|
Śladami Romana Polańskiego

25 maja 2010 roku w
schronie przeciwlotniczym LS-Deckungsgraben nr8 na pl.Inwalidów
gościliśmy francuską ekipę filmową, która realizuje film poświęcony
reżyserowi Romanowi Polańskiemu. Będąc w Krakowie bardzo zależało im
na zobaczeniu miejsca, w którym niespełna 14-letni Polański o mało
nie stracił życia.
LS-Deckungsgraben
nr8 jest zlokalizowany równolegle do dawnej ulicy Ruskiej, obecnie
zachodnia część placu Inwalidów. Schron zbudowany został na terenie
zielonym w roku 1944 przez krakowska firmę Mariana Plebańczyka.
Wykonano go z prefabrykowanych elementów betonowych, ma długość
około 60 metrów. Prowadzą do niego dwa wejścia - jedno u wylotu
ulicy Pomorskiej, drugie niedaleko ulicy Lea. W środkowej jego
części znajduje się wyjście ewakuacyjne, obecnie niedrożne.
Swoją przygodę
związaną z tym miejscem opisał w swojej autobiografii Roman Polański.
W
1949 roku został zwabiony do bunkra przez bandytę, recydywistę
Romana Dziubę pod pozorem zamiaru sprzedaży roweru wyścigowego.
Dziuba ogłuszył Polańskiego cegłą zawiniętą w gazetę, a następnie
ograbił. Reżyser wspomina: Kilka dni później zgłosiłem się pod
wskazany przez niego adres. Tam jednak nikt o Dziubie nie słyszał.
Potem natknąłem się na niego przypadkiem na bazarze i zacząłem
dopytywać się. o nasza ewentualną transakcję. Zapewniał mnie, że
umowa stoi i wyznaczył mi spotkanie w następny czwartek na placu
Wolności. Sprzedałem więc dwa koła i 30 czerwca, w przeddzień
wakacji, czekałem na niego obok gmachu Urzędu Bezpieczeństwa.
Towarzyszył mi Marian, któremu ta cała sprawa wydawała się wątpliwa.
Dziuba spóźnił się. W ręku trzymał jakiś przedmiot zawinięty w
gazetę. Odciągnął mnie na bok.
— Kto to? — zapytał niezadowolony — Jak to, kto? Poznałeś go
przecież. To kumpel. Dziubie nie podobało się, że Marian jest ze
mną. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że rower jest kradziony.
Zaczęło mnie nękać poczucie winy, ale było za późno na skrupuły:
sprzedałem już koła.
— Gdzie rower? — spytałem.
— W bunkrze — odpowiedział.
Znałem dobrze to miejsce, choć nigdy nie byłem w środku. W czasie
wojny, w parku po drugiej stronie jezdni, Niemcy zbudowali bunkier,
który służył jako schron przeciwlotniczy. Na zewnątrz widać było
tylko porośnięte trawą wybrzuszenie, mniej więcej stumetrowej
długości. Betonowe wejście często służyło przechodniom za toaletę.
Panowała tam ciemność, wilgoć i smród. Nawet jeśli rower był
kradziony, Dziuba chyba przesadzał w ostrożności.
Zaczęło padać. Umundurowany strażnik i jakiś mężczyzna z rowerem
stali u wylotu rampy; pogrążeni w rozmowie, nie zważali na
niepogodę. Nie mogłem się doczekać, żeby dobić targu, ale Dziuba był
niewzruszony. Osłonięci ścianą budynku, po drugiej stronie placu,
czekaliśmy, aż odejdą.
„Czekaj tutaj" zwrócił się Dziuba do Mariana, kiedy ruszyliśmy w
stronę parku. Zaczęliśmy schodzić wzdłuż rampy. Dziuba szedł
pierwszy, starannie omijając nieczystości. „Te świnie wszędzie by
nasrały" - rzucił. Zwinął gazetę w trąbkę, zapalił ją i, trzymając
nad głową jak pochodnię, ruszył przodem. Tunel wydawał się pusty.
„Gdzie rower?' - powtórzyłem.
Powiedział, że za zakrętem. Prowizoryczna pochodnia zamigotała i
zgasła. Panowała niemal całkowita ciemność, jedynie z oddalonego
otworu w suficie dochodziło nikłe światło. Szedłem po omacku,
dotykając ręką ściany, Dziuba znalazł się teraz za mną.
Poczułem straszliwy wstrząs, jakby mnie kopnął prąd — widać
dotknąłem nie izolowanego przewodu. Zdałem sobie sprawę, że leżę na
betonie i ktoś uderzył mnie w głowę. Myślałem, że napastnik zaczaił
się w jakimś zakamarku. Ale nie było zakamarka. Wydało mi się, że
Dziuba kuca nade mną i poznałem jego głos; pytał, gdzie mam
pieniądze. Jego słowa przypływały i odpływały jak w źle nastawionym
radiu. Skłamałem, że są u Mariana.
Przewrócił mnie na bok i wyciągnął z kieszeni portfel. Zerwał mi z
ręki zegarek — prezent od ojca, który hołubiłem jak skarb — i rzucił
się do ucieczki.
Dowlokłem się do otworu wentylacyjnego. Pod nim uzbierała się kupa
ziemi. Wlazłem na nią i stając na palcach chwyciłem się krawędzi.
Marian patrzył na mnie z góry osłupiały.
— Jezus Maria! — wykrzyknął. — Ale cię załatwił!
— Zabrał mi forsę — wymamrotałem.
— Czekaj — rzucił Marian i pognał.
Wywindowałem się na rękach przez otwór. Wciąż padało. Na koszuli
miałem pełno krwi. Jakaś kobieta w brązowym płaszczu nieprzemakalnym
podeszła do mnie, wydając ciche okrzyki przerażenia, niby kwilenie
ptaka, ale rozzłościła się. kiedy odpychając ją poplamiłem jej
płaszcz.
Poczułem słony smak w ustach, krew spływała mi strużką po twarzy.
Ale to było nieważne. myślałem tylko o jednym: jak wytłumaczę się
przed ojcem z utraty zegarka?
Kiedy zastanawiałem się nad tym, niedaleko zatrzymała się wielka
śmieciarka. Na dachu, wraz z jednym ze śmieciarzy.siedział Marian.
„Romek!" — krzyczał. machając ręką jak szalony.
Stojący na stopniach samochodu mężczyzna wciągnął mnie do środka.
Znalazłem się na siedzeniu obok Dziuby.
Śmieciarka przejeżdżała akurat w chwili, gdy wyłaziłem z bunkra.
Widząc Mariana, który kogoś ścigał, kierowca objechał park i odciął
uciekinierowi drogę. Dziuba wpadł prosto na woz. Teraz, z miną
człowieka, który nie skrzywdziłby muchy. usiłował wcisnąć mi z
powrotem portfel i zegarek. Nie bierz tego. to pójdzie do depozytu -
rzucił kierowca.
To zdarzenie
Roman Polański przedstawił też w swoim pierwszym filmie
krótkometrażowym - etiudzie "Rower".
Film został nakręcony w
1955 roku w Krakowie, dokładnie w tych samych miejscach gdzie
rozegrała się dramatyczna scena, reżyser zdecydował się osobiście
odegrać rolę napadniętego chłopaka. Niestety jego pierwsza studencka
etiuda nie doczekała premiery. Taśma pojechała do Moskwy z
wysłanymi do zmontowania materiałami z Festiwalu Młodzieży i
zaginęła.
Do końca nie
jesteśmy pewni, czy miejscem tych dramatycznych wydarzeń był schron
nr 8, czy też schron nr 7 w parku Krakowskim. Czy nasze wątpliwości
dotyczące tego miejsca rozwieje kiedyś Roman Polański?
(Gazeta
Krakowska 26.05.2010)
W
Krakowie Francuzi tropią Polańskiego.
Jest rok 1948. Młody Roman
Polański, zafascynowany kolarstwem, chce kupić rower. W tamtych
czasach nie było to jednak łatwe. Poznaje niejakiego Dziubę, który
twierdzi, że posiada odpowiedni bicykl. Polański umawia się z nim na
transakcję przy ówczesnym placu Wolności, dziś placu Inwalidów.
Razem schodzą do schronu. Wczoraj ekipa francuskiej telewizji zeszła
do miejsca, gdzie 14-letni wówczas przyszły reżyser omal nie stracił
życia, koniecznie chcąc zostać właścicielem roweru. Ta i podobne
historie staną się kanwą 17-godzinnej serii filmów dokumentalnych
poświęconych polskiemu twórcy.
Roman
na spotkanie idzie z kumplem Marianem. - Dziubie nie podobało się,
że Marian jest ze mną. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że rower
jest kradziony. Zaczęło mnie nękać poczucie winy - pisze Polański w
swojej autobiografii, na podstawie której napisano scenariusz do
filmu. Dziuba wabi Polańskiego do pobliskiego poniemieckiego
schronu. Tłumaczy to środkami ostrożności. Marian zostaje na
zewnątrz. Idą ciemnym korytarzem. Nagle Roman pada powalony ciosem w
głowę. Dziuba uderza go kamieniem owiniętym w gazetę. - Przewrócił
mnie na bok i wyciągnął z kieszeni portfel. Zerwał mi z ręki
zegarek, prezent od ojca, który hołubiłem jak skarb - wspomina
Polański. Dziuba rzuca się do ucieczki. Polański z trudem wygrzebuje
się z tunelu wyjściem ewakuacyjnym. Jest cały we krwi. Nagle przed
nim zatrzymuje się śmieciarka. Na jej dachu siedzi Marian, a obok
kierowcy... złapany Dziuba. Złoczyńca trafił na milicję, a Polański
do szpitala. Ku swojemu zdziwieniu dowie się później, że Dziuba
zostanie powieszony. Okazał się on bowiem seryjnym mordercą, który
na koncie miał już trzy ofiary!
Wczoraj do schronu wpuścili Francuzów członkowie Małopolskiego
Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". - W okolicy placu
Inwalidów jest kilka poniemieckich schronów. Nie jesteśmy pewni, czy
to ten, ale opis z biografii pasuje - mówi Dariusz Krzyształowski,
prezes stowarzyszenia. - Ten posiada wyjście ewakuacyjne, z którego
Polański mógł wyjść po usypanej ziemi. Blisko jest też była siedziba
UB, wspomniana w opisie - dodaje Mariusz Bembenek. Sęk w tym, iż
Polański w biografii pisze, że schron znajdował się w parku, a nie
poza jego obrzeżami, pod placem. - Wiedzielibyśmy dokładnie,
gdybyśmy mieli etiudę Polańskiego "Rower" - dodaje z uśmiechem
Krzyształowski. Jedyna kopia tego dzieła jednak zaginęła. - To nie
było tam - mówi Leopold Nowak, przyjaciel Polańskiego. - Ten schron
znajduje się zaraz obok dawnego rzędu Bezpieczeństwa. Tam nie było
wstępu! To było w innym schronie. Miłośnicy Historii z "Rawelinu"
poinformowali Francuzów o swoich wątpliwościach, ale tym wysokie
prawdopodobieństwo zdarzenia wystarczyło. Nagrali krótki materiał w
tunelu.
Francuzi tropią od kilku dni ślady reżysera. - Byliśmy już na ulicy
Komorowskiego, gdzie rodzina Polańskich zatrzymała się po
przyjeździe z Paryża. Również w Podgórzu, w okolicach getta.
Pojawiamy się w miejscach, które naznaczyły Polańskiego - mówi Oscar
Hedemann tłumacz francuskiej ekipy.(Piotr Rąpalski) |