spotyka się 6 grudnia, aby celebrować ogień
artyleryjski i świętować zwycięstwo nad armią carską. W tym roku
uroczystość odbyła się w Forcie 45 Zielonki, jednym z nielicznych
odrestaurowanych i zagospodarowanych obiektów Twierdzy Kraków. Na co
dzień znajduje się tu hotel i strzelnica. Choć działa, których użyto
do oddania strzałów były replikami, a pociski zastąpiły... gazety,
efekt salwy był prawie taki sam, jak z użyciem prawdziwego prochu.
Kanonierzy uprzedzali zresztą, by w razie czego odsunąć się na
bezpieczną odległość.
Członkowie
stowarzyszenia kultywują pamięć polskich żołnierzy w armii
austriackiej oraz wszystkich jednostek wywodzących się z Drugiego
Regimentu Artylerii Fortecznej. Od lat kompletują broń i mundury,
choć nie jest to zadanie łatwe, ani tanie. - Koszt umundurowania
sięga nawet 6 tys. zł. Większość elementów wykonujemy sami -
wyjaśniają. Kolekcja militariów, które udało się im zebrać,
"wystąpiła" już w rekonstrukcjach historycznych wielu bitew w kraju
i za granicą.
Jednym z punktów
uroczystości było pasowanie na artylerzystę (uderzenie dosyłaczem
armatnim w siedzenie), czyli przyjęcie nowych członków
stowarzyszenia. Tradycja C.K armii to nie tylko mundury i salwy...
W forcie Zielonki każdy mógł przekonać się o tym, co się jadło i...
piło w koszarach. Można było spróbować prawdziwej polewki kanonierów
(daleko do niej wszystkim znanej, wojskowej grochówce). Serwowano ją
z oryginalnej wojskowej austriacko-węgierskiej kuchni polowej -
Kochkiste. Do tego - wznoszono toasty wódką artyleryjską, domowej
roboty, której receptura jest pilnie strzeżoną tajemnicą regimentu.
Następna okazja, by ją rozwikłać nadarzy się dopiero za rok...
(więcej)
(Gazeta
Krakowska 05.12.2007r.)
Krakowskie podziemia. Oprócz
pojedynczych schronów, których najwięcej jest w Śródmieściu i w
Krowodrzy, istnieje ich też cały system. Te najnowsze powstały w
latach 50. Wśród nich są przeciw atomowe. Do niektórych można
wjechać ciężarówką - pisze Marek Lubaś-Harny.
Jeszcze
dwa lata temu mało kto w Krakowie słyszał o poniemieckich schronach.
Niektórzy krakowianie od lat codziennie przemierzali Królewską, plac
Inwalidów i park Krakowski w drodze do pracy czy na uczelnię i nie
mieli pojęcia, co mają pod stopami. Niewielu jest już takich, którzy
pamiętają, jak Niemcy kopali przeciwlotnicze bunkry w pobliżu
ówczesnej siedziby gestapo. Więcej można znaleźć dzisiejszych
czterdziestolatków, którzy przypominają sobie, że w dzieciństwie
urządzali sobie zabawy w podziemnych korytarzach. Wieczorami miejsca
te w razie niepogody służyły za schronienie dla pijaczków i różnych
podejrzanych typów. Nie podobało się to socjalistycznej władzy i
jakieś 30 lat temu betonowe płyty przykryły wejścia do dawnych
schronów. Dopiero od jakiegoś czasu zapomniane podziemia budzą
zainteresowanie jako pamiątki niedawnych dziejów Krakowa. Stało się
to za sprawą garstki zapaleńców, których pasją jest historia. Nie
wystarcza im lektura książek i dokumentów, kuszą własne odkrycia.
Nawet jeśli przy tej okazji trzeba się niemało namęczyć.
Na wypadek nalotu.
Schrony zostały odkryte na nowo głównie dzięki staraniom członków
Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin", którzy
własnoręcznie odgruzowali, oczyścili i zabezpieczyli kilka
podziemnych korytarzy, przygotowując je do udostępnienia.
Przystąpili do tego dzieła niewiele ponad dwa lata temu. - Zachowały
się niemieckie plany, z których wynika, że takich ukryć miało w
Krakowie powstać około 60 - opowiada ówczesny prezes Rawelinu
Dariusz Pstuś. - Do końca wojny Niemcy zdążyli zbudować ok. 30.
Większość schronów ówcześni okupanci zlokalizowali pod budynkami, a
najlepiej zabezpieczone zostały te, które należały do hitlerowskich
urzędów, np. pod magistratem czy budynkiem PKO przy Wielopolu. Z
tych zbudowanych na otwartej przestrzeni do tej pory udało się
spenetrować osiem. Niektóre ze schronów już nie istnieją, jak np.
obiekt przy Dworcu Głównym, w miejscu, które znalazło się pod
Galerią Krakowską. Inne są niedostępne, a ich położenie można
ustalić tylko w przybliżeniu. Z dokumentów wiadomo, że są
zlokalizowane np. pod Plantami, od strony ul. św. Gertrudy. Aby je
odszukać, trzeba by zrywać asfalt z alejek i przekopywać trawniki, a
na to nikt się nie zgodzi. Rawelin robi więc to, co możliwe. Jeden
ze zbadanych schronów znajduje się pod boiskiem między ulicami
Urzędniczą i Konarskiego. Właśnie on stał się pierwszym celem
krakowskich historyków amatorów. Zbudowany prawdopodobnie w marcu
1944 roku, składa się z dwóch korytarzy o długości 17 i 26 metrów,
wysokich na ponad 2 metry. Drugi podobny obiekt znajduje się w
pobliżu niedalekich kamienic. W przypadku nalotu lub ostrzału
artyleryjskiego miały służyć za kryjówkę mieszkańcom ówczesnej
dzielnicy niemieckiej. Nawiasem mówiąc, nigdy nie zostały w tym celu
użyte. Kraków, jak wiadomo, nie został zbombardowany, a i ostrzału
artyleryjskiego uniknął dzięki temu, że Niemcy nie bronili miasta
przed Armią Czerwoną. Dopiero długo po wojnie wejścia do schronów
zostały dla bezpieczeństwa przykryte ciężkimi płytami z betonu.
Zresztą zapuszczać się do nich nie bardzo było już po co. Jeśli
Niemcy zostawili pod ziemią cokolwiek cennego, na pewno padło to
łupem albo radzieckich żołnierzy, albo późniejszych poszukiwaczy
skarbów.
Jesienią 2006 roku członkowie Rawelinu postarali się o zgodę
gospodarzy terenu, odwalili betonowe płyty i weszli do środka. - To
jeden z tak zwanych schronów publicznych, których w tej okolicy
zbudowano osiem - tłumaczy Dariusz Krzyształowski, obecny prezes
stowarzyszenia. - Miały one służyć osobom, które podczas nalotu
znalazły się akurat w pobliżu. Mieszkańcy okolicznych kamienic mieli
schrony pod budynkami, w piwnicach. Do dziś gdzieniegdzie na murach
zachowały się z tamtych czasów strzałki, których znaczenie jest dziś
zrozumiałe dla mało kogo. A miały one po prostu po nalocie
informować ratowników: "Tu kopać". Pierwsze udostępnienie schronu nr
2 zwiedzającym w ramach dni otwartych Muzeum Historycznego przy
Pomorskiej w listopadzie 2006 roku spotkało się z wielkim
zainteresowaniem krakowian. A to był zaledwie początek.
Tłumy głodne
historii. Choć te budowle to tylko, zdawałoby się, obetonowane
dziury w ziemi, od tamtego czasu zainteresowanie nie malało, ale
rosło. Kolejne "szczeliny przeciwlotnicze" zagospodarowane przez
entuzjastów z Rawelinu to schrony oznaczone przez ich budowniczych
numerami 7 i 8, mieszczące się pod placem Inwalidów i parkiem
Krakowskim. Stały się dość głośne na początku zeszłego roku, kiedy
pojawił się projekt zbudowania pod placem Inwalidów podziemnego
parkingu, co dla jednego z tych schronów musiałoby oznaczać zagładę.
W maju 2007 wieść o możliwości zwiedzenia schronów w ramach
kolejnych dni otwartych ściągnęła do parku Krakowskiego istne tłumy.
- Byliśmy trochę przerażeni, spodziewaliśmy się może kilkuset
zwiedzających, a przyszły tysiące - opowiada inny członek Rawelinu
Mariusz Bembenek. - Utworzyła się ogromna kolejka, ciągnąca się
przez pół parku. Organizatorzy zadbali zresztą, aby goście nie
oglądali wyłącznie szarych betonowych ścian. W schronie nr 7
urządzili skromną, lecz bardzo
pouczającą
ekspozycję. Z wyposażenia schronów nie zachowało się prawie nic.
Jednak w zamian Mariusz Bembenek na kilkunastu planszach przedstawił
historię placu Inwalidów, dla wielu krakowian zapewne zaskakująco
bogatą. Reszty dopełniła wyobraźnia. Mało kto również wiedział, że
schron nr 8 już przed kilkudziesięciu laty trafił do filmu, a to za
sprawą Romana Polańskiego i jego studenckiej etiudy pt. "Rower".
Fabuła oparta była na przygodzie, jaka w dzieciństwie przytrafiła
się reżyserowi właśnie w tym miejscu. Krótko po wojnie mały Romek
Polański umówił się w schronie z człowiekiem, który miał mu rzekomo
sprzedać rower. Jednak zamiast wymarzonego dwukołowca przyszły
zdobywca Oscara dostał tylko czymś twardym w głowę, a kiedy się
ocknął, nie było ani kupca, ani roweru, ani pieniędzy. - I pomyśleć,
że wydarzyło się to tuż pod oknami UB - uśmiecha się Bembenek. -
Jeszcze jeden dowód na to, że funkcjonariusze tego urzędu
bezpieczeństwo rozumieli po swojemu. Kryjówkę pod placem Inwalidów
odwiedziło tego dnia 3 tysiące ludzi, a sąsiedni obiekt w parku
Krakowskim ponad 2 tysiące. Nawet jeśli częściowo były to te same
osoby, liczba robi imponujące wrażenie. Z okazji skorzystali radni
Dzielnicy V, zbierając wśród zwiedzających podpisy przeciwko
lokalizacji w tym miejscu parkingu. Mieszkańcy Krowodrzy byli temu
pomysłowi przeciwni od dawna, dowodząc, że budowa musiałaby
doprowadzić do dewastacji przynajmniej części parku. Tego dnia pod
protestem podpisało się ponad 2 tysiące krakowian. Schrony były tu
także ważnym argumentem.
Odkopane ze
śmieci. - Nie wszyscy uważają, że te obiekty są godne zachowania
- przyznaje Dariusz Krzyształowski. - Są i tacy, którzy mówią: "Po
co nam dziś w Krakowie hitlerowskie pamiątki? Najlepiej byłoby je z
powrotem zasypać". Odpowiadam im, że w takim razie należałoby
zburzyć także wszystkie krakowskie forty, zbudowane przecież przez
zaborcę, nie mówiąc o murach obronnych Wawelu i części zabudowy
samego wzgórza. Uważam, że to wszystko są świadectwa historii
naszego miasta. Nie zawsze układała się ona dla nas pomyślnie, ale z
pamięci nie powinniśmy wymazywać niczego. Doprowadzenie schronów do
obecnego stanu to efekt wielu godzin pracy członków stowarzyszenia.
- Musieliśmy przyjąć na siebie rolę śmieciarzy - mówi Mariusz
Bembenek. - Chwała miastu, że użyczyło swego sprzętu, by wywieźć te
śmieci na wysypisko, lecz spod ziemi musieliśmy je wygrzebać
własnymi rękami. A było tych śmieci kilka ton. Przez trzydzieści
lat, zanim ktoś zdecydował, że trzeba zamknąć wejściowe otwory,
dawne schrony służyły okolicznym mieszkańcom jako dzikie, ale bardzo
wygodne śmietniki. Tym wygodniejsze, że z zewnątrz nic nie było
widać. Wiele też zachowało się w głębi nich śladów libacji z dawnych
lat. - Czasem miało się dość tej roboty - przyznaje Krzyształowski.
Jednak co zaczęli, to skończyli. Schodząc do schronu nr 7, można się
o tym przekonać podczas nielicznych w roku okazji, bo na co dzień
wejście jest solidnie zabezpieczone. W przeciwnym razie podziemny
korytarz z powrotem zmieniłby się w melinę i publiczny szalet.
Przechodnie dziwią się tylko, co to za tajemnicza betonowa
konstrukcja pojawiła się kilkadziesiąt metrów od przystanku na rogu
placu Inwalidów i alei Mickiewicza. Pamiętają, że do niedawna była
to część niewielkiej górki, z której w zimie maluchy zjeżdżają na
sankach. - Niektórzy są trochę zawiedzeni, wydawało im się, że
zobaczą podziemne sale i kilometry korytarzy - opowiada Bembenek. -
Są i tacy, którzy się zarzekają, że bawili się tu w dzieciństwie i
pamiętają lochy o wiele dłuższe, z przejściem sięgającym dawnej
siedziby gestapo. Na pewno byłoby to bardzo ciekawe, jednak nic
podobnego nigdy nie istniało. Niestety, to tylko oni byli mniejsi,
za to z bujną wyobraźnią. Mimo wszystko miejsce robi wrażenie, jest
w nim jakaś magia. Łatwo wczuć się w sytuację kogoś, kto musiałby
znaleźć się tu z prawdziwej konieczności. Na marginesie łatwo
zauważyć, że projektanci tych schronów nie ograniczyli się do
betonowego pancerza, zadbali też o elementarne wygody ewentualnych
użytkowników. Świadczą o tym zachowane uchwyty do ławek i całkiem
obszerne pomieszczenie wydzielone na toaletę.
Budowali
też inni. Historycy amatorzy z Rawelinu na poniemieckie schrony
trafili niejako przy okazji. Ich pasje są o wiele rozleglejsze, dla
niektórych dość egzotyczne. - Jedni po pracy łowią ryby, a my
penetrujemy dawne budowle wojskowe - uśmiecha się Krzyształowski.
Obecny prezes jest twórcą witryny internetowej poświęconej
militariom, zawierającej bardzo obszerny dział dotyczący Twierdzy
Kraków. Właśnie krakowskimi fortami od bardzo dawna interesują się
członkowie stowarzyszenia Rawelin. - Forty są krakowianom dość
dobrze znane, jednak mało kto wie, że one też maja swoje podziemia -
Mówi Dariusz Pstuś. Stosunkowo łatwo dostępne są kawerny, czyli
wykute w skałach przez Austriaków sztuczne groty przy forcie Bodzów,
pomiędzy ul. Tyniecką i brzegiem Wisły. O wiele trudniejszy do
penetracji jest system podziemnych umocnień fortu Winnica, po
drugiej stronie Tynieckiej. Kawerny i korytarze tego bastionu są
bowiem w większości zalane wodą. - Trzy lata temu nurkowaliśmy w
tych podziemiach, a nasze obserwacje były bardzo ciekawe - mówi
Pstuś. - Dokładne zbadanie całego systemu wymagałoby znacznych
nakładów. Na razie nie widać chętnego, który chciałby je
ponieść. Z okazji 750-lecia lokacji Krakowa zgłoszono nawet projekt
utworzenia podziemnego szlaku Twierdzy Kraków. Niestety, został
odrzucony przez miasto.
Dodajmy na zakończenie, że koniec II wojny światowej bynajmniej nie
zakończył dziejów budowy krakowskich podziemi. Pod osiedlami starej
części Nowej Huty, a także pod budynkami użyteczności publicznej tej
dzielnicy (jak np. dawne kino "Światowid") istnieje cały system
powstałych w latach 50. obszernych schronów przeciw atomowych. Do
niektórych można nawet wjechać ciężarówką. One także czekają na
turystyczne zagospodarowanie. To już jednak temat na inną
historię. (Marek Lubaś-Harny).

3
grudnia 2008r. Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin"
wzięło udział w wernisażu wystawy fotograficznej na wydziale
architektury Politechniki Krakowskiej pt. „Chuda Emma –
austro-węgierski moździerz kal. 30,5 cm”. Jej autor – Andrzej Zaręba,
kilkanaście lat temu znalazł w jednym z krakowskich antykwariatów
album zdjęć pierwszo wojennych. Okazało się, że był to prezent –
pamiątka z pobytu na froncie dla kpt. Otto Axmanna, wiedeńskiego
oficera artylerii fortecznej. Ponad sto fotografii nieznanego autora
przedstawia żołnierzy zmotoryzowanej baterii austro-węgierskich
moździerzy Škoda 30,5 cm, nazywanych wówczas żartobliwie „Chudą Emmą"–
najnowocześniejszej wówczas broni.
Dzięki odkryciu albumu i przeanalizowaniu wielu źródeł poświęconych
uzbrojeniu C.K. armii, przy współpracy Janusza Leśniewicza z
Fundacji „Janus” dwa lata temu powstała książka (o takim samym
tytule, jak wystawa na PK), poświęcona historii „Emmy”. Wykorzystano
w niej wiele zdjęć z albumu Axmanna, jednak dopiero wystawa na
Politechnice prezentuje całość niezwykłej pamiątki po oficerze. Są
wśród nich fotografie „pozowane”, które można uznać za element
propagandy sukcesu armii, ale też zdjęcia bardziej reporterskie,
pokazujące wojenną rzeczywistość. - Dziś decyzje na temat rozwoju
sił zbrojnych, chociażby budowy tarczy antyrakietowej podejmowane są
w perspektywie miesięcy czy lat. Wówczas działo się to wszystko dużo
szybciej – zwracał uwagę autor wystawy. Jego zdaniem moździerze
Škoda stały się pierwszym znakiem nowych czasów (które trwają do
dziś) – czasów walki na odległość.
Wystawę można oglądać od 4 grudnia w gmachu Aresztu, przy ul.
Warszawskiej 24 poniedziałek - piątek godz.10 - 13. Warto tu
zajrzeć, by przekonać się czym była „Chuda Emma” i jak ogromną rolę
odegrała w czasie pierwszej wojny.
(więcej)

Nasza ostatnia schronowa impreza w tym
roku, pomimo padającego śniegu i przenikliwego zimna była bardzo
udana. Tym razem rekord ilości zwiedzających schron (Noc Muzeów
2007) nie został pobity, ale i tak prawie 350 osób przyszło zobaczyć
„siódemkę” w parku Krakowskim. Byliśmy też widoczni w mediach –
bardziej niż dotychczas, jako „jedna z największych atrakcji” Dnia
Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich. Materiały o wystawie pojawiły
się nie tylko w gazetach, ale też w Kronice TVP Kraków i
ogólnopolskim Teleekspresie. Nasze korytarze prezentowały się w
telewizji całkiem nieźle, nawet obok Wawelu i Muzeum Narodowego.
Udostępnialiśmy schron już po raz
kolejny, jednak wiele osób, nawet mieszkających na Krowodrzy od
urodzenia, nie kryło zaskoczenia po wejściu do środka. Jak zwykle
zwiedzający pytali nas o połączenia korytarzy z innymi obiektami w
Krakowie, znaleziska podczas odkopywania, a nawet o związki schronu
z fortem, który istniał w sąsiedztwie parku. Był też tradycyjny i
jak najbardziej niezamierzony punkt programu – przerwa w pracy
agregatu, który, pomimo niskiej temperatury udało się bardzo szybko
uruchomić. Najbardziej ucieszyła nas propozycja przekazania
stowarzyszeniu masek z lat 50 –tych. Jeśli rzeczywiście się uda,
będziemy chyba musieli pomyśleć o nowej szafie na zbiory. Powoli
zaczyna brakować miejsca…
(więcej)

23 listopada 2008r. będzie można zwiedzić bez
biletu krakowskie muzea. Dla miłośników historii przygotowano sporo
atrakcji. W tym roku Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich zaplanowano
na najbliższą niedzielę. Większość placówek proponuje z tej okazji
specjalny program. Osoby zainteresowane historią, szczególnie druga wojna
światową, powinny odwiedzić dwa miejsca.
W parku krakowskim
w godz. 11-16 będzie można obejrzeć niemiecki schron przeciwlotniczy.
Wewnątrz przygotowano wystawę "Plac Inwalidów - historia miejsca"
i ekspozycję poświeconą obronie przeciwlotniczej. Schron udostępni
Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników "Rawelin", które ma pod swoją opieką
kilka podobnych obiektów w mieście. W Muzeum Historycznym Miasta Krakowa
przy ul. Pomorskiej od godz. 10 do 11.30 przewodnik będzie oprowadzał po
wystawie stałej Kraków w latach 1939-1956 oraz byłych celach gestapo.
O 11.30 rozpocznie się pokaz filmów dokumentalnych dotyczący historii
Krakowa w czasie okupacji, a o 13 - spacer po najciekawszych miejscach
dzielnicy Krowodrza. Na 14.30 zaplanowano wykład Grzegorza Jeżowskiego
z Muzeum Historycznego Miasta Krakowa pt. "Okoliczności uratowania
wiaduktu grzegórzeckiego - w poszukiwaniu prawdy", a na 16 - warsztaty
"Los Polaków - więźniów Montelupich i Pomorskiej".

30 października 2008r. w forcie
artyleryjskim 45 Marszowiec Twierdzy Kraków w Zielonkach k. Krakowa odbyła
się prezentacja książki Przemysława Jaskółowskiego pt. "Działa okopowe c.
i k. Armii 1914-1918". Przemysław Jaskółowski jest miłośnikiem historii
wojskowości, autor wielu publikacji na temat artylerii austriackiej, od
1996 roku Prezes Stowarzyszenia "Tradycyjny Oddział C.K. Regimentu
Artylerii Fortecznej No. 2 barona Edwarda von Beschi - Twierdza Kraków",
organizator i pomysłodawca I, II i III Europejskich Spotkań Historycznych
Oddziałów Wojskowych oraz wystaw: "Kraków Miasto Garnizonowe 1848 - 1939"
i "Nasza Artyleria". W roku 1999 zaprojektował i razem z członkami
Stowarzyszenia wykonał pomnik na Cmentarzu Wojennym Nr384 w Łagiewnikach,
za co został odznaczony "Srebrnym Krzyżem za Zasługi dla Austriackiego
Czarnego Krzyża".
Prezentacji książki
towarzyszyły pierwsze od zakończenia I wojny światowej strzelania z działa
ze strzelnicy kazamatowej kaponiery czołowej fortu 45 Marszowiec w
wykonaniu Tradycyjnego Oddziału C.K Regimentu Artylerii Fortecznej No. 2
barona Edwarda von Beschi. W fosie fortu licznie przybyłym gościom, w tym
wielu członkom grup rekonstrukcji historycznej przebranych w mundury
austro - węgierskie zaprezentowano miotacz granatów wz.1916, z którego
oddano kila strzałów. Wszyscy zebrani byli pod dużym wrażeniem pokazów
strzelań, jak też historycznej atmosfery panującej w kaponierze czołowej
fortu, której kazamaty oświetlono pochodniami. W poternie prowadzącej do
kaponiery organizatorzy zaprezentowali wystawę archiwalnych fotografii
"Działa austriacko - węgierskiej artylerii fortecznej 1914 - 1918".
Prezentacja książki Przemysława Jaskółowskiego, przeprowadzona w tak
niezwykłej scenerii, zakończyła się fortecznym poczęstunkiem zakrapianym
kuflem galicyjskiego piwa. (więcej)

XIV Rajd
Szlakiem Twierdzy Kraków odbył się w dniach 11 - 12 października 2008
roku. Organizatorem rajdu był Oddział Wojskowy PTTK im. gen. J. Bema przy
Klubie 2 Korpusu Zmechanizowanego, Klub 2 Korpusu Zmechanizowanego w
Krakowie. Celem było poznawanie historii budowy, funkcjonowania oraz
znaczenia Twierdzy na przestrzeni jej dziejów, zwiedzanie wybranych
obiektów fortyfikacyjnych, zapoznanie się ze współczesnymi możliwościami
wykorzystania byłych obiektów Twierdzy, poszerzenie wiedzy z zakresu
historii Krakowa, a w szczególności jego militarnych tradycji, promowanie
budowli Twierdzy Kraków jako kolejnej, bardzo ciekawej atrakcji
turystycznej, a także zwiedzenie miejsc upamiętniających walkę żołnierzy I
wojny światowej.
Rajd rozpoczął się w
dawnym Kasynie Oficerskim na ul. Zyblikiewicza 1, gdzie uczestnicy
wysłuchali prelekcji Kuby Mikulskiego na temat walk o Twierdzę Kraków w
roku 1914. Trasa pierwszego dnia rajdu prowadziła po cmentarzach z I wojny
światowej, jakie powstały na północ twierdzy w Prusach, Karniowie,
Czulicach i w Górce Kościelnickiej, jak też w Krakowie na Cmentarzu
Rakowickim, gdzie uczestnicy mogli zobaczyć kwatery grobowe poległych w
czasie I wojny światowej Legionistów, żołnierzy austro - węgierskich,
niemieckich i rosyjskich. Drugi dzień XIV Rajdu Szlakiem Twierdzy Kraków
to zwiedzanie V sektora obronnego twierdzy. Na trasie pieszej wędrówki
znajdowały się: prochownia w Witkowicach, magazyn amunicji, baterie
artyleryjskie, szańce, mały międzypolowy fort pancerny 45a "Bibice", fort
pancerny 47a "Węgrzce". Trasa rajdu zakończyła się w forcie 47 1/2 Sudoł,
gdzie organizatorzy imprezy przygotowali ognisko, przy którym strudzeni
długą wędrówką uczestnicy mogli posilić się smażoną kiełbasą. Rozdaniem
certyfikatów uczestnictwa, pamiątkowych odznak i gratulacjami za
wytrwałość komandor Henryk Łukasik zakończył XIV Rajd Szlakiem Twierdzy
Kraków. Kolejny już na wiosnę przyszłego roku.
(więcej)
|