Plac Inwalidów – miejsce warte odkrycia. Ten punkt przesiadkowy w drodze do pracy czy na uczelnię ma naprawdę niezwykłą historię. Wystarczy spojrzeć w górę i przyjrzeć się kamienicom, albo… schylić głowę i wejść do schronu przeciwlotniczego – przekonują autorzy przewodnika „Wokół placu Inwalidów”.
Latarnia umarłych i ogród dla stolicy. Zanim zaczęła poznawać historię placu, traktowała go jako zwykły punkt przesiadkowy w drodze do pracy (wtedy jeszcze Oddział MHK przy ul. Pomorskiej) czy do kina „Mikro”.Z biegiem czasu pisanie przewodnika stało się dla niej wielką przygodą. - Korzystałam z biografii, wspomnień różnych osób, artykułów prasowych i innych archiwaliów. Szczególnie wspomnienia sprzed kilkudziesięciu lat czy nawet z XIX wieku opisujące to miejsce pozwoliły mi w inny sposób spojrzeć na plac, na kamienice – mówi autorka. (…) Zafascynowała ją historia kapliczki znajdującej się w parku Krakowskim. Okazało się, że jest o wiele starsza niż podawano w informacjach, do których początkowo dotarła. – To przykład tzw. latarni umarłych. Były to swego rodzaju znaki, które stawiano w okolicach cmentarzy lub szpitali zakaźnych. Bywało, że po prostu oznaczały drogę do jakiegoś miejsca. I właśnie ta kapliczka znaczyła drogę do Łobzowa, a pod koniec XIX wieku została przeniesiona na teren parku – wyjaśnia Anna Marszałek. Podziemne lekcje historii. O tym, że mieszkańców Krakowa fascynują schrony przeciwlotnicze,można się przekonać co najmniej dwa razy do roku – w listopadzie, podczas Dnia Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich i w maju, w czasie Nocy Muzeów. Do podziemnych obiektów z 1944 roku, udostępnianych przez Stowarzyszenie „Rawelin” ustawiają się wtedy długie kolejki. Nic dziwnego – w Polsce wciąż jest mało tego typu budowli, które można bezpiecznie zwiedzić. Drugi z autorów przewodnika – Mariusz Bembenek od początku, czyli od czterech lat uczestniczy w udostępnianiu schronów zwiedzającym. - Kiedyś w stowarzyszeniu pasjonowaliśmy się Twierdzą Kraków, którą zwiedziliśmy wzdłuż i wszerz. Nagle ktoś przypomniał sobie, że są takie podziemia w centrum miasta. Gdy już, po uzyskaniu odpowiednich zezwoleń weszliśmy do schronów, trzeba było się dowiedzieć, czym w ogóle były i jak powstały. Stąd badania archiwalne, które przeprowadziłem. Część materiałów na temat schronów była już pokazywana na wystawie w 2007 roku, niektóre dopiero teraz, dzięki przewodnikowi ujrzały światło dzienne - mówi. W przewodniku znajdziemy dokładne plany i dane techniczne, nazwiska właścicieli firm, które budowały obiekty oraz zdjęcia wnętrz i m.in. oznaczeń ukryć zlokalizowanych w piwnicach kamienic. Dotychczas stowarzyszenie uporządkowało i oczyściło z ziemi i śmieci trzy schrony: nr 2 przy ul. Królewskiej, nr 7 w parku Krakowskim i nr 8 przy pl. Inwalidów. Organizowano w nich wystawy m. in. plakatów z okresu II wojny światowej, na te- mat budowy i lokalizacji schronów oraz historii placu Inwalidów. Oprócz tego członkowie „Rawelinu” prezentują swoje prywatne zbiory poświęcone obronie przeciwlotniczej. Każdy zwiedzający może wziąć eksponaty do ręki i zrobić sobie w beto-nowych korytarzach pamiątkowe zdjęcie np. w hełmie Luftschutzu. Stowarzyszenie współpracuje też ze szkołami, udostępniając schrony w ramach lekcji historii.
Drzwi do systemu. W Muzeum Historycznym na Pomorskiej (dawna siedziba Gestapo), gdzie mieści się wystawa poświęcona prześladowaniom Polaków w latach 1939 - 56, w najbliższych tygodniach rozpocznie się gruntowna przebudowa ekspozycji. – Nowa wystawa „Między Gestapo a NKWD”, będzie prezentować przede wszystkim losy osób poszkodowanych przez systemy totalitarne. Historie prześladowanych poznamy dzięki dokumentom, relacjom i nagraniom – mówi Grzegorz Jeżowski z MHK. Ze względu na tragiczną historię tego miejsca, wątek terroru niemieckiego wobec krakowian obejmie największą część wystawy. Dwa inne tematy, to środowisko związane z budową Domu Śląskiego i jego fundatorzy – Towarzystwo Obrony Kresów Zachodnich oraz okres po 1945 roku. – Po wojnie w najbliższym sąsiedztwie budynku, w Domu Profesorów mieściła się siedziba Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa, stąd temat prześladowań przez UB – wyjaśnia Jeżowski. Właśnie drzwi Urzędu Bezpieczeństwa będą stanowiły na wystawie symboliczne przejście między jednym a drugim systemem totalitarnym. – Ważnym elementem ekspozycji będzie pokój przesłuchań. Będą tu przedstawione sylwetki osób, które były przesłuchiwane, katowane, materiały dokumentujące ich losy od momentu aresztowania, poprzez śledztwo i pobyt w obozach koncentracyjnych. Pokażemy również portrety tych, którzy byli odpowiedzialni za te zbrodnie. Wystawa będzie dwujęzyczna, bo jeśli chodzi o turystów indywidualnych, coraz większą grupę stanowią obcokrajowcy – dodaje Grzegorz Jeżowski. Tak samo jak teraz, oprócz ekspozycji muzealnej zwiedzający będą mogli zobaczyć trzy cele Gestapo, nad którymi MHK od wielu lat sprawuje opiekę. Miejsce to ma status Miejsca Pamięci Narodowej. Muzeum wciąż prowadzi także akcję zbierania pamiątek i dokumentów związanych z więźniami. Otwarcie nowej wystawy zaplanowano na listopad. Co dalej z placem?
Latem 1991, dwa lata po obaleniu komunizmu, z placu Inwalidów zniknął
pomnik, który miał wyrażać „wdzięczność” za wyzwolenie Krakowa przez
Armię Czerwoną. W miejscu monumentu umieszczono tablicę informującą o
planach wybudowania Pomnika Orła Białego, który będzie wyrazem hołdu
dla wszystkich walczących o wolność Polski w latach 1939-89. W 2008
roku rozstrzygnięto konkurs na projekt pomnika wraz z
zagospodarowaniem jego otoczenia, który wciąż czeka na realizację.
Wcześniej pojawiały się, co prawda, pomysły na zagospodarowanie placu,
ale nie należały one do najbardziej udanych. – Prawie trzy lata temu
Urząd Miasta Krakowa wystąpił z pro-pozycją budowy na placu Inwalidów
parkingu podziemnego na prawie 300 samochodów. Sam projekt był źle
przygotowany, zakładał m. in. wyburzenie schronu przeciwlotniczgo
znajdującego się pod placem – podkreśla Piotr Klimowicz,
przewodniczący Rady Dzielnicy V Krowodrza. Podczas Nocy Muzeów Muzeów
i udostępniania schronów, zebrano kilka tysięcy podpisów przeciwko
budowie parkingu. – Był to naoczny dowód tego, że krakowianie są
zainteresowani historią – dodaje Klimowicz. W wyniku protestów
rozpisano nowy konkurs architektoniczny. – Zaczęliśmy dużo baczniej
przyglądać się temu, co powinno znajdować się na placu. Przede
wszystkim chodziło o zachowanie schronu, źródła wody artezyjskiej i
parku Krakowskiego, który jest parkiem zabytkowym, tak, aby prace,
które będą prowadzone mu nie zagroziły. Wszystko po to, aby to miejsce
było miejscem znaczącym i pięknym. Mam nadzieję, że dzięki
konsultacjom projektantów z radą dzielnicy, znajdziemy dobre
rozwiązanie – mówi Piotr Klimowicz. Chociaż wszystko wskazuje na to,
Radni dzielnicy podjęli już dwie uchwały - pierwsza negatywnie opiniuje decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu (WZ), druga – wnosi o wpisanie schronów przeciwlotniczych na terenie dzielnicy do rejestru zabytków. Z takim samym wnioskiem do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków wystąpi w najbliższym czasie „Rawelin”.(Joanna Dolna) „Wokół placu
Inwalidów”; Anna Marszałek, Mariusz Bembenek; Muzeum Historyczne
Miasta Krakowa; Kraków 2009; stron 56; okładka miękka; format 20 x
25,5 cm. Przewodnik można kupić w oddziale Muzeum Historycznego Miasta
(Gazeta Krakowska 26.05.2010)
W
Krakowie Francuzi tropią Polańskiego.
Jest rok 1948. Młody Roman Polański,
zafascynowany kolarstwem, chce kupić rower. W tamtych czasach nie było
to jednak łatwe. Poznaje niejakiego Dziubę, który twierdzi, że posiada
odpowiedni bicykl. Polański umawia się z nim na transakcję przy
ówczesnym placu Wolności, dziś placu Inwalidów. Razem schodzą do
schronu. Wczoraj ekipa francuskiej telewizji zeszła do miejsca, gdzie
14-letni wówczas przyszły reżyser omal nie stracił życia, koniecznie
chcąc zostać właścicielem roweru. Ta i podobne historie staną się
kanwą 17-godzinnej serii filmów dokumentalnych poświęconych polskiemu
twórcy.
Architektura III Rzeszy - do rejestru zabytków?
Jest
wniosek, by objąć ochroną schrony przeciwlotnicze z okresu II wojny.
Radni Dzielnicy V Krowodrza chcą wpisania do rejestru zabytków sześciu
poniemieckich schronów: przy ul. Lea 15, Królewskiej 26-48 (pod
boiskiem w rejonie ul. Konarskiego), Królewskiej 60-76 (naprzeciwko
poczty), przy pl. Inwalidów i dwóch w parku Krakowskim. - Impulsem
było dla nas pojawienie się wniosku o warunki zabudowy gminnej działki
przy ul. Lea 15, gdzie pod skwerem jest poniemiecki schron - mówi
Piotr Klimowicz, przewodniczący "piątki". - Ale mieliśmy zamiar starać
się o wpis do rejestru zabytków już wcześniej, od czasu, kiedy chciano
budować parking podziemny pod placem Inwalidów i zburzyć tamtejszy
schron. Przewodniczący dodaje, że tamto niebezpieczeństwo zostało
zażegnane, obecnie w przygotowywanym projekcie przewiduje się
zachowanie schronu. Dzielnica chciałaby, żeby schrony stały się
atrakcją turystyczną - tak dzieje się już z trzema z nich, które są
oczyszczone i można je zwiedzać okazjonalnie, np. podczas Nocy Muzeów.
Apartamentowiec zamiast skweru i schronu? Miasto chce sprzedać działkę przy ulicy Lea - już z "wuzetką". Miłośnicy historii ze stowarzyszenia "Rawelin" oraz radni Dzielnicy V Krowodrza są zaskoczeni i protestują przeciwko ewentualnym planom zabudowy gminnej działki przy ul. Lea 15. Teraz jest tam skwer, a pod nim schron z czasu wojny. Pięciokondygnacyjny budynek mieszkalny przy ul. Lea 15 (tuż obok skrzyżowania z ul. Konarskiego, pomiędzy budynkami przy Lea 11 i 15a) miałby na parterze garaż na cztery auta, a wyżej cztery apartamenty, po jednym na każdym piętrze i na poddaszu. Wysokość budynku - 17 m, szerokość elewacji frontowej - 18 metrów. W Urzędzie Miasta toczy się postępowanie w sprawie wydania decyzji o warunkach zabudowy dla takiego obiektu, na wniosek właściciela działki, czyli gminy. - W głębi tej działki jest willa z początku XX wieku, z mansardowym dachem, cofnięta w stosunku do ul. Lea, bo była budowana wcześniej niż wszystko dookoła. Ta planowana plomba na skwerze byłaby wyższa, zasłoni ten budynek - wskazuje oburzony pomysłem takiej inwestycji przewodniczący Dzielnicy V Piotr Klimowicz. Wylicza też, że w projektowanym budynku mieszkania miałyby po powyżej 100 m kw. każde. - Po co one gminie? - pyta. Przewodniczący wytyka też, że przewiduje się za małą liczbę dla samochodów dla tego budynku. By postawić plombę przy Lea, trzeba by tam zlikwidować część zieleńca, a także podziemny schron poniemiecki. Skwer jest wprawdzie zaniedbany. - I właśnie trzeba o niego zadbać, zagospodarować piękną zielenią. Chcielibyśmy to zrobić z tym i kilkoma innymi skwerami - ripostuje Piotr Klimowicz. Jak zwracają uwagę znawcy pamiątek z czasów II wojny, mieszczący się na działce podziemny schron przeciwlotniczy jest jednym z nielicznych zachowanych takich obiektów w Krakowie. - Został wybudowany w 1944 roku przez władze okupacyjne w ramach organizacji obrony przeciwlotniczej miasta. Takich obiektów do dzisiaj zachowało się tylko siedem - podaje Mariusz Bembenek z Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". Stowarzyszenie to od 2006 r. opiekuje się schronami w tej części Krakowa, inwentaryzuje je, oczyszcza wnętrze, po czym okazjonalnie udostępnia do zwiedzania (jak dotąd trzy z pięciu w tym rejonie, m.in. pod pl. Inwalidów), podczas akcji prowadzonych wspólnie z Muzeum Historycznym Miasta Krakowa. - Również w innych stronach Polski i w Europie panuje tendencja do zachowywania, renowacji i udostępniania wszelkich obiektów architektury militarnej z czasów II wojny światowej - podkreśla przedstawiciel stowarzyszenia, który jest pewien, ze schrony mogą być kolejną atrakcją turystyczną Krakowa. Co do schronu przy ul. Lea podkreśla, że wyróżnia się on na tle innych zachowanych: to jedyny obiekt składający się z jednego prostego korytarza, o dwóch wejściach, od północy i południa. Do naszych czasów przetrwał w oryginalnej formie. Jesienią 2008 r. ten schron został przekazany przez gminę stowarzyszeniu "Rawelin" w użyczenie. "Rawelin" zapowiada, że wystąpi do wojewódzkiego konserwatora zabytków z wnioskiem o wpisanie wszystkich zachowanych schronów do rejestru zabytków. - Nie planujemy jako miasto żadnej inwestycji przy ul. Lea 15 - informuje tymczasem Filip Szatanik, kierownik Biura Prasowego Urzędu Miasta. Wyjaśnia, że działka przy Lea w przyszłości miałaby zostać sprzedana, a dzięki temu, że będzie już miała decyzję o warunkach zabudowy - jej wartość się podnosi. Przewodniczącego "piątki" Piotra Klimowicza nie pociesza informacja, że miasto tylko stara się o wuzetkę, a nie zamierza budować plomby na skwerze. - Jeśli miasto chce działkę sprzedać, to tym gorzej. Bo tym mniej będziemy mieć do powiedzenia na temat tego miejsca - na prezydenta możemy starać się wpłynąć, ale już nie na prywatnego inwestora - mówi Klimowicz. (MM)
(Głos Krzeszowicki 11.2009)
Fortyfikacje niemieckie w okolicach Rudawy. Rajd śladami II wojny światowej. W bieżącym roku minęła 70 rocznica wybuchu II wojny światowej. Wojny która w latach 1939-1945 odcisnęła swoje piętno również w miejscowościach na terenie gminy Zabierzów. Poza mogiłami ofiar które możemy spotkać w wielu miejscowościach naszej okolicy, widocznymi jej śladami są pozostałości niemieckiej linii obronnej OKH Stellung b-1. Jeszcze do niedawna obiekty tej linii istniały jedynie w świadomości mieszkańców którzy obok nich żyli. Od roku 2007 zmienia się to głównie za sprawą członków Stowarzyszenia Rawelin. W 70 rocznicę wybuchu II wojny światowej, by uczcić pamięć poległych mieszkańców oraz wysiłek wielu bezimiennych osób zmuszanych do pracy na rzecz okupanta, Stowarzyszenie Rawelin zorganizowało w sobotę 3 października 2009 roku rajd pieszy pt.: „Śladami II wojny światowej”. W imprezie wzięło udział ponad 100 osób w tym około 50 osób w części pieszej. Bazą i punktem startowym rajdu był schron Regelbau 668 znajdujący się w Rudawie przy ul. Dunajewskiego. Przy schronie tym od roku 2007 trwają prace rewitalizacyjne prowadzone przez Stowarzyszenie Rawelin. W czasie rajdu uczestnicy mogli zapoznać się z postępem prac przy obiekcie. Sobotnia pogoda dopisała i przy błękitnym niebie, o godzinie 10.30, miałem przyjemność wyruszyć z grupą uczestników na ośmiokilometrowy szlak prowadzący przez miejsca związane z II wojną światową. Wędrówka rozpoczynała się na cmentarzu parafialnym w Rudawie, na którym pochowano nieznanych żołnierzy polskich poległych we wrześniu 1939 roku oraz ofiary pacyfikacji Radwanowic z 1943 roku. Przy grobach poległych członkowie Stowarzyszenia oraz przedstawiciele władz gminy złożyli wiązankę kwiatów oraz zapalili znicze. Wartę honorową przy grobie wystawili członkowie zaprzyjaźnionego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „Wrzesień 39”. Dalsza trasa wędrówki biegła do stacji kolejowej w Rudawie gdzie znajdowały się główne składy materiałów budowlanych używanych do wznoszenia umocnień. Następnie, poruszając się śladami dawnej kolejki, używanej do transportu materiałów na place budowy schronów, uczestnicy rajdu dotarli kolejno grupy schronów w Werbowni, Młynce i w Nielepicach. Przy kolejnym obiekcie będącym pod opieką Stowarzyszenia Rawelin, tym razem w Młynce, na uczestników czekała niespodzianka w postaci pełnej, bojowej, obsługi schronu w mundurach niemieckich. Byli to członkowie sekcji niemieckiej Stowarzyszenia „Wrzesień 39”. Omawiając poszczególne punkty oporu, uczestnicy rajdu dotarli na wzgórze w Nielepicach gdzie znajduje się malowniczo położona grupa obiektów linii b-1. Ze szczytu wzgórza o wysokości 280 m n.p.m., dzięki pogodnej, jesiennej aurze można było podziwiać rozległą panoramę Rowu Krzeszowickiego i lokalizację głównych punktów linii b-1 w okolicach Rudawy. Ze wzgórza trasa wędrówki prowadziła już z powrotem do schronu w Rudawie. Rajd zakończył się rozdaniem certyfikatów uczestnictwa i wspólnym ogniskiem przy schronie. W Rudawie członkowie SRH „Wrzesień 39” zaprezentowali drugowojenne mundury, ekwipunek i uzbrojenie żołnierzy polskich i niemieckich. Można było także obejrzeć wystawę zdjęć, dokumentów i wyposażenia przygotowaną we wnętrzu zrekonstruowanego schronu, zaopatrzyć się w literaturę oraz zdobyć materiały promocyjne gminy Zabierzów. Dużym zainteresowaniem cieszyły się również elementy wyposażenia wojskowego, np. menażki, saperki czy pałatki oferowane na stoisku handlowym oraz strzelnica sportowa ASG przygotowana przez kolegów z Krzeszowic. Impreza udowodniła, że obiekty fortyfikacyjne są doskonałym „podkładem” do nauki historii dla wszystkich: młodzieży i starszych – historii którą można dotknąć! Prace nad dokumentacją i rewitalizacją tych śladów naszej historii trwają i w przyszłości przewidywane są kolejne imprezy mające na celu ten osobisty kontakt z historią. Więcej informacji na www.rawelin.org. (Jacek Stefański)
(Gazeta Krakowska 6.11.2009r
Kto zdobędzie Twierdzę Kraków? Burzenie fortyfikacji rozpoczęto od najwspanialszej budowli twierdzy – fortu Kościuszko. Solidne austriackie cegły miały posłużyć do odbudowy Warszawy. Podobno pierwszy symbolicznie w mur uderzył młotem sam Michał Rola-Żymierski, marszałek Polski z radzieckiego nadania. Zniszczono jedną z najwspanialszych fortyfikacji ówczesnej Europy, której potęgę dziś możemy oglądać tylko na starych zdjęciach – pisze Marek Lubaś-Harny.
Nie znamy Krakowa. Zapatrzeni w Wawel, Rynek i Kazimierz, tracimy z
oczu zabytek wyjątkowy, który wyróżnia nasze miasto w skali całej
Europy. Renesansowych rysunków jest zatrzęsienie, zwłaszcza we
Włoszech. Gotyckie kościoły we Francji spotykamy w byle wiosce. Zamki
królewskie rozsiane są po całym kontynencie. Twierdza Kraków jest
jedna. Jeżeli już coś z niej dostrzegamy, to raczej poszczególne
forty, czyli zaledwie pojedyncze fragmenty gigantycznej budowli, która
miała bronić Krakowa. I kiedy zaszła taka potrzeba, obroniła. Co jakiś
czas ktoś się budzi i przypomina sobie, że coś z tą twierdzą trzeba
zrobić. Niedawno magistrat wystąpił z ofertą wydzierżawienia 18 fortów
Twierdzy Kraków prywatnym inwestorom. Czy to jednak wystarczy, by
uratować ją dla przyszłych pokoleń?
Na pastwę złomiarzy
Nie przegapić szansy
Pozostało niecałe 5 lat do 100. rocznicy wybuchu I wojny światowej. To musi zaowocować masowym zainteresowaniem pozostałymi po niej pamiątkami. Czy może się tak zdarzyć, że turyści z całej Europy w Krakowie nie będą już mieli czego oglądać? – Nie możemy sobie strzelić takiego gola! – apeluje dr Wielgus.
Wojenne ślady w Gminie Zabierzów. W bieżącym roku mija 70 rocznica wybuchu II wojny światowej. Wojny która odcisnęła swoje piętno również na terenie gminy Zabierzów. Poza mogiłami ofiar znajdują się tu również żelbetowe obiekty, potocznie zwane bunkrami, wybudowane przez Niemców w 1944 roku w ramach linii obronnej, tzn. OKH Stellung b-1. Obiekty które również są pomnikiem osób zmuszanych do pracy przy nich oraz osób które straciły życie przy ich budowie! Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin”, zajmujące się odkrywaniem i utrwalaniem tych śladów przeszłości, zorganizowało rajd, który udowodnił, że obiekty tego typu są doskonałym „podkładem” do nauki historii dla wszystkich: młodzieży i starszych – historii którą można dotknąć!3 października w imprezie pod nazwą „Rajd śladami II wojny światowej” wzięło udział ponad 100 osób zainteresowanych historią i fortyfikacjami. W 8 – kilometrową trasę rajdu wyruszyła grupa ponad 50 osób. Szlak wędrówki prowadził od schronu Regelbau 668, którym opiekuje się Stowarzyszenie, przy ul. Dunajewskiego w Rudawie, przez cmentarz parafialny, na którym pochowano nieznanych żołnierzy polskich, poległych we wrześniu 1939 roku oraz ofiary pacyfikacji Radwanowic z 1943 roku, do stacji kolejowej w Rudawie, gdzie miała swój początek kolejka wąskotorowa dowożąca materiały do budowy umocnień. Następnie uczestnicy rajdu zwiedzili kolejno grupy schronów w Werbowni, Młynce (tu znajduje się kolejny obiekt wyremontowany przez „Rawelin”) i w Nielepicach (wzgórze 280), nad którymi prace rozpoczyna Stowarzyszenie Nasze Nielepice. Rajd zakończył się rozdaniem certyfikatów i wspólnym ogniskiem przy schronie w Rudawie. Tutaj i wcześniej – w Młynce, członkowie Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „Wrzesień 39” zaprezentowali mundury i ekwipunek żołnierzy polskich i niemieckich. Można było także obejrzeć wystawę zdjęć, dokumentów i wyposażenia przygotowaną przez „Rawelin” we wnętrzu schronu, zaopatrzyć się w literaturę i zdobyć materiały promocyjne gminy Zabierzów. Dużym zainteresowaniem cieszyły się również elementy wyposażenia wojskowego, np. menażki, saperki czy pałatki. Niestety większość betonowych, zaniedbanych przez lata obiektów znajduje się na terenach prywatnych i jest w nienajlepszym stanie, również dostęp do nich jest utrudniony. Wszelkie prace, które udało się do tej pory przeprowadzić były możliwe dzięki zaangażowaniu i pracy członków stowarzyszenia oraz pomocy gminy Zabierzów. Prace nad dokumentacją i rewitalizacją tych śladów przeszłości trwają i w przyszłości przewidywane są dalsze imprezy mające na celu ten osobisty kontakt z historią.(JD,JS)
Regelbau 668 ożył dzięki staraniom pasjonatów. Rozszabrowany po wojnie niemiecki schron był przez lata... śmietnikiem. Rzadko zaglądają tu turyści; tak naprawdę o umocnieniach z II wojny światowej w dolinie Rudawy mało kto słyszał. Chyba że prawdziwi pasjonaci. To część niemieckiego punktu oporu piechoty, tzw. Stützpunkt Rudawa; miał strzec strategicznych traktów - kołowego i kolejowego - z Krakowa na Śląsk i dalej, w głąb Trzeciej Rzeszy.Jesień 1944 r. Sowieci są coraz bliżej Krakowa. Zbudowane wtedy w okolicach Rudawy, Młynki i Nielepic umocnienia: schrony piechoty, stanowiska ciężkich karabinów maszynowych, to część tzw. linii umocnień b-1, która przecina Polskę od Morza Bałtyckiego po Karpaty. Takich schronów, jak ten w Rudawie - typu Regelbau 668, powstały w Europie, na wschód od Odry, niezliczone ilości. - Niemcy cofali się wraz z przemieszczaniem się frontu, przygotowując umocnienia dla jednostek frontowych. To nie tylko były schrony, budowano także linie okopów, transzei, rowów przeciwpancernych - mówi Dariusz Krzyształowski, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" z Krakowa. Żelbetowe umocnienia stawiane były przez członków Organizacji Todt, utworzonej przez nazistów w 1938 r., odpowiedzialnej za budowę obiektów wojskowych. Prace ziemne wykonywała miejscowa ludność; nie mieli nic do gadania - brano zakładników. Za zniszczenie umocnień groziła kara śmierci: zginęli za to ludzie w Nowej Górze, Filipowicach i Czernej.W czerwcu 2007 r. schronem Regelbau 668 w Rudawie, położonym tuż obok domów i ujęcia wody - przy drodze na Kobylany, postanowili zaopiekować się członkowie MSMH "Rawelin" z Krakowa. Nie mogli obojętnie patrzeć na zniszczony schron. Po wojnie bowiem nie miał on szczęścia, jak wiele obiektów o podobnej proweniencji: rozszabrowano go, zapewne zanim jeszcze trafił do ewidencji Wojska Polskiego (stosowne napisy na ścianach zachowały się do teraz), potem zamieniony został w śmietnik. Regelbau 668 to schron mieszkalny, nie bojowy; mogło spać tu nawet 9 żołnierzy. Pomieszczenie dla nich (ok. 13 m kw.), śluza przeciwgazowa, przedsionek - tędy wybiegali na stanowiska, kiedy zbliżał się wróg. A właściwie wybiegaliby, gdyby schron w Rudawie został przez Niemców obsadzony - ale uczynić tego prawdopodobnie nie zdążyli. Po ponad 60 latach od zakończenia wojny nie robił najlepszego wrażenia. - Wchodziło się przez szyb ewakuacyjny, potem trzeba się było przeczołgać przez błoto i wskoczyć w stertę śmieci. Wszystko, co było zbędne w pobliskich gospodarstwach, trafiało właśnie tu - od butelek po zgniłe ziemniaki. Zresztą, przeważnie do tego służyły ludziom wszystkie schrony w okolicy - tłumaczy wiceprezes stowarzyszenia Grzegorz Wierzbicki. Należało ostro wziąć się do pracy: wydobyć ze schronu stosy śmieci i gruzu, osuszyć go, bo wciąż napływała woda, pomalować wewnątrz. Nieraz bywali tu kilka razy w tygodniu; godzinami przerzucali wciąż te same odpady: z pomieszczenia mieszkalnego do śluzy, ze śluzy do przedsionka, wreszcie z przedsionka na zewnątrz. Wszystko za własne pieniądze, kosztem rodziny. Nieraz kończyło się to awanturami w domu... Pierwszy raz oczyszczonym schronem mogli pochwalić się w październiku 2007 r. - podczas pikniku militarnego. Potem w 2008 r., kiedy przebiegała tędy trasa Rajdu Twierdzy Kraków. Każdy chętny mógł wtedy zwiedzić schron bierny piechoty. A obok niego schron typu Ringstand 58c, czyli okrężne stanowisko dla ciężkiego karabinu maszynowego (można też było prowadzić stąd obserwację terenu). - Wewnątrz schronu piechoty znajdował się stół, taborety, prycze; był też piec, przy którym żołnierze mogli się ogrzać albo ugotować coś. Był ręczny wentylator oraz wyjście ewakuacyjne, zasuwane stalowymi szynami - z szybem i drabinką. Była też łączność telefoniczna - opowiada Dariusz Krzyształowski. Piechotę chroniły m.in. kilkusetkilogramowe pancerne drzwi; przez dach pokryty ziemią na zewnątrz wysuwały się anteny radiostacji. Niektóre ze schronów - choć akurat nie ten - miały zamontowany również peryskop. Z oryginalnego wyposażenia schronu w Rudawie pozostało niewiele, wszak w trudnych powojennych czasach każdy kawałek metalu był na wagę złota. Teraz od czasu do czasu - tak, jak ostatnio na początku października - wewnątrz schronu członkowie stowarzyszenia urządzają ekspozycję pamiątek wojennych. Są tu więc wtedy elementy wyposażenia żołnierzy Wehrmachtu, repliki broni, stare mapy i dokumenty, instrukcje wojskowe, radiostacje, telefony polowe, fotografie, nawet bomby betonowe, produkowane pod koniec II wojny światowej - wszystko z ich prywatnych zbiorów. Takich schronów pozostało w okolicy ok. ćwierć setki; nie wszystkie miały tyle szczęścia, co ten w Rudawie i drugi - w Młynce, odnowiony i otwarty na co dzień dla zwiedzających, którym również opiekują się członkowie MSMH "Rawelin". Niektóre wciąż są zasypane ziemią i śmieciami, po innych zostały ledwie ślady. I jeszcze te wszystkie opowieści, które krążą po okolicy: że połączone były siecią podziemnych tuneli; że niektóre z nich miały kilka kilometrów długości; że wychodziło się z nich daleko poza Rudawą, Nielepicami czy Młynką. Grzegorz Wierzbicki tłumaczy: - Kiedyś wchodziło się tu przecież z lampą naftową lub świeczką; płomień był nikły, więc naprawdę małe pomieszczenie wydawało się nie mieć końca... Szczegółowe informacje dotyczące Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" znaleźć można na stronie internetowej: www.rawelin.org (PIOTR SUBIK )
Rajd do schronu Regelbau 668. Kilkadziesiąt osób wzięło udział w rajdzie "Śladami II wojny światowej", który w sobotę rozpoczął się i zakończył w sąsiedztwie poniemieckiego schronu biernego piechoty Regelbau 668 w Rudawie (gm. Zabierzów). Na początek na cmentarzu w Rudawie uczestnicy rajdu zapalili znicze i złożyli kwiaty na grobie nieznanych żołnierzy, poległych tu we wrześniu 1939 r. oraz pod pomnikiem ofiar pacyfikacji Radwanowic przez Niemców w lipcu 1943 r. Potem - na czele z Jackiem Stefańskim, komandorem rajdu - ruszyli na trasę, by przez kilka godzin zwiedzać pozostałości poniemieckich umocnień z jesieni 1944 r. także w Werbowni, Młynce i Nielepicach. Największą atrakcją była jednak ekspozycja pamiątek wojennych, którą w odnowionym niedawno poniemieckim schronie typu Regelbau 668 przygotowali organizatorzy rajdu - członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" z Krakowa. - Młodym ludziom wciąż trzeba przypominać przeszłość, bo w epoce internetu, gier komputerowych, zapominają o niej. Chcieliśmy pokazać, że są wokół nas ślady historii, których na co dzień nie zauważamy, o których często nie wiedzą nawet miejscowi - tłumaczył jego prezes Dariusz Krzyształowski. Stowarzyszenie "Rawelin" w 2007 r. wydzierżawiło schron od gminy, uporządkowało go oraz osuszyło - własnymi siłami i za pieniądze członków. Teraz okazjonalnie otwiera schron dla turystów, więc to nie pierwsza tu tak duża impreza, m.in. w ubiegłym roku schron zwiedzali uczestnicy XIII Rajdu Twierdzy Kraków. Tym razem z historią spotkało się w Rudawie ponad 50 osób: zarówno młodzież szkolna, jak i emeryci. Każdy mógł zobaczyć m.in., jak podczas kampanii polskiej wyglądało stanowisko ciężkiego karabinu maszynowego, które odtworzyli członkowie Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień '39", także z Krakowa. - Rajd to doskonały sposób na popularyzację pamiątek z czasów II wojny światowej, które są dookoła Krakowa. Mówimy o fortyfikacjach Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego, o Wale Pomorskim, o Normandii, a mało kto wie, że tu mamy ich miniatury, elementy umocnień, które Niemcy budowali w całej Europie - mówi Dariusz Gładysz, wiceprezes SRH "Wrzesień '39. Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" tworzy kilkunastu zapaleńców, przede wszystkim z Krakowa. Za cel stawia sobie m.in. opiekę nad zdewastowanymi obiektami fortyfikacyjnymi. Prócz schronu w Rudawie wzięło pod opiekę również podobny schron w Młynce, a także schrony przeciwlotnicze przy placu Inwalidów i w parku Krakowskim w Krakowie. (SUB)
(Radio Kraków 1.10.2009)
Rawelin w Radiu Kraków. 1 października od godz. 11 „Rawelin” gościł na antenie Radia Kraków w programie „Przed hejnałem”. Czteroosobowa ekipa: Jacek Stefański, Mariusz Bembenek, Szymek Kalicki i Asia Dolna rozmawiała z redaktor Magdą Wadowską o dotychczasowych dokonaniach Stowarzyszenia, naszych pasjach, a przede wszystkim o najbliższej imprezie, czyli sobotnim rajdzie w Rudawie - Śladami II wojny światowej. Dla odpowiedniej ilustracji do rozmowy, do studia przynieśliśmy kilka rekwizytów z rawelinowych zbiorów – puszkę z maską przeciwgazową, hełm Luftschutzu i klapkę wodociągową z napisem Wasserwerk Krakau, uratowaną przed trafieniem na złom. Zorganizowaliśmy też konkurs z nagrodą książkową – słuchacze mieli odpowiedzieć na pytanie, co oznacza nazwa rawelin. Oczywiście na zasadzie – kto pierwszy, ten lepszy. Dla miłośników fortyfikacji konkurs nie był trudny i udało się go rozwiązać niemal błyskawicznie. Dzięki udziałowi w programie, który był dla nas nowym, ale bardzo sympatycznym doświadczeniem, mogliśmy zareklamować Stowarzyszenie i dotrzeć z informacją o tym, czym się zajmujemy do jeszcze większego grona osób. Słuchaj z Rawelinem: audio1, audio2, audio3, audio4.
Cel
rajdu:
(Interia.pl. 13.07.2009)
Brama Franciszka
Józefa. Austro - węgierska
brama forteczna została uratowana przed zbieraczami złomu przez
miłośników zabytków militarnych na terenie opuszczonej jednostki
wojskowej w Węgrzcach koło Krakowa. Metalową bramę, unikalną w skali
całej Twierdzy Kraków, odkryło w okolicy fortów Węgrzce i Łysa Góra
Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" Nie wiadomo,
w którym forcie była pierwotnie zamontowana i jak trafiła na
dzisiejsze miejsce - w zwykłym ogrodzeniu z siatki, okalającym
zlikwidowaną jednostkę wojskową w Węgrzcach.
(Gazeta Krakowska 13.07.2009r
Stowarzyszenie Rawelin uratowało brame. Działacze ze stowarzyszenia miłośników fortyfikacji "Rawelin" zapewniają, że odnaleziona przez nich brama na terenie byłej jednostki wojskowej w Węgrzcach to absolutny unikat, niespotykany na terenie całej Twierdzy Kraków. Ponieważ opuszczone koszary są dewastowane, również zabytkowa brama mogła paść łupem złomiarzy. Miłośnicy fortyfikacji postanowili ich uprzedzić. Zdemontowali bramę i przewieźli ja do fortu Tonie. - Dostaliśmy zgodę Konserwatora Zabytków na demontaż - zastrzega Joanna Dolna z organizacji. - W nowym miejscu brama będzie poddana renowacji i wyeksponowana w planowanym Muzeum Twierdzy Kraków. Sobotnia akcja ratunkowa zakończyła się połowicznym sukcesem. - Udało się wymontować "skrzydła" bramy, ale pojawiły się problemy ze słupami, na których były osadzone - relacjonuje Dolna. - Za czasów jednostki wojskowej, ktoś zalał je betonem. Janusz Leśniewicz z fundacji "Janus" opiekujący się fortem Tonie obiecał, że w najbliższym dniach zajmie się organizacją ciężkiego sprzętu, którym wymontowane zostaną bramne słupy.(Anna Agaciak)
Konferencja pt. „Fortyfikacje II wojny światowej – od zapomnienia do zagospodarowania”. W sobotę 16 maja 2009 roku z Zabierzowie odbyła się konferencja pt. „Fortyfikacje II wojny światowej – od zapomnienia do zagospodarowania”. Organizatorami konferencji byli: Stowarzyszenie na rzecz ochrony fortyfikacji „FORTISO” oraz Gmina Zabierzów. Impreza odbyła się w salach gimnazjum im. Jana Matejki w Zabierzowie, dzięki uprzejmości Pani Dyrektor Beaty Kęder. W konferencji uczestniczyło kilkadziesiąt osób z całej Polski. Poza zaproszonymi prelegentami, członkami Stowarzyszenia Fortiso, przedstawicielami władz gminy Zabierzów, uczestniczyły w niej również osoby zainteresowane tematyką historyczno-fortyfikacyjną, w tym przedstawiciele i członkowie stowarzyszeń takich jak: Towarzystwo Przyjaciół Fortyfikacji oraz liczna grupa kolegów z małopolskiego Stowarzyszenia „Rawelin”. Konferencję uświetnili swoją obecnością członkowie zaprzyjaźnionego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „Wrzesień 39”, którzy wystąpili w mundurach wojsk polskich i niemieckich z okresu II wojny światowej. Na początku spotkania, po powitaniu, zebrani goście obejrzeli prezentację pt. „Partyzancki oddział Błyskawica” przygotowaną przez uczniów gimnazjum w Zabierzowie. Pokaz multimedialny, wykonany na wysokim poziomie, z dbałością o szczegóły, przybliżył zebranym losy związanego z Zabierzowem oddziału partyzanckiego Błyskawica – sylwetki młodych ludzi walczących z okupantem w czasie II wojny światowej. Zasadniczą częścią konferencji były bloki referatów wygłoszone przez zaproszonych prelegentów. Tematyka związana była głównie z okresem II wojny światowej. Referaty przedstawiały obecny stan badań nad wybranymi zagadnieniami oraz elementami założeń obronnych na terenie Polski oraz przykłady zagospodarowania obiektów fortyfikacyjnych (Hel-Jastarnia, Śląsk-Chorzów). „Odskocznią” od tematów drugowojennych były dwie prezentacje: pierwsza przygotowana przez Pana Przemysława Jaskółowskiego, na podstawie oryginalnych pamiętników żołnierza I wojny światowej stacjonującego w Krakowie, przedstawiała losy pododdziału artylerii fortecznej, w którym służył oraz druga, również związana z Twierdzą Kraków, prezentowała współczesny projekt zagospodarowania Fortu Prokocim na potrzeby Muzeum Przyrodniczego. Prezentację tą przygotował i prowadził prof. Wiesław Krzemiński z Muzeum Przyrodniczego PAN. Organizatorzy przygotowali również publikację dla uczestników konferencji zawierającą artykuły związane z tematami wygłaszanych prelekcji. Publikacja ta, wydana przez Wydawnictwo INFORT, w formie dość obszernej książki, zawiera również opracowania, które ze względów czasowych nie mogły zostać wygłoszone podczas spotkania, nie mniej jednak zawierają ciekawy, niekiedy unikatowy na polskim rynku wydawniczym, materiał. Przykładem jest, artykuł poświęcony niemieckim stacjom radarowym zainstalowanym na terenie Polski w czasie II wojny światowej, ilustrujący stan wieloletnich badań i wypraw terenowych autora. W czasie przerw pomiędzy blokami referatów uczestnicy konferencji mogli zapoznać się z materiałami promocyjnymi i informacyjnymi przygotowanymi przez Gminę Zabierzów oraz nabyć książki o tematyce historycznej i militarno – fortecznej. Dodatkową atrakcją, cieszącą się dużym zainteresowaniem, była wystawa modeli kolegi Henryka Trynki z Krakowa. Modelarz przedstawił swoje prace związane z tematem konferencji, a mianowicie modele – dioramy obiektów fortecznych wykonane, z dbałością o szczegóły, w skali 1:72. W imieniu organizatorów chciałbym serdecznie podziękować wszystkim uczestnikom konferencji oraz osobom, które przyczyniły się do jej wsparcia. (Jacek Stefański)
(TVP3 Kronika
Krakowska 09.03.2009)
Twierdza Kraków - co dalej z fortami?
(TVP3 Kronika Krakowska 20.01.2009)
Podziemny Kraków.
(Gazeta Krakowska 13.01.2009)
Odkryli nieznany tunel na Kazimierzu. Korytarz nie był zaznaczony na mapach. Znalezisko posłuży Muzeum Inżynierii Miejskiej. Tunel wiedzie pod zajezdnią tramwajową i nieistniejącą już elektrownią przy ul. św. Wawrzyńca. Nie wspominały o nim stare mapy z czasów zaborów. Dyrekcja muzeum ma już pomysł na wykorzystanie znaleziska. Stanie się ono alternatywną drogą do nowej części ekspozycji, która będzie pokazywać, co kryje przemysłowe miasto pod swoimi ulicami. Tunel, który ma prawie 30 metrów długości, łączył komin elektrowni z silosem, gdzie składowano żużel. - To stary kanał technologiczny. Jedno wejście znajduje się tuż przy naszej ekspozycji dotyczącej motoryzacji, a drugie na dziedzińcu - mówi dyrektor Muzeum Inżynierii Miejskiej Stanisław Pochwała. - Pokażemy w nim inżynierię miejską, sieci wodociągowe, gazowe i elektryczne z XX wieku. Nie będą to eksponaty w gablotach, ale przekroje rzeczywiście biegnących w ścianach urządzeń - tłumaczy dyrektor.
Dziś w głównej hali zajezdni na tysiącu metrów kwadratowych stoją
stare "syrenki", motory i tramwaje. Dzięki nowej inwestycji, w
podziemiach zostanie stworzona wystawa o powierzchni 800 mkw. - Musimy
pogłębić to miejsce, tak aby zrównało się z tunelem oraz wyburzyć
część betonowych filarów. Jesteśmy już po wstępnych rozmowach z
wojewódzkim konserwatorem zabytków - dodaje dyrektor Pochwała. Cała
inwestycja ma pochłonąć 10 mln zł. Początek prac nastąpi jeszcze w tym
roku. - I tak musimy przeprowadzić drogie roboty konserwacyjne dla
zabezpieczenia zajezdni. Dokładając trochę pieniędzy, znacznie
powiększymy naszą ekspozycję - podkreśla Pochwała.
(Gazeta Krakowska 05.12.2008)
Krakowskie podziemia. Oprócz pojedynczych schronów, których najwięcej jest w Śródmieściu i w Krowodrzy, istnieje ich też cały system. Te najnowsze powstały w latach 50. Wśród nich są przeciw atomowe. Do niektórych można wjechać ciężarówką - pisze Marek Lubaś-Harny.
Na wypadek nalotu.
Schrony zostały odkryte na nowo głównie dzięki staraniom członków
Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin", którzy
własnoręcznie odgruzowali, oczyścili i zabezpieczyli kilka podziemnych
korytarzy, przygotowując je do udostępnienia. Przystąpili do tego
dzieła niewiele ponad dwa lata temu. - Zachowały się niemieckie plany,
z których wynika, że takich ukryć miało w Krakowie powstać około 60 -
opowiada ówczesny prezes Rawelinu Dariusz Pstuś. - Do końca wojny
Niemcy zdążyli zbudować ok. 30. Większość schronów ówcześni okupanci
zlokalizowali pod budynkami, a najlepiej zabezpieczone zostały te,
które należały do hitlerowskich urzędów, np. pod magistratem czy
budynkiem PKO przy Wielopolu. Z tych zbudowanych na otwartej
przestrzeni do tej pory udało się spenetrować osiem. Niektóre ze
schronów już nie istnieją, jak np. obiekt przy Dworcu Głównym, w
miejscu, które znalazło się pod Galerią Krakowską. Inne są
niedostępne, a ich położenie można ustalić tylko w przybliżeniu. Z
dokumentów wiadomo, że są zlokalizowane np. pod Plantami, od strony
ul. św. Gertrudy. Aby je odszukać, trzeba by zrywać asfalt z alejek i
przekopywać trawniki, a na to nikt się nie zgodzi. Rawelin robi więc
to, co możliwe. Jeden ze zbadanych schronów znajduje się pod boiskiem
między ulicami Urzędniczą i Konarskiego. Właśnie on stał się pierwszym
celem krakowskich historyków amatorów. Zbudowany prawdopodobnie w
marcu 1944 roku, składa się z dwóch korytarzy o długości 17 i 26
metrów, wysokich na ponad 2 metry. Drugi podobny obiekt znajduje się w
pobliżu niedalekich kamienic. W przypadku nalotu lub ostrzału
artyleryjskiego miały służyć za kryjówkę mieszkańcom ówczesnej
dzielnicy niemieckiej. Nawiasem mówiąc, nigdy nie zostały w tym celu
użyte. Kraków, jak wiadomo, nie został zbombardowany, a i ostrzału
artyleryjskiego uniknął dzięki temu, że Niemcy nie bronili miasta
przed Armią Czerwoną. Dopiero długo po wojnie wejścia do schronów
zostały dla bezpieczeństwa przykryte ciężkimi płytami z betonu.
Zresztą zapuszczać się do nich nie bardzo było już po co. Jeśli Niemcy
zostawili pod ziemią cokolwiek cennego, na pewno padło to łupem albo
radzieckich żołnierzy, albo późniejszych poszukiwaczy skarbów. Tłumy głodne
historii. Choć te budowle to tylko, zdawałoby się, obetonowane
dziury w ziemi, od tamtego czasu zainteresowanie nie malało, ale
rosło. Kolejne "szczeliny przeciwlotnicze" zagospodarowane przez
entuzjastów z Rawelinu to schrony oznaczone przez ich budowniczych
numerami 7 i 8, mieszczące się pod placem Inwalidów i parkiem
Krakowskim. Stały się dość głośne na początku zeszłego roku, kiedy
pojawił się projekt zbudowania pod placem Inwalidów podziemnego
parkingu, co dla jednego z tych schronów musiałoby oznaczać zagładę. W
maju 2007 wieść o możliwości zwiedzenia schronów w ramach kolejnych
dni otwartych ściągnęła do parku Krakowskiego istne tłumy. - Byliśmy
trochę przerażeni, spodziewaliśmy się może kilkuset zwiedzających, a
przyszły tysiące - opowiada inny członek Rawelinu Mariusz Bembenek. -
Utworzyła się ogromna kolejka, ciągnąca się przez pół parku.
Organizatorzy zadbali zresztą, aby goście nie oglądali wyłącznie
szarych betonowych ścian. W schronie nr 7 urządzili skromną, lecz
bardzo
Odkopane ze śmieci. - Nie wszyscy uważają, że te obiekty są godne zachowania - przyznaje Dariusz Krzyształowski. - Są i tacy, którzy mówią: "Po co nam dziś w Krakowie hitlerowskie pamiątki? Najlepiej byłoby je z powrotem zasypać". Odpowiadam im, że w takim razie należałoby zburzyć także wszystkie krakowskie forty, zbudowane przecież przez zaborcę, nie mówiąc o murach obronnych Wawelu i części zabudowy samego wzgórza. Uważam, że to wszystko są świadectwa historii naszego miasta. Nie zawsze układała się ona dla nas pomyślnie, ale z pamięci nie powinniśmy wymazywać niczego. Doprowadzenie schronów do obecnego stanu to efekt wielu godzin pracy członków stowarzyszenia. - Musieliśmy przyjąć na siebie rolę śmieciarzy - mówi Mariusz Bembenek. - Chwała miastu, że użyczyło swego sprzętu, by wywieźć te śmieci na wysypisko, lecz spod ziemi musieliśmy je wygrzebać własnymi rękami. A było tych śmieci kilka ton. Przez trzydzieści lat, zanim ktoś zdecydował, że trzeba zamknąć wejściowe otwory, dawne schrony służyły okolicznym mieszkańcom jako dzikie, ale bardzo wygodne śmietniki. Tym wygodniejsze, że z zewnątrz nic nie było widać. Wiele też zachowało się w głębi nich śladów libacji z dawnych lat. - Czasem miało się dość tej roboty - przyznaje Krzyształowski. Jednak co zaczęli, to skończyli. Schodząc do schronu nr 7, można się o tym przekonać podczas nielicznych w roku okazji, bo na co dzień wejście jest solidnie zabezpieczone. W przeciwnym razie podziemny korytarz z powrotem zmieniłby się w melinę i publiczny szalet. Przechodnie dziwią się tylko, co to za tajemnicza betonowa konstrukcja pojawiła się kilkadziesiąt metrów od przystanku na rogu placu Inwalidów i alei Mickiewicza. Pamiętają, że do niedawna była to część niewielkiej górki, z której w zimie maluchy zjeżdżają na sankach. - Niektórzy są trochę zawiedzeni, wydawało im się, że zobaczą podziemne sale i kilometry korytarzy - opowiada Bembenek. - Są i tacy, którzy się zarzekają, że bawili się tu w dzieciństwie i pamiętają lochy o wiele dłuższe, z przejściem sięgającym dawnej siedziby gestapo. Na pewno byłoby to bardzo ciekawe, jednak nic podobnego nigdy nie istniało. Niestety, to tylko oni byli mniejsi, za to z bujną wyobraźnią. Mimo wszystko miejsce robi wrażenie, jest w nim jakaś magia. Łatwo wczuć się w sytuację kogoś, kto musiałby znaleźć się tu z prawdziwej konieczności. Na marginesie łatwo zauważyć, że projektanci tych schronów nie ograniczyli się do betonowego pancerza, zadbali też o elementarne wygody ewentualnych użytkowników. Świadczą o tym zachowane uchwyty do ławek i całkiem obszerne pomieszczenie wydzielone na toaletę.
Otwarte drzwi krakowskich muzeów. Były wykłady, tańce, eksponaty wyciągnięte z magazynów i miejsca o których do tej pory tylko się „słyszało”. Muzea krakowskie otworzyły swoje drzwi szerzej niż zwykle i za darmo. Krakowianie to docenili i chętnie odwiedzali wszystkie: od Muzeum Narodowego po Schrony Przeciwlotnicze w Parku Krakowskim - FILM. (Imperia Film)
Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich (LS-Deckungsgraben No.7 Park Krakowski).
Niedziela z historią. 23 listopada będzie można zwiedzić bez biletu krakowskie muzea. Dla miłośników historii przygotowano sporo atrakcji. W tym roku Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich zaplanowano na najbliższą niedzielę. Większość placówek proponuje z tej okazji specjalny program. Osoby zainteresowane historią, szczególnie druga wojna światową, powinny odwiedzić dwa miejsca. W parku krakowskim w godz. 11-16 będzie można obejrzeć niemiecki schron przeciwlotniczy. Wewnątrz przygotowano wystawę "Plac Inwalidów - historia miejsca" i ekspozycję poświeconą obronie przeciwlotniczej. Schron udostępni Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników "Rawelin", które ma pod swoją opieką kilka podobnych obiektów w mieście. W Muzeum Historycznym Miasta Krakowa przy ul. Pomorskiej od godz. 10 do 11.30 przewodnik będzie oprowadzał po wystawie stałej Kraków w latach 1939-1956 oraz byłych celach gestapo. O 11.30 rozpocznie się pokaz filmów dokumentalnych dotyczący historii Krakowa w czasie okupacji, a o 13 - spacer po najciekawszych miejscach dzielnicy Krowodrza. Na 14.30 zaplanowano wykład Grzegorza Jeżowskiego z Muzeum Historycznego Miasta Krakowa pt. "Okoliczności uratowania wiaduktu grzegórzeckiego - w poszukiwaniu prawdy", a na 16 - warsztaty "Los Polaków - więźniów Montelupich i Pomorskiej".
Muzealne kapcie kontra… niemiecki beton. Czy betonowy korytarz może konkurować z salami pełnymi dzieł sztuki? Podczas ostatniej Nocy Muzeów we Krakowie, po raz kolejny okazało się, że tak. W nocy z 16 na 17 maja, za symboliczną złotówkę można było zajrzeć do większości placówek muzealnych w Krakowie. Schron przeciwlotniczy w parku krakowskim w ciągu kilku godzin odwiedziło ponad tysiąc osób. Wystawę wewnątrz schronu pt. „Plac Inwalidów – historia miejsca” i ekspozycję poświęconą obronie przeciwlotniczej zorganizowało Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin” i Oddział Muzeum Historycznego Miasta Krakowa przy ul. Pomorskiej. Gdyby impreza trwała dłużej, na pewno nie zabrakłoby chętnych. Tym bardziej, że nawet „rdzenni” krakowianie nie kryli zaskoczenia, że kilkudziesięciometrowy korytarz kryje się tuż pod parkowym trawnikiem. Długa kolejka przed wejściem nie odstraszyła najwytrwalszych. A w środku? Zamiast tradycyjnego „nie dotykania eksponatów” można było przymierzyć maski przeciwgazowe, hełm Luftschutzu, zajrzeć do schronowej apteczki, czy porozmawiać z „granatowym” policjantem o sytuacji na froncie. Wystawa połączona z elementami rekonstrukcji historycznej okazała się strzałem w dziesiątkę. Zresztą „Rawelin” sprawdził pomysł już w ubiegłym roku. Wtedy w czasie Nocy Muzeów, przez dwa udostępnione zwiedzającym schrony przewinęło się kilka tysięcy osób. Obiekt w Parku Krakowskim typu LS - Deckungsgräben powstał w 1944 na terenie ówczesnej niemieckiej dzielnicy miasta. Podobnych schronów zachowało się w okolicy kilka, m.in. przy ul. Lea i Królewskiej. W całym Krakowie zaplanowano budowę sześćdziesięciu tego typu schronień, jednak ostatecznie udało się zrealizować tylko połowę. Miały pełnić rolę tymczasowej kryjówki przed nalotem. Betonowe, prefabrykowane elementy konstrukcji chroniły jedynie przed odłamkami i nie wytrzymałyby uderzenia bomby lotniczej. Schron nie posiadał urządzeń filtracyjnych, dlatego też na wyposażeniu niezbędne były maski przeciwgazowe. Wzdłuż ścian umieszczone były drewniane ławeczki, a przy wejściach, oprócz schodów znajdowały się pochylnie dla wózków dziecięcych i inwalidzkich. Na końcu korytarza, w małym pomieszczeniu, była prowizoryczna toaleta i wyjście ewakuacyjne. Stowarzyszenie „Rawelin” ma pod swoją opieką cztery takie obiekty w mieście. Od 2006 roku prowadzi w nich prace porządkowe, aby przystosować je do ruchu turystycznego. Oprócz tego zajmuje się również dwoma schronami biernymi piechoty (Regelbau 668) położonymi na terenie gminy Zabierzów (Rudawa i Nielepice). Obecnie nie ma określonych terminów zwiedzania, a wszystkie schrony otwierane są w zależności od zapotrzebowania. Być może zmieni się to jednak, gdy zostaną one włączone do istniejących lub planowanych tras turystycznych. Noc Muzeów to jeszcze jeden dowód na to, że warto, aby tak się stało.(JD)
Noc Muzeów Krakowskich 2008 „LS-Deckungsgraben No. 7"
Takie rzeczy to
tylko w tę noc. W tym roku kolejki podczas
V Nocy Muzeów w Krakowie ustawiały się nie tylko pod Wawelem. Taki
widok można zobaczyć w naszym mieście tylko raz w roku - pustki w
barach, a tłumy młodych ludzi w muzeach. Tysiące studentów,
licealistów, turystów i rodzin uzbrojonych w złotówki, za które można
było kupić monetę upoważniającą do wstępu, ruszyły na zwiedzanie.
Furorę zrobił w tym roku park Krakowski. - Schron przeciwlotniczy jest
rewelacyjny. Tyle lat mieszkam w tej okolicy i nie miałem pojęcia, że
coś tak niezwykłego może być pod trawnikiem - zachwycał się Marek
Kracki.
XIII Rajd Szlakiem twierdzy Kraków - Rudawa. Niemieckie umocnienia w Gminie Zabierzów to - wciąż nie odkryta atrakcja turystyczna gminy. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat betonowe obiekty - fragment tzw. linii umocnień b-1, przebiegającej południkowo przez obszar Polski od Bałtyku do Karpat, zupełnie zapomniane, porośnięte trawą i krzakami służyły jedynie jako dzikie wysypiska śmieci dla "wygodnych" i mało frasobliwych mieszkańców gminy. Chociaż wybudowano je w II połowie 1944 roku, dotychczas nikt nie postrzegał ich w kategorii budowli zasługujących w przyszłości na miano zabytków i ciekawostek. W ubiegłym roku Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin", przy wsparciu Urzędu Gminy Zabierzów, odkopało i wyremontowało dwa zdewastowane schrony - w Rudawie i w Młynce, a Stowarzyszenie "Nasze Nielepice" zaopiekowało się równie zniszczonym schronem na Wzgórzu 280 w Nielepicach i pozostałymi obiektami w jego pobliżu, wykonując wstępne prace porządkowe. Dzięki temu, w przedświąteczną niedzielę 16 marca umocnienia mogły znaleźć się na trasie XIII Rajdu Szlakiem Twierdzy Kraków, który zorganizował Oddział Wojskowy PTTK im. gen. J. Bema przy Klubie 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie. W przeddzień wizyty w Rudawie i Nielepicach, uczestnicy rajdu zwiedzali wybrane krakowskie forty, schron przeciwlotniczy, Muzeum Armii Krajowej i Oddział Muzeum Historycznego przy ul. Pomorskiej. Ze względu na fakt, że impreza zgromadziła ponad 130 miłośników militariów (nie tylko z Krakowa i okolic, ale nawet z tak odległych miast jak Lublin, Warszawa, czy Przemyśl), po przybyciu na miejsce, część zwiedzających pozostała przy schronie w Rudawie, natomiast druga grupa udała się autokarem do Nielepic. Na wzgórzu 280 mieli możliwość obejrzenia czterech schronów. Na szczycie znajduje się najwyżej położony w Dolinie Rudawy obiekt fortyfikacji niemieckich z 1944 roku - schron bierny piechoty Regelbau 668. Z uwagi na swoje położenie, został wyposażony w pancerz, w którym miał być umieszczony wysuwany peryskop umożliwiający obserwację przedpola całej pozycji obronnej. Podczas Rajdu pogoda dopisała – był piękny, słoneczny, wiosenny dzień – ze szczytu wzgórza roztaczał się widok na całą okolicę. Umożliwiło to zapoznanie uczestników wycieczki z topografią terenu – Dolina Rudawy, czy też właściwie: Rów Krzeszowicki, ma w tym miejscu prawie 5 km szerokości i jest od południa ograniczony pasmem Garbu Tęczyńskiego na północy zaś pasmem Dolinek Jurajskich. Z wysokości wzgórza 280 doskonale czytelne są podstawowe założenia obronne dla całej linii obiektów oraz pozycji polowych, zależności pomiędzy poszczególnymi grupami schronów oraz ich zadaniami w grupie. Ze wzgórza w Nielepicach uczestnicy rajdu, pieszo, udali się do kolejnej grupy obiektów w Rudawie. Dzięki uprzejmości obecnego dzierżawcy terenu, firmie „K&J Paintball ATV”, możliwe było zwiedzenie trzech obiektów: schronu biernego Regelbau 668, schronu do ognia okrężnego Ringstand R58C oraz schronu biernego - garażu dla armaty -Regelbau 701. To jedyny zachowany w takim stanie i tak dostępny schron w całej Dolinie Rudawy. Grupę obiektów wybudowano nieprzypadkowo w miejscu strategicznym, przy drodze na Śląsk, z doskonałym widokiem na linię kolejową. Po drugiej stronie drogi, znajdowała się analogiczna grupa schronów, wzmacniająca obronę tej pozycji. Właśnie tam, po obejrzeniu umocnień w Rudawie-Młynce, udała się grupa uczestników rajdu, kończąc tym samym spacer po wybranych punktach niemieckiej linii "b1" w Dolinie Rudawy. W punkcie oporu, w miejscowości Młynka, znajduje się udostępniony do zwiedzania i dzięki pracy członków Stowarzyszenia „Rawelin”, dostępny również wewnątrz – kolejny schron bierny Regelbau 668 w wersji z dobudowanym stanowiskiem typu Ringstand 58c. Schron ten, staraniem Stowarzyszenia „Rawelin” przy współudziale Gminy Zabierzów, został w roku 2007 odkopany, wysprzątany, zabezpieczony i udostępniony do zwiedzania dla wszystkich miłośników historii i fortyfikacji. Spod schronu w Młynce autokarem powrócili do Rudawy, a do Nielepic przybyła druga grupa, która pokonała tą samą trasę. Uczestnicy rajdu, którzy rozpoczęli wycieczkę w Rudawie również nie
narzekali na brak wrażeń. Zanim weszli do wnętrza schronu, mieli
okazję przejść przez "zaminowany" teren. O "niebezpieczeństwie"
informowały tabliczki z napisem "achtung minen!". Ci, którym udało się
szczęśliwe przejść przez pole minowe, mieli okazję obejrzeć makietę
terenu, na której umieszczono wszystkie okoliczne obiekty linii b-1,
używane w 1944 roku uzbrojenie i figurki żołnierzy niemieckich.
Wewnątrz schronu Stowarzyszenie "Rawelin" urządziło ekspozycję
militariów i częściowo zrekonstruowało elementy. Schron w Rudawie
(typu Regelbau 668 przeznaczone był dla załogi złożonej z dziewięciu
żołnierzy piechoty) składał się z dużego pomieszczenia o powierzchni
ok. 13 m kw. oraz dwóch mniejszych przedsionków) w których zamontowano
drzwi pancerne. Załogę chroniły żelbetowe ściany i strop grubości 1,5
metra. W sytuacji zagrożenia, żołnierze mogli skorzystać z wyjścia
ewakuacyjnego, za którym znajdowała się studzienka z klamrami,
prowadząca na powierzchnię. Do obiektu dobudowano stanowisko typu
Ringstand do obserwacji lub ostrzału z karabinu maszynowego. Dzięki
temu, że schron nie został uszkodzony podczas działań wojennych,
zwiedzający mogli obejrzeć wszystkie, doskonale zachowane elementy.
Przy ognisku i wojskowej grochówce wszyscy uczestnicy rajdu odebrali
certyfikaty, a ci, którzy brali udział w największej ilości Rajdów
Twierdzy Kraków - pamiątkowe odznaki PTTK. Małopolskie Stowarzyszenie
Miłośników Historii "Rawelin" jako współorganizator imprezy zostało
odznaczone przez Zarząd PTTK Oddział Wojskowy w Krakowie Brązową
Odznaką "Twierdza Kraków" za popularyzacje zachowanych budowli
obronnych.Na zakończenie rajdu miłośnicy fortyfikacji zwiedzili
niemieckie schrony z okresu II wojny światowej w Czułówku.
XIII Rajd Szlakiem twierdzy Kraków. XIII rajd szlakiem Twierdzy Kraków odbył się w dniach 15 - 16 marca 2008 roku. Organizatorem rajdu był Oddział Wojskowy PTTK im. gen. J. Bema przy Klubie 2 Korpusu Zmechanizowanego, Klub 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie, Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" i współpracy Muzeum AK i Oddziału Muzeum Historycznego na ul.Pomorskiej. Celem rajdu było przybliżenie wiedzy z zakresu historii ruchu oporu w Krakowie, Zaprezentowanie zachowanych niemieckich umocnień i schronów bojowych z okresu II wojny światowej, przejście po wybranych obiektach fortyfikacyjnych, zapoznanie się ze współczesnymi możliwościami wykorzystania byłych obiektów Twierdzy, poszerzenie wiedzy z zakresu historii Krakowa, a w szczególności jego militarnych tradycji, promowanie budowli Twierdzy Kraków jako kolejnej, bardzo ciekawej atrakcji turystycznej. Trasa rajdu rozpoczęła się w Muzeum Armii Krajowej, gdzie uczestnicy rajdu zapoznali się z działalnością Armii Krajowej w Krakowie w czasie okupacji, zwiedzili ekspozycje, jak też z zainteresowaniem obejrzeli podziemia budynku Muzeum, który wybudowany został jako główny element zespołu dowódczo - aprowizacyjnego Twierdzy Kraków. Następnie trasa wycieczki prowadziła wzdłuż nie istniejącego pierwszego wału fortecznego, gdzie uczestnicy mogli zobaczyć kompleks byłych koszar Arcyksięcia Rudolfa, koszar artylerii, budynek sądu i aresztu garnizonowego, jak też Bastion III "Kleparz". W Oddziale Muzeum Historycznym przy ul. Pomorskiej 2, którego podstawowym zadaniem jest opieka nad historycznym miejscem kaźni wielu tysięcy Polaków w czasie II wojny światowej - celami byłego aresztu Gestapo w Krakowie. Uczestnicy zapoznali się z tym świadectwem tragicznych dni okupacji niemieckiej lat 1939 -1945, jak też z prezentowana wystawą "Kraków w latach 1939 - 1956". Na zakończenie pierwszego dnia XIII Rajdu Twierdzy Kraków Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" udostępniło do zwiedzania niemiecki schron przeciwlotniczy wzniesiony w 1944 roku w Parku Krakowskim (Luftshutzdeckugsgraben Nr7). Wewnątrz zaprezentowano wystawę pt. "Plac Inwalidów - historia miejsca" autorstwa Mariusza Bembenka. Uczestnicy rajdu zeszli pod ziemię, aby w ponurych, podziemnych korytarzach oświetlonych światłem elektrycznym podziwiać wystawę prezentującą historię placu Inwalidów i rolę, jaką odgrywało to miejsce w czasie wojny.
Poniemieckie
schrony dostępne do zwiedzania.
Przez lata traktowane jak
osiedlowe śmietniki, teraz poniemieckie schrony przeciwlotnicze w
krakowskiej Krowodrzy mają być regularnie udostępniane do zwiedzania.
Miasto ma już gotowe umowy użyczenia tych obiektów stowarzyszeniu
miłośników historii. - Te schrony to właściwie szczeliny, długie na 50
metrów korytarze o szerokości 1,2-1,5 metra. Powstały w pierwszej
połowie 1944 roku. Dotychczas udało nam się już oczyścić trzy z nich.
W sumie ręcznie wyciągnęliśmy około dziesięciu ton śmieci. W jednym z
korytarzy zachowały się resztki skromnego wyposażenia, np. ławki do
siedzenia - mówi Dariusz Pstuś, (były) prezes Stowarzyszenia
Miłośników Historii "Rawelin", które zajmuje się ratowaniem
niszczejących zabytków.
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2007r. |
(INTERIA.PL
26.11.2007)
Tajemnice podziemnego Krakowa. - Pamiętam z dzieciństwa, że zjeżdżałem na sankach z tej dziwnej "górki" i... nagle coś się zapadło - wspominał jeden ze zwiedzających schron w parku Krakowskim. W Krakowie ponad dwieście osób zwiedziło w niedzielę niemiecki schron przeciwlotniczy z 1944 roku. Taką atrakcję, nie po raz pierwszy, w ramach Dnia Otwartych Drzwi Krakowskich Muzeów zorganizowało Stowarzyszenie "Rawelin". Rok wcześniej można było wejść do wnętrza schronu przy ulicy Królewskiej, w samym sercu dawnej niemieckiej dzielnicy Krakowa. Rekordowa ilość osób - ponad 5 tysiące odwiedziła natomiast dwa udostępnione obiekty - w parku Krakowskim i przy pl. Inwalidów podczas ostatniej Nocy Muzeów. Teraz frekwencja była mniejsza, ponieważ zimowa pogoda nie zachęcała do zwiedzania, ale zachwyt i zaskoczenie - takie same, jak poprzednio. - Chociaż mieszkam w tej okolicy od urodzenia, nie miałam pojęcia o schronach - nie kryła starsza kobieta, po przejściu dwóch betonowych korytarzy i obejrzeniu wystawy "Plac Inwalidów - historia miejsca" - świadectwa tragicznej przeszłości. Obiekt doskonale za to znał jej syn. - Jako dziecko wchodziliśmy do różnych "dziur" i tak tu trafiliśmy - wspominał trzydziestokilkulatek. Niektórzy zwiedzający spodziewali się wewnątrz dużych pomieszczeń, przystosowanych do długiego zamieszkiwania. Tymczasem schron służył jedynie jako tymczasowe schronienie dla ludności, która znalazła się w jego pobliżu podczas nalotu. W trakcie pokonywania podziemnej trasy wiele osób pytało o to, czy schron jest na co dzień udostępniony turystom. Chociaż są takie plany, na razie można do niego wejść po wcześniejszym uzgodnieniu terminu ze Stowarzyszeniem "Rawelin". - Ważne, aby schrony trafiły do rejestru zabytków, wówczas będą podlegać prawnej ochronie - podkreślają władze Stowarzyszenia.
Podobne obiekty są turystyczną atrakcją w wielu polskich miastach: Rzeszów ma swoją trasę turystyczną po miejskich piwnicach, Szczecin - trasę po schronach z okresu II wojny światowej i zimnej wojny... Bez statusu zabytku, schrony mogłyby nie wytrzymać z nowymi - kilka miesięcy temu, z powodu planów budowy podziemnych parkingów, groziło im wyburzenie. Teraz, gdy z planów zrezygnowano, znowu jest szansa na to, by stały się w Krakowie turystycznym przebojem, tym bardziej, że pozwala na to ich dobry stan techniczny. Czy z tej szansy skorzysta miasto? Czas pokaże...
(Gazeta
Krakowska 27.11.2007)
Zeszli do schronu. To był pomysł na świetną niedzielę. Zamiast siedzieć przed telewizorem, krakowianie tłumnie poszli do muzeów. Mogli wybierać: cenne dzieła Wyspiańskiego, Stara Synagoga, a może wspinaczka na szczyt wieży ratuszowej. Największą atrakcją okazał się jednak na co dzień niedostępny, ponury przeciwlotniczy schron z czasów II wojny światowej.
Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich to szansa obejrzenia niesamowitych eksponatów zupełnie za friko. Krakowianie i turyści skorzystali z okazji skwapliwie i mimo fatalnej pogody tłumnie odwiedzali krakowskie instytucje. Małgorzata Pawlikowska z Muzeum Wyspiańskiego nie ukrywała zadowolenia. - Od samego rana przychodzą do nas zarówno całe grupy, jak i indywidualni zwiedzający - mówiła. - Widać także bardzo duże zainteresowanie wśród obcokrajowców. Większość ludzi urządziła sobie maraton. - Przed chwilą zwiedziłam Wawel, teraz idę do Muzeum Wyspiańskiego, a potem jeśli starczy czasu, jeszcze do Starej Synagogi - wyliczała Sara Brudny, studentka historii sztuki. - Zamiast jednego dnia, muzea powinny otworzyć drzwi na cały weekend, a wtedy byłby czas na zwiedzenie wszystkiego, co może być interesujące.
Największą atrakcją okazał się udostępniony specjalnie na wczorajszą okazje schron przeciwlotniczy z okresu II wojny światowej w Parku Krakowskim. Dorośli przychodzili razem z dziećmi, aby w ponurych, podziemnych korytarzach podziwiać wystawę prezentującą historię placu Inwalidów i rolę, jaką odgrywało to miejsce w czasie wojny. - Myślę, że to doskonały sposób, żeby zainteresować historią także młodzież - mówił pan Antoni, który przyszedł z wnukiem. - Wycieczka do schronu czy muzeum jest w stanie zainteresować młodych ludzi znacznie bardziej niż nudny podręcznik.(Robert Siemiński)
(www.zabierzow.org.pl
16.10.2007)
Śladami historii w Nielepicach. W sobotę 6 października 2007 roku goście odwiedzający Piknik Forteczny, organizowany na remontowanych przez Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" dwóch poniemieckich schronach bojowych, mogli również poznać pozostałe obiekty należące do grupy schronów blokujących dostęp od wschodu ważnego szlaku w kierunku Śląska. Przebiegająca Doliną Rudawy droga oraz linia kolejowa była ważnym strategicznie połączeniem z przemysłowym obszarem Górnego Śląska oraz otwierała przejście w głąb terytorium Trzeciej Rzeszy.
Powyższa pozycja obronna składała się z grup schronów znajdujących się: - na północy, w m. Rudawa - pozycja broniąca Doliny Rudawy od strony pasma Dolinek Jurajskich - wśród tych obiektów znajduje się jeden ze schronów remontowanych przez "Rawelin" - główna - "centralna" - pozycja blokująca drogę "śląską" w m. Młynka-Werbownia - dwie "podgrupy" schronów po prawej i lewej stronie drogi. Schrony po Prawej strony znajdują się na terenie prywatnym, natomiast wśród obiektów po lewej stronie drogi na Śląsk znajduje się drugi schron rewitalizowany przez Stowarzyszenie Rawelin. - na południu Doliny Rudawy, na wysokim wzgórzu górującym nad okolicą, w m. Nielepice znajdowała się kolejna grupa zabezpieczająca tym razem pozycję od strony Garbu Tenczyńskiego. Z racji na swe położenie mogła ona stanowić doskonały punkt obserwacyjny oraz stanowisko dowodzenia całą okoliczną grupą schronów. O fakcie tym, poza samym położeniem świadczyć może wyposażenie jednego ze schronów w wysuwany peryskop do obserwacji przedpola. Ze wzgórza rozpościera się wspaniały widok na pasmo Dolinek Jurajskich, doskonale jest widoczna broniona przez te schrony Dolina Rudawy z drogą i linią kolejową. Jest z niego głęboki wgląd na przedpole pozycji w kierunku Krakowa oraz na zapole w kierunku Krzeszowic. Przy dobrej pogodzie widok zapiera dech w piersiach ! Właśnie ta ostatnia, trzecia grupa schronów - poza schronami "Rawelinu" - była również odwiedzana przez gości przybyłych na Piknik Forteczny do Rudawy. Grupa ta składała się z kilku obiektów - schronów biernych Regelbau 668 oraz stanowisk strzeleckich typu Ringstand 58. W chwili obecnej na schronach tych rozpoczęło prace, zawiązujące się właśnie, Stowarzyszenie Przyjaciół Nielepic, pod przewodnictwem i przy aktywnym wsparciu miejscowego sołtysa p. Stanisława Dama. Prace, na schronie biernym Regelbau 668 - wyróżniającym się posiadanym kiedyś stanowiskiem peryskopu - oraz na dwóch pobliskich schronach bojowych Ringstand 58 prowadzą mieszkańcy Nielepic - m.in. bardzo aktywnie wspiera je mieszkająca "po sąsiedzku" rodzina Państwa Zając oraz inni mieszkańcy w terenu Gminy Zabierzów. Poza tym, swoją chęć pomocy, zadeklarowało kilka osób odwiedzających schrony w czasie Pikniku, co jest dobrym sygnałem, że zainteresowanie tą tematyką wzrasta. W tej chwili, poza pracami organizacyjnymi, mającymi na celu sformalizowanie i zarejestrowanie Stowarzyszenia, współpracą z Gminą Zabierzów w kwestii uzyskania odpowiednich pozwoleń oraz wsparcia przy planowanych pracach (wycinka drzewek, usunięcie śmieci) prowadzone są prace mające na celu zabezpieczenie obiektów przed wodami opadowymi oraz przygotowaniem ich do osuszenia i dalszych prac. Przygotowywane są również tablice informacyjne oraz oznakowanie i przygotowanie szlaku spacerowego na wzgórze. Niestety ząb czasu odcisnął swoje piętno na tych ciekawych obiektach; struktura betonu została naruszona przez wilgoć i zalegające wewnątrz śmieci, elementy pancerne i ewentualne wyposażenie "gdzieś" się zapodziały, a okolica schronu zarosła krzewami i samosiewkami. Zaniknęły też okopy, rowy dobiegowe i polowe stanowiska strzeleckie. Wszystkie te elementy, wchodzące kiedyś w skład tego polowego stanowiska obrony, być może uda się odtworzyć i przywrócić im właściwy wygląd. Nie mniej jednak, jak mawia, pełen energii, Sołtys Nielepic: "Zrobimy wszystko jak należy !". Słowa te popiera czynem. Sam w wolnych chwilach pracując przy porządkowaniu działki daje przykład innym. Zresztą "inni" mogą już naocznie przekonać się o efektach prac w Nielepicach: nowe ławki, tablice informacyjne, boiska i plac zabaw dla dzieci, remont świetlicy to tylko niektóre przykłady ! Dobrze rokuje to w kwestii prac przy schronach na wzgórzu. Za jakiś czas, myślę, stanie się ono jednym z ulubionych miejsc spacerowych mieszkańców Gminy Zabierzów. Serdecznie zapraszamy do współpracy przy zagospodarowaniu tego pięknego zakątka wszystkich chętnych! Każda pomoc jest potrzebna - zarówno przy pracach fizycznych jak i przy sprawach organizacyjnych. O kwestiach finansowych już nie wspomnę, choć nie ukrywam, że bardzo liczymy na wsparcie miejscowych przedsiębiorców i firmy które chcą mieć swoją "cząstkę" tam na wzgórzu, a jednocześnie chcą zrobić coś dla ludzi i swojej Gminy. Bardzo liczymy również na dalszą pomoc ze strony Gminy Zabierzów która do tej pory bardzo chętnie i skutecznie pomagała we wszystkich przedsięwzięciach. Jeżeli są jeszcze na terenie Gminy mieszkańcy którzy pamiętają czasy wojny lub bezpośrednio po niej, pamiętają budowę lub jakieś szczegóły dotyczące schronów na terenie Gminy Zabierzów, będziemy bardzo wdzięczni za jakikolwiek kontakt. Być może u kogoś zachowały się stare fotografie lub jakieś elementy wyposażenia schronów również chętnie je obejrzymy - poza pracami fizycznymi przy obiektach prowadzone będą również prace badawcze nad dokumentacją ich budowy, historii i powojennej przeszłości. Zachowajmy dla przyszłych pokoleń tą wiedzę i informacje które pozwolą im poznać swoją historię.(Jacek Stefański)
(Pro
Fortalicium 15.10.2007)
I Piknik forteczny - Stowarzyszenie Rawelin. W sobotę, 6 października 2007 roku, Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin” z Krakowa zorganizowało swój I Piknik Forteczny. Impreza odbyła się na dwóch odkrytych niemieckich obiektach w gminie Zabierzów (jeden obiekt w Rudawce – czasowa izba muzealna, drugi w Młynce). Obiekty dotąd znajdowały się w takim stanie, jak to bywa z większością tego typu zabytków w naszym kraju. Zapomniane, zarośnięte, zaśmiecone i zdewastowane. Tylko dzięki zaangażowaniu członków Stowarzyszenia schrony odzyskują dawną świetność. Oczywiście „Rawelinowi” marzy się renowacja kolejnych obiektów, ale wiąże się to z dużymi kosztami. Tak też sama impreza polegała głównie na zaprezentowaniu dotychczasowych osiągnięć. Stąd też fotografie dokumentujące kolejne etapy remontu i pracę członków Stowarzyszenia. Jednocześnie na fotografiach przedstawiono inne tego typu obiekty w Europie, by pokazać, jak dobrze może funkcjonować „militarna turystyka”. Co ciekawe, z tego typu prac zazwyczaj cieszy się okoliczna ludność, gdyż dla nich odnowione obiekty są ciekawostką, a jednocześnie często powodem do dumy. Oprócz tego wystawiano różne ciekawe militarne gadżety z epoki. W najbliższej okolicy znajduje się 24 obiekty. Jest to pozostałość po niemieckiej linii umocnień budowanej w drugiej połowie 1944 roku. Miała zabezpieczyć rejon Krakowa przed zbliżającą się ofensywa Sowietów. Niestety wiele z tych obiektów jest już niedostępnych bądź bezpowrotnie utraconych. Część z nich pochłonęły już rozrastające się osiedla i budynki. Tak też działania „Rawelina” przypominają naszą walkę o schrony pochłaniane przez rozrastające się śląskie aglomeracje.
Na I Pikniku Fortecznym pojawiła się delegacja naszego Stowarzyszenia w osobach wiceprezesa Przemysława Trzeciaka, a także członków Waldemara Sykosza, Szymona Hrebendy i Dawida Szydziaka. Wymieniono się doświadczeniami, nawiązano kontakty i rozmawiano na temat przyszłości. Życzymy naszym kolegom zrozumienia w ich pracy, wytrwałości i siły, która tak bardzo jest potrzebna. Wierzymy, że przy wsparciu lokalnych władz uda im się wiele dokonać. Jednocześnie liczymy na współpracę i oferujemy swoją pomoc. Tym bardziej, że przecież mamy do siebie blisko. Cieszy fakt, iż inni zajmują się tym, czym my, i odnoszą swoje sukcesy. W jedności siła.... do zobaczenia na II Pikniku Fortecznym. Być może na drugim obiekcie?
(Dziennik Polski
13.10.2007)
Niedocenione świadectwo historii. Historycy zazwyczaj interesują się obiektami zabytkowymi, wiekowymi, o walorach artystycznych. Jakiś czas temu zaczęto jednak zajmować się także poaustriackimi budowlami fortecznymi - ale bunkry, pochodzące z czasów II wojny światowej, nie są w sferze zainteresowań liczniejszej rzeszy badaczy. Na szczęście to się zmienia. Najbardziej znanym w Polsce schronem z II wojny jest kwatera główna Adolfa Hitlera "Wilczy szaniec", zbudowana w latach 1940-44 w Gierłoży w pobliżu Kętrzyna. Po wojnie utworzono w jej ruinach muzeum, bardzo często odwiedzane przez turystów.
Podobne mini muzeum tydzień temu powstało w Rudawie, gdzie zachowały się niemieckie schrony z okresu II wojny światowej. Dwoma - w Rudawie i Młynce - zajęło się Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" w Krakowie, zrzeszające ponad 20 osób. Jego członkowie podjęli się bardzo żmudnej pracy: niemieckie bunkry są z reguły przysypane ziemią, porośnięte trawą i chaszczami; na dodatek wiele znajduje się na prywatnych posesjach. W Krakowie Stowarzyszenie opiekuje się kilkoma schronami przeciwlotniczymi, m.in. przy ul. Królewskiej, Lea, w parku Krakowskim i na pl. Inwalidów.
Duże doświadczenie w takiej działalności mają też działacze powstałego 10 lat temu Stowarzyszenia na rzecz Zabytków Fortyfikacji "Pro Fortalicium" w Piekarach Śląskich, którzy wyremontowali schrony bojowe w Dobieszowicach, Wyrwach-Gostyniu, Chorzowie i Piekarach Śląskich. Teraz odnawiają podobne obiekty w Rybniku i Rudzie Śląskiej. Na otwarcie schronów w Młynce i Rudawie przyjechała liczna grupa członków tej organizacji. Wiceprezes Piotr Trzeciak uważa, że wszyscy mężczyźni lubią się bawić w żołnierzy - a skoro już wyrośli z gry w małych żołnierzyków, to przyszła pora na poważniejsze zajęcie... Członkowie "Pro Fortalicium" zaprezentowali szeregowego żołnierza piechoty Wehrmachtu w kompletnym umundurowaniu. W rolę tę wcielił się Dawid Szydziak ze Zbrosławic koło Tarnowskich Gór. Wiele elementów umundurowania jest z konieczności replikami, bo albo nie udało się znaleźć oryginalnych, albo te, które zgromadzono, nie nadają się do użytku. Taki mundur nie jest tani: kosztuje ponad dwa tysiące zł; za samą bluzę trzeba zapłacić 450 zł. W śląskim stowarzyszeniu najpierw stworzono sekcję polską, zajmującą się umundurowaniem głownie z 1939 r., potem powołano niemiecką. - Różnica pomiędzy 1939 a 1944 rokiem była bardzo duża, praktycznie w każdym elemencie wyposażenia, kroju oraz kolorze munduru. Całkowicie zmieniło się też obuwie. Najpierw noszono wysokie saperki, potem pojawiły się niższe trzewiki z brezentowymi opinaczami - tłumaczy "żołnierz", fascynat wojennej historii, znawcy umundurowania i ekwipunku wszystkich rodzajów wojsk.
W rejonie Krakowa Niemcy zamierzali zbudować dla siebie 60 schronów przeciwlotniczych. Zdążyli stworzyć 24 takie miejsca. - Zamiast zmieniać pilotem kanały telewizora czy spędzać czas przed komputerem, wolimy odkrywać naszą historię - mówią zapaleńcy z "Rawelinu". Przy odkopywaniu i porządkowaniu schronów pracowali od czerwca. Łopatami, a także przy użyciu koparki, odkopywali schrony. - Nie było łatwo, ale warto było poświęcić ten czas - mówi wiceprezes Dariusz Kryształowski. Wraz z prezesem Dariuszem Pstusiem zapewnia, że choć chcieliby zrewitalizować wszystkie schrony, to nie jest to możliwe ze względu na brak pieniędzy. Odkrycie jednego obiektu kosztuje około 25 tys. zł. Cieszą się, że gmina wsparła ich 3 tysiącami, jednak bez uzyskania większej pomocy nie widzą możliwości odnowienia pozostałych obiektów. Będą starali się je dokładnie zinwentaryzować i ewentualnie wykorzystać niektóre elementy wyposażenia. W grę wchodzą budowle umiejscowione na terenie komunalnym - wstęp na prywatne posesje zależy od dobrej woli właścicieli. Bunkier w Rudawie nie było tak mocno zniszczony technicznie jak ten w Młynce (w pobliżu drogi krajowej), gdzie odkrywcy zastali wodę, sięgającą poziomu kilkudziesięciu centymetrów. W Rudawie odnowili ściany i dorobili nowe drzwi, bo oryginalne były mocno zardzewiałe. Otworzyli tam małe muzeum - będzie dostępne raz w miesiącu, w jeden weekendowy dzień od wiosny do jesieni. Eksponaty przechowują w swojej siedzibie: zgromadzili ich sporo, m.in. prycze, fragment taśmy amunicyjnej, apteczkę, maski przeciwgazowe. Prezes "Rawelinu" bardzo chwali lokalną społeczność. Od rozpoczęcia prac w żadnym schronie nikt nie poczynił żadnej szkody, nie było aktów wandalizmu. To dobrze rokuje na przyszłość: że młodzież uszanuje te miejsca, ze nie pojawią się w nich żadne graffiti. Młodzi mieszkańcy Rudawy, mieszkający w blokach, cieszą się z uporządkowania tego miejsca. Pamiętają, że królowało tam błoto, śmieci i kamienie. Niektórzy bawili się tam w wojnę. - Strugaliśmy z drzewa pistolety. Oczywiście, zawsze zwyciężali Polacy, a Niemców braliśmy do niewoli – wspomina Michał Całek. - Wchodzenie do schronu było aktem odwagi, nie każdy potrafił pokonać strach. Bohaterem był ten, kto wszedł głównym wejściem, a wyszedł ewakuacyjnym. Najpierw trzeba było się ze schronu przeczołgać przez niewielki otwór, a potem tunelem dostać do wyjścia o niewielkim przekroju i wydostać na powierzchnię po metalowych klamrach.
Obiekty wchodziły w skład linii umocnień budowanej przez Niemców w drugiej połowie 1944 r. W Polsce jest bardzo dużo podobnych. - Zazwyczaj są zasypane, zaśmiecone i właściwie niczyje. Nie są jednak nieznane nauce. Historycy i miłośnicy fortyfikacji dostrzegali je od dawna. O pozycji w Rudawie pisał już zmarły cztery lata temu profesor Janusz Bogdanowski, badacz i znawca architektury militarnej w Polsce. Schrony zostały uwzględnione podczas akcji inwentaryzacji fortyfikacji polowych, prowadzonej w Małopolsce przez Towarzystwo Przyjaciół Fortyfikacji. Jednak są to wciąż zabytki niedostrzegane w szerszej skali. Ba! Wielu ma wątpliwości, czy są to faktycznie zabytki, bo nie ma urzędowych form ich ochrony. Nie dostrzega ich wojewódzki konserwator zabytków, a jeśli już - to marginalnie. Dlatego wspaniale się dzieje, że Stowarzyszenie nimi się zajęło - mówi dyrektor Regionalnego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków w Krakowie Andrzej Siwek. On nie ma wątpliwości, że schrony są zabytkami: mają metrykę, dokumentują wydarzenia historyczne, są świadectwem pewnego, zamkniętego etapu rozwoju sztuki fortyfikacyjnej, techniki i myśli inżynierskiej. Mają też znaczenie dla lokalnej społeczności i dla historii regionalnej, są dokumentami zdarzeń, które rozgrywały się w tym miejscu, dotykając poprzednich pokoleń mieszkańców Rudawy czy Młynki. Potwierdza to mieszkający obecnie w Chrzanowie Stanisław Zając, który przyjechał do rodzinnej wsi, aby zobaczyć schron. Gdy go budowano, miał cztery lata, ale dobrze pamięta, jak Niemcy nakazali ewakuację ludności cywilnej, bo miał przechodzić tędy front. - Mama piekła wtedy chleb, a Niemcy wyganiali nas z domu. Mama przedłużała opuszczanie domu, bo chciała, żeby chleb upiekł się dobrze. Owinęła go potem ręcznikami i udaliśmy się do naszej rodziny do Radwanowic. Po drodze byliśmy ostrzeliwani. Pamiętam, jak świstały nam nad głowami kule... Na drugi dzień wróciliśmy do Rudawy, do naszego domu, a raczej piwnicy, bo dom spalił się na początku wojny - wspomina pan Stanisław. - Wydobywanie z niepamięci takich obiektów przyczynia się również do poszerzania pojęcia "zabytek", utrwala przekonanie - popularne już w krajach Zachodu - że to atrakcyjne i ważne świadectwa historii, obiekty wymagające dostrzeżenia i troski konserwatorskiej. Można powiedzieć, że entuzjaści aktywność "Rawelinu" wyprzedzają aktywność służby konserwatorskiej i torują drogę nowej kategorii zabytków - dodaje dyrektor Siwek.(Ewa Tyrpa)
|
|
(Gazeta
Krakowska 11.10.2007)
CBA szuka w Krakowie siedziby. Proponujemy "Szkieletora". Centralne Biuro Antykorupcyjne ma do końca roku otworzyć swoją siedzibę w Krakowie. Do tej pory nie wiadomo jednak nic na temat lokalizacji, wymogów, liczby ludzi, którzy będą tam pracować. W tej sprawie wszystko jest trzymane w tak ścisłej tajemnicy, że nawet rzecznik CBA nie jest w stanie określić zapotrzebowań biura w naszym mieście. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że biuro wybrało już budynek w Krakowie, należący do Skarbu Państwa. To może być jednak dopiero początek kłopotów. Terenowe siedziby CBA, które powstały już w kilku miastach, rodziły się w bólach i konfliktach.
Awantura o zwierzęta. Najwięcej zamieszania było we Wrocławiu, gdzie najemcy z ul. Januszewickiej dowiedzieli się, że CBA ma chrapkę na ich budynek. Od dawna w pięknej poniemieckiej willi w spokojnej okolicy mieściła się jednostka weterynaryjna. Gdy sprawa ujrzała światło dzienne, wybuchła awantura. CBA zadowoliło się skromnymi trzema pokoikami wynajmowanymi od weterynarzy, teraz już zupełnie się stamtąd wyniosło.
Jak sprawa będzie wyglądała w Krakowie? Rzecznik CBA na wszystkie pytania dotyczące choćby wymagań lokalowych (wiadomo nieoficjalnie, że biuro potrzebuje powierzchni kilkuset metrów kw.), a tym bardziej personalnych, ma jedną formułkę: - Siedziba jest w trakcie organizacji - powtarza Temistokles Brodowski. Obiecał jednak, że wszystko będzie jasne, gdy oddział już powstanie. Nie jest to jednak takie pewne. W Lublinie, gdzie CBA zorganizowało się tymczasowo w biurowcu przy ul. Okopowej i wywiesiło nawet swój szyld, nic nie jest wiadome. Ściśle tajna jest wysokość czynszu, liczba pracujących tam osób, nazwisko szefa. - Mogę powiedzieć tylko tyle, że wojewoda zwrócił się do nas z prośbą o lokalizację budynku dla jednostki administracji państwowej - mówi Monika Chylaszek-Jarosz z biura prasowego Urzędu Miasta.
Na szkieletorze? Jeśli jednak okaże się, że tajemniczy budynek nie spełni ściśle tajnych wymogów CBA, biuro może poszukać lokalu na rynku komercyjnym. Zaproponowaliśmy dla CBA ostatnie piętro szkieletora, z którego będzie się rozciągać widok na całe miasto. Jak dowiedzieliśmy się w firmie Veriti Development zarządzającej budynkiem, negocjacje... nie są wykluczone. - Technicznie jest to możliwe, choć sufit będzie niski, więc chyba dla agentów niewygodny - żartuje Katarzyna Unold. Tłumaczy, że z powodu okablowania wysokość pomieszczeń będzie miała 2,5 metra. Gdyby wziąć pod uwagę kable niezbędne do pracy operacyjnej agentów CBA, sufit trzeba by było obniżyć o następne pół metra i funkcjonariusze ryzykowaliby szuranie głową po suficie. Plusem takiego rozwiązania byłby obszerny widok z góry i możliwość inwigilacji przez potężną antenę na szczycie. Inną lokalizacją mogłyby być schrony przeciwlotnicze w parku Krakowskim. - Właz jest pomalowany w maskujące kolory. Znajdujący się w nim ludzie są chronieni m.in. przed odłamkami ładunków wybuchowych - objaśnia Dariusz Krzyształowski ze stowarzyszenia Rawelin opiekującego się schronami. Mankamentem mógłby jednak być brak wody i prądu w bunkrze. Wygodniejszym punktem mógłby być hotel "Forum", stojący od kilku lat odłogiem. Nie wiemy jednak. czy jego właściciel wynająłby pokoje agentom CBA - nie udało nam się wczoraj do niego dodzwonić.(Marta Paluch)
(www.zabierzow.org.pl 8.10.2007)
Gmina Zabierzów nie zapomina o tragicznej historii. Gmina Zabierzów nie zapomina o tragicznej historii - w Młynce i Rudawie odkryto i uporządkowano niemieckie schrony bierne piechoty typu Regalbau 668 z 1944r. W dniu 6.10.2007 r. zastępca wójta Gminy Zabierzów Wojciech Burmistrz wraz z Przewodniczącą Rady Gminy Zabierzów uczestniczyli w otwarciu schronów w Rudawie i Młynce odrestaurowanych przez Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin", przy wsparciu finansowym gminy Zabierzów. Dwa uporządkowane schrony w Młynce i Rudawie to jedne z 24 różnych obiektów z czasów wojny, które wchodziły w skład linii umocnień, budowanej przez Niemców w drugiej połowie 1944 r. Wszystkie renowacyjne prace wykonali członkowie Stowarzyszenia "Rawelin" z Krakowa. Bunkry były zasypane ziemią i zarośnięte trawą. Eksponaty zgromadzone w schronach będą przywożone raz w miesiącu w okresie poza zimowym. Zachęcamy mieszkańców i turystów do odwiedzenia tych obiektów oraz nauczycieli do organizacji lekcji historii w terenie. Wszelkie informacje na stronie www.rawelin.org (A.K)
(Gazeta
Krakowska 8.10.2007)
Tu czekali na wroga. Dwa schrony Regelbau 668 z 1944 r. zostały otwarte w sobotę w Rudawie i w Młynce. Dla pokazania atmosfery tamtych czasów pojawił się człowiek w stroju niemieckiego żołnierza. Hitlerowiec wszedł do ciasnego pomieszczenia, zdjął hełm, usiadł przy piecyku, otworzył niemiecka gazetę i zaczął czytać. Nagle rozległ się głuchy dźwięk. To telefon. Żołnierz wyjął słuchawkę z małej drewnianej skrzyneczki. – Ja, bitte – powiedział głośno. Wówczas starsze osoby spojrzały z przerażeniem, niektórzy cofnęli się o krok. Tylko dzieci z zainteresowaniem podeszły do stołu. Taką scenkę można było oglądać w jednym z odremontowanych schronów.
Poniemieckie obiekty z 1944r. odremontowało Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin”. Ostatnio podobne schrony prezentowali w Krakowie podczas Nocy Muzeów. Teraz przyszedł czas na kolejne. - Pracowaliśmy przy odrestaurowaniu tych schronów od czerwca – mówi Joanna Dolna ze Stowarzyszenia Rawelin. – To były prawdziwe roboty budowlane, ale najpierw musieliśmy wywieść śmieci, których były tu sterty, potem zdjąć warstwę ziemi, żeby zaizolować obiekty. Na koniec malowaliśmy wszystko. Prezes Rawelinu Dariusz Pstuś zaznacza, że przez kilka miesięcy pracowało tu 20 jego ludzi. Wyremontowali dwa schrony. Gdyby policzył prace i materiały jakie zużyto, koszt remontu jednego obiektu wyniósłby 25 tys.zł. Stowarzyszenie wsparła finansowo gmina Zabierzów – przeznaczając 3 tys.zł. - Tu w okolicy Rudawy i Młynki znajduje się 24 rożne obiekty z czasów wojny – szacuje Dariusz Krzyształowski, wiceprezes Rawelinu. – Niektóre to tylko stanowiska na karabin maszynowy – Ringstand, inne Panzerstellung 67 czyli miejsca, gdzie Niemcy montowali wieże od czołgów i ostrzeliwali pobliska drogę. Były tez punkty dla dział - Regelbau 701. Największe spośród tych ukrytych w ziemi budowli to schrony Regelbau 668. W tych pomieszczeniach o powierzchni 13 mkw. było miejsce dla dziewięciu żołnierzy. Spali na trzypiętrowych pryczach, mieli stolik, krzesła, piecyk do grzania się zimą, wentylator, telefon, radiostacje i zestaw narzędzi. – Niemcy mieli wszystko przemyślane – mówi Dariusz Pstuś, prezes Stowarzyszenia Rawelin. – Załogę chroniły drzwi pancerne. Jedne lekkie gazoszczelne, drugie ciężkie ważące 640 kg. Ściany i strop miały 1,5 metra grubości. Było tez zasypane piaskiem wyjście ewakuacyjne, no i oczywiście peryskop czyli urządzenie do obserwacji terenu. Schrony w Rudawie budowano od sierpnia 1944r. Późną jesienią wprowadzili się tu żołnierze. Mimo, że przygotowywali się do dłuższego pobytu, w styczniu 1945 roku obiekty musieli opuścić. Zdobyła je armia radziecka. – Wykopy robili Polacy, tutejsza ludność zmuszana do pracy, ale budową zajęli się już sami Niemcy – zaznaczają przedstawiciele Rawelinu.
Niektórzy mieszkańcy okolicznych miejscowości pytani o schrony nie mieli pojęcia o ich istnieniu. Inni dobrze je znają. – Tutaj przychodziliśmy w dzieciństwie. Biegaliśmy dookoła – mówią Katarzyna Kowalska i Ewa Ćwiklińska. – Dziś przyprowadziliśmy swoje dzieci, żeby zobaczyły jak to wyglądało za czasów wojny. – Widziałem tam naboje – oznajmił mały Patryk. – A ja żołnierza – szepce Weronika.
W ostatnich latach ktoś zrobił tu śmietnik. Woda stała w pancernych pomieszczeniach na wysokość pól metra. Rdza zniszczyła drzwi gazoszczelne. Wszystko było zasypane i zarośnięte trawą. Ale jeszcze kilka lat temu chłopcy bawili się tu w wojnę. Wczoraj przyszli i przypominali sobie jak strugali karabiny z drewna. Biegali wówczas po schronie. – Przychodziliśmy z tych bloków, które były tam za drogą. Kto odważniejszy wchodził głównym wejściem i wdrapywał się wyjściem ewakuacyjnym – mówili młodzi mieszkańcy Rudawy. - Teraz sobie tylko oglądamy, ale dreszcze przechodzą mi po plecach kiedy widzę żołnierza w niemieckim mundurze. Wyobrażam sobie, że tu kiedyś stacjonowali prawdziwi hitlerowcy i w każdej chwili mogli strzelać – mówi Teresa Kowalska. Przykre wspomnienia z czasów wojny ma tez Stanisław Zając, który przyjechał w sobotę z Chrzanowa, ale w dzieciństwie mieszkał niedaleko stąd. Wspominał jak uciekał z mamą i rodzeństwem do Radwanowic. Miał wówczas cztery lata. Opowiadał też, ze jego mama musiała gotować dla żołnierzy, a on z siostrą podchodzili do kuchni polowej z rondelkiem. Wówczas mama kradła chochla zupę i dawała głodnym dzieciom. – Pamiętam ten krupnik. Był ciepły i bardzo dobry – zadumał się pan Stanisław.
W sobotę miłośnicy historii zorganizowali w schronach piknik forteczny. Kilkadziesiąt osób chciało zobaczyć w jakich warunkach żołnierz hitlerowscy czekali na wroga.(Barbara Ciryt)
(Dziennik Polski 8.10.2007)
Z uporządkowania schronów cieszą się młodzi mieszkańcy Rudawy. - Pamiętam, jak kiedyś bawiliśmy się tu w dzieciństwie w wojnę. Oczywiście zawsze zwyciężali Polacy - wspomina Michał Całek. Jego młodsi koledzy, uczniowie i studenci: Tomasz Całek, Sebastian Ćwierz, Adam Miazga - nie spędzali tu czasu na zabawach, ale są zadowoleni, że schron został uporządkowany. Będą zachęcać swoich rówieśników do odwiedzania tego miejsca, by nie zapominać o tragicznej historii ich dziadków.
W tym rejonie są 24 takie schrony. Obiekty te wchodziły w skład linii umocnień, budowanej przez Niemców w drugiej połowie 1944r. Większość znajduje się na prywatnych posesjach. Na niektórych stoją domy i garaże. Są też pod blokami mieszkalnymi. Dwa uporządkowane są na komunalnych działkach i gmina na prace przy nich - w ramach konkursowego grantu - przekazała 3 tys. zł. - Będziemy wspierać takie działania, bo schrony są elementem ważnej dla Polski historii. Stanowią też atrakcję turystyczną - powiedział wicewójt gminy Wojciech Burmistrz.(EKT)
(INTERIA.PL
2.10.2007)
Zaproszenie - I Piknik Forteczny-Rudawa 2007. W sobotę 6 października, w podkrakowskiej miejscowości, szykuje się prawdziwa podróż w czasie. Ponad 60 lat temu Niemcy wybudowali tu betonowe schrony. Dwa z nich udało się odremontować i ocalić od zapomnienia. W czasie I Pikniku Fortecznego opuszczone obiekty "ożyją" na nowo...
Schrony bierne piechoty typu Regelbau 668 przeznaczone były dla dziewięciu żołnierzy. Obiekt zbudowany na planie kwadratu o bokach 7,65 m składał się z dużego pomieszczenia piechoty o powierzchni ok. 13 m kw. oraz dwóch mniejszych, w których zamontowano drzwi pancerne: lekkie gazoszczelne oraz ciężkie dwu połówkowe o wadze 640 kilogramów. Załogę chroniły żelbetowe ściany i strop grubości 1,5 metra. Obiekty wchodziły w skład linii umocnień b-1, budowanej w drugiej połowie 1944 roku i przebiegającej południkowo przez obszar Polski - od Bałtyku aż do Karpat. Wyposażenie składało się z dziewięciu prycz, radiostacji, piecyka, stołu i krzeseł, ręcznego wentylatora wraz z pochłaniaczem, zestawu narzędzi oraz telefonu fortecznego. W sytuacji zaklinowania bądź uszkodzenia drzwi wejściowych załoga mogła skorzystać z wyjścia ewakuacyjnego, za którym znajdowała się studzienka z klamrami prowadząca na powierzchnię. Do schronu dobudowane zostało stanowisko typu Ringstand, przeznaczone do obserwacji lub prowadzenia ognia z karabinu maszynowego.
Już w najbliższą sobotę, 6 października w okolicach Krakowa będzie można zwiedzić dwa schrony, które w ostatnich miesiącach przeszły gruntowną renowację. O godz. 10 w Rudawie rozpocznie się I Piknik Forteczny. Organizatorem imprezy jest Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin". W pierwszym z obiektów - zlokalizowanym w Rudawie przy ul. Ks. kard. A. Dunajewskiego - zaplanowano wystawę zdjęć i dokumentów związanych z funkcjonowaniem schronu i jego wyposażeniem. W drugim, położonym w pobliskiej Młynce (przy trasie Kraków - Chrzanów), będzie można poznać działalność Stowarzyszenia i organizacji współpracujących. Będzie też wystawa fotograficzna prezentująca schrony w trakcie prac renowacyjnych, które członkowie "Rawelinu" prowadzili od czerwca, przy wsparciu Urzędu Gminy Zabierzów. Na czas imprezy w schronach funkcjonować będzie oświetlenie elektryczne. Dodatkową atrakcją będą członkowie grup rekonstrukcji historycznej w umundurowaniu z epoki. - Celem pikniku jest zwrócenie uwagi na problem ochrony fortyfikacji nowożytnych i pokazanie, w jaki sposób adaptować podobne obiekty dla celów turystycznych. Na terenie Małopolski znajduje się jeszcze około 50 schronów tego typu, które pozbawione są jakiejkolwiek opieki - mówi Dariusz Pstuś, prezes stowarzyszenia.
"Rawelin" jest organizacją non-profit, która prowadzi badania historyczne, współpracuje z wieloma instytucjami na terenie Krakowa i Polski oraz działa na rzecz ochrony zabytków kultury i architektury, w tym, także fortyfikacji. W maju we współpracy z Muzeum Historycznym Miasta Krakowa, w ramach krakowskiej "Nocy Muzeów" stowarzyszenie udostępniło do zwiedzania dwa podziemne schrony przeciwlotnicze z czasów okupacji niemieckiej.(Joanna Dolna)
(Gazeta Krakowska
21.05.2007)
W obronie schronów i parku. Podczas kolejnej edycji Krakowskiej Nocy Muzeów, Stowarzyszenie "Rawelin" udostępniło po raz pierwszy zwiedzającym dwa poniemieckie schrony przeciwlotnicze: na pl. Inwalidów (w 1944 roku oznaczony przez budowniczych numerem 8) i w parku Krakowskim (numer 7). Liczba zainteresowanych, którzy chcieli zobaczyć podziemne korytarze, przerosła najśmielsze oczekiwania organizatorów. W ciągu kilku godzin, pierwszy ze schronów, przy świetle naftowych lamp obejrzało ponad 3 tys. osób, drugi, w którym urządzono wystawę reprodukcji plakatów wojennych i niemieckich planów - ponad 2 tysiące. Przed wejściem do schronów, trzeba było cierpliwie czekać w długich kolejkach. Niektórzy krakowianie nie mieli pojęcia o istnieniu podziemnych budowli w centrum miasta, inni pamiętali z dzieciństwa, że 30 - 40 lat temu można było do nich wejść. Ci, którzy widzieli je po raz pierwszy, zastanawiali się, w którym miejscu parku wyjdą na powierzchnię. - Codziennie przechodzę tędy w drodze na uczelnię i tak naprawdę, do dzisiaj, nie wiedziałem, co kryje się pod parkiem Krakowskim. Te obiekty powinny być częściej udostępniane - mówił Jacek Tomczyk. - Super atrakcja turystyczna - zachwycał się Maciek.
Udostępnienie schronów stało się okazją do wyrażenia sprzeciwu wobec planów budowy parkingu pod placem Inwalidów. Radni Dzielnicy V, wspólnie z mieszkańcami Krowodrzy, zbierali podpisy pod petycją do władz miasta. Rezultat to ponad 2 tysiące głosów przeciw burzeniu schronów i niszczeniu zieleni w ponadstuletnim parku, obok dawnej siedziby Gestapo, a następnie Urzędu Bezpieczeństwa. Na temat dziejów parku i przyległych do niego ulic, Rada Dzielnicy V i Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, Oddział Pomorska, przygotowali wystawę plenerową pt. Plac Inwalidów - historia miejsca. - Park Krakowski i tak jest już w opłakanym stanie. Nie przypominam sobie od dłuższego czasu, aby sadzono tu jakieś drzewa. Absolutnie nie zgadzamy się na zabetonowanie tego terenu - podkreślali Wanda i Marek Łata. - Mamy nadzieję, że protest przyniesie skutek. Otrzymaliśmy także pismo od emerytowanych profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy mają swój dom obok parku. Być może miasto odstąpi od tego złego pomysłu. Proponujemy alternatywne rozwiązanie - parking podziemny obok Biprostalu - wyjaśniał przewodniczący Dzielnicy V, Piotr Klimowicz. Dzisiaj o godz. 17 w magistracie odbędzie się debata, z udziałem mieszkańców Krakowa, na temat propozycji lokalizacji parkingów podziemnych.(JD)
(Dziennik
Polski 03.04.2007)
Ekspozycja w schronie. Ekspozycja dotycząca historii placu Inwalidów ma zostać umieszczona na nim oraz w schronie pod placem - z okazji majowej Nocy Muzeów. Jednym z celów planowanej wystawy jest ochrona placu przed budową pod nim podziemnego parkingu. - Przeciwlotniczy schron pod placem będzie można zwiedzać w trakcie zaplanowanej na 18 maja Nocy Muzeów. Natomiast ekspozycja na placu będzie dostępna przez kilka dni. Nad organizacja przedsięwzięcia czuwa Muzeum Historyczne Miasta Krakowa oraz Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin". Chcemy pokazać, że plac Inwalidów to miejsce przeznaczone na działania kulturalne i artystyczne, a nie lokalizacja parkingu. Przeciwko inwestycji proponowanej przez miasto licznie protestują mieszkańcy naszej dzielnicy oraz wiele środowisk związanych z kulturą i nauką. Uważam, że budowa parkingu w tym miejscu byłaby aktem barbarzyństwa - mówi Piotr Klimowicz, przewodniczący Rady Dzielnicy V. (...)
- Rada Dzielnicy poparła inicjatywę, aby schron pod placem Inwalidów włączyć do trasy ścieżki edukacyjnej wiodącej między schronami na terenie Krowodrzy. Zabiegamy również o odnowę placu Inwalidów i parku Krakowskiego. To bardzo ważne miejsca w naszej dzielnicy, które powinny ożyć. Do parku Krakowskiego można byłoby przenieść część imprez organizowanych w parku Jordana. Proponujemy też, aby park Krakowski oddzielić ekranami akustycznymi od hałaśliwej al. Mickiewicza - informuje przewodniczący Klimowicz.
(Dziennik Polski
28.02.2007)
Muzeum w schronie. Poniemiecki schron pod placem Inwalidów być może zostanie przeznaczony do zwiedzania. Schron został wybudowany w 1944 roku przez Niemców. Wczoraj weszli do niego ludzie po raz pierwszy od kilkunastu lat. Przedstawiciele Urzędu Miasta i IPN odbyli w nim wizję lokalną.
Po odkopaniu warstwy ziemi odsunięto betonową płytę zabezpieczającą wejście. Schron w środku to kręty, wąski i niski korytarz. Po obu jego stronach były zainstalowane drewniane ławki. Pozostały tylko z nich jednak fragmenty, na ścianach widoczne są także metalowe elementy, które je podtrzymywały. W środku jest sucho i ciepło. Do schronu prowadziły dwa włazy: od strony parku Krakowskiego i od ul.Królewskiej (właz od tej strony to także miejsce, w którym rozgrywała się etiuda Romana Polańskiego "Rower", oparta na autentycznych wydarzeniach z dzieciństwa reżysera. Jako dziecko został tam ogłuszony przez przestępcę, który skradł mu rower). Na ścianach zachowały się ślady, że ktoś tam jednak bywał i to długo po wojnie. - To typowy schron poniemiecki, wybudowany dość płytko. Służył za schronienie tym, którzy znajdowali się w czasie alarmu bombowego na ulicy. Należałoby zbadać georadarem, co znajduje się pod podłogą - mówił Maciej Korkuć z IPN.
Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" wpadło na pomysł, aby schron pod pl.Inwalidów został udostępniony do zwiedzania. - Najpierw trzeba jednak przeprowadzić inwentaryzacje, a potem przygotować koncepcje zagospodarowania. Ważne jest także, aby sprawdzić, czy schron znajduje się w takim stanie, że nie zagraża bezpieczeństwu - mówił Marek Hareńczyk, kierownik działu zarządzania obiektami Krakowskiego Zarządu Komunalnego. W Krakowie znajduje się ponad 80 schronów, niektóre z nich zostały wybudowane w okresie międzywojennym. Schron na pl.Inwalidów to Luftschutzdeckungsgraben nr8 czyli "kryty betonem rów przeciwlotniczy". Niemcy planowali wybudowanie w Krakowie prawie 50 obiektów tego typu. Inne schrony w okolicy, to budowle w parku Krakowskim, przy ul.Królewskiej, Lea. Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" planuje przeprowadzenie inwentaryzacji niemieckich schronów oraz udostępnienie ich do zwiedzania we współpracy z Muzeum Historycznym.(AM)
(TVP3 Kronika
Krakowska
27.02.2007)
Inwentaryzacja schronu (LS-Deckungsgraben No.8) na pl. Inwalidów w Krakowie.
| 2006r. |
(Gazeta Krakowska
22.11.2006)
Wystawa w niemieckim schronie przy ul. Królewskiej. Chociaż to nie jedyny taki obiekt w mieście, wyjątkowo można było zobaczyć go z bliska. Dzięki pracy członków Stowarzyszenia "Rawelin", do dwóch betonowych korytarzy po raz pierwszy mogli wejść krakowianie. - Z zachowanych niemieckich planów wynika, że wolno stojących schronów, takich jak ten, miało powstać w Krakowie około 60. Udało się zbudować około 30, między innymi obok Parku Krakowskiego i na Plantach - mówi Dariusz Pstuś, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". Schrony wznoszono również na terenach wojskowych, należących do kolei i zakładów przemysłowych. Powstawały też w przebudowanych piwnicach. Najlepiej zabezpieczone były te należące do niemieckich urzędów - np. w magistracie czy budynku PKO przy ul. Wielopole. W wielu pozostały do dziś pancerne okienka piwniczne.
Na wystawie można było obejrzeć zdjęcia takich budynków i oznaczeń wejść do schronów, które można jeszcze znaleźć na murach m.in. przy ul.Szymanowskiego i Józefitów oraz niemieckie plany udostępnione przez Archiwum Państwowe. - Nie ma dowodów na to, że schron był wykorzystywany. Przed przystąpieniem do budowy Niemcy organizowali przetargi. Z zachowanych kosztorysów wynika, że wybudowała go polska firma "Tombiński", a budowle zaprojektował inż. Gołąb. Na ścianie znaleźliśmy oryginalny napis, który pozostawili budowniczowie: 4 IV 944. Wiemy, że budowa trwała od lutego do czerwca 1944 - wyjaśnia Dariusz Pstuś. (JD)
(Forty Kraków
22.11.2006)
Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich - schron przeciwlotniczy. W ramach Dnia Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich MSMH "Rawelin" w dniu 19 listopada 2006 udostępniło do zwiedzania niemiecki schron przeciwlotniczy wzniesiony pomiędzy budynkami przy ul. Królewskiej. Jest to obiekt typu LS-Deckungsgraben z roku 1944, którego konstrukcja wykonana została z elementów prefabrykowanych przykrytych warstwą ziemi. Zgodnie z obecnym stanem wiedzy, schron ten został wybudowany jako jedno z pierwszych publicznych ukryć przeciwlotniczych w Krakowie i figuruje w dokumentach archiwalnych pod numerem 2. Zwiedzanie schronu i przygotowana przez członków MSMH "Rawelin" wystawa planów i fotografii związanych z działalnością okupanta niemieckiego oraz tematyką schronów przeciwlotniczych na terenie Krakowa w latach 1939/44 cieszyła się dużym zainteresowaniem mieszkańców naszego miasta. Przychodziły całe rodziny, ciekawe co też kryje się pod boiskiem piłkarskim. Od godziny 11.15 do godziny 16.00 schron zwiedziło 237 osób. W przygotowaniu do udostępnienia schronu uczestniczyli: Dariusz Krzyształowski, Dariusz Pstuś, Mariusz Bembenek, Mateusz Woźniak, Grzegorz Ząbek, Dawid Golik, Szymon Kalicki, Grzegorz Wierzbicki, Wojciech Opyrchał, Bartosz Brzuzan oraz Michał Banaś.
Małopolskie Stowarzyszenie Miłosników Historii „Rawelin” pragnie podziękować Muzeum Historycznemu Miasta Krakowa Oddział Pomorska 2 oraz Zarządowi Budynków Komunalnych za pomoc w zorganizowaniu wystawy.
![]()
Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich - "LS-Deckungsgraben No.2"
(Gazeta Krakowska
6.11.2006)
- Schrony miały po dwa wejścia dwustronne ze schodami i podjazdem dla wózków dziecięcych i inwalidzkich. Po wojnie zabezpieczono je betonowymi płytami. Numery wejść pozostały do tej pory. Wzdłuż ścian umieszczono drewniane ławeczki. Drewniane były także drzwi. Było to schronienie nie tyle antybombowe, ile antyodłamkowe, bo na pewno nie wytrzymałoby wybuchu bomby. To tzw. schron publiczny, służący przede wszystkim osobom, które w czasie nalotu znalazły się w pobliżu kryjówki - wyjaśnia Dariusz Krzyształowski. - Szacujemy, że w okolicy znajduje się ok. 7-8 takich budowli. Mieszkańcy domów mieli swoje schrony w piwnicach. Oznaczano je w różny sposób - za pomocą strzałek na murach, widocznych do dziś i tzw. transparentów, czyli wiszących na słupach podświetlanych skrzynek ze strzałką, widocznych także po zmroku. Budowla przy Królewskiej była najprostszym schronem, zwanym "szczeliną przeciwlotniczą" - mówi Dariusz Pstuś. Temperatura w środku jest dużo wyższa niż na powierzchni. W korytarzach, śladem po drewnianych ławeczkach są resztki metalowych okuć i numery miejsc, napisane prawdopodobnie pomarańczową farbą, albo kawałkiem cegłówki. - Wnętrze oświetlano lampami naftowymi. Na ścianach pozostały jeszcze haczyki od lamp i kwadraty białej farby, odbijające światło - wyjaśnia Krzyształowski. Tam, gdzie łączą się dwa korytarze przygotowano miejsce na drzwi pancerne. W razie zagrożenia miały oddzielać jedną część schronu od drugiej. Nigdy ich jednak nie zamontowano. Członkowie Stowarzyszenia nie liczą na to, że we wnętrzu odnajdą jakieś przedmioty. - Po wojnie schrony były dokładnie przeszukiwane - tłumaczy Dariusz Krzyształowski. - W ramach dni otwartych Muzeum Historycznego przy ul. Pomorskiej, 19 listopada mamy zamiar udostępnić do zwiedzania wnętrze schronu. Zaprezentujemy w nim wystawę zdjęć i planów z okresu okupacji - obiecuje. (Joanna Dolna)
(Forty Kraków
11.09.2006)
Akcja porządkowania austro - węgierskich cmentarzy wojennych z I wojny światowej. W dniach 8-10 września 2006 roku Stowarzyszenie Aktywnej Ochrony Cmentarzy z I Wojny Światowej wraz z członkami Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" przeprowadziło akcję porządkową sprzątania cmentarzy z okresu I wojny światowej. Do prac porządkowych zakwalifikowane zostały obiekty nr 155 w Lichwinie i nr 149 w Chojniku.
Cmentarz w Lichwinie do roku 2005 był najbardziej zaniedbanym obiektem tego typu w Okręgu Tarnowskim, pochowanych jest na nim 17 żołnierzy austro – węgierskich i 131 rosyjskich. Cały teren pola grobowego porośnięty był samosiejkami, krzewami i ostrężynami. Ogrodzenie cmentarza nie istniało, znaczna część nagrobków była przewrócona. Ten stan cmentarza zadecydował o podjęciu się zadania jego oczyszczenia i uporządkowania. Cmentarz nr 149 w Chojniku przedstawiał się niezbyt dobrze, ale zachowało się dużo oryginalnych elementów wystroju. Pierwotnie elementem pomnikowym była kapliczka słupowa, z której dziś pozostał tylko trzon. Niegdyś zwieńczony był półokrągło przesklepioną wnęką w której znajdowała się płaskorzeźba autorstwa Heinricha Scholza. Kiedy warunki atmosferyczne doprowadziły do zniszczenia zwieńczenia kapliczki władze gminy Gromnik zabezpieczyły cenną płaskorzeźbę w swojej siedzibie, zaś sam postument tymczasowo zwieńczono małym metalowym krzyżykiem. Reszta wystroju obiektu to typowe żeliwne krzyże nagrobne kilku rodzajów. Na postumentach krzyży zachowało się wiele czytelnych tabliczek nagrobnych z których można dowiedzieć się że pochowano tu żołnierzy rosyjskich z 175 baturyńskiego pułku piechoty, zaś pochowani tu żołnierze austro – węgierscy służyli w 30 lwowskim pułku piechoty, 48 pułku piechoty, w którym Węgrzy stanowili w 1914 r. 82 %, 65 mukaczewskim pułku piechoty, 9 „koszyckim” i 22 tirgumureskim pułkach piechoty honwedu, 6 batalionie strzelców polowych mającym pierwotnie w swoim składzie 69% Czechów i 30 batalionie strzelców polowych złożonym w 70% z Ukraińców i Rusinów. Tak więc na pewno spoczywają na tym niewielkim cmentarzyku: Rosjanie, Polacy, Czesi, Słowacy, Austriacy, Rusini, Ukraińcy, Rumuni i Węgrzy. W czasie prac porządkowych odnaleziono poza terenem cmentarza nagrobek ze złamanym krzyżem i tabliczką imienną, który powrócił na swoje pierwotne miejsce.
(Dziennik Polski 14.05.2005)
Schroń się sam. Wystarczy podnieść stalową klapę, by wejść do schronu przeciwlotniczego. Wybudowano go w czasie II wojny światowej, a znajduje się przy ul. Królewskiej. Nie jest w żaden sposób zabezpieczony. Schodzimy po niewielkiej drabinie. Pod butami trzeszczą potłuczone butelki i sterty śmieci. - To niebezpieczne miejsce. Odradzamy jego zwiedzanie bez odpowiedniego przygotowania i sprzętu - zaznacza Dariusz Krzyształowski, wiceprezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". Skupia ono pasjonatów historii, a w szczególności okresu II wojny światowej. Przedstawiciele "Rawelinu" badają krakowskie fortyfikacje, schrony przeciwlotnicze oraz zabytki inżynierii miejskiej.
W wyprawie do schronu przy ul. Królewskiej uczestniczą także Mariusz Bembenek, Grzegorz Wierzbicki oraz Bartosz Brzuzan. "Rawelinowcy" wyposażeni są w latarki, bez nich trudno przeżyć w plątaninie podziemnych korytarzy. - W czasie wojny na Krowodrzy istniała niemiecka dzielnica. Podczas bombardowań jej mieszkańcy ukrywali się głównie w piwnicach budynków. Były one dużo bezpieczniejsze od tego typu ukrycia, w którym jesteśmy, przykrytego tylko warstwą ziemi porośniętej trawą. Służyły bardziej jako miejsca schronienia przed odłamkami. Istnieje też taka możliwość, że były przeznaczone dla osób z ulicy, które nie zdążą dobiec do domów - opowiada Mariusz Bembenek, wskazując w korytarzu na miejsce, w którym znajdowały się ławki. Dodaje, że każdy tego typu schron był również wyposażony m.in. w toaletę. - Skarbów w takich miejscach się nie znajdzie. Tego typu ukrycia zostały dokładnie przeszukane wiele lat temu - przekonują uczestnicy wyprawy. O tym, że w schronie przed laty ktoś mieszkał albo nawet funkcjonował podziemny klub kibica świadczą - wiszące na ścianie- plakaty z lat 70 i 80. Na jednym z nich Kazimierz Deyna na innym drużyna Realu Madryt.
Za najdłuższy z poniemieckich schronów na Krowodrzy specjaliści z "Rawelinu" uważają obiekt usytuowany na placu Inwalidów. Można go rozpoznać po betonowych wybrzuszeniach, które ochraniają wejścia do kryjówki. - O tym schronie w autobiografii wspomina Roman Polański - informuje Mariusz Bembenek. Opisana w książce historia opowiada o tym, jak przyszły reżyser zaraz po okupacji umówił się w schronie z handlarzem, który miał mu sprzedać rower. Okazał się on jednak oszustem, który korzystając z ciemności, pobił 15-letniego Polańskiego i zabrał mu pieniądze. Po pościgu bandyta trafił w ręce milicji. Jako lokalizację kolejnych - niedostępnych - schronów przedstawiciele "Rawelinu" wskazują również teren parku Krakowskiego, miejsce przy kiosku na ul. Lea oraz boisko sportowe przy ul. Królewskiej. Mówią, że prawdopodobnie jeszcze jeden schron znajduje się na tyłach alei Słowackiego, w pobliżu Radia Kraków. - W poniemieckich schronach można zorganizować trasę turystyczną z ekspozycją zdjęć i zabytkowych przedmiotów z okresu II wojny światowej. Tym tematem zainteresowaliśmy już Dyrekcje Muzeum Historycznego Miasta Krakowa - mówi Mariusz Bembenek, ubrany w koszulkę z nadrukiem KGB. Pod spodem, mniejszymi literami, wyjaśnienie skrótu: "Krakowska Grupa Bunkrowa". - Nie ma takiej organizacji. Tak przewrotnie z kolegami nazwaliśmy naszą grupę, która zwiedza podziemne obiekty - wyjaśnia. Podczas spaceru po Krowodrzy pokazuje też budynki ostemplowane nieznanym kodem. Członkowie "Rawelinu" namalowane na ścianach strzałki i literki rozszyfrowują jednak bez problemu. Napis "NA" (Notausgang) oznacza wyjście ewakuacyjne, a "LSR Hof" (Luftschutzraum Hof) - schron przeciwlotniczy. Takie oznakowania można spotkać na wielu budynkach w okolicy ul. Królewskiej.
Przedstawiciele 'Rawelinu" przyznają, że zwiedzają tez podziemne kawerny, czyli ukrycia wykute w głębi skały w formie korytarza lub groty. Tworzyły one system ochronny dla fortyfikacji Twierdzy Kraków, wybudowane przez Austriaków na przełomie XIX i XXw. Temat kawern nie został jeszcze zamknięty, nie do końca wiadomo ile ich jest i ile miało być. Nie pozostała żadna dokumentacja zawierająca plany ich budowy, a po I wojnie światowej Wojsko Polskie, podczas sporządzania planów Twierdzy Kraków, temat ten zupełnie pominęło. Wśród największych wymieniają kawernę Wielkanoc we wzgórzu Wielkanoc, składającą się z trzech korytarzy i znajdujących się miedzy nimi komór. Łączna długość korytarzy wynosi w niej około 300 metrów.
Odrębna tematyka to schrony i ukrycia, które powstały po II wojnie światowej. Przedstawiciele "Rawelinu" byli w wielu z nich. Twierdzą, że jest ich coraz mniej, coraz częściej zmieniają też swoje przeznaczenie. Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Krakowa sprawuje nadzór nad 500 budowlami ochronnymi dla ludności. W razie zagrożenia można do nich ewakuować około 67 tys. osób. Budowle ochronne dzieli się na schrony i ukrycia. Podział zależy od odporności konstrukcji na obciążenia, wyposażenie w urządzenia filtrowentylacyjne, ujecie wody, urządzenia sanitarne. Różnica jest taka, że w schronie na osobę odpoczywającą przypada 3 m², a w ukryciu - 0,6-0,8 m². Wszystkie budowle ochronne muszą mieć drugie wyjście, znajdujące się poza terenem ewentualnego zagrożenia. Krakowskie schrony i ukrycia powstały głównie w podpiwniczeniach budynków. Są więc zazwyczaj ukryte pod zakładami pracy, przedsiębiorstwami, szkołami, blokami mieszkalnymi, żłobkami i na terenach prywatnych. Najwięcej powstało ich na terenach Nowej Huty. Tego typu obiekty w Polsce budowane były w czasie tzw. zimnej wojny. Najwięcej wykonano ich w latach 1954 - 1862. W tym okresie w Krakowie powstało ponad 500 budowli ochronnych. Od 1963 do 1984 roku dobudowano jeszcze 27 ukryć. Obecnie przepisy nie regulują jednoznacznie, kto ma odpowiadać za utrzymanie podziemnych obiektów ochronnych. Ze względu na wyburzenia budynków i zmianę przeznaczenia terenu, ich ilość systematycznie maleje. Istniejące schrony i ukrycia są także w coraz gorszym stanie technicznym i często nie nadają się do użytku. Nie ma na to wpływu miasto, które formalnie sprawuje nadzór nad obiektami obronnymi, a szefem Obrony Cywilnej jest prezydent Krakowa. - Gmina nie jest właścicielem nieruchomości, w których znajdują się budowle ochronne. Nie ma więc podstaw prawnych do wydzielania środków finansowych z budżetu miasta na ich konserwację i odnowę - wyjaśnia Maciej Stryjek, kierownik referatu Obrony Cywilnej i Spraw Obronnych w Wydziale Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Krakowa. Dodaje, że obecny nadzór miasta nad budowlami ochronnymi polega głównie na kontroli, zmierzającej do zabezpieczenia przed dalszą degradacją. Możemy jedynie zachęcać właścicieli i administratorów budynków, by dbali o schrony i ich nie niszczyli. Większość osób daje się do tego przekonać - mówi kierownik Stryjek. Zaznacza, że właściciele budynków, w których znajdują się budowle ochronne zagospodarowują je głównie na piwnice, ale tak, by w razie potrzeby można było przywrócić ich pierwotna funkcję. W obiektach będących własnością Skarbu Państwa budowle ochronne najczęściej wykorzystywane są na archiwa i magazyny. Jak informuje biuro prasowe krakowskiego magistratu, ze względu na znaczne zużycie urządzeń filtrowentylacyjnych i wyposażenia wewnętrznego krakowskie schrony mogą być obecnie wykorzystywane jedynie do zabezpieczenia przed opadem promieniotwórczym. Doprowadzenie ich do stanu umożliwiającego ochronę ludności przed skażeniem wymaga znacznych nakładów finansowych, jak również uregulowań przepisów prawnych odpowiedzialności za utrzymanie budowli ochronnych.
O istnieniu krakowskich schronów wiedzą nieliczni. Trudno je zlokalizować, ponieważ nie mają żadnego oznakowania. - Nie ma obowiązku oznakowania schronów. Są one jedynie potrzebne na wypadek wojny. W razie takiego zagrożenia ich przystosowanie, polegające m.in. na uporządkowaniu, oznakowaniu, sprawdzeniu instalacji filtrowentylacyjnej, powinno zająć około miesiąca - wyjaśnia Mirosław Sroka z Wydziału Zarządzania Kryzysowego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie. Zaprzecza też, ze brak oznakowania schronów jest spowodowany tym, iż ich ilość pozwala na ochronę tylko niewielkiej części mieszkańców. - Osoby, które chcą się dowiedzieć, gdzie znajdują się schrony położone najbliżej miejsca ich zamieszkania, bez problemu uzyskają taka informację w Wydziale Zarządzania Kryzysowego w Urzędzie Wojewódzkim albo w Urzędzie Miasta. Nigdzie jednak nie ma tak, by schrony i ukrycia mogły służyć wszystkim mieszkańcom. Wyjątkiem jest chyba tylko Szwajcaria, gdzie ukrycie może znaleźć ponad 90 procent ludności - tłumaczy. Przyznaje jednak, ze w innych krajach obrona cywilna ma dużo większe możliwości. Przykład Szwajcarii podaje również kierownik Stryjek. Tam każdego roku powstaje około 300 tysięcy miejsc w schronach. Za ich budowę odpowiedzialni są obywatele, a państwo pokrywa część kosztów tego typu inwestycji. Natomiast w naszym kraju, przy okazji stawiania budynków, nie ma obowiązku budowy schronów. Nie ma też potrzeby informowania o budowie schronów pod obiektami prywatnymi. Nie wiadomo więc ile ich jest. - Warto jednak zaznaczyć, że inwestorzy zachodni budujący w Krakowie pamiętają o budowlach ochronnych i często jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji uzgadniają z Obroną Cywilną ich rozmieszczenie - podkreśla kierownik Stryjek. Ma nadzieję, że w Polsce zasady związane z utrzymaniem obiektów ochronnych ureguluje przygotowywana ustawa o bezpieczeństwie obywatelskim. Trwają właśnie prace nad jego projektem.
Specjaliści od obiektów obronnych podpowiadają, że na razie w wypadku zagrożenia najlepiej skorzystać z metody "schroń się sam", czyli na własną rękę budować albo szukać kryjówek. (Piotr Tymczak)
(Wiadomości Lokalne
Dz.V marzec 2006)
Krowodrza podziemna. Nie każdy zwróci na nie uwagę. Wystające spod ziemi betonowe fragmenty, nienaturalne wybrzuszenia terenu czy namalowane na ścianach budynków strzałki i litery „NA” (Not Ausgang – wyjście ewakuacyjne) lub „LSR Hof” (Luftschutzraum Hof – schron przeciwlotniczy w podwórzu) stanowił swoisty kod dla zorientowanych. Schrony przeciwlotnicze, wybudowane głównie z myślą o ludności cywilnej, latem 1944 r. kiedy nasiliły się naloty aliantów na niemieckie miasta, stanowią o charakterze tego rejonu Krakowa, będącego w czasie okupacji hitlerowskiej dzielnicą niemiecką. Wolnostojących jest w dzielnicy kilka.
Najdłuższy – usytuowany na placu Inwalidów, w bezpośrednim sąsiedztwie budynku, w którym po wojnie mieścił się Urząd Bezpieczeństwa. Jest zdecydowanie inny niż reszta schronów – wyjaśnia Dariusz Pstuś, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Rawelin”. Świetnie dostosowany do terenu. Z relacji okolicznych mieszkańców wynika, że w sierpniu 1939 r. była tu szczelina przeciwlotnicza. Dopiero potem Niemcy przy użyciu prefabrykatów zbudowali schron i przysypali go ziemią. Wejścia chronione są betonem, który w razie wybuchu bomby zapobiegał zasypaniu schronu. Przyjęło się, że na 10 metrów szerokości schronu przypada jeden betonowy korytarz. Idzie on delikatnym łukiem, a mniej więcej w połowie widoczne jest zapadlisko, być może było tu wyjście ewakuacyjne. Schron ów wspomina reżyser Roman Polański w autobiograficznej książce „Roman”. Przytoczona przez niego opowieść ma posmak handlowo-kryminalny. Niedługo po okupacji 15-letni wówczas Polański umówił się z niejakim Dziubą na placu Wolności obok gmachu Urzędu Bezpieczeństwa w celu nabycia roweru.
„Znałem dobrze to miejsce, choć nigdy nie byłem w środku. W czasie wojny, w parku po drugiej stronie jezdni, Niemcy zbudowali bunkier, który służył jako schron przeciwlotniczy. Na zewnątrz widać było tylko porośnięte trawą wybrzuszenie, mniej więcej stumetrowej długości. Betonowe wejście często służyło przechodniom za toaletę. Panowała tam ciemność, wilgoć i smród”. Wątek sensacyjny tej historii rozwinął się tak, że nieuczciwy kontrahent, mający sprzedać rower Polańskiemu, korzystając z ciemności panującej w schronie skatował przyszłego reżysera, zabrał mu przygotowane do transakcji pieniądze i uciekł. Skuteczny pościg i dzielna postawa przypadkowego kierowcy sprawiły, że w ciągu kilku minut ofiara i napastnik znaleźli się pod opiekuńczymi skrzydłami Milicji Obywatelskiej.
Nieopodal, w parku Krakowskim znajduje się inny schron. Zdaniem Dariusza Pstusia wykonany jest solidniej, w sposób bardziej przemyślany. Ani przechodnie w parku, ani oczekujący na przystanku autobusowym zdają się nic nie wiedzieć o jego istnieniu. Informacje o schronach rozchodziły się zazwyczaj za pomocą przekazu ustnego. Ktoś pamiętał, że bawił się tu jako dziecko, ktoś inny powtarzał zasłyszane legendy. Wobec braku literatury fachowej badacze i historycy są zdani na siebie, będąc jednocześnie pionierami tematu. Najwięcej kontrowersji budzi schron na skwerze w rejonie ulic Karłowicza, Symfonicznej, Czarnowiejskiej i Szymanowskiego. Jeśli ten schron istnieje, to można przypuszczać, że jego konstrukcja jest podobna do innych – wysuwa hipotezę Mariusz Bembenek, członek Stowarzyszenia „Rawelin”. Dariusz Pstuś, mimo że nie był nigdy w środku, na podstawie oględzin zewnętrznych określa przypuszczalny plan wnętrza: wejście, pierwsze drzwi, przedsionek, drugie drzwi, korytarz, pomieszczenie, gdzie znajdują się dwie przenośne toalety i wyjście ewakuacyjne, drzwi, korytarz, drzwi, przedsionek, drzwi. Jednak inwestor chcący budować na skwerze oraz kierownictwo spółdzielni mieszkaniowej zaprzeczają istnieniu schronu w tym miejscu tłumacząc, że podwyższenie terenu w formie nasypu powstało wyłącznie pod budowę baraków dla robotników niemieckich, powołując się na fakt, iż już po wojnie miejsce to nazywano powszechnie „barakami”. W odpowiedzi członkowie Komitetu Obrony Skweru cytują fragment wydanej przez Zarząd ZSB-M „Piast” „Informacji w sprawie wykonywanych prac na terenie ZSB-M Piast w zakresie wycinki i pielęgnacji drzew i krzewów w obszarze ulic Karłowicza, Szymanowskiego i Czarnowiejska” z 1 marca 2000roku, w którym czytamy m.in. „Zgodnie z Planem Przestrzennego Zagospodarowania Miasta Krakowa wyżej określony teren przeznaczony jest pod budownictwo mieszkaniowe, jednakże podjęcie na nim działań inwestycyjnych nie było w minionych latach możliwe z powodu starego podziemnego schronu. Aktualnie schron ten, z uwagi na jego zły stan techniczny, został wyłączony z ewidencji Terytorialnej Obrony Kraju.” Przygotowanie zadania inwestycyjnego w rejonie ulic Karłowicza-Szymanowskiego-Czarnowiejska z 12 maja 2000 r. zakłada ponadto „inwentaryzację schronu z robotami – odkrywki” na kwotę 8500 zł. Zaprzeczanie istnienia schronu kłóci się również ze wspomnieniami naocznych świadków. Podobno, przy budowie jednego z domów – „plomby na skwerze” koparka wbiła się w ziemię i odsłoniła fragment korytarza. Ustny przekaz podaje również, że w latach 60 wejście do schronu znalazła grupa dzieci... Szybko zjawił się oddział Służby Bezpieczeństwa, zapakowano na ciężarówkę resztę wydobytego sprzętu, a rodzice dzieciaków mieli przez jakiś czas nieprzyjemności. Jeżeli zatem nie wiedziano o zawartości schronu, jak wytłumaczyć tezę o rzekomym wcześniejszym wykorzystywaniu jego wnętrza przez UB?
W lutym br. inwestor – aby jednoznacznie potwierdzić lub zaprzeczyć relacjom świadków – zlecił prace na skwerze, polegające na sondowaniu geodezyjnym i badaniach georadarowych. Sondowania nie przyniosły wymiernych efektów, co jednak nie znaczy, że w tym miejscu nie ma schronu. Nie znamy też pełnego wyniku badań georadarowych. Jeżeli aura pozwoli, Stowarzyszenie zamierza wykonać własne badania polegające na sfotografowaniu terenu w podczerwieni za pomocą kamery termowizyjnej – mówi Mariusz Bembenek. Również powtórne badania nie stwierdziły istnienia schronu w tym miejscu. Ponieważ jednak nie ma 100-procentowej pewności co do jego istnienia, w prasie („Gazeta Krakowska”) rozpętała się gorąca polemika. Takimi właśnie zagadkami zajmuje się MSMH „Rawelin”, powstałe w 2001 r. Działalność Stowarzyszenia przedstawia w skrócie jego prezes: skupiamy pasjonatów historii szczególnie okresu II wojny światowej. Badamy fortyfikacje niemieckie wokół Krakowa, schrony przeciwlotnicze, zabytki inżynierii miejskiej. Efekty naszej pracy są ważne dla autorów książek historycznych. Wzbogacamy zbiory muzealne. Dzielnica V, właśnie ze względu na istnienie poniemieckich schronów jest idealnym miejscem do prowadzenia badań. Najmniejszy schron, za kioskiem „Ruchu” na ul. Lea ma dwa wejścia, wyjście ewakuacyjne, przyłożone betonowymi płytami. Mieści dwa 5-metrowe korytarze bez przedsionków. Różni się znacznie od dwóch bliźniaczych schronów przy ul. Królewskiej, będących względem siebie lustrzanym odbiciem. Oba schrony mają łamany kształt. Przy wejściach: z jednej strony pochylnia dla wózków, z drugiej schody. W środku wszystko spełnia normy: jest toaleta (Abortraum), kanały wentylacyjne, drzwi gazoszczelne, śluza gazowa (Gasschleuse) – kontynuuje Dariusz Pstuś. Jeszcze jeden schron znajduje się prawdopodobnie w podwórzu na tyłach alei Słowackiego, w pobliżu gmachu Radia Kraków i alejek Grottgera. Trudno jednak cokolwiek bliżej o nim powiedzieć, choć relacje świadków potwierdzają jego istnienie, a nawet widać zasypane wejście. Imponująca wiedza i dociekliwość członków „Rawelinu” dają nadzieję, że w przyszłości odkryją oni jeszcze niejedną historyczną zagadkę, także w Dzielnicy V.
Pan Marian Machowski jest znany głównie kibicom piłki nożnej. W latach 50. i 60. grał na prawym skrzydle w krakowskiej Wiśle, występował w reprezentacji Polski oraz w polonijnym klubie Eagles Chicago. Emerytowany pracownik AGH w stopniu doktora jest wysokiej klasy specjalista od budownictwa podziemnego. W trakcie swojej kariery zawodowej jeździł po całym kraju prowadząc badania i prace m.in. w kopalniach Wieliczki, Lubina, Lubelszczyzny. Odwiedził też wiele krajów Europy. Nic dziwnego, że w okresie tzw. zimnej wojny był z ramienia uczelni konsultantem w zakresie budowy schronów przeciw atomowych. Tak wspomina tamten czas: Często zdarzało się, że wysokiej rangi wojskowi nie mieli pojęcia o konieczności stosowania obowiązujących norm. Np. nie zachowywano odpowiedniej odległości między budynkiem, a schronem wolnostojącym, co jest podstawą bezpieczeństwa. Przypominam też sobie, że byłem w latach 70 w schronie przy ul. Królewskiej (wtedy 18 Stycznia). Spełniał wszelkie normy. Działały sanitariaty, był dostęp do wody. Myślę, że najlepiej zbudowany był ten przy placu Inwalidów. Tam nas – cywilów – nie wpuszczano. Wyłączność miały wojsko i MSW. Marian Machowski jest zdania, że istniejące na terenie naszej dzielnicy schrony można odrestaurować i przeznaczyć do użytku publicznego. Mogłyby powstać tam kawiarnie, kluby dla młodzieży. Być może temat zainteresowałby harcerzy. Na Zachodzie często adaptuje się takie miejsca. Np. w Szwecji istniało wiele schronów wykutych w granitowej skale, co stanowiło ich specyfikę. Dziś mieszczą się tam biura, sklepy, lokale gastronomiczne. Adaptacja wynika z faktu, że schrony nie spełniają już od dawna swego zadania. Zdalnie sterowane pociski rakietowe są po prostu zbyt inteligentne. Pozostaje więc tylko aspekt historyczny.
Świadomi tego, a także poszerzenia w przyszłości bazy turystycznej Krakowa, w tym Krowodrzy, radni Dzielnicy V podjęli uchwałę „w sprawie zbadania poniemieckiego schronu przeciwlotniczego u zbiegu ulic Karłowicza i Symfonicznej w Krakowie.” W uzasadnieniu napisano: „Radni Dzielnicy V uważają, że należy podjąć kroki mające na celu zachowanie tego rzadkiego zabytku techniki wojennej. Obiekt ten wpisany jest w krajobraz zabudowy poniemieckiej z okresu II wojny światowej i wraz z zachowanymi oznaczeniami schronów przeciwlotniczych na elewacjach kamienic przy ul. Szymanowskiego i Karłowicza stanowi niepowtarzalny ślad historii dawnej »dzielnicy niemieckiej« – niespotykany już praktycznie w innych miastach w Polsce.” W podziemnych korytarzach można by zorganizować trasę turystyczną z ekspozycją zdjęć i zabytkowych przedmiotów z okresu II wojny światowej - roztacza przyszłościową wizję Mariusz Bembenek. Nasze Stowarzyszenie będzie prowadziło na ten temat rozmowy z dyrekcją Muzeum Historycznego m. Krakowa. Być może istnieje szansa poszerzenia ekspozycji Oddziału przy ul. Pomorskiej 2.
Cieszy również zainteresowanie krowoderskimi schronami, które ostatnio wykazuje Krakowski Oddział IPN. Być może znajdzie się ktoś, kto zechce odrestaurować zabytkowe wnętrza przy uwzględnieniu ich pierwotnego przeznaczenia. Czy tak się stanie, pokaże czas...(Janusz Mika)
(Gazeta.pl
12.01.2006)
Inwestycja na niemieckim schronie przeciwlotniczym. Służba ochrony zabytków sprawdzi, czy skwer u zbiegu ulic Karłowicza i Symfonicznej w Krakowie leży na poniemieckim schronie przeciwlotniczym. Od ustaleń konserwatorów zależy los historycznej budowli, której zagraża mieszkaniowa inwestycja. Trzy czteropiętrowe bloki z podziemnymi garażami zamierza postawić na skwerze spółdzielnia mieszkaniowa Piast. Mimo protestów mieszkańców z Komitetu Obrony Skweru inwestor uzyskał już pozwolenie na budowę i na wiosnę planuje rozpoczęcie robót. Nieoczekiwanie w sukurs mieszkańcom (sprzeciwiających się nadmiernemu zagęszczeniu domów) przyszło stowarzyszenie Rawelin. Miłośnicy dawnych fortyfikacji twierdzą, że teren projektowanej budowy zajmuje schron przeciwlotniczy, który Niemcy wybudowali podczas II wojny światowej. Podobnych obiektów w rejonie ul. Królewskiej i Czarnowiejskiej, gdzie za okupacji zamieszkiwali urzędnicy III Rzeszy, jest podobno co najmniej kilkanaście. Ten pod skwerem ma być największy: 35 na 45 m. - Można przypuszczać, że schron składa się z trzech równoległych korytarzy betonowych o łącznej długości około 120 metrów - mówi prezes stowarzyszenia Dariusz Pstuś. - Wpisany w krajobraz zabudowy niemieckiej z II wojny światowej wraz z zachowanymi oznaczeniami na elewacjach kamienic, stanowi niepowtarzalny ślad historii dawnej "dzielnicy niemieckiej", niespotykany w innych miastach w Polsce.
| 2005r. |
(Dziennik Polski 13.12.2005)
Schron pod skwerem. O zachowanie schronu przeciwlotniczego pod skwerem, położonym między ul.: Karłowicza, Symfoniczną i Czarnowiejską, apeluje komitet mieszkańców, broniących ten teren przed zabudową. Przedstawiciele Komitetu Obrony Skweru protestują przeciwko planom budowy na skwerze bloków mieszkalnych, wycinki drzew w tym rejonie, a także - od niedawna - zniszczeniu schronu przeciwlotniczego. - Na podstawie przeprowadzonych badań oraz relacji świadków można stwierdzić, że w skwerze znajduje się niemiecki schron przeciwlotniczy z okresu II wojny światowej. Wejście do niego zostało zasypane. Na okolicznych budynkach pozostały jednak tajemnicze strzałki oraz napisy "NA", które są skrótem od "Notausgang" czyli "wyjście awaryjne". Uwagę zwraca również nienaturalne podwyższenie terenu w obrębie skweru, które zapewne stanowi ziemną warstwę zabezpieczającą betonowe korytarze - mówi Dariusz Pstuś, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin", którego przedstawiciele również apelują o zachowanie schronu. Według relacji świadków schron miał dwa wejścia: jedno od strony ul. Szymanowskiego i drugie w pobliżu bloku w północnej części skweru. - Wszelkie wątpliwości odnośnie tego obiektu może rozwiązać odkopanie zasypanych wejść i inwentaryzacja zachowanych podziemi. W przyszłości można byłoby je zaadaptować np. na galerie sztuki - proponuje Dariusz Pstuś.
Komitet Obrony Skweru o poparcie w sprawie zachowania schronu zwrócił się do Rady Dzielnicy V. W najbliższym czasie ma się ona wypowiedzieć w tej sprawie. - Schrony z czasu II wojny światowej nie są objęte ochrona konserwatorską. jeżeli jednak tego typu podziemny obiekt miałby być zniszczony z powodu powstania na jego miejscu budowli, to wcześniej powinna być sporządzona pełna dokumentacja - podkreśla Jan Janczykowski, małopolski wojewódzki konserwator zabytków.(TYM)
(Gazeta Krakowska
19.11.2005)
Zostało po obcych. Pod względem urbanistycznym Kraków jest jednym z nielicznych polskich miast, które za czasów okupacji zyskały, a nie straciły. Bynajmniej nie z powodu sympatii okupantów do krakowian. Przeciwnie. Niemcy inwestowali tu, bowiem Kraków miał być miastem czysto niemieckim, zaś ludność polska miała być - według początkowych planów - przesiedlona do Podgórza i na Kazimierz. Z planów tych nic nie wyszło, ale zdążyli wybudować spora dzielnicę niemiecką. Obejmowała ona obszar na zachód od Alei Trzech Wieszczów, zwane za czasów okupacjo Aussenring, łącznie z Oleandrami i Cichym Kącikiem. Park Jordana i park Krakowski były strzeżone jako "nur Fur Deutsche". Główną jego arterią była dzisiejsza ul. Królewska (wcześniej zwana Wybickiego, w czasie okupacji - Reichstrasse). Jej rozbudowa pozwoliła na zmianę trasy linii tramwajowej: przed wojna biegła ona ul. Karmelicką, po czym skręcała poprzez ul. Pomorską w ul. Kazimierza Wielkiego i dopiero na wysokości obecnej stacji benzynowej skręcała w Wybickiego i stamtąd do pętli bronowickiej. Powstanie Reichstrasse pozwoliło na poprowadzenie linii tramwajowej wprost przez dzisiejszą Królewską. W rejonie Reichstrasse Niemcy postawili ok. 65 budynków mieszkalnych, zaś w ogóle w dzielnicy niemieckiej powstało około 100.
Czy po 60 latach przetrwały jeszcze jakieś ślady obecności Niemców na tym terenie? Wbrew pozorom tak, choć z roku na rok jest ich coraz mniej. Ich badaniem i inwentaryzacją zajmuje się Stowarzyszenie "Rawelin", skupiające ludzi zafascynowanych dziejami militarnymi ziem polskich.
Każdy budynek Przeznaczony dla Niemców był budowany ze wzmocnionymi stropami, głównie zaś z piwnicami o wzmocnionej konstrukcji, pełniącymi funkcje schronów przeciwlotniczych. Do dziś zachowały się jednak także schrony zewnętrzne, wznoszone pod ziemią, poza obrysem budynków. "Rawelin" zidentyfikował ich dotąd siedem. Zdaniem Dariusz Pstusia, z pewnością jest ich więcej, co najmniej 20-25. Z cała pewnością są jakieś schrony w obszarze AGH, której budynki w czasie wojny zajmował rząd Generalnej Guberni. Obszar AGH, odpowiadający niemieckiej koncepcji urbanistycznej "Licht unf Luft" (światło i powietrze) idealnie nadawały się do budowy rozległych schronów. Dwa z nich znajdują się przy ul. Królewskiej, jeden w parku Krakowskim, kolejny na skwerze miedzy parkiem Krakowskim a przystankiem tramwajowym przy pl. Inwalidów (prawdopodobnie miał służyć funkcjonariuszom gestapo z ul. Pomorskiej). Niewielki schron znajdziemy przy ul. Lea, kolejny - w pasie zieleni na alejach miedzy kinem Kijów, a DH "Jublilat", inny na podwórku przy ul. Grottgera. I największy - przy ul. Karłowicza, na zapleczu ul. Szymanowskiego. Do każdego prowadziły dwa wejścia, przy czym miały one pochylnie dla niepełnosprawnych i kobiet z dziećmi w wózkach. Wejścia były numerowane i każdy mieszkaniec wiedział, którym ma wejść do schronu. Do tego dochodziło jedno wyjście awaryjne. Każdy zaopatrzony był w system wentylacyjny. Schron składał się z kilku korytarzy, wzdłuż ich ścian były ławki, z których dziś zostały resztki stelaży. Zwraca uwagę "jajowaty" przekrój poprzeczny korytarzy. Taka konstrukcja ścian daje największą wytrzymałość. Dlaczego korytarze, a nie duże hale? Dlatego, iż nawet w przypadku trafienia bombom ginęli tylko ludzie znajdujący się w danym korytarzu. Pozostali mieli szansę przeżycia, bowiem połączenia miedzy korytarzami prowadzone były pod katem prostym. Nieźle zachowany jest system wentylacyjny, którego wewnętrzne otwory oznaczone są widocznymi do dziś obramowaniami z białej farby. Można je było dostrzec nawet w świetle zapałki. Obecnie względnie dostępny jest tylko jeden ze schronów przy ul. Królewskiej. Schron przy ul. Karłowicza został zasypany. Według niepewnej legendy, w latach 60 do jego wnętrza udało się wejść grupie dzieci. Znalazły tam m.in. pozostałości niemieckiego uzbrojenia. A także - kilka niezidentyfikowanych zwłok. Czyżby był wykorzystywany dla własnych celów przez rezydujący w pobliżu Urząd Bezpieczeństwa PRL?
Tu i ówdzie można znaleźć wymalowane na ścianach znaki "V". W dniach największych tryumfów wojennych Niemcy malowali je gdzie popadnie. Do dziś zachowały się m.in. na skrzyżowaniu ul. Józefitów i ul. Lea i przy ul. Szymanowskiego 14. Budynek ten ma jeszcze jedna ciekawa pozostałość po czasach wojny - autentyczne drzwi pancerne zamykające wejście do schronu pod budynkiem. Takie drzwi znajdowały się niegdyś w innych okolicznych domach. Dziś zniknęły, a wejścia zostały zamurowane, albo zabite deskami. Histeryczna reakcja jednego ze współwłaścicieli budynku przy ul. Szymanowskiego 14 (łącznie z groźbą użycia przemocy) wobec dziennikarza, który prosił o pozwolenie sfotografowania owych drzwi, musi budzić niepokój, czy i one nie podziela losu pancernych drzwi w okolicznych budynkach. Wszak złom dziś w cenie... Na wielu okolicznych budynkach zachowały się tajemnicze strzałki, czasem ze skrótem "NA". Oznaczają one awaryjne wyjścia ze schronów pod budynkami. Być może także umożliwiały wejście osobom, które znalazły się przypadkowo w pobliżu. "NA" - to skrót od Notausgang - wyjście awaryjne. Napisy takie wraz ze strzałkami znajdziemy m.in. przy ul. Józefitów czy na budynku Akademii Pedagogicznej przy ul. Sienkiewicza. Szczególnie interesujące jest oznaczenie przy ul. Józefitów, które prawdopodobnie było namalowane farbą fluorescencyjną. Takie i podobne oznaczenia wskazywały wejścia do schronów dla Niemców, których alarm lotniczy zastał w pobliżu.
W połowie października jeden ze schronów zwiedzali - wespół z ludźmi z "Rawelinu" - przedstawiciele władz dzielnicy i kierownictwa muzeum przy ul. Pomorskiej. Na razie jednak nikt nie ma pomysłu na wykorzystanie podziemi już zidentyfikowanych schronów. A szkoda, aby tak spore przestrzenie, mogące np. służyć celom ekspozycyjnym, stały niewykorzystane. Dobrze zachowane, mające łatwy do odbudowania system wentylacyjny, pomieszczenia idealnie nadają się np. na galerie sztuki. Być może uda się wreszcie uruchomić trasę turystyczną "podziemny Kraków". Natomiast pozostałości napisów i znaków na ścianach nieuchronnie skazane są na znikniecie. I dobrze, że ludzie z "Rawelinu" je dokumentują. Bo to także kawałek historii naszego miasta.(Jerzy Pałosz)
(Forty Kraków 18.09.2005)
Bodzów 2005 - Pożegnanie lata. W dniu 17 września 2005 roku w Bodzowie miało miejsce spotkanie członków i sympatyków Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". Tradycyjnie naszemu plenerowemu spotkaniu towarzyszyło ognisko i pieczenie kiełbasek. Z powodu niekorzystnej aury musieliśmy przenieść imprezę pod ziemię do przylegającej do fortu kawerny. Podczas podziemnego grillowania, nasz kolega Michał zaznajomił nas z technikami podziemnego fotografowania. Po zakończeniu kursu przeszliśmy do części nieoficjalnej, podczas której licznie zgromadzeni archeolodzy, speleolodzy i miłośnicy fortyfikacji prowadzili rozmowy na temat minionego sezonu oraz planów na zimę i rok następny...
Całość imprezy uatrakcyjniło opowiadanie fortecznych dowcipów i śpiewanie wojskowych piosenek. Po zakończeniu konsumpcji wspaniałych grillowych przysmaków udaliśmy się do kolejnych kawern, tak licznie tu występujących, w celu ich zwiedzenia. W największej krakowskiej kawernie, w jednej z komór odbyliśmy towarzyski mecz podziemnej piłki nożnej. Niestety z powodu ciemności nie ustalono wyniku. Po ukończeniu meczu i części oficjalnej, uczestnicy jednogłośnie wznieśli okrzyki: Niech żyją organizatorzy, Niech żyją Prezesi Rawelinu!!! Liczba osób, które pojawiły się podczas imprezy w Bodzowie przekroczyła najśmielsze oczekiwania organizatorów spotkania. - Chciałbym podziękować wszystkim obecnym za przybycie i dobrą zabawę, organizatorom za wzorowe przygotowania "Pożegnania lata 2005". Zapraszamy za rok. (Darek P. "Korbol")
(Dziennik Polski 15.09.2005)
Pozostałości Twierdzy Kraków - Ocalili słupek. Granitowy słupek, który wyznaczał przebieg XIX-wiecznej drogi fortecznej, wykopali członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". Słupek z napisem KuKF odnaleźli na skwerze przy rondzie Mogilskim, pod krzakiem. - Zanim powstało, znajdował się tu potężny Bastion V Mogilski, który osłaniał wjazd do miasta. Wokół biegła droga, wyznaczona granitowymi słupkami - opowiada Dariusz Krzyształowski, wiceprezes Stowarzyszenia Rawelin. Podobnie znakowane były również inne austriackie drogi, ale do dziś słupków zachowało się niewiele: jednym z nielicznych miejsc, gdzie można je jeszcze spotkać jest Las Wolski. - Dlatego zdecydowaliśmy się wykopać i przechować ten z ronda Mogilskiego. Obawiamy się, że w ferworze przebudowy może zostać zniszczony - dodaje Dariusz Krzyształowski.
Wczoraj członkowie stowarzyszenia, zaopatrzeni w łopaty i zezwolenie wojewódzkiego konserwatora zabytków, przystąpili do wydobywania słupka. Najpierw dokładnie określili jego pozycję za pomocą systemu GPS. - Szacujemy, że może być wkopany 70-80 cm. Może znajdziemy coś ciekawego pod spodem? Żołnierze austriaccy czasem umieszczali w wykopach pamiątki: znaczki, listy albo dokumenty - snuli przypuszczenia. Ostatecznie okazało się, że słupek tkwi nieco płyciej, ma wymiary 30 na 20 cm i 83 cm wysokości. Żadnych skarbów pod nim nie było. - Dla nas jest cenny sam w sobie. Może mieć ok.150 lat. Przechowamy go, a kiedy sytuacja na rondzie wróci do normy, spróbujemy znaleźć mu tu nowe miejsce i wkopać go z powrotem - mówi Dariusz Krzyształowski. (KK)
(Gazeta Krakowska
9.02.2005)
Złomiarze rabują fort Kosocice. - W ostatnim okresie zniknęły drzwi pancerne, okiennica strzelnicy, dwie z pięciu zachowanych podstaw pod karabiny maszynowe. Jeden z najciekawszych obiektów obronnych Twierdzy Kraków narażony jest na okradanie przez złomiarzy - mówi Dariusz Pstuś, szef Stowarzyszenia Rawelin, zajmującego się m.in. historią fortów krakowskich. Względnie bezpieczna jest górna część fortu, używana przez Urząd Miasta. Dolna część, zwłaszcza tzw. kaponiera (fragment fortu ze strzelnicami, w tym przypadku - broniącymi fosy - przyp.red) kiedyś była otoczona siatką i doglądana przez mieszkającą w pobliżu osobę. Dziś nikt jej nie pilnuje, ogrodzenie zostało poprzecinane, a kaponiera stała się źródłem dochodu złomiarzy. - Na naszych oczach rabowane są resztki jeszcze zachowanych akcesoriów obronnych, zaś w lecie pojawi się "element", a w raz z nim - pseudograffiti i wulgarne rysunki - mówi Dariusz Pstuś.
Stowarzyszenie Rawelin podejmuje w tej sprawie interwencję w radzie dzielnicy, w urzędzie miasta i u konserwatora zabytków. Chce wystąpić o interwencję do prezydenta Jacka Majchrowskiego, w końcu to nie tylko prawnika, lecz także - historyka. (JP)
![]()
Eksploracja kawerny Winnica. 4/12 grudzień 2004r.
(Gazeta Krakowska
10.01.2005)
Stowarzyszenie "Rawelin" odkrywa podziemia austriackich fortyfikacji - Tajemnice Winnicy. Forty austriackiej Twierdzy Kraków są dość dobrze rozpoznane i opisane. Dotyczy to wszakże tylko ich konstrukcji naziemnych. Słabo natomiast znamy system podziemnych przejść i kawern. Wiadomo, że podziemne korytarze i kawerny wykuto w forcie Bodzów (w połowie drogi między Krakowem i Tyńcem). Za najdłuższe znane podziemia uchodziły dotąd korytarze w kawernie "Wielkanoc", na zachód od Bodzowa. Jednak odkrycia dokonane pod koniec ub. roku przez członków Stowarzyszenia "Rawelin" podważają tą opinię.
Zatopione korytarze: Jadąc do Tyńca warto skręcić w ulicę Winnicką. Wzgórze po prawej stronie, zakrywające fort "winnica", przypomina twierdzę. Do dziś widoczne są okopy, miejscami wykute w litej skale. Nie na tym jednak polega największa tajemnica "Winnicy". Skomplikowany system okopów był połączony równie skomplikowanym systemem podziemnych przejść i kawern, które zapewniały łatwą i bezpieczną łączność między fortem a jego przedpolem. Odtworzenie systemu podziemi "Winnicy" natrafia jednak na istotą przeszkodę. Są one prawie całkiem zatopione. Znamy podziemia bliżej fortu, ponieważ woda opada tu na tyle nisko, iż możliwe jest ich penetrowanie. To system składający się z długiego korytarza i pięciu wyjść. Zasługą "Rawelinu" było odkrycie drugiego systemu, złożonego z co najmniej pięciu komór połączonych korytarzami.
Podwodne badania: Na początku grudnia dwóch płetwonurków "Rawelinu" zeszło pod wodę. Po przepłynięciu 20-metrowego korytarza natrafili na inny, biegnący prostopadle. Rozpoczęli badania części znajdującej się po prawej stronie. Odkryli trzy komory, z których ostatnia kończyła się zasypanym korytarzem, prawdopodobnie prowadzącym na powierzchnię. Próbowali także spenetrować lewą stronę korytarza, lecz w butlach zaczęło brakować powietrza. Niedawno nurkowie zeszli pod wodę po raz drugi. W trzeciej komorze znaleźli niespodziewanie tabliczkę informującą, iż komorę odkryto w roku 1983, a pierwsze badania podwodne przeprowadzono 1987. Podpisał ja Krzysztof Wielgus, znany badacz fortyfikacji. Ludziom z "Rawelinu" udało się ustalić, gdzie prawdopodobnie wychodzą wyjścia z podziemnych komór. Niestety, są one na razie niedostępne. Ciekawych odkryć dostarczyła lewa strona korytarza, której badania nurkowie musieli zaprzestać tydzień wcześniej. Odkryli szyb windy o wysokości 7-8 metrów, zamknięty drewnianą klapą. Znaleźli też zasypany korytarz, który prawdopodobnie prowadził do fortu.
Niewykorzystana szansa: Fortyfikacje, w tym także podziemne, maja w Europie wielotysięczną grupę wielbicieli. W Polsce kultowym wręcz miejscem jest Międzyrzecki Rejon Umocniony, który corocznie zwiedzają tysiące turystów. Gdyby znalazł się ktoś z pieniędzmi oraz pomysłem i odtworzył naziemną, a także podziemną część "Winnicy", Kraków zyskałby jeszcze jedną atrakcje turystyczną. Gdyby połączyć zwiedzanie "Winnicy" z pobliskim "Bodzowem" i "Wielkanocą", ewentualnie z innymi fortami krakowskimi, byłaby to atrakcja na miarę europejską. (Jerzy Pałosz)
| Aktualności |
| Stowarzyszenie |
| Statut |
| Działalność |
| Schrony |
| Imprezy |
| Media o nas |
| Byliśmy... |
| Partnerzy |
| Sponsorzy |
| Forum |
| Linki |
| Kontakt |
Copyright © 2008 Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii
"Rawelin"
Wszelkie prawa zastrzeżone / All rights reserved