|
Bitwa Wyrska 31 maja 2008
Gostyń
Zaczynamy na Śląsku, w 1939 roku. Dwie godziny później jesteśmy już w 1944, na południu Europy. Jak to możliwe? Rekonstrukcje historyczne to prawdziwy wehikuł czasu.
Przymierzyć mundur, wejść do okopu, przejechać się wojskowym
motocyklem, wziąć do ręki replikę granatu, czy prawdziwy bagnet "z
epoki"...
Zamiast zapamiętywania
dat i wydarzeń z podręczników, z których i tak niewiele pozostanie po
skończeniu szkoły, przekonać się, jak mogło być "tam", czyli w samym
środku pola bitwy... Czy nie jest to spełnieniem marzeń większości
facetów od lat trzech wzwyż?
Niepowtarzalną okazją
do takich przeżyć są odbywające się w różnych częściach Polski
rekonstrukcje historyczne. Cztery lata temu członkowie Stowarzyszenia
na Rzecz Zabytków Fortyfikacji "Pro Fortalicium" wspólnie ze śląską
gminą Wyry, postanowili przypomnieć epizod Wojny Obronnej z 1939 roku
- walki z okupantem o Odcinek Mikołów w pierwszych dniach września.
Szczęśliwie, pomysł udało się zrealizować, a rekonstrukcja Bitwy
Wyrskiej w Gostyni niedaleko Mikołowa z roku na rok przyciąga coraz
więcej osób, które chcą dotknąć "żywej" historii. Czwarta edycja
imprezy odbyła się 31 maja. Pole bitwy wyznaczono tuż obok pomnika
"Pamięci Żołnierzy Września". Ponieważ maj to miesiąc pamięci
o walkach o Monte Cassino, w drugiej części imprezy organizatorzy
przenieśli widzów nie tylko w czasie - do roku 1944, ale i w
przestrzeni - na Półwysep Apeniński. Tym razem polscy żołnierze starli
się z niemieckimi spadochroniarzami i piechotą. Co prawda słynne
wzgórze zastąpiła płaska łąka, ale upał dawał się we znaki, prawie jak
we Włoszech. Nie obyło się bez wojennych zniszczeń, a nad płonącymi
zabudowaniami cały czas czuwali strażacy.
Nie mniej interesujące
było to, co działo się wokół pola bitwy. Członkowie grup
rekonstrukcyjnych przygotowali wszystko w najdrobniejszych
szczegółach. W namiotach i okopach w lesie można było podpatrzeć jak
mogło wyglądać codzienne życie na froncie, a obok, na stoiskach
z militariami - zaopatrzyć się po okazyjnych cenach w to, co jest
niezbędne wszystkim milimaniakom i bunkrołazikom. Dla tych ostatnich
udostępniono schron bojowy "Sowiniec", pomalowany w maskujące barwy. A
po zakończeniu walk, żołnierze wszystkich formacji zawarli rozejm
i wspólnie z widzami wzięli udział pikniku fortecznym. Bo oprócz
przypominania o tym, co w naszej historii najważniejsze, rekonstrukcje
to także okazja do dobrej, rodzinnej zabawy.
|