|
(Wiadomości Lokalne
Dz.V kwiecień (cz.1), czerwiec (cz.2) 2010)
Plac
Inwalidów – miejsce warte odkrycia.
Ten punkt przesiadkowy w drodze do pracy
czy na uczelnię ma naprawdę niezwykłą historię. Wystarczy spojrzeć w
górę i przyjrzeć się kamienicom, albo… schylić głowę i wejść do
schronu przeciwlotniczego – przekonują autorzy przewodnika „Wokół
placu Inwalidów”.
Anna
Marszałek, na co dzień związana z Oddziałem Muzeum Historycznego
Miasta Krakowa w Fabryce Schindlera przy ul. Lipowej jest historykiem.
Mariusz Bembenek z Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Rawelin”,
pracuje na AGH, natomiast od lat pasjonuje się zgłębianiem historii
naszego miasta, szczególnie w latach okupacji niemieckiej. Autorzy
przewodnika postanowili zainteresować mieszkańców Krakowa i turystów
miejscem, które, chociaż nie znajdziemy go w folderach opisujących
zabytki, zasługuje na uwagę. 21 stycznia w Oddziale MHK przy ul.
Pomorskiej odbyła się promocja książki. Skąd pomysł na tak oryginalny
przewodnik? W 2007 roku z okazji Nocy Muzeów, przez kilka dni na pl.
Inwaidów prezentowana była wystawa plenerowa autorstwa Mariusza
Bembenka, którą zrealizował z pomocą Moniki Bednarek i Barbary Zbroi.
Wystawa „Plac Inwalidów – historia miejsca” spotkała się z ogromnym
zainteresowaniem. Należy dodać, że zarówno ją jak i wydanie
przewodnika współfinansowała Rada Dzielnicy V Krowodrza. - Krakowianie,
a w szczególności mieszkańcy dzielnicy pytali o foldery czy jakieś
wydawnictwo towarzyszące tej wystawie, wtedy jednak nic takiego nie
było. Dlatego zrodziła się idea, by przewodnik powstał – wyjaśnia Anna
Marszałek.
Latarnia umarłych i
ogród dla stolicy. Zanim zaczęła poznawać historię placu,
traktowała go jako zwykły punkt przesiadkowy w drodze do pracy (wtedy
jeszcze Oddział MHK przy ul. Pomorskiej) czy do kina „Mikro”.Z biegiem
czasu pisanie przewodnika stało się dla niej wielką przygodą. -
Korzystałam z biografii, wspomnień różnych osób, artykułów prasowych i
innych archiwaliów. Szczególnie wspomnienia sprzed kilkudziesięciu lat
czy nawet z XIX wieku opisujące to miejsce pozwoliły mi w inny sposób
spojrzeć na plac, na kamienice – mówi autorka. (…) Zafascynowała ją
historia kapliczki znajdującej się w parku Krakowskim. Okazało się, że
jest o wiele starsza niż podawano w informacjach, do których
początkowo dotarła. – To przykład tzw. latarni umarłych. Były to swego
rodzaju znaki, które stawiano w okolicach cmentarzy lub szpitali
zakaźnych. Bywało, że po prostu oznaczały drogę do jakiegoś miejsca. I
właśnie ta kapliczka znaczyła drogę do Łobzowa, a pod koniec XIX wieku
została przeniesiona na teren parku – wyjaśnia Anna Marszałek.
Podziemne lekcje
historii. O tym, że mieszkańców Krakowa fascynują schrony
przeciwlotnicze,można się przekonać co najmniej dwa razy do roku – w
listopadzie, podczas Dnia Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich i w maju,
w czasie Nocy Muzeów. Do podziemnych obiektów z 1944 roku,
udostępnianych przez Stowarzyszenie „Rawelin” ustawiają się wtedy
długie kolejki. Nic dziwnego – w Polsce wciąż jest mało tego typu
budowli, które można bezpiecznie zwiedzić. Drugi z autorów przewodnika
– Mariusz Bembenek od początku, czyli od czterech lat uczestniczy w
udostępnianiu schronów zwiedzającym. - Kiedyś w stowarzyszeniu
pasjonowaliśmy się Twierdzą Kraków, którą zwiedziliśmy wzdłuż i
wszerz. Nagle ktoś przypomniał sobie, że są takie podziemia w centrum
miasta. Gdy już, po uzyskaniu odpowiednich zezwoleń weszliśmy do
schronów, trzeba było się dowiedzieć, czym w ogóle były i jak
powstały. Stąd badania archiwalne, które przeprowadziłem. Część
materiałów na temat schronów była już pokazywana na wystawie w 2007
roku, niektóre dopiero teraz, dzięki przewodnikowi ujrzały światło
dzienne - mówi. W przewodniku znajdziemy dokładne plany i dane
techniczne, nazwiska właścicieli firm, które budowały obiekty oraz
zdjęcia wnętrz i m.in. oznaczeń ukryć zlokalizowanych w piwnicach
kamienic. Dotychczas stowarzyszenie uporządkowało i oczyściło z ziemi
i śmieci trzy schrony: nr 2 przy ul. Królewskiej, nr 7 w parku
Krakowskim i nr 8 przy pl. Inwalidów. Organizowano w nich wystawy m.
in. plakatów z okresu II wojny światowej, na te- mat budowy i
lokalizacji schronów oraz historii placu Inwalidów. Oprócz tego
członkowie „Rawelinu” prezentują swoje prywatne zbiory poświęcone
obronie przeciwlotniczej. Każdy zwiedzający może wziąć eksponaty do
ręki i zrobić sobie w beto-nowych korytarzach pamiątkowe zdjęcie np. w
hełmie Luftschutzu. Stowarzyszenie współpracuje też ze szkołami,
udostępniając schrony w ramach lekcji historii.
„Armia
Radziecka z tobą od dziecka”. 23 lutego 1989 Mariusz Bembenek był
świadkiem ważnego epizodu z najnowszej historii placu Inwalidów.
„Uzbrojony” w aparat fotograficzny, uczestniczył w tzw. wydarzeniach
krakowskich –manifestacjach studentów i młodzieży szkolnej przeciwko
obecności wojsk sowieckich w Polsce. – Początkiem manifestacji był 17
lutego – ósma rocznica rejestracji Niezależnego Zrzeszenia Studentów.
21 lutego krakowscy studenci domagali się uwolnienia Vaclava Havla,
natomiast 23 lutego zorganizowali happening „Armia Radziecka z tobą od
dziecka”. Data była nieprzypadkowa – 23 lutego to był dzień Armii
Radzieckiej obchodzony w ZSSR bardzo hucznie – wyjaśnia Mariusz
Bembenek. Happening rozpoczął się o godz. 15. Przed Collegium Novum
zaczęły się zbierać tłumy młodzieży w przebraniach przypominających
radzieckie mundury. Były charakterystyczne czapki, czerwone gwiazdy,
pojawiły się „pojazdy pancerne”, niesiono też portret Gorbaczowa z
umieszczoną na czole tarczą strzelecka. Sprzed uczelni tłum ruszył
Plantami i ulicą Szewską do Rynku. Pod pomnikiem Mickiewicza nie mogło
się obyć bez przemówień generałów i wręczania orderów „za szybki i
sprawny odwrót w 1920 roku”. Z Rynku grupa, mijając autobus z
milicjantami, którzy nie interweniowali, skierowała się w stronę placu
Inwalidów (wówczas Wolności), pod pomnik. - W stronę pomnika rzucano
jogurty, zakupione w delikatesach, które istnieją przy pl. Inwalidów
do dziś. Nastąpiło też „rozbrojenie” armii. Czołgi poszły na złom,
odśpiewano międzynarodówkę. Ktoś zaintonował „Płonie ognisko w lesie”
i z wojennych rekwizytów rzeczywiście powstało ognisko – wspomina
Bembenek. Prasa podziemna opisała całe zda-rzenie w sposób
humorystyczny, natomiast w kolejnych dniach „oficjalne” media
rozpoczęły nagonkę na uczestników happeningu. – Dostało się wszystkim
– młodzieży, uniwersytetowi. Dostało się rektorowi, za to, że życzył
studentom wesołej zabawy. Agencja TASS podała natomiast, że studenci
zbezcześcili groby żołnierzy radzieckich i właśnie taka informacja
poszła w świat – dodaje Mariusz Bembenek.
Drzwi do systemu.
W Muzeum Historycznym na Pomorskiej (dawna siedziba Gestapo), gdzie
mieści się wystawa poświęcona prześladowaniom Polaków w latach 1939 -
56, w najbliższych tygodniach rozpocznie się gruntowna przebudowa
ekspozycji. – Nowa wystawa „Między Gestapo a NKWD”, będzie prezentować
przede wszystkim losy osób poszkodowanych przez systemy totalitarne.
Historie prześladowanych poznamy dzięki dokumentom, relacjom i
nagraniom – mówi Grzegorz Jeżowski z MHK. Ze względu na tragiczną
historię tego miejsca, wątek terroru niemieckiego wobec krakowian
obejmie największą część wystawy. Dwa inne tematy, to środowisko
związane z budową Domu Śląskiego i jego fundatorzy – Towarzystwo
Obrony Kresów Zachodnich oraz okres po 1945 roku. – Po wojnie w
najbliższym sąsiedztwie budynku, w Domu Profesorów mieściła się
siedziba Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa, stąd temat prześladowań
przez UB – wyjaśnia Jeżowski. Właśnie drzwi Urzędu Bezpieczeństwa będą
stanowiły na wystawie symboliczne przejście między jednym a drugim
systemem totalitarnym. – Ważnym elementem ekspozycji będzie pokój
przesłuchań. Będą tu przedstawione sylwetki osób, które były
przesłuchiwane, katowane, materiały dokumentujące ich losy od momentu
aresztowania, poprzez śledztwo i pobyt w obozach koncentracyjnych.
Pokażemy również portrety tych, którzy byli odpowiedzialni za te
zbrodnie. Wystawa będzie dwujęzyczna, bo jeśli chodzi o turystów
indywidualnych, coraz większą grupę stanowią obcokrajowcy – dodaje
Grzegorz Jeżowski. Tak samo jak teraz, oprócz ekspozycji muzealnej
zwiedzający będą mogli zobaczyć trzy cele Gestapo, nad którymi MHK od
wielu lat sprawuje opiekę. Miejsce to ma status Miejsca Pamięci
Narodowej. Muzeum wciąż prowadzi także akcję zbierania pamiątek i
dokumentów związanych z więźniami. Otwarcie nowej wystawy zaplanowano
na listopad.
Co dalej z placem?
Latem 1991, dwa lata po obaleniu komunizmu, z placu Inwalidów zniknął
pomnik, który miał wyrażać „wdzięczność” za wyzwolenie Krakowa przez
Armię Czerwoną. W miejscu monumentu umieszczono tablicę informującą o
planach wybudowania Pomnika Orła Białego, który będzie wyrazem hołdu
dla wszystkich walczących o wolność Polski w latach 1939-89. W 2008
roku rozstrzygnięto konkurs na projekt pomnika wraz z
zagospodarowaniem jego otoczenia, który wciąż czeka na realizację.
Wcześniej pojawiały się, co prawda, pomysły na zagospodarowanie placu,
ale nie należały one do najbardziej udanych. – Prawie trzy lata temu
Urząd Miasta Krakowa wystąpił z pro-pozycją budowy na placu Inwalidów
parkingu podziemnego na prawie 300 samochodów. Sam projekt był źle
przygotowany, zakładał m. in. wyburzenie schronu przeciwlotniczgo
znajdującego się pod placem – podkreśla Piotr Klimowicz,
przewodniczący Rady Dzielnicy V Krowodrza. Podczas Nocy Muzeów Muzeów
i udostępniania schronów, zebrano kilka tysięcy podpisów przeciwko
budowie parkingu. – Był to naoczny dowód tego, że krakowianie są
zainteresowani historią – dodaje Klimowicz. W wyniku protestów
rozpisano nowy konkurs architektoniczny. – Zaczęliśmy dużo baczniej
przyglądać się temu, co powinno znajdować się na placu. Przede
wszystkim chodziło o zachowanie schronu, źródła wody artezyjskiej i
parku Krakowskiego, który jest parkiem zabytkowym, tak, aby prace,
które będą prowadzone mu nie zagroziły. Wszystko po to, aby to miejsce
było miejscem znaczącym i pięknym. Mam nadzieję, że dzięki
konsultacjom projektantów z radą dzielnicy, znajdziemy dobre
rozwiązanie – mówi Piotr Klimowicz. Chociaż wszystko wskazuje na to,
że schron przy placu Inwalidów pozostanie atrakcją turystyczną
Krowodrzy, kolejny tego typu obiekt przy ul. Lea może zostać
wyburzony. Jeśli miejscy urzędnicy wyrażą na to zgodę, na jego miejscu
stanie apartamentowiec. Przeciwko budowie stanowczo protestują radni
Dzielnicy V Krowodrza i członkowie Stowarzyszenia „Rawelin”, które
podpisało z miastem umowę użyczenia obiektu i planuje, po
przeprowadzeniu niezbędnych prac, również udostępnić go zwiedzającym.
Radni dzielnicy podjęli
już dwie uchwały - pierwsza negatywnie opiniuje decyzję o warunkach
zabudowy i zagospodarowania terenu (WZ), druga – wnosi o wpisanie
schronów przeciwlotniczych na terenie dzielnicy do rejestru zabytków.
Z takim samym wnioskiem do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków wystąpi
w najbliższym czasie „Rawelin”.(Joanna Dolna)
„Wokół placu
Inwalidów”; Anna Marszałek, Mariusz Bembenek; Muzeum Historyczne
Miasta Krakowa; Kraków 2009; stron 56; okładka miękka; format 20 x
25,5 cm. Przewodnik można kupić w oddziale Muzeum Historycznego Miasta
Krakowa przy ul. Pomorskiej 2 oraz w sklepie muzealnym przy Rynku
Głównym 35. Cena 18 zł.

(Gazeta Krakowska
26.05.2010)
W
Krakowie Francuzi tropią Polańskiego.
Jest rok 1948. Młody Roman Polański,
zafascynowany kolarstwem, chce kupić rower. W tamtych czasach nie było
to jednak łatwe. Poznaje niejakiego Dziubę, który twierdzi, że posiada
odpowiedni bicykl. Polański umawia się z nim na transakcję przy
ówczesnym placu Wolności, dziś placu Inwalidów. Razem schodzą do
schronu. Wczoraj ekipa francuskiej telewizji zeszła do miejsca, gdzie
14-letni wówczas przyszły reżyser omal nie stracił życia, koniecznie
chcąc zostać właścicielem roweru. Ta i podobne historie staną się
kanwą 17-godzinnej serii filmów dokumentalnych poświęconych polskiemu
twórcy.
Roman
na spotkanie idzie z kumplem Marianem. - Dziubie nie podobało się, że
Marian jest ze mną. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że rower jest
kradziony. Zaczęło mnie nękać poczucie winy - pisze Polański w swojej
autobiografii, na podstawie której napisano scenariusz do filmu.
Dziuba wabi Polańskiego do pobliskiego poniemieckiego schronu.
Tłumaczy to środkami ostrożności. Marian zostaje na zewnątrz. Idą
ciemnym korytarzem. Nagle Roman pada powalony ciosem w głowę. Dziuba
uderza go kamieniem owiniętym w gazetę. - Przewrócił mnie na bok i
wyciągnął z kieszeni portfel. Zerwał mi z ręki zegarek, prezent od
ojca, który hołubiłem jak skarb - wspomina Polański. Dziuba rzuca się
do ucieczki. Polański z trudem wygrzebuje się z tunelu wyjściem
ewakuacyjnym. Jest cały we krwi. Nagle przed nim zatrzymuje się
śmieciarka. Na jej dachu siedzi Marian, a obok kierowcy... złapany
Dziuba. Złoczyńca trafił na milicję, a Polański do szpitala. Ku
swojemu zdziwieniu dowie się później, że Dziuba zostanie powieszony.
Okazał się on bowiem seryjnym mordercą, który na koncie miał już trzy
ofiary!
Wczoraj do schronu wpuścili Francuzów członkowie Małopolskiego
Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". - W okolicy placu
Inwalidów jest kilka poniemieckich schronów. Nie jesteśmy pewni, czy
to ten, ale opis z biografii pasuje - mówi Dariusz Krzyształowski,
prezes stowarzyszenia. - Ten posiada wyjście ewakuacyjne, z którego
Polański mógł wyjść po usypanej ziemi. Blisko jest też była siedziba
UB, wspomniana w opisie - dodaje Mariusz Bembenek. Sęk w tym, iż
Polański w biografii pisze, że schron znajdował się w parku, a nie
poza jego obrzeżami, pod placem. - Wiedzielibyśmy dokładnie, gdybyśmy
mieli etiudę Polańskiego "Rower" - dodaje z uśmiechem Krzyształowski.
Jedyna kopia tego dzieła jednak zaginęła. - To nie było tam - mówi
Leopold Nowak, przyjaciel Polańskiego. - Ten schron znajduje się zaraz
obok dawnego rzędu Bezpieczeństwa. Tam nie było wstępu! To było w
innym schronie. Miłośnicy Historii z "Rawelinu" poinformowali
Francuzów o swoich wątpliwościach, ale tym wysokie prawdopodobieństwo
zdarzenia wystarczyło. Nagrali krótki materiał w tunelu.
Francuzi tropią od kilku dni ślady reżysera. - Byliśmy już na ulicy
Komorowskiego, gdzie rodzina Polańskich zatrzymała się po przyjeździe
z Paryża. Również w Podgórzu, w okolicach getta. Pojawiamy się w
miejscach, które naznaczyły Polańskiego - mówi Oscar Hedemann tłumacz
francuskiej ekipy.(Piotr Rąpalski)
(Dziennik Polski
3.02.2010)
Architektura III Rzeszy - do rejestru zabytków?
Jest
wniosek, by objąć ochroną schrony przeciwlotnicze z okresu II wojny.
Radni Dzielnicy V Krowodrza chcą wpisania do rejestru zabytków sześciu
poniemieckich schronów: przy ul. Lea 15, Królewskiej 26-48 (pod
boiskiem w rejonie ul. Konarskiego), Królewskiej 60-76 (naprzeciwko
poczty), przy pl. Inwalidów i dwóch w parku Krakowskim. - Impulsem
było dla nas pojawienie się wniosku o warunki zabudowy gminnej działki
przy ul. Lea 15, gdzie pod skwerem jest poniemiecki schron - mówi
Piotr Klimowicz, przewodniczący "piątki". - Ale mieliśmy zamiar starać
się o wpis do rejestru zabytków już wcześniej, od czasu, kiedy chciano
budować parking podziemny pod placem Inwalidów i zburzyć tamtejszy
schron. Przewodniczący dodaje, że tamto niebezpieczeństwo zostało
zażegnane, obecnie w przygotowywanym projekcie przewiduje się
zachowanie schronu. Dzielnica chciałaby, żeby schrony stały się
atrakcją turystyczną - tak dzieje się już z trzema z nich, które są
oczyszczone i można je zwiedzać okazjonalnie, np. podczas Nocy Muzeów.
Również
Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" wystąpi o
uznanie schronów za zabytki. Właśnie to stowarzyszenie od 2006 r.
opiekuje się schronami w tej części Krakowa, inwentaryzuje je,
oczyszcza wnętrza budowli i udostępnia do zwiedzania. Mariusz Bembenek
z "Rawelinu" przypomina, że schrony zostały wybudowane przez władze
okupacyjne w ramach organizacji obrony przeciwlotniczej w latach 40. -
Schrony są wyjątkowe, w stanie niezmienionym zachowało się do dzisiaj
tylko kilka takich obiektów w Krakowie - podkreśla.
Przewodniczący "piątki" Piotr Klimowicz uważa też, że do rozważenia
jest ewentualny wniosek, by do rejestru zabytków wpisać również
niemiecką dzielnicę mieszkaniową, która powstała w 1941 r. przy części
obecnej ul. Królewskiej (po obu stronach jezdni, od ul. Józefitów do
Nowowiejskiej). - Może należałoby wpisać do rejestru sam tutejszy
układ urbanistyczny - zwłaszcza patrząc na to, jak się teraz
zabudowuje każde wolne miejsce - mówi Klimowcz.
W Krakowie mamy jeszcze kilkadziesiąt budynków mieszkalnych na terenie
Śródmieścia, które powstały między istniejącymi kamienicami, m.in.
przy ul. Szymanowskiego, Karłowicza, św. Marka przy Plantach. - Ale
one nie są szczególnie interesujące z punktu widzenia wartości
architektonicznych, zastosowanych materiałów, ani specjalnie piękne -
mówi Barbara Zbroja, historyk sztuki, członek zarządu Towarzystwa
Miłośników Historii i Zabytków Krakowa. - To dość trudny temat,
wzbudzający emocje, bo mówimy o obiektach wybudowanych z inicjatywy
niemieckich władz w czasie II wojny światowej. Ale jest to element
historii miasta i cały czas korzystamy z tego, co wówczas zostało
zbudowane. Barbara Zbroja wskazuje, że wizytówką architektury III
Rzeszy w Krakowie jest Schloss Wartenberg - zameczek w Przegorzałach
przy ul. Jodłowej, na terenie przedwojennej rezydencji Adolfa
Szyszko-Bohusza. Budowla powstała w latach 1941-42 i została
zaplanowana na podmiejską rezydencję Otto von Wachtera, starosty
dystryktu krakowskiego. - Wyróżnia się monumentalnym charakterem,
formą. W ukształtowaniu nawiązuje do zamków nadreńskich - mówi
historyk sztuki. Uważa, że Schloss Wartenberg nadawałby się do wpisu
do rejestru zabytków. Jeśli natomiast chodzi o osiedle przy ul.
Królewskiej, Barbara Zbroja zwraca uwagę, że powstało na podstawie
podobnych projektów, które od połowy lat 30. XX w. były realizowane w
Niemczech. - Budynki w dużym procencie zachowały się w autentycznym
kształcie, zachował się też układ urbanistyczny, a to ciekawe
założenie - uważa. Z innych pamiątek po tamtych czasach mamy w
Krakowie podcienia arkadowe przy Grodzkiej i na Kazimierzu przy
Krakowskiej, a także przebudowę "Feniksa" przy Rynku - ale te obiekty
są już wśród chronionych zabytków.
Wojewódzki konserwator zabytków Jan Janczykowski przypomina, że
zabytek musi stanowić świadectwo minionej epoki lub zdarzenia,
powinien mieć wartości historyczne, naukowe lub artystyczne. - Co do
schronów, muszę mieć opinię specjalisty z listy rzeczoznawców ministra
kultury. Jeśli to obiekty unikatowe można się zastanowić nad wpisaniem
do rejestru zabytków - sumuje. Również rozważyłby wpisanie do rejestru
zameczku Schloss Wartenberg. Jeśli natomiast chodzi o osiedle przy
Królewskiej, konserwator ma wątpliwości: - Prędzej zastanowiłbym się
nad tamtejszym układem urbanistycznym niż budynkami, które jednak są
dość przekształcone, pozbawione oryginalnych okien, stolarki drzwi. (MM)
(Dziennik Polski
18.01.2010)
Apartamentowiec zamiast skweru i schronu?
Miasto chce sprzedać działkę przy ulicy
Lea - już z "wuzetką". Miłośnicy historii ze stowarzyszenia "Rawelin"
oraz radni Dzielnicy V Krowodrza są zaskoczeni i protestują przeciwko
ewentualnym planom zabudowy gminnej działki przy ul. Lea 15. Teraz
jest tam skwer, a pod nim schron z czasu wojny.
Pięciokondygnacyjny
budynek mieszkalny przy ul. Lea 15 (tuż obok skrzyżowania z ul.
Konarskiego, pomiędzy budynkami przy Lea 11 i 15a) miałby na parterze
garaż na cztery auta, a wyżej cztery apartamenty, po jednym na każdym
piętrze i na poddaszu. Wysokość budynku - 17 m, szerokość elewacji
frontowej - 18 metrów. W Urzędzie Miasta toczy się postępowanie w
sprawie wydania decyzji o warunkach zabudowy dla takiego obiektu, na
wniosek właściciela działki, czyli gminy. - W głębi tej działki jest
willa z początku XX wieku, z mansardowym dachem, cofnięta w stosunku
do ul. Lea, bo była budowana wcześniej niż wszystko dookoła. Ta
planowana plomba na skwerze byłaby wyższa, zasłoni ten budynek -
wskazuje oburzony pomysłem takiej inwestycji przewodniczący Dzielnicy
V Piotr Klimowicz. Wylicza też, że w projektowanym budynku mieszkania
miałyby po powyżej 100 m kw. każde. - Po co one gminie? - pyta.
Przewodniczący wytyka też, że przewiduje się za małą liczbę dla
samochodów dla tego budynku. By postawić plombę przy Lea, trzeba by
tam zlikwidować część zieleńca, a także podziemny schron poniemiecki.
Skwer jest wprawdzie zaniedbany. - I właśnie trzeba o niego zadbać,
zagospodarować piękną zielenią. Chcielibyśmy to zrobić z tym i kilkoma
innymi skwerami - ripostuje Piotr Klimowicz.
Jak zwracają uwagę
znawcy pamiątek z czasów II wojny, mieszczący się na działce podziemny
schron przeciwlotniczy jest jednym z nielicznych zachowanych takich
obiektów w Krakowie. - Został wybudowany w 1944 roku przez władze
okupacyjne w ramach organizacji obrony przeciwlotniczej miasta. Takich
obiektów do dzisiaj zachowało się tylko siedem - podaje Mariusz
Bembenek z Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin".
Stowarzyszenie to od 2006 r. opiekuje się schronami w tej części
Krakowa, inwentaryzuje je, oczyszcza wnętrze, po czym okazjonalnie
udostępnia do zwiedzania (jak dotąd trzy z pięciu w tym rejonie, m.in.
pod pl. Inwalidów), podczas akcji prowadzonych wspólnie z Muzeum
Historycznym Miasta Krakowa. - Również w innych stronach Polski i w
Europie panuje tendencja do zachowywania, renowacji i udostępniania
wszelkich obiektów architektury militarnej z czasów II wojny światowej
- podkreśla przedstawiciel stowarzyszenia, który jest pewien, ze
schrony mogą być kolejną atrakcją turystyczną Krakowa. Co do schronu
przy ul. Lea podkreśla, że wyróżnia się on na tle innych zachowanych:
to jedyny obiekt składający się z jednego prostego korytarza, o dwóch
wejściach, od północy i południa. Do naszych czasów przetrwał w
oryginalnej formie. Jesienią 2008 r. ten schron został przekazany
przez gminę stowarzyszeniu "Rawelin" w użyczenie. "Rawelin" zapowiada,
że wystąpi do wojewódzkiego konserwatora zabytków z wnioskiem o
wpisanie wszystkich zachowanych schronów do rejestru zabytków.
- Nie planujemy jako
miasto żadnej inwestycji przy ul. Lea 15 - informuje tymczasem Filip
Szatanik, kierownik Biura Prasowego Urzędu Miasta. Wyjaśnia, że
działka przy Lea w przyszłości miałaby zostać sprzedana, a dzięki
temu, że będzie już miała decyzję o warunkach zabudowy - jej wartość
się podnosi. Przewodniczącego "piątki" Piotra Klimowicza nie pociesza
informacja, że miasto tylko stara się o wuzetkę, a nie zamierza
budować plomby na skwerze. - Jeśli miasto chce działkę sprzedać, to
tym gorzej. Bo tym mniej będziemy mieć do powiedzenia na temat tego
miejsca - na prezydenta możemy starać się wpłynąć, ale już nie na
prywatnego inwestora - mówi Klimowicz. (MM)

(Głos Krzeszowicki 11.2009)
Fortyfikacje niemieckie
w okolicach Rudawy. Rajd śladami II wojny światowej.
W bieżącym roku minęła 70 rocznica
wybuchu II wojny światowej. Wojny która w latach 1939-1945 odcisnęła
swoje piętno również w miejscowościach na terenie gminy Zabierzów.
Poza mogiłami ofiar które możemy spotkać w
wielu miejscowościach naszej okolicy, widocznymi jej śladami są
pozostałości niemieckiej linii obronnej OKH Stellung b-1. Jeszcze do
niedawna obiekty tej linii istniały jedynie w świadomości mieszkańców
którzy obok nich żyli. Od roku 2007 zmienia się to głównie za sprawą
członków Stowarzyszenia Rawelin. W 70 rocznicę wybuchu II wojny
światowej, by uczcić pamięć poległych mieszkańców oraz wysiłek wielu
bezimiennych osób zmuszanych do pracy na rzecz okupanta,
Stowarzyszenie Rawelin zorganizowało w sobotę 3 października 2009 roku
rajd pieszy pt.: „Śladami II wojny światowej”. W imprezie wzięło
udział ponad 100 osób w tym około 50 osób w części pieszej. Bazą i
punktem startowym rajdu był schron Regelbau 668 znajdujący się w
Rudawie przy ul. Dunajewskiego. Przy schronie tym od roku 2007 trwają
prace rewitalizacyjne prowadzone przez Stowarzyszenie Rawelin. W
czasie rajdu uczestnicy mogli zapoznać się z postępem prac przy
obiekcie.
Sobotnia pogoda dopisała i przy błękitnym
niebie, o godzinie 10.30, miałem przyjemność wyruszyć z grupą
uczestników na ośmiokilometrowy szlak prowadzący przez miejsca
związane z II wojną światową. Wędrówka rozpoczynała się na cmentarzu
parafialnym w Rudawie, na którym pochowano nieznanych żołnierzy
polskich poległych we wrześniu 1939 roku oraz ofiary pacyfikacji
Radwanowic z 1943 roku. Przy grobach poległych członkowie
Stowarzyszenia oraz przedstawiciele władz gminy złożyli wiązankę
kwiatów oraz zapalili znicze. Wartę honorową przy grobie wystawili
członkowie zaprzyjaźnionego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej
„Wrzesień 39”. Dalsza trasa wędrówki biegła do stacji kolejowej w
Rudawie gdzie znajdowały się główne składy materiałów budowlanych
używanych do wznoszenia umocnień. Następnie, poruszając się śladami
dawnej kolejki, używanej do transportu materiałów na place budowy
schronów, uczestnicy rajdu dotarli kolejno grupy schronów w Werbowni,
Młynce i w Nielepicach. Przy kolejnym obiekcie będącym pod opieką
Stowarzyszenia Rawelin, tym razem w Młynce, na uczestników czekała
niespodzianka w postaci pełnej, bojowej, obsługi schronu w mundurach
niemieckich. Byli to członkowie sekcji niemieckiej Stowarzyszenia
„Wrzesień 39”. Omawiając poszczególne punkty oporu, uczestnicy rajdu
dotarli na wzgórze w Nielepicach gdzie znajduje się malowniczo
położona grupa obiektów linii b-1. Ze szczytu wzgórza o wysokości 280
m n.p.m., dzięki pogodnej, jesiennej aurze można było podziwiać
rozległą panoramę Rowu Krzeszowickiego i lokalizację głównych punktów
linii b-1 w okolicach Rudawy. Ze wzgórza trasa wędrówki prowadziła już
z powrotem do schronu w Rudawie. Rajd zakończył się rozdaniem
certyfikatów uczestnictwa i wspólnym ogniskiem przy schronie. W
Rudawie członkowie SRH „Wrzesień 39” zaprezentowali drugowojenne
mundury, ekwipunek i uzbrojenie żołnierzy polskich i niemieckich.
Można było także obejrzeć wystawę zdjęć, dokumentów i wyposażenia
przygotowaną we wnętrzu zrekonstruowanego schronu, zaopatrzyć się w
literaturę oraz zdobyć materiały promocyjne gminy Zabierzów. Dużym
zainteresowaniem cieszyły się również elementy wyposażenia wojskowego,
np. menażki, saperki czy pałatki oferowane na stoisku handlowym oraz
strzelnica sportowa ASG przygotowana przez kolegów z Krzeszowic.
Impreza udowodniła, że obiekty
fortyfikacyjne są doskonałym „podkładem” do nauki historii dla
wszystkich: młodzieży i starszych – historii którą można dotknąć!
Prace nad dokumentacją i rewitalizacją tych śladów naszej historii
trwają i w przyszłości przewidywane są kolejne imprezy mające na celu
ten osobisty kontakt z historią. Więcej informacji na www.rawelin.org.
(Jacek Stefański)

(Gazeta
Krakowska 6.11.2009r
Kto
zdobędzie Twierdzę Kraków?
Burzenie fortyfikacji rozpoczęto od
najwspanialszej budowli twierdzy – fortu Kościuszko. Solidne
austriackie cegły miały posłużyć do odbudowy Warszawy. Podobno
pierwszy symbolicznie w mur uderzył młotem sam Michał Rola-Żymierski,
marszałek Polski z radzieckiego nadania. Zniszczono jedną z
najwspanialszych fortyfikacji ówczesnej Europy, której potęgę dziś
możemy oglądać tylko na starych zdjęciach – pisze Marek Lubaś-Harny.
Nie znamy Krakowa. Zapatrzeni w Wawel, Rynek i Kazimierz, tracimy z
oczu zabytek wyjątkowy, który wyróżnia nasze miasto w skali całej
Europy. Renesansowych rysunków jest zatrzęsienie, zwłaszcza we
Włoszech. Gotyckie kościoły we Francji spotykamy w byle wiosce. Zamki
królewskie rozsiane są po całym kontynencie. Twierdza Kraków jest
jedna. Jeżeli już coś z niej dostrzegamy, to raczej poszczególne
forty, czyli zaledwie pojedyncze fragmenty gigantycznej budowli, która
miała bronić Krakowa. I kiedy zaszła taka potrzeba, obroniła. Co jakiś
czas ktoś się budzi i przypomina sobie, że coś z tą twierdzą trzeba
zrobić. Niedawno magistrat wystąpił z ofertą wydzierżawienia 18 fortów
Twierdzy Kraków prywatnym inwestorom. Czy to jednak wystarczy, by
uratować ją dla przyszłych pokoleń?
Szklany nocnik? Nie! - To nie
będzie łatwe. Już niejeden inwestor przekonał się, że sensowna
adaptacja fortu na cele użytkowe nie jest wcale prosta – mówi dr
Krzysztof Wielgus z Instytutu Architektury Krajobrazu Politechniki
Krakowskiej. – Są to przecież budowle zaprojektowane w zupełnie innych
celach. Możliwości wykorzystania ich jako hoteli czy restauracji są
ograniczone. W pierwszej chwili może się to wydać doskonałym pomysłem,
ale kiedy przeanalizuje się wszystko z ołówkiem w ręku, okaże się, że
takie przedsięwzięcie nie będzie opłacalne dla nastawionego na zysk
właściciela. Trzeba więc myśleć o całości, a nie fragmentach.
Najlepszym potwierdzeniem słów architekta są losy fortu Kościuszko,
który wydaje się najbardziej nadawać na luksusowy obiekt hotelowy.
Pewna stacja radiowa w swoim czasie obiecywała, co to ona zrobi z
zabytkową budowlą przy kopcu Kościuszki. Na obietnicach się skończyło.
Istniejący tam hotel Pod Kopcem, wbrew temu, co dziś może się komuś
wydawać, powstał jeszcze za towarzysza Gierka. W czasach najnowszych
za bardzo pouczający przykład posłużyć może fort Benedykta, oddany w
dzierżawę Instytutowi Sztuki, który miał w nim urządzić centrum
koncertowe. Okazało się, że aby cel osiągnąć, należałoby na
istniejącej budowli… zbudować drugą. Miała być ze szkła i symbolizować
nowoczesne podejście do ratowania zabytków. Przeciwko kopule, szybko
ochrzczonej mianem „szklanego nocnika”, zaprotestowali solidarnie
mieszkańcy Podgórza i miłośnicy Twierdzy Kraków. Targi trwały niemal
dziesięć lat, a tymczasem w forcie nic się nie działo, poza tym że
założone zabezpieczenia od czasu do czasu forsowali złomiarze i zwykli
wandale. Na wewnętrznym dziedzińcu okoliczni pijaczkowie palili
ogniska i urządzali libacje. Łupem zbieraczy surowców wtórnych padł
m.in. ostatni zachowany most zwodzony na rolkach. Wreszcie w ostatnich
miesiącach miasto Kraków zaczęło się dogadywać z Instytutem Sztuki w
sprawie rozwiązania umowy dzierżawnej. Po dziesięciu latach sprawa
ratowania fortu Benedykta wróciła więc do punktu wyjścia. -
Proponowany przez miasto czynsz za dzierżawę oferowanych fort ow jest
tylko pozornie atrakcyjny – mówi Dariusz Krzyształowski, prezes
Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Rawelin”. – Sześć
groszy za metr kwadratowy gruntu i piętnaście groszy za metr
kwadratowy obiektu wydają się kwotami niewielkimi. Trzeba jednak wziąć
pod uwagę, że jeden fort to średnio trzy hektary ziemi, a do tego
często ogromna kubatura budynków, koszary, bunkry, wielkie
pomieszczenia na składy amunicji. Po wyliczeniu okaże się, że
ewentualny dzierżawca musi mieć bardzo dużo pieniędzy na czynsz i
jeszcze więcej, żeby coś ze swoim nabytkiem zrobić. Kosztowne będzie
samo zabezpieczenie, żeby ktoś nie wszedł i nie zrobił sobie krzywdy,
bo jak jest dzierżawca, to za wszystko odpowiada. A co dopiero mówić o
kosztach adaptacji.
Historia obrony
W listopadzie i grudniu 1914 roku Twierdza Kraków powstrzymała
rosyjskie natarcie na zachód, właściwie nie walcząc. Rosjanie czuli
przed nią taki respekt, że w listopadzie zwlekali z atakiem od
północy, co dało Austriakom czas na wyprowadzenie przeciwnatarcia. Na
początku grudnia korpus generała Radko Dimitriewa próbował wbić się
pod Kraków klinem od wschodu, wzdłuż traktu lwowskiego. Austriacy byli
jednak pewni swojej twierdzy. W mieście została tylko jego załoga,
resztę oddziałów zaś pospiesznie przerzucono na południe. Rosjanie
doszli aż do austriackiej linii obrony na wzgórzu Kaim w Bieżanowie.
Bieżanowie jego szczytu Kraków musiał się wydawać na wyciągniecie
ręki. Jednak, mimo przewagi w ludziach, nie zdołali już ani posunąć
się dalej, ani podjąć oblężenia. Tak morderczy był ogień, jakim
przywitały ich forty Kosocice, Rajsko i Borek, wspierane przez ciężkie
haubice 305mm strzelające spod kopca Kościuszki. Po zaledwie kilku
godzinach walk o utrzymanie wzgórza oddziały Dimitriewa rozpoczęły
odwrót. Równocześnie na południu Austriacy przypuścili kontrnatarcie
pod Limanową. Od tego momentu wojska rosyjskie już tylko cofały się na
wschód. W ten sposób niewielka w skali całego konfliktu Bitwa
Krakowska, dziś niemal zapomniana, odwróciła losy jednego z głównych
frontów tej wojny. Niektórzy wzruszają ramionami, że nie ma się nad
czym rozczulać, bo przecież Austriacy tez byli zaborcami. A resztki
Twierdzy Kraków to tylko pamiątki po trwającej 150 lat okupacji,
której raczej wstydzić się trzeba, niż nimi przechwalać. – Tak właśnie
myślenie zaczęło obowiązywać po II wojnie światowej – mówi dr Wielgus.
– Postanowiono, że Twierdze Kraków trzeba zniszczyć, jako niechlubny i
niepotrzebny relikt. Burzenie fortyfikacji rozpoczęto od
najwspanialszej budowli twierdzy – fortu Kościuszko. Solidne
austriackie cegły miały posłużyć do odbudowy Warszawy. Podobno
pierwszy symbolicznie w mur uderzył młotem sam Michał Rola-Żymierski,
marszałek Polski z radzieckiego nadania. Zniszczono jedną z
najwspanialszych fortyfikacji ówczesnej Europy, której potęgę dziś
możemy oglądać tylko na starych zdjęciach. Na szczęście, zniszczenia
nie doprowadzono do końca. Okazało się, że austriackie cegły z
rozbiórki są droższe niż nowe. Dzięki temu zachowała się północna
część cytadeli, mieszcząca dziś hotel i siedzibę RMF. Ten sam powód
uratował większość pozostałych fortów – po prostu nie opłacało się ich
burzyć.
Na pastwę złomiarzy
Kilka z nich mimo to zniknęło z mapy Krakowa. Pierwszą ofiarą padł
bastion Lubicz, którego resztki możemy dziś ogladać na dolnym poziomie
ronda Mogilskiego. Jego los podzielił wkrótce fort Pszorna, przez
którego środek puszczono główną trasę łaczącą Kraków z Nową Hutą,
czyli aleję Planu 6-letniego, dziś Jana Pawła II. Kolejne lata
przyniosły zagładę jedynego oprócz Benedykta fortu wieżowego
Krzemionki, na miejscu którego znacznie później stanęły budynki
Telewizji Kraków. Zupełnie bez żadnego sensu wyburzono natomiast
piękny cytadelowy fort Krakus, którego mury do lat 50. ubiegłego wieku
otaczały prehistoryczny kopiec. – Szczytem świętokradztwa było
zniszczenie części fortu Krzesławice – ubolewa dr Wielgus. – Przecież
to miejsce kaźni Polaków podczas II wojny światowej. Fosy, w których
hitlerowcy rozstrzeliwali zakładników, zasypano i na ich miejscu
urządzono ogródki działkowe. Na szczęście pozostała część fortu
Krzesławice, czyli dawne koszary, bardzo udanie zaadaptowano na
Młodzieżowy Dom Kultury. Podobne szczęście w nieszczęściu miał fort
Zielonki, odrestaurowany i zamieniony na hotel Twierdza. Niestety,
wcześniej wyszabrowano z niego wszystkie elementy nadające się na
złom. Stosunkowo najlepszy los w ciągu minionego półwiecza spotkał
bastion Kleparz, zwany fortem Kleparskim. - Bezmyślnemu burzeniu
przeciwstawili się pod koniec lat 50. dwaj krakowscy profesorowie,
Karol Estreicher i Janusz Bogdanowski. Z ich inspiracji alarm
podniosła krakowska prasa i stosunek władz do fortów też zaczął się
powoli zmieniać – opowiada dr Wielgus. - Pierwszy został ułaskawiony
fort Kleparski. Znaleziono dla niego sensowną funkcje i gospodarza –
Centralne Piwnice Win Importowanych. Dzięki temu, po przemianach
własnościowych w latach 90, nowi właściciele otrzymali obiekt
stosunkowo dobrze zachowany, choć mocno zdewastowany i bez możliwości
użytkowania turystycznego. Z tego, co wiadomo, starają się przywrócić
bastion do świetności, a część udostępnić do zwiedzania. Niestety, w
niektórych fortach gospodarze pozostawili po sobie jedynie ruiny. Tak
było np. z fortem Lasówka, zdewastowanym przez spółdzielnie chemiczną
Barwa, czy fortem Jugowice (Łapianka), pozostawionym w opłakanym
stanie przez wytwórnie win. Paradoksalnie, jeśli nie liczyć okresu tuz
po wojnie, największe zniszczenia w obiektach Twierdzy Kraków dokonały
się w ciągu ostatnich 20 lat, głównie za sprawą złomiarzy, ale także
zwykłych wandali. – Kiedy z Lasówki wyprowadziła się Barwa, złomiarze
zaczęli wszystko rozkradać – opowiada Dariusz Krzyształowski. –
Wycieli kilka ton stali, nawet listwy ze schodów. W forcie Prokocim
ważący kilkanaście ton sponson pancerny konserwator obudował cegłami.
Nie pomogło. Ścianę zburzono, sponson zniknął w środku osiedla. Lecz
po fortach grasują też rabusie bardziej wyrafinowani. Z fortu Rajsko
na przykład wycięto jedyne zachowane w Europie tarcze pancerne,
zamykające osłonę armaty. Raczej nie trafiły na złom, tylko do
jakiegoś kolekcjonera, być może za granicę. Społeczne stowarzyszenia,
takie jak nasze, nie są nikomu zbytnio na rękę, bo nagłośniają sprawę,
a po co.
Nie przegapić szansy
Są też gospodarze, których działania budzą uczucia mieszane. –
Sąsiadujące ze sobą forty Węgrzce i łysa Góra zostały wyremontowane,
można powiedzieć wzorowo – mówi Krzyształowski. – Jednak są
niedostępne dla zwiedzających. Fort łysa Góra został otoczony
zamkniętymi osiedlami domków i zamienił się w gruncie rzeczy w
osiedlowy teren rekreacyjny. Kiedy miasto wydzierżawi resztę fortów,
może się okazać, że będzie Szlak Twierdzy Kraków, ale nie będzie na
nim czego zwiedzać. Być może właściwy kierunek wskazuje Fundacja Janus,
która obecnie dzierżawi fort Tonie, a miastu proponuje strategię
twierdzy otwartej, przyjaznej dla zwiedzających. Pozostaje jednak
brutalne pytanie, kto miałby za to zapłacić. – Na turystyce kulturowej
można zarabiać, choć najpierw trzeba zainwestować – uważa dr Wielgus.
– Trzeba jedynie zrozumieć, że twierdza to całość, nie tylko
poszczególne forty, ale także ukształtowanie terenu i zieleń
maskująca. Nie można powiedzieć, że nie ma świadomości tego faktu.
Jeszcze w latach 50. powstał plan Wandy Ptaszyckiej i Janusza
Bogdanowskiego, by zewnętrzny pierścień fortyfikacji zmienić w liczące
100 kilometrów długości drugie Planty. Szczątki tego projektu
próbowano ocalić w roku 2003, proponując osiem fortecznych parków
kulturowych. Wciąż jednak wszystko pozostaje w sferze idei. Czy to się
zmieni? - W Krakowie jest taka pazerność na tereny budowlane, że
trudno być optymistą – mówi Krzysztof Wielgus. – To, co się ostatnio
działo wokół działki wojskowej przy kopcu Kościuszki, pokazuje, że
deweloperzy łatwo nie odpuszczą. Na razie jakieś działania podejmują
głównie pasjonaci, których nikt nie traktuje poważnie.
Pozostało niecałe 5 lat do 100. rocznicy wybuchu I wojny światowej. To
musi zaowocować masowym zainteresowaniem pozostałymi po niej
pamiątkami. Czy może się tak zdarzyć, że turyści z całej Europy w
Krakowie nie będą już mieli czego oglądać? – Nie możemy sobie strzelić
takiego gola! – apeluje dr Wielgus.
(www.zabierzow.org.pl
10.10.2009)
Wojenne ślady w Gminie Zabierzów.
W bieżącym roku mija 70 rocznica wybuchu II wojny światowej. Wojny
która odcisnęła swoje piętno również na terenie gminy Zabierzów.
Poza mogiłami ofiar znajdują się tu również żelbetowe obiekty,
potocznie zwane bunkrami, wybudowane przez Niemców w 1944 roku w
ramach linii obronnej, tzn. OKH Stellung b-1. Obiekty które również
są pomnikiem osób zmuszanych do pracy przy nich oraz osób które
straciły życie przy ich budowie! Małopolskie Stowarzyszenie
Miłośników Historii „Rawelin”, zajmujące się odkrywaniem i
utrwalaniem tych śladów przeszłości, zorganizowało rajd, który
udowodnił, że obiekty tego typu są doskonałym „podkładem” do nauki
historii dla wszystkich: młodzieży i starszych – historii którą
można dotknąć!3 października w imprezie pod nazwą „Rajd śladami II
wojny światowej” wzięło udział ponad 100 osób zainteresowanych
historią i fortyfikacjami. W 8 – kilometrową trasę rajdu wyruszyła
grupa ponad 50 osób. Szlak wędrówki prowadził od schronu Regelbau
668, którym opiekuje się Stowarzyszenie, przy ul. Dunajewskiego w
Rudawie, przez cmentarz parafialny, na którym pochowano nieznanych
żołnierzy polskich, poległych we wrześniu 1939 roku oraz ofiary
pacyfikacji Radwanowic z 1943 roku, do stacji kolejowej w Rudawie,
gdzie miała swój początek kolejka wąskotorowa dowożąca materiały do
budowy umocnień. Następnie uczestnicy rajdu zwiedzili kolejno grupy
schronów w Werbowni, Młynce (tu znajduje się kolejny obiekt
wyremontowany przez „Rawelin”) i w Nielepicach (wzgórze 280), nad
którymi prace rozpoczyna Stowarzyszenie Nasze Nielepice. Rajd
zakończył się rozdaniem certyfikatów i wspólnym ogniskiem przy
schronie w Rudawie. Tutaj i wcześniej – w Młynce, członkowie
Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „Wrzesień 39”
zaprezentowali mundury i ekwipunek żołnierzy polskich i niemieckich.
Można było także obejrzeć wystawę zdjęć, dokumentów i wyposażenia
przygotowaną przez „Rawelin” we wnętrzu schronu, zaopatrzyć się w
literaturę i zdobyć materiały promocyjne gminy Zabierzów. Dużym
zainteresowaniem cieszyły się również elementy wyposażenia
wojskowego, np. menażki, saperki czy pałatki.
Niestety większość
betonowych, zaniedbanych przez lata obiektów znajduje się na
terenach prywatnych i jest w nienajlepszym stanie, również dostęp do
nich jest utrudniony. Wszelkie prace, które udało się do tej pory
przeprowadzić były możliwe dzięki zaangażowaniu i pracy członków
stowarzyszenia oraz pomocy gminy Zabierzów. Prace nad dokumentacją i
rewitalizacją tych śladów przeszłości trwają i w przyszłości
przewidywane są dalsze imprezy mające na celu ten osobisty kontakt z
historią.(JD,JS)
(Dziennik Polski
9.10.2009)
Regelbau 668 ożył dzięki staraniom pasjonatów.
Rozszabrowany po wojnie niemiecki schron był przez lata...
śmietnikiem. Rzadko zaglądają tu turyści; tak naprawdę o umocnieniach
z II wojny światowej w dolinie Rudawy mało kto słyszał. Chyba że
prawdziwi pasjonaci. To część niemieckiego punktu oporu piechoty, tzw.
Stützpunkt Rudawa; miał strzec strategicznych traktów - kołowego i
kolejowego - z Krakowa na Śląsk i dalej, w głąb Trzeciej Rzeszy.
Jesień 1944 r. Sowieci są coraz bliżej
Krakowa. Zbudowane wtedy w okolicach Rudawy, Młynki i Nielepic
umocnienia: schrony piechoty, stanowiska ciężkich karabinów
maszynowych, to część tzw. linii umocnień b-1, która przecina Polskę
od Morza Bałtyckiego po Karpaty. Takich schronów, jak ten w Rudawie -
typu Regelbau 668, powstały w Europie, na wschód od Odry, niezliczone
ilości. - Niemcy cofali się wraz z przemieszczaniem się frontu,
przygotowując umocnienia dla jednostek frontowych. To nie tylko były
schrony, budowano także linie okopów, transzei, rowów
przeciwpancernych - mówi Dariusz Krzyształowski, prezes Małopolskiego
Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" z Krakowa. Żelbetowe
umocnienia stawiane były przez członków Organizacji Todt, utworzonej
przez nazistów w 1938 r., odpowiedzialnej za budowę obiektów
wojskowych. Prace ziemne wykonywała miejscowa ludność; nie mieli nic
do gadania - brano zakładników. Za zniszczenie umocnień groziła kara
śmierci: zginęli za to ludzie w Nowej Górze, Filipowicach i Czernej.
W czerwcu 2007 r.
schronem Regelbau 668 w Rudawie, położonym tuż obok domów i ujęcia
wody - przy drodze na Kobylany, postanowili zaopiekować się członkowie
MSMH "Rawelin" z Krakowa. Nie mogli obojętnie patrzeć na zniszczony
schron. Po wojnie bowiem nie miał on szczęścia, jak wiele obiektów o
podobnej proweniencji: rozszabrowano go, zapewne zanim jeszcze trafił
do ewidencji Wojska Polskiego (stosowne napisy na ścianach zachowały
się do teraz), potem zamieniony został w śmietnik. Regelbau 668 to
schron mieszkalny, nie bojowy; mogło spać tu nawet 9 żołnierzy.
Pomieszczenie dla nich (ok. 13 m kw.), śluza przeciwgazowa,
przedsionek - tędy wybiegali na stanowiska, kiedy zbliżał się wróg. A
właściwie wybiegaliby, gdyby schron w Rudawie został przez Niemców
obsadzony - ale uczynić tego prawdopodobnie nie zdążyli. Po ponad 60
latach od zakończenia wojny nie robił najlepszego wrażenia. -
Wchodziło się przez szyb ewakuacyjny, potem trzeba się było
przeczołgać przez błoto i wskoczyć w stertę śmieci. Wszystko, co było
zbędne w pobliskich gospodarstwach, trafiało właśnie tu - od butelek
po zgniłe ziemniaki. Zresztą, przeważnie do tego służyły ludziom
wszystkie schrony w okolicy - tłumaczy wiceprezes stowarzyszenia
Grzegorz Wierzbicki. Należało ostro wziąć się do pracy: wydobyć ze
schronu stosy śmieci i gruzu, osuszyć go, bo wciąż napływała woda,
pomalować wewnątrz. Nieraz bywali tu kilka razy w tygodniu; godzinami
przerzucali wciąż te same odpady: z pomieszczenia mieszkalnego do
śluzy, ze śluzy do przedsionka, wreszcie z przedsionka na zewnątrz.
Wszystko za własne pieniądze, kosztem rodziny. Nieraz kończyło się to
awanturami w domu...
Pierwszy raz
oczyszczonym schronem mogli pochwalić się w październiku 2007 r. -
podczas pikniku militarnego. Potem w 2008 r., kiedy przebiegała tędy
trasa Rajdu Twierdzy Kraków. Każdy chętny mógł wtedy zwiedzić schron
bierny piechoty. A obok niego schron typu Ringstand 58c, czyli okrężne
stanowisko dla ciężkiego karabinu maszynowego (można też było
prowadzić stąd obserwację terenu). - Wewnątrz schronu piechoty
znajdował się stół, taborety, prycze; był też piec, przy którym
żołnierze mogli się ogrzać albo ugotować coś. Był ręczny wentylator
oraz wyjście ewakuacyjne, zasuwane stalowymi szynami - z szybem i
drabinką. Była też łączność telefoniczna - opowiada Dariusz
Krzyształowski. Piechotę chroniły m.in. kilkusetkilogramowe pancerne
drzwi; przez dach pokryty ziemią na zewnątrz wysuwały się anteny
radiostacji. Niektóre ze schronów - choć akurat nie ten - miały
zamontowany również peryskop. Z oryginalnego wyposażenia schronu w
Rudawie pozostało niewiele, wszak w trudnych powojennych czasach każdy
kawałek metalu był na wagę złota. Teraz od czasu do czasu - tak, jak
ostatnio na początku października - wewnątrz schronu członkowie
stowarzyszenia urządzają ekspozycję pamiątek wojennych. Są tu więc
wtedy elementy wyposażenia żołnierzy Wehrmachtu, repliki broni, stare
mapy i dokumenty, instrukcje wojskowe, radiostacje, telefony polowe,
fotografie, nawet bomby betonowe, produkowane pod koniec II wojny
światowej - wszystko z ich prywatnych zbiorów. Takich schronów
pozostało w okolicy ok. ćwierć setki; nie wszystkie miały tyle
szczęścia, co ten w Rudawie i drugi - w Młynce, odnowiony i otwarty na
co dzień dla zwiedzających, którym również opiekują się członkowie
MSMH "Rawelin". Niektóre wciąż są zasypane ziemią i śmieciami, po
innych zostały ledwie ślady. I jeszcze te wszystkie opowieści, które
krążą po okolicy: że połączone były siecią podziemnych tuneli; że
niektóre z nich miały kilka kilometrów długości; że wychodziło się z
nich daleko poza Rudawą, Nielepicami czy Młynką. Grzegorz Wierzbicki
tłumaczy: - Kiedyś wchodziło się tu przecież z lampą naftową lub
świeczką; płomień był nikły, więc naprawdę małe pomieszczenie wydawało
się nie mieć końca...
Szczegółowe informacje
dotyczące Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin"
znaleźć można na stronie internetowej: www.rawelin.org
(PIOTR SUBIK
)
(Dziennik Polski
5.10.2009)
Rajd do schronu Regelbau 668.
Kilkadziesiąt osób wzięło udział w rajdzie "Śladami II
wojny światowej", który w sobotę rozpoczął się i zakończył w
sąsiedztwie poniemieckiego schronu biernego piechoty Regelbau 668 w
Rudawie (gm. Zabierzów). Na początek na cmentarzu w Rudawie uczestnicy
rajdu zapalili znicze i złożyli kwiaty na grobie nieznanych żołnierzy,
poległych tu we wrześniu 1939 r. oraz pod pomnikiem ofiar pacyfikacji
Radwanowic przez Niemców w lipcu 1943 r. Potem - na czele z Jackiem
Stefańskim, komandorem rajdu - ruszyli na trasę, by przez kilka godzin
zwiedzać pozostałości poniemieckich umocnień z jesieni 1944 r. także w
Werbowni, Młynce i Nielepicach.
Największą atrakcją była jednak ekspozycja
pamiątek wojennych, którą w odnowionym niedawno poniemieckim schronie
typu Regelbau 668 przygotowali organizatorzy rajdu - członkowie
Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" z Krakowa.
- Młodym ludziom wciąż trzeba przypominać przeszłość, bo w epoce
internetu, gier komputerowych, zapominają o niej. Chcieliśmy pokazać,
że są wokół nas ślady historii, których na co dzień nie zauważamy, o
których często nie wiedzą nawet miejscowi - tłumaczył jego prezes
Dariusz Krzyształowski.
Stowarzyszenie "Rawelin" w 2007 r. wydzierżawiło schron od gminy,
uporządkowało go oraz osuszyło - własnymi siłami i za pieniądze
członków. Teraz okazjonalnie otwiera schron dla turystów, więc to nie
pierwsza tu tak duża impreza, m.in. w ubiegłym roku schron zwiedzali
uczestnicy XIII Rajdu Twierdzy Kraków. Tym razem z historią spotkało
się w Rudawie ponad 50 osób: zarówno młodzież szkolna, jak i emeryci.
Każdy mógł zobaczyć m.in., jak podczas kampanii polskiej wyglądało
stanowisko ciężkiego karabinu maszynowego, które odtworzyli członkowie
Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień '39", także z
Krakowa. - Rajd to doskonały sposób na popularyzację pamiątek z czasów
II wojny światowej, które są dookoła Krakowa. Mówimy o fortyfikacjach
Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego, o Wale Pomorskim, o Normandii, a
mało kto wie, że tu mamy ich miniatury, elementy umocnień, które
Niemcy budowali w całej Europie - mówi Dariusz Gładysz, wiceprezes SRH
"Wrzesień '39.
Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" tworzy
kilkunastu zapaleńców, przede wszystkim z Krakowa. Za cel stawia sobie
m.in. opiekę nad zdewastowanymi obiektami fortyfikacyjnymi. Prócz
schronu w Rudawie wzięło pod opiekę również podobny schron w Młynce, a
także schrony przeciwlotnicze przy placu Inwalidów i w parku
Krakowskim w Krakowie. (SUB)

(Radio Kraków
1.10.2009)
Rawelin w Radiu Kraków. 1
października od godz. 11 „Rawelin” gościł na antenie Radia Kraków w
programie „Przed hejnałem”. Czteroosobowa ekipa: Jacek Stefański,
Mariusz Bembenek, Szymek Kalicki i Asia Dolna rozmawiała z redaktor
Magdą Wadowską o dotychczasowych dokonaniach Stowarzyszenia, naszych
pasjach, a przede wszystkim o najbliższej imprezie, czyli sobotnim
rajdzie w Rudawie - Śladami II wojny światowej. Dla odpowiedniej
ilustracji do rozmowy, do studia przynieśliśmy kilka rekwizytów z rawelinowych zbiorów – puszkę z maską przeciwgazową, hełm Luftschutzu i
klapkę wodociągową z napisem Wasserwerk Krakau, uratowaną przed
trafieniem na złom. Zorganizowaliśmy też konkurs z nagrodą książkową –
słuchacze mieli odpowiedzieć na pytanie, co oznacza nazwa rawelin.
Oczywiście na zasadzie – kto pierwszy, ten lepszy. Dla miłośników
fortyfikacji konkurs nie był trudny i udało się go rozwiązać niemal
błyskawicznie.
Dzięki udziałowi w programie, który był dla nas nowym, ale bardzo
sympatycznym doświadczeniem, mogliśmy zareklamować Stowarzyszenie i
dotrzeć z informacją o tym, czym się zajmujemy do jeszcze większego
grona osób.
Słuchaj z Rawelinem:
audio1,
audio2,
audio3,
audio4.
(Gazeta, Super Nowa, Głos Krzeszowicki 1.10.2009)
Rajd "Śladami II wojny światowej".
Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin” jest
organizatorem rajdu „Śladami II Wojny Światowej”. Termin – 3
października 2009 roku (sobota), Rudawa, godz.10.00-16.00.
Cel
rajdu:
Upamiętnienie 70. rocznicy wybuchu II.
wojny światowej. Zwiedzanie miejsc związanych z II wojną światową na
terenie miejscowości Rudawa, Młynka, Nielepice. Rozwój aktywnej
turystyki pieszej w połączeniu z aspektami historyczno poznawczymi.
Wzbogacenie wiedzy o materialnych pozostałościach, architekturze
militarnej, działaniach wojennych na terenie Gminy Zabierzów.
Zbudowanie w społeczeństwie pozytywnego nastawienia do dziedzictwa
kulturowego. Promocja walorów turystycznych Gminy Zabierzów dla
mieszkańców oraz zaproszonych gości. Promowanie zespołu budowli
militarnych na terenie Gminy Zabierzów jako ciekawej atrakcji
turystycznej.
Warunki uczestnictwa:
Impreza ma charakter rodzinny, jest bezpłatna i odbędzie się bez
względu na pogodę. W rajdzie uczestniczyć mogą wszyscy chętni, którzy
do dnia 2 października zgłoszą chęć uczestnictwa poprzez e-mail:
rawelin@rawelin.org z dopiskiem „Rajd” lub bezpośrednio przed rajdem,
od godziny 9:45 do 10:15 w miejscu zbiórki przy niemieckim schronie
Regelbau 668 – Rudawa, ul. Dunajewskiego (przy
zbiorniku wodnym).
Zakwaterowanie, wyżywienie i ubezpieczenie uczestników we własnym
zakresie. Osoby uczestniczą w imprezie na własną odpowiedzialność.
Organizatorzy proszą uczestników o dostosowanie ubioru i obuwia do
warunków pogodowych oraz przygotowanie dzieci i młodzieży do wędrówki.
Organizatorzy zapewniają:
Grupowe zwiedzanie z przewodnikiem miejsc związanych z II.
wojną światową i fortyfikacji niemieckich na terenie Gminy Zabierzów.
Certyfikat udziału w Rajdzie „Szlakiem II. wojny światowej. Rudawa –
Młynka – Nielepice 2009”. Pieczęć okolicznościową. Znaczek pamiątkowy
i poczęstunek dla 30 pierwszych zapisanych uczestników Rajdu.
Materiały informacyjne i promocyjne. Wspólne ognisko.
PROGRAM RAJDU:
3 października 2009 roku /sobota/
Godz. 10.00 Początek Imprezy.
Oczekiwanie na zaproszonych gości i zapisy uczestników Rajdu,
Godz. 10.15 Odprawa
organizacyjna. Omówienie trasy i ogólny opis grup zachowanych obiektów
– prelekcja na temat początku wojny i Kampanii Wrześniowej na terenie
Gminy Zabierzów,
Godz. 10.30 Wymarsz grupy na
zaplanowaną trasę wycieczki pieszej. Przed wyruszeniem w trasę każdy z
uczestników wycieczki otrzyma broszurę z dokładnym przebiegiem trasy,
zdjęciami oraz krótkim streszczeniem prezentowanych po drodze
prelekcji,
Godz. 10.45 Cmentarz parafialny
w Rudawie - złożenie kwiatów i zapalenie zniczy na mogile żołnierzy
polskich poległych we wrześniu 1939 roku i pod pomnikiem Ofiar
Pacyfikacji Radwanowic,
Godz. 11.00 – 14.00 Przemarsz
trasą Rajdu: Werbownia, Młynka, Nielepice, Rudawa - zwiedzanie
niemieckich fortyfikacji oraz miejsc związanych z II wojną światową na
terenie Gminy Zabierzów,
Godz. 14.00 – 16.00 Zwiedzanie
niemieckiego schronu Regelbau 668 ze stanowiskiem ogniowym Ringstand
58c w Rudawie (ul. Dunajewskiego). Prezentacja Grupy Rekonstrukcji
Historycznej „Wrzesień 39”. Wystawa militariów, fotografii i
dokumentów z okresu II wojny światowej. Wystawa dioram niemieckich
umocnień polowych. Stoiska z materiałami informacyjnymi i pamiątkami.
Zabawy dla dzieci i młodzieży „Środki łączności w wojsku”. Strzelnica
ASG. Zakończenie – rozdanie imiennych certyfikatów uczestnictwa w
Rajdzie – wspólne ognisko.
Podczas rajdu przewidziany jest Konkurs Fotograficzny „Budowle
militarne na terenie Gminy Zabierzów”. Zdjęcia w formie elektronicznej
należy przesyłać do 12 października 2009 roku na adres e-mail
Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Rawelin”:
rawelin@rawelin.org Zwycięzcy zostaną zaproszeni na rozdanie
nagród, a ich zdjęcia zamieszczone na stronie
www.rawelin.org

(Interia.pl.
13.07.2009)
Brama Franciszka
Józefa. Austro - węgierska
brama forteczna została uratowana przed zbieraczami złomu przez
miłośników zabytków militarnych na terenie opuszczonej jednostki
wojskowej w Węgrzcach koło Krakowa. Metalową bramę, unikalną w skali
całej Twierdzy Kraków, odkryło w okolicy fortów Węgrzce i Łysa Góra
Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" Nie wiadomo,
w którym forcie była pierwotnie zamontowana i jak trafiła na
dzisiejsze miejsce - w zwykłym ogrodzeniu z siatki, okalającym
zlikwidowaną jednostkę wojskową w Węgrzcach.
Za zgodą konserwatora zabytków, 11 lipca członkowie stowarzyszenia
rozpoczęli rozbiórkę bramy. Jej "skrzydła" udało się wymontować od
razu, problemem okazały się metalowe słupy, na których brama była
osadzona. Zostały wkopane głęboko w ziemię i za czasów jednostki
zalane grubą warstwą betonu, którą trzeba było rozkuwać. Po kilku
godzinach pracy było jasne, że nie uda się ich "ruszyć" podręcznymi
narzędziami. Dlatego w najbliższych dniach metalowe słupy będą usuwane
przy pomocy ciężkiego sprzętu. Zabytek został przewieziony do fortu
Tonie, gdzie - po remoncie - będzie można go zobaczyć w ramach
planowanego Muzeum Twierdzy Kraków Fundacji "Janus".(JD)

(Gazeta
Krakowska 13.07.2009r
Stowarzyszenie Rawelin uratowało brame.
Działacze ze
stowarzyszenia miłośników fortyfikacji "Rawelin" zapewniają, że
odnaleziona przez nich brama na terenie byłej jednostki wojskowej w
Węgrzcach to absolutny unikat, niespotykany na terenie całej Twierdzy
Kraków.
Ponieważ opuszczone koszary są dewastowane, również zabytkowa brama
mogła paść łupem złomiarzy. Miłośnicy fortyfikacji postanowili ich
uprzedzić. Zdemontowali bramę i przewieźli ja do fortu Tonie. -
Dostaliśmy zgodę Konserwatora Zabytków na demontaż - zastrzega Joanna
Dolna z organizacji. - W nowym miejscu brama będzie poddana renowacji
i wyeksponowana w planowanym Muzeum Twierdzy Kraków. Sobotnia akcja
ratunkowa zakończyła się połowicznym sukcesem. - Udało się wymontować
"skrzydła" bramy, ale pojawiły się problemy ze słupami, na których
były osadzone - relacjonuje Dolna. - Za czasów jednostki wojskowej,
ktoś zalał je betonem. Janusz Leśniewicz z fundacji "Janus" opiekujący
się fortem Tonie obiecał, że w najbliższym dniach zajmie się
organizacją ciężkiego sprzętu, którym wymontowane zostaną bramne
słupy.(Anna Agaciak)
(www.zabierzow.org.pl
20.05.2009)
Konferencja pt. „Fortyfikacje II wojny światowej – od zapomnienia do
zagospodarowania”.
W sobotę 16 maja
2009 roku z Zabierzowie odbyła się konferencja pt. „Fortyfikacje II
wojny światowej – od zapomnienia do zagospodarowania”. Organizatorami
konferencji byli: Stowarzyszenie na rzecz ochrony fortyfikacji „FORTISO”
oraz Gmina Zabierzów. Impreza odbyła się w salach gimnazjum im. Jana
Matejki w Zabierzowie, dzięki uprzejmości Pani Dyrektor Beaty Kęder. W
konferencji uczestniczyło kilkadziesiąt osób z całej Polski. Poza
zaproszonymi prelegentami, członkami Stowarzyszenia Fortiso,
przedstawicielami władz gminy Zabierzów, uczestniczyły w niej również
osoby zainteresowane tematyką historyczno-fortyfikacyjną, w tym
przedstawiciele i członkowie stowarzyszeń takich jak: Towarzystwo
Przyjaciół Fortyfikacji oraz liczna grupa kolegów z małopolskiego
Stowarzyszenia „Rawelin”. Konferencję uświetnili swoją obecnością
członkowie zaprzyjaźnionego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej
„Wrzesień 39”, którzy wystąpili w mundurach wojsk polskich i
niemieckich z okresu II wojny światowej. Na początku spotkania, po
powitaniu, zebrani goście obejrzeli prezentację pt. „Partyzancki
oddział Błyskawica” przygotowaną przez uczniów gimnazjum w Zabierzowie.
Pokaz multimedialny, wykonany na wysokim poziomie, z dbałością o
szczegóły, przybliżył zebranym losy związanego z Zabierzowem oddziału
partyzanckiego Błyskawica – sylwetki młodych ludzi walczących z
okupantem w czasie II wojny światowej. Zasadniczą częścią konferencji
były bloki referatów wygłoszone przez zaproszonych prelegentów.
Tematyka związana była głównie z okresem II wojny światowej. Referaty
przedstawiały obecny stan badań nad wybranymi zagadnieniami oraz
elementami założeń obronnych na terenie Polski oraz przykłady
zagospodarowania obiektów fortyfikacyjnych (Hel-Jastarnia,
Śląsk-Chorzów). „Odskocznią” od tematów drugowojennych były dwie
prezentacje: pierwsza przygotowana przez Pana Przemysława
Jaskółowskiego, na podstawie oryginalnych pamiętników żołnierza I
wojny światowej stacjonującego w Krakowie, przedstawiała losy
pododdziału artylerii fortecznej, w którym służył oraz druga, również
związana z Twierdzą Kraków, prezentowała współczesny projekt
zagospodarowania Fortu Prokocim na potrzeby Muzeum Przyrodniczego.
Prezentację tą przygotował i prowadził prof. Wiesław Krzemiński z
Muzeum Przyrodniczego PAN. Organizatorzy przygotowali również
publikację dla uczestników konferencji zawierającą artykuły związane z
tematami wygłaszanych prelekcji. Publikacja ta, wydana przez
Wydawnictwo INFORT, w formie dość obszernej książki, zawiera również
opracowania, które ze względów czasowych nie mogły zostać wygłoszone
podczas spotkania, nie mniej jednak zawierają ciekawy, niekiedy
unikatowy na polskim rynku wydawniczym, materiał. Przykładem jest,
artykuł poświęcony niemieckim stacjom radarowym zainstalowanym na
terenie Polski w czasie II wojny światowej, ilustrujący stan
wieloletnich badań i wypraw terenowych autora. W czasie przerw
pomiędzy blokami referatów uczestnicy konferencji mogli zapoznać się z
materiałami promocyjnymi i informacyjnymi przygotowanymi przez Gminę
Zabierzów oraz nabyć książki o tematyce historycznej i militarno –
fortecznej. Dodatkową atrakcją, cieszącą się dużym zainteresowaniem,
była wystawa modeli kolegi Henryka Trynki z Krakowa. Modelarz
przedstawił swoje prace związane z tematem konferencji, a mianowicie
modele – dioramy obiektów fortecznych wykonane, z dbałością o
szczegóły, w skali 1:72. W imieniu organizatorów chciałbym serdecznie
podziękować wszystkim uczestnikom konferencji oraz osobom, które
przyczyniły się do jej wsparcia. (Jacek Stefański)
(TVP3 Kronika
Krakowska
09.03.2009)
Twierdza Kraków - co
dalej z fortami?

(TVP3 Kronika
Krakowska
20.01.2009)
Podziemny Kraków.

(Gazeta Krakowska
13.01.2009)
Odkryli nieznany tunel na Kazimierzu.
Korytarz nie był zaznaczony na mapach.
Znalezisko posłuży Muzeum Inżynierii Miejskiej. Tunel wiedzie pod
zajezdnią tramwajową i nieistniejącą już elektrownią przy ul. św.
Wawrzyńca. Nie wspominały o nim stare mapy z czasów zaborów. Dyrekcja
muzeum ma już pomysł na wykorzystanie znaleziska. Stanie się ono
alternatywną drogą do nowej części ekspozycji, która będzie pokazywać,
co kryje przemysłowe miasto pod swoimi ulicami. Tunel, który ma prawie
30 metrów długości, łączył komin elektrowni z silosem, gdzie
składowano żużel. - To stary kanał technologiczny. Jedno wejście
znajduje się tuż przy naszej ekspozycji dotyczącej motoryzacji, a
drugie na dziedzińcu - mówi dyrektor Muzeum Inżynierii Miejskiej
Stanisław Pochwała. - Pokażemy w nim inżynierię miejską, sieci
wodociągowe, gazowe i elektryczne z XX wieku. Nie będą to eksponaty w
gablotach, ale przekroje rzeczywiście biegnących w ścianach urządzeń -
tłumaczy dyrektor.
Dziś w głównej hali zajezdni na tysiącu metrów kwadratowych stoją
stare "syrenki", motory i tramwaje. Dzięki nowej inwestycji, w
podziemiach zostanie stworzona wystawa o powierzchni 800 mkw. - Musimy
pogłębić to miejsce, tak aby zrównało się z tunelem oraz wyburzyć
część betonowych filarów. Jesteśmy już po wstępnych rozmowach z
wojewódzkim konserwatorem zabytków - dodaje dyrektor Pochwała. Cała
inwestycja ma pochłonąć 10 mln zł. Początek prac nastąpi jeszcze w tym
roku. - I tak musimy przeprowadzić drogie roboty konserwacyjne dla
zabezpieczenia zajezdni. Dokładając trochę pieniędzy, znacznie
powiększymy naszą ekspozycję - podkreśla Pochwała.
Najpierw jednak odkryty tunel musi zostać dokładnie zbadany.
Prawdopodobieństwo, że korytarz ma ukryte odnogi jest niewielkie, ale
nie można tego jeszcze całkowicie wykluczyć. Specjaliści twierdzą, że
to odosobnione znalezisko. - Raczej wykluczam istnienie
komunikacyjnych korytarzy pod Kazimierzem - mówi Dariusz
Krzyształowski, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników
Historii "Rawelin". - Możliwe, że istnieją jakieś nie odkryte tunele
kanalizacyjne. Ale nic z bardziej zamierzchłych czasów - dodaje
Krzyształowski.(Piotr Rąpalski)

(Gazeta Krakowska
05.12.2008)
Krakowskie podziemia. Oprócz pojedynczych schronów,
których najwięcej jest w Śródmieściu i w Krowodrzy, istnieje ich też
cały system. Te najnowsze powstały w latach 50. Wśród nich są przeciw
atomowe. Do niektórych można wjechać ciężarówką - pisze Marek
Lubaś-Harny.
Jeszcze
dwa lata temu mało kto w Krakowie słyszał o poniemieckich schronach.
Niektórzy krakowianie od lat codziennie przemierzali Królewską, plac
Inwalidów i park Krakowski w drodze do pracy czy na uczelnię i nie
mieli pojęcia, co mają pod stopami. Niewielu jest już takich, którzy
pamiętają, jak Niemcy kopali przeciwlotnicze bunkry w pobliżu
ówczesnej siedziby gestapo. Więcej można znaleźć dzisiejszych
czterdziestolatków, którzy przypominają sobie, że w dzieciństwie
urządzali sobie zabawy w podziemnych korytarzach. Wieczorami miejsca
te w razie niepogody służyły za schronienie dla pijaczków i różnych
podejrzanych typów. Nie podobało się to socjalistycznej władzy i
jakieś 30 lat temu betonowe płyty przykryły wejścia do dawnych
schronów. Dopiero od jakiegoś czasu zapomniane podziemia budzą
zainteresowanie jako pamiątki niedawnych dziejów Krakowa. Stało się to
za sprawą garstki zapaleńców, których pasją jest historia. Nie
wystarcza im lektura książek i dokumentów, kuszą własne odkrycia.
Nawet jeśli przy tej okazji trzeba się niemało namęczyć.
Na wypadek nalotu.
Schrony zostały odkryte na nowo głównie dzięki staraniom członków
Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin", którzy
własnoręcznie odgruzowali, oczyścili i zabezpieczyli kilka podziemnych
korytarzy, przygotowując je do udostępnienia. Przystąpili do tego
dzieła niewiele ponad dwa lata temu. - Zachowały się niemieckie plany,
z których wynika, że takich ukryć miało w Krakowie powstać około 60 -
opowiada ówczesny prezes Rawelinu Dariusz Pstuś. - Do końca wojny
Niemcy zdążyli zbudować ok. 30. Większość schronów ówcześni okupanci
zlokalizowali pod budynkami, a najlepiej zabezpieczone zostały te,
które należały do hitlerowskich urzędów, np. pod magistratem czy
budynkiem PKO przy Wielopolu. Z tych zbudowanych na otwartej
przestrzeni do tej pory udało się spenetrować osiem. Niektóre ze
schronów już nie istnieją, jak np. obiekt przy Dworcu Głównym, w
miejscu, które znalazło się pod Galerią Krakowską. Inne są
niedostępne, a ich położenie można ustalić tylko w przybliżeniu. Z
dokumentów wiadomo, że są zlokalizowane np. pod Plantami, od strony
ul. św. Gertrudy. Aby je odszukać, trzeba by zrywać asfalt z alejek i
przekopywać trawniki, a na to nikt się nie zgodzi. Rawelin robi więc
to, co możliwe. Jeden ze zbadanych schronów znajduje się pod boiskiem
między ulicami Urzędniczą i Konarskiego. Właśnie on stał się pierwszym
celem krakowskich historyków amatorów. Zbudowany prawdopodobnie w
marcu 1944 roku, składa się z dwóch korytarzy o długości 17 i 26
metrów, wysokich na ponad 2 metry. Drugi podobny obiekt znajduje się w
pobliżu niedalekich kamienic. W przypadku nalotu lub ostrzału
artyleryjskiego miały służyć za kryjówkę mieszkańcom ówczesnej
dzielnicy niemieckiej. Nawiasem mówiąc, nigdy nie zostały w tym celu
użyte. Kraków, jak wiadomo, nie został zbombardowany, a i ostrzału
artyleryjskiego uniknął dzięki temu, że Niemcy nie bronili miasta
przed Armią Czerwoną. Dopiero długo po wojnie wejścia do schronów
zostały dla bezpieczeństwa przykryte ciężkimi płytami z betonu.
Zresztą zapuszczać się do nich nie bardzo było już po co. Jeśli Niemcy
zostawili pod ziemią cokolwiek cennego, na pewno padło to łupem albo
radzieckich żołnierzy, albo późniejszych poszukiwaczy skarbów.
Jesienią 2006 roku członkowie Rawelinu postarali się o zgodę
gospodarzy terenu, odwalili betonowe płyty i weszli do środka. - To
jeden z tak zwanych schronów publicznych, których w tej okolicy
zbudowano osiem - tłumaczy Dariusz Krzyształowski, obecny prezes
stowarzyszenia. - Miały one służyć osobom, które podczas nalotu
znalazły się akurat w pobliżu. Mieszkańcy okolicznych kamienic mieli
schrony pod budynkami, w piwnicach. Do dziś gdzieniegdzie na murach
zachowały się z tamtych czasów strzałki, których znaczenie jest dziś
zrozumiałe dla mało kogo. A miały one po prostu po nalocie informować
ratowników: "Tu kopać". Pierwsze udostępnienie schronu nr 2
zwiedzającym w ramach dni otwartych Muzeum Historycznego przy
Pomorskiej w listopadzie 2006 roku spotkało się z wielkim
zainteresowaniem krakowian. A to był zaledwie początek.
Tłumy głodne
historii. Choć te budowle to tylko, zdawałoby się, obetonowane
dziury w ziemi, od tamtego czasu zainteresowanie nie malało, ale
rosło. Kolejne "szczeliny przeciwlotnicze" zagospodarowane przez
entuzjastów z Rawelinu to schrony oznaczone przez ich budowniczych
numerami 7 i 8, mieszczące się pod placem Inwalidów i parkiem
Krakowskim. Stały się dość głośne na początku zeszłego roku, kiedy
pojawił się projekt zbudowania pod placem Inwalidów podziemnego
parkingu, co dla jednego z tych schronów musiałoby oznaczać zagładę. W
maju 2007 wieść o możliwości zwiedzenia schronów w ramach kolejnych
dni otwartych ściągnęła do parku Krakowskiego istne tłumy. - Byliśmy
trochę przerażeni, spodziewaliśmy się może kilkuset zwiedzających, a
przyszły tysiące - opowiada inny członek Rawelinu Mariusz Bembenek. -
Utworzyła się ogromna kolejka, ciągnąca się przez pół parku.
Organizatorzy zadbali zresztą, aby goście nie oglądali wyłącznie
szarych betonowych ścian. W schronie nr 7 urządzili skromną, lecz
bardzo
pouczającą
ekspozycję. Z wyposażenia schronów nie zachowało się prawie nic.
Jednak w zamian Mariusz Bembenek na kilkunastu planszach przedstawił
historię placu Inwalidów, dla wielu krakowian zapewne zaskakująco
bogatą. Reszty dopełniła wyobraźnia. Mało kto również wiedział, że
schron nr 8 już przed kilkudziesięciu laty trafił do filmu, a to za
sprawą Romana Polańskiego i jego studenckiej etiudy pt. "Rower".
Fabuła oparta była na przygodzie, jaka w dzieciństwie przytrafiła się
reżyserowi właśnie w tym miejscu. Krótko po wojnie mały Romek Polański
umówił się w schronie z człowiekiem, który miał mu rzekomo sprzedać
rower. Jednak zamiast wymarzonego dwukołowca przyszły zdobywca Oscara
dostał tylko czymś twardym w głowę, a kiedy się ocknął, nie było ani
kupca, ani roweru, ani pieniędzy. - I pomyśleć, że wydarzyło się to
tuż pod oknami UB - uśmiecha się Bembenek. - Jeszcze jeden dowód na
to, że funkcjonariusze tego urzędu bezpieczeństwo rozumieli po
swojemu. Kryjówkę pod placem Inwalidów odwiedziło tego dnia 3 tysiące
ludzi, a sąsiedni obiekt w parku Krakowskim ponad 2 tysiące. Nawet
jeśli częściowo były to te same osoby, liczba robi imponujące
wrażenie. Z okazji skorzystali radni Dzielnicy V, zbierając wśród
zwiedzających podpisy przeciwko lokalizacji w tym miejscu parkingu.
Mieszkańcy Krowodrzy byli temu pomysłowi przeciwni od dawna, dowodząc,
że budowa musiałaby doprowadzić do dewastacji przynajmniej części
parku. Tego dnia pod protestem podpisało się ponad 2 tysiące
krakowian. Schrony były tu także ważnym argumentem.
Odkopane ze śmieci.
- Nie wszyscy uważają, że te obiekty są godne zachowania - przyznaje
Dariusz Krzyształowski. - Są i tacy, którzy mówią: "Po co nam dziś w
Krakowie hitlerowskie pamiątki? Najlepiej byłoby je z powrotem
zasypać". Odpowiadam im, że w takim razie należałoby zburzyć także
wszystkie krakowskie forty, zbudowane przecież przez zaborcę, nie
mówiąc o murach obronnych Wawelu i części zabudowy samego wzgórza.
Uważam, że to wszystko są świadectwa historii naszego miasta. Nie
zawsze układała się ona dla nas pomyślnie, ale z pamięci nie
powinniśmy wymazywać niczego. Doprowadzenie schronów do obecnego stanu
to efekt wielu godzin pracy członków stowarzyszenia. - Musieliśmy
przyjąć na siebie rolę śmieciarzy - mówi Mariusz Bembenek. - Chwała
miastu, że użyczyło swego sprzętu, by wywieźć te śmieci na wysypisko,
lecz spod ziemi musieliśmy je wygrzebać własnymi rękami. A było tych
śmieci kilka ton. Przez trzydzieści lat, zanim ktoś zdecydował, że
trzeba zamknąć wejściowe otwory, dawne schrony służyły okolicznym
mieszkańcom jako dzikie, ale bardzo wygodne śmietniki. Tym
wygodniejsze, że z zewnątrz nic nie było widać. Wiele też zachowało
się w głębi nich śladów libacji z dawnych lat. - Czasem miało się dość
tej roboty - przyznaje Krzyształowski. Jednak co zaczęli, to
skończyli. Schodząc do schronu nr 7, można się o tym przekonać podczas
nielicznych w roku okazji, bo na co dzień wejście jest solidnie
zabezpieczone. W przeciwnym razie podziemny korytarz z powrotem
zmieniłby się w melinę i publiczny szalet. Przechodnie dziwią się
tylko, co to za tajemnicza betonowa konstrukcja pojawiła się
kilkadziesiąt metrów od przystanku na rogu placu Inwalidów i alei
Mickiewicza. Pamiętają, że do niedawna była to część niewielkiej
górki, z której w zimie maluchy zjeżdżają na sankach. - Niektórzy są
trochę zawiedzeni, wydawało im się, że zobaczą podziemne sale i
kilometry korytarzy - opowiada Bembenek. - Są i tacy, którzy się
zarzekają, że bawili się tu w dzieciństwie i pamiętają lochy o wiele
dłuższe, z przejściem sięgającym dawnej siedziby gestapo. Na pewno
byłoby to bardzo ciekawe, jednak nic podobnego nigdy nie istniało.
Niestety, to tylko oni byli mniejsi, za to z bujną wyobraźnią. Mimo
wszystko miejsce robi wrażenie, jest w nim jakaś magia. Łatwo wczuć
się w sytuację kogoś, kto musiałby znaleźć się tu z prawdziwej
konieczności. Na marginesie łatwo zauważyć, że projektanci tych
schronów nie ograniczyli się do betonowego pancerza, zadbali też o
elementarne wygody ewentualnych użytkowników. Świadczą o tym zachowane
uchwyty do ławek i całkiem obszerne pomieszczenie wydzielone na
toaletę.
Budowali
też inni. Historycy amatorzy z Rawelinu na poniemieckie schrony
trafili niejako przy okazji. Ich pasje są o wiele rozleglejsze, dla
niektórych dość egzotyczne. - Jedni po pracy łowią ryby, a my
penetrujemy dawne budowle wojskowe - uśmiecha się Krzyształowski.
Obecny prezes jest twórcą witryny internetowej poświęconej militariom,
zawierającej bardzo obszerny dział dotyczący Twierdzy Kraków. Właśnie
krakowskimi fortami od bardzo dawna interesują się członkowie
stowarzyszenia Rawelin. - Forty są krakowianom dość dobrze znane,
jednak mało kto wie, że one też maja swoje podziemia - Mówi Dariusz
Pstuś. Stosunkowo łatwo dostępne są kawerny, czyli wykute w skałach
przez Austriaków sztuczne groty przy forcie Bodzów, pomiędzy ul.
Tyniecką i brzegiem Wisły. O wiele trudniejszy do penetracji jest
system podziemnych umocnień fortu Winnica, po drugiej stronie
Tynieckiej. Kawerny i korytarze tego bastionu są bowiem w większości
zalane wodą. - Trzy lata temu nurkowaliśmy w tych podziemiach, a nasze
obserwacje były bardzo ciekawe - mówi Pstuś. - Dokładne zbadanie
całego systemu wymagałoby znacznych nakładów. Na razie nie widać
chętnego, który chciałby je ponieść. Z okazji 750-lecia lokacji
Krakowa zgłoszono nawet projekt utworzenia podziemnego szlaku Twierdzy
Kraków. Niestety, został odrzucony przez miasto.
Dodajmy na zakończenie, że koniec II wojny światowej bynajmniej nie
zakończył dziejów budowy krakowskich podziemi. Pod osiedlami starej
części Nowej Huty, a także pod budynkami użyteczności publicznej tej
dzielnicy (jak np. dawne kino "Światowid") istnieje cały system
powstałych w latach 50. obszernych schronów przeciw atomowych. Do
niektórych można nawet wjechać ciężarówką. One także czekają na
turystyczne zagospodarowanie. To już jednak temat na inną historię.
(Marek Lubaś-Harny).
(Magiczny
Kraków
23.11.2008)
Otwarte drzwi krakowskich muzeów.
Były wykłady, tańce, eksponaty wyciągnięte z magazynów i miejsca o
których do tej pory tylko się „słyszało”. Muzea krakowskie otworzyły
swoje drzwi szerzej niż zwykle i za darmo. Krakowianie to docenili i
chętnie odwiedzali wszystkie: od Muzeum Narodowego po Schrony
Przeciwlotnicze w Parku Krakowskim -
FILM. (Imperia Film)
(TVP3 Kronika
Krakowska
23.11.2008)
Dzień Otwartych Drzwi Muzeów
Krakowskich (LS-Deckungsgraben
No.7 Park Krakowski).
(Interia.pl.
20.11.2008)
Niedziela z historią.
23 listopada będzie można zwiedzić bez
biletu krakowskie muzea. Dla miłośników historii przygotowano sporo
atrakcji. W tym roku Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich
zaplanowano na najbliższą niedzielę. Większość placówek proponuje
z tej okazji specjalny program. Osoby zainteresowane historią,
szczególnie druga wojna światową, powinny odwiedzić dwa miejsca.
W parku krakowskim
w godz. 11-16 będzie można obejrzeć niemiecki schron przeciwlotniczy.
Wewnątrz przygotowano wystawę "Plac Inwalidów - historia miejsca"
i ekspozycję poświeconą obronie przeciwlotniczej. Schron udostępni
Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników "Rawelin", które ma pod swoją
opieką kilka podobnych obiektów w mieście. W Muzeum Historycznym
Miasta Krakowa przy ul. Pomorskiej od godz. 10 do 11.30 przewodnik
będzie oprowadzał po wystawie stałej Kraków w latach 1939-1956 oraz
byłych celach gestapo. O 11.30 rozpocznie się pokaz filmów
dokumentalnych dotyczący historii Krakowa w czasie okupacji, a o 13 -
spacer po najciekawszych miejscach dzielnicy Krowodrza. Na 14.30
zaplanowano wykład Grzegorza Jeżowskiego z Muzeum Historycznego Miasta
Krakowa pt. "Okoliczności uratowania wiaduktu grzegórzeckiego -
w poszukiwaniu prawdy", a na 16 - warsztaty "Los Polaków - więźniów
Montelupich i Pomorskiej".
(Wiadomości Lokalne
Dz.V czerwiec 2008)
Muzealne kapcie
kontra… niemiecki beton.
Czy betonowy korytarz może konkurować z
salami pełnymi dzieł sztuki? Podczas ostatniej Nocy Muzeów we
Krakowie, po raz kolejny okazało się, że tak. W nocy z 16 na 17 maja,
za symboliczną złotówkę można było zajrzeć do większości placówek
muzealnych w Krakowie. Schron przeciwlotniczy w parku krakowskim w
ciągu kilku godzin odwiedziło ponad tysiąc osób. Wystawę wewnątrz
schronu pt. „Plac Inwalidów – historia miejsca” i ekspozycję
poświęconą obronie przeciwlotniczej zorganizowało Małopolskie
Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin” i Oddział Muzeum
Historycznego Miasta Krakowa przy ul. Pomorskiej. Gdyby impreza trwała
dłużej, na pewno nie zabrakłoby chętnych. Tym bardziej, że nawet
„rdzenni” krakowianie nie kryli zaskoczenia, że kilkudziesięciometrowy
korytarz kryje się tuż pod parkowym trawnikiem. Długa kolejka przed
wejściem nie odstraszyła najwytrwalszych. A w środku? Zamiast
tradycyjnego „nie dotykania eksponatów” można było przymierzyć maski
przeciwgazowe, hełm Luftschutzu, zajrzeć do schronowej apteczki, czy
porozmawiać z „granatowym” policjantem o sytuacji na froncie. Wystawa
połączona z elementami rekonstrukcji historycznej okazała się strzałem
w dziesiątkę. Zresztą „Rawelin” sprawdził pomysł już w ubiegłym roku.
Wtedy w czasie Nocy Muzeów, przez dwa udostępnione zwiedzającym
schrony przewinęło się kilka tysięcy osób.
Obiekt w Parku
Krakowskim typu LS - Deckungsgräben
powstał w 1944 na terenie
ówczesnej niemieckiej dzielnicy miasta. Podobnych schronów zachowało
się w okolicy kilka, m.in. przy ul. Lea i Królewskiej. W całym
Krakowie zaplanowano budowę sześćdziesięciu tego typu schronień,
jednak ostatecznie udało się zrealizować tylko połowę. Miały pełnić
rolę tymczasowej kryjówki przed nalotem. Betonowe, prefabrykowane
elementy konstrukcji chroniły jedynie przed odłamkami i nie
wytrzymałyby uderzenia bomby lotniczej. Schron nie posiadał urządzeń
filtracyjnych, dlatego też na wyposażeniu niezbędne były maski
przeciwgazowe. Wzdłuż ścian umieszczone były drewniane ławeczki, a
przy wejściach, oprócz schodów znajdowały się pochylnie dla wózków
dziecięcych i inwalidzkich. Na końcu korytarza, w małym pomieszczeniu,
była prowizoryczna toaleta i wyjście ewakuacyjne.
Stowarzyszenie „Rawelin”
ma pod swoją opieką cztery takie obiekty w mieście. Od 2006 roku
prowadzi w nich prace porządkowe, aby przystosować je do ruchu
turystycznego. Oprócz tego zajmuje się również dwoma schronami
biernymi piechoty (Regelbau 668) położonymi na terenie gminy Zabierzów
(Rudawa i Nielepice). Obecnie nie ma określonych terminów zwiedzania,
a wszystkie schrony otwierane są w zależności od zapotrzebowania. Być
może zmieni się to jednak, gdy zostaną one włączone do istniejących
lub planowanych tras turystycznych. Noc Muzeów to jeszcze jeden dowód
na to, że warto, aby tak się stało.(JD)

Noc Muzeów
Krakowskich 2008 „LS-Deckungsgraben No. 7"
(Gazeta.pl 20.05.2008)
Takie rzeczy to
tylko w tę noc. W tym roku kolejki podczas
V Nocy Muzeów w Krakowie ustawiały się nie tylko pod Wawelem. Taki
widok można zobaczyć w naszym mieście tylko raz w roku - pustki w
barach, a tłumy młodych ludzi w muzeach. Tysiące studentów,
licealistów, turystów i rodzin uzbrojonych w złotówki, za które można
było kupić monetę upoważniającą do wstępu, ruszyły na zwiedzanie.
Furorę zrobił w tym roku park Krakowski. - Schron przeciwlotniczy jest
rewelacyjny. Tyle lat mieszkam w tej okolicy i nie miałem pojęcia, że
coś tak niezwykłego może być pod trawnikiem - zachwycał się Marek
Kracki.
Swoje trzeba było odstać wszędzie. Żeby wejść do Barbakanu - około
pół godziny, do Muzeum Farmacji - podobnie. Tylko w Narodowym około
północy kolejek przed wejściem nie było, wszyscy bowiem chronili się
przed deszczem w hallu. Tu hitem były prace Wyspiańskiego i Kantora.
Sztuka współczesna wywoływała jednak mieszane uczucia. - Żeby z
połamanego parasola zrobić arcydzieło? - powątpiewała para studentów.
W Muzeum Inżynierii Miejskiej zachwycały autobusy ogórki, syrenki i
piękne junaki. - Mój dziadek kiedyś jeździł takim motocyklem -
wzdychał jeden z odwiedzających.
W V Nocy Muzeów uczestniczyło 25 instytucji. Hasłem tegorocznej
edycji byłą 90. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości, nie
zabrakło więc wątków patriotycznych. Muzeum UJ przygotowało recital
utworów Fryderyka Chopina. Zagrał je Marek Szlezer na oryginalnym
fortepianie należącym do Chopina. Co prawda kilkunastominutowa ulewa
przegoniła na chwilę zwiedzających z dziedzińca Collegium Maius, ale
gdy tylko ustał deszcz, najstarszy budynek UJ zapełnił się ponownie. -
Skoro jest taka kolejka, na pewno warto tu przyjść, zwłaszcza że to
moja pierwsza Noc Muzeów - żartował Michał, student prawa na UJ. -
Będzie można się przez chwilę poczuć jak Kopernik zaglądający w te
mury. Warto wymienić pokaz multimedialny na elewacji Wieży Ratuszowej
"Mistrzowie naszych Mistrzów" przygotowany przez Fundację Conspero, a
także koncert moskiewskich solistów w Auli Collegium Novum UJ. - Mam
nadzieję, że za rok muzea będą otwarte przynajmniej do trzeciej -
powiedziała nam Ania, uczennica III LO w Krakowie. - Nie trzeba będzie
tyle biegać, żeby jak najwięcej zobaczyć, a naprawdę jest co oglądać i
chętnych z pewnością nie zabraknie.(Aneta Zadroga)
(Forty Kraków
17.03.2008)
XIII Rajd Szlakiem
twierdzy Kraków - Rudawa. Niemieckie umocnienia w Gminie Zabierzów
to - wciąż nie odkryta atrakcja turystyczna gminy. Przez ostatnie
kilkadziesiąt lat betonowe obiekty - fragment tzw. linii umocnień b-1,
przebiegającej południkowo przez obszar Polski od Bałtyku do Karpat,
zupełnie zapomniane, porośnięte trawą i krzakami służyły jedynie jako
dzikie wysypiska śmieci dla "wygodnych" i mało frasobliwych
mieszkańców gminy. Chociaż wybudowano je w II połowie 1944 roku,
dotychczas nikt nie postrzegał ich w kategorii budowli zasługujących w
przyszłości na miano zabytków i ciekawostek.
W
ubiegłym roku Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin",
przy wsparciu Urzędu Gminy Zabierzów, odkopało i wyremontowało dwa
zdewastowane schrony - w Rudawie i w Młynce, a Stowarzyszenie "Nasze
Nielepice" zaopiekowało się równie zniszczonym schronem na Wzgórzu 280
w Nielepicach i pozostałymi obiektami w jego pobliżu, wykonując
wstępne prace porządkowe. Dzięki temu, w przedświąteczną niedzielę 16
marca umocnienia mogły znaleźć się na trasie XIII Rajdu Szlakiem
Twierdzy Kraków, który zorganizował Oddział Wojskowy PTTK im. gen. J.
Bema przy Klubie 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie. W przeddzień
wizyty w Rudawie i Nielepicach, uczestnicy rajdu zwiedzali wybrane
krakowskie forty, schron przeciwlotniczy, Muzeum Armii Krajowej i
Oddział Muzeum Historycznego przy ul. Pomorskiej.
Ze
względu na fakt, że impreza zgromadziła ponad 130 miłośników
militariów (nie tylko z Krakowa i okolic, ale nawet z tak odległych
miast jak Lublin, Warszawa, czy Przemyśl), po przybyciu na miejsce,
część zwiedzających pozostała przy schronie w Rudawie, natomiast druga
grupa udała się autokarem do Nielepic. Na wzgórzu 280 mieli możliwość
obejrzenia czterech schronów. Na szczycie znajduje się najwyżej
położony w Dolinie Rudawy obiekt fortyfikacji niemieckich z 1944 roku
- schron bierny piechoty Regelbau 668. Z uwagi na swoje położenie,
został wyposażony w pancerz, w którym miał być umieszczony wysuwany
peryskop umożliwiający obserwację przedpola całej pozycji obronnej.
Podczas Rajdu pogoda dopisała – był piękny, słoneczny, wiosenny dzień
– ze szczytu wzgórza roztaczał się widok na całą okolicę. Umożliwiło
to zapoznanie uczestników wycieczki z topografią terenu – Dolina
Rudawy, czy też właściwie: Rów Krzeszowicki, ma w tym miejscu prawie 5
km szerokości i jest od południa ograniczony pasmem Garbu Tęczyńskiego
na północy zaś pasmem Dolinek Jurajskich. Z wysokości wzgórza 280
doskonale czytelne są podstawowe założenia obronne dla całej linii
obiektów oraz pozycji polowych, zależności pomiędzy poszczególnymi
grupami schronów oraz ich zadaniami w grupie. Ze wzgórza w Nielepicach
uczestnicy rajdu, pieszo, udali się do kolejnej grupy obiektów w
Rudawie. Dzięki uprzejmości obecnego dzierżawcy terenu, firmie „K&J
Paintball ATV”, możliwe było zwiedzenie trzech obiektów: schronu
biernego Regelbau 668, schronu do ognia okrężnego Ringstand R58C oraz
schronu biernego - garażu dla armaty -Regelbau 701. To jedyny
zachowany w takim stanie i tak dostępny schron w całej Dolinie Rudawy.
Grupę obiektów wybudowano nieprzypadkowo w miejscu strategicznym, przy
drodze na Śląsk, z doskonałym widokiem na linię kolejową. Po drugiej
stronie drogi, znajdowała się analogiczna grupa schronów, wzmacniająca
obronę tej pozycji. Właśnie tam, po obejrzeniu umocnień w
Rudawie-Młynce, udała się grupa uczestników rajdu, kończąc tym samym
spacer po wybranych punktach niemieckiej linii "b1" w Dolinie Rudawy.
W punkcie oporu, w miejscowości Młynka, znajduje się udostępniony do
zwiedzania i dzięki pracy członków Stowarzyszenia „Rawelin”, dostępny
również wewnątrz – kolejny schron bierny Regelbau 668 w wersji z
dobudowanym stanowiskiem typu Ringstand 58c. Schron ten, staraniem
Stowarzyszenia „Rawelin” przy współudziale Gminy Zabierzów, został w
roku 2007 odkopany, wysprzątany, zabezpieczony i udostępniony do
zwiedzania dla wszystkich miłośników historii i fortyfikacji. Spod
schronu w Młynce autokarem powrócili do Rudawy, a do Nielepic przybyła
druga grupa, która pokonała tą samą trasę.
Uczestnicy rajdu, którzy rozpoczęli wycieczkę w Rudawie również nie
narzekali na brak wrażeń. Zanim weszli do wnętrza schronu, mieli
okazję przejść przez "zaminowany" teren. O "niebezpieczeństwie"
informowały tabliczki z napisem "achtung minen!". Ci, którym udało się
szczęśliwe przejść przez pole minowe, mieli okazję obejrzeć makietę
terenu, na której umieszczono wszystkie okoliczne obiekty linii b-1,
używane w 1944 roku uzbrojenie i figurki żołnierzy niemieckich.
Wewnątrz schronu Stowarzyszenie "Rawelin" urządziło ekspozycję
militariów i częściowo zrekonstruowało elementy. Schron w Rudawie
(typu Regelbau 668 przeznaczone był dla załogi złożonej z dziewięciu
żołnierzy piechoty) składał się z dużego pomieszczenia o powierzchni
ok. 13 m kw. oraz dwóch mniejszych przedsionków) w których zamontowano
drzwi pancerne. Załogę chroniły żelbetowe ściany i strop grubości 1,5
metra. W sytuacji zagrożenia, żołnierze mogli skorzystać z wyjścia
ewakuacyjnego, za którym znajdowała się studzienka z klamrami,
prowadząca na powierzchnię. Do obiektu dobudowano stanowisko typu
Ringstand do obserwacji lub ostrzału z karabinu maszynowego. Dzięki
temu, że schron nie został uszkodzony podczas działań wojennych,
zwiedzający mogli obejrzeć wszystkie, doskonale zachowane elementy.
Przy ognisku i wojskowej grochówce wszyscy uczestnicy rajdu odebrali
certyfikaty, a ci, którzy brali udział w największej ilości Rajdów
Twierdzy Kraków - pamiątkowe odznaki PTTK. Małopolskie Stowarzyszenie
Miłośników Historii "Rawelin" jako współorganizator imprezy zostało
odznaczone przez Zarząd PTTK Oddział Wojskowy w Krakowie Brązową
Odznaką "Twierdza Kraków" za popularyzacje zachowanych budowli
obronnych.Na zakończenie rajdu miłośnicy fortyfikacji zwiedzili
niemieckie schrony z okresu II wojny światowej w Czułówku.
Członkowie Stowarzyszenia "Rawelin" zwracają uwagę, że rajd na pewno
nie mógłby się odbyć bez pomocy strażaków z OSP Rudawa , którzy
pomogli w przygotowaniu obiektu. Jednocześnie podkreślają, że to na
pewno nie ostatnia militarna impreza na terenie Gminy Zabierzów.
Zresztą w październiku 2007 sporym zainteresowaniem mieszkańców i
turystów cieszył się zorganizowany przez "Rawelin" Piknik Militarny w
Rudawie. Podobne plany ma również Stowarzyszenie "Nasze Nielepice",
które między innymi stawia sobie za cel dalsze zabezpieczanie
niemieckich budowli, oczyszczenie ich i przygotowanie dla
zwiedzających. Jego członkowie obiecują, że w miarę możliwości, prace
będą kontynuowane. Może więc, z czasem na terenie gminy powstanie nowy
szlak turystyczny... Na dobry początek, obok schronu w Rudawie w
zeszłym roku stanęła tablica informacyjna na temat obiektów. Podobne
tablice staraniem sołtysa stanęły również w Nielepicach.
(Forty Kraków
16.03.2008)
XIII Rajd Szlakiem
twierdzy Kraków.
XIII rajd szlakiem Twierdzy Kraków odbył
się w dniach 15 - 16 marca 2008 roku. Organizatorem rajdu był Oddział
Wojskowy PTTK im. gen. J. Bema przy Klubie 2 Korpusu Zmechanizowanego,
Klub 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie, Małopolskie Stowarzyszenie
Miłośników Historii "Rawelin" i współpracy Muzeum AK i Oddziału Muzeum
Historycznego na ul.Pomorskiej. Celem rajdu
było przybliżenie
wiedzy z zakresu historii ruchu oporu w Krakowie,
Zaprezentowanie
zachowanych niemieckich umocnień i schronów bojowych z okresu II
wojny światowej, przejście
po wybranych obiektach fortyfikacyjnych, zapoznanie się ze
współczesnymi możliwościami wykorzystania byłych obiektów Twierdzy,
poszerzenie wiedzy z zakresu historii Krakowa, a w szczególności jego
militarnych tradycji, promowanie budowli Twierdzy Kraków jako
kolejnej, bardzo ciekawej atrakcji turystycznej.
Trasa
rajdu rozpoczęła się w Muzeum Armii Krajowej, gdzie uczestnicy rajdu
zapoznali się z działalnością Armii Krajowej w Krakowie w czasie
okupacji, zwiedzili ekspozycje, jak też z zainteresowaniem obejrzeli
podziemia budynku Muzeum, który wybudowany został jako główny element
zespołu dowódczo - aprowizacyjnego Twierdzy Kraków. Następnie trasa
wycieczki prowadziła wzdłuż nie istniejącego pierwszego wału
fortecznego, gdzie uczestnicy mogli zobaczyć kompleks byłych koszar
Arcyksięcia Rudolfa, koszar artylerii, budynek sądu i aresztu
garnizonowego, jak też Bastion III "Kleparz". W Oddziale Muzeum
Historycznym przy ul. Pomorskiej 2, którego podstawowym zadaniem jest
opieka nad historycznym miejscem kaźni wielu tysięcy Polaków w czasie
II wojny światowej - celami byłego aresztu Gestapo w Krakowie.
Uczestnicy zapoznali się z tym świadectwem tragicznych dni okupacji
niemieckiej lat 1939 -1945, jak też z prezentowana wystawą "Kraków w
latach 1939 - 1956". Na zakończenie pierwszego dnia XIII Rajdu
Twierdzy Kraków Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin"
udostępniło do zwiedzania niemiecki schron przeciwlotniczy wzniesiony
w 1944 roku w Parku Krakowskim (Luftshutzdeckugsgraben Nr7). Wewnątrz
zaprezentowano wystawę pt. "Plac Inwalidów - historia miejsca"
autorstwa Mariusza Bembenka. Uczestnicy rajdu zeszli pod ziemię, aby w
ponurych, podziemnych korytarzach oświetlonych światłem elektrycznym
podziwiać wystawę prezentującą historię placu Inwalidów i rolę, jaką
odgrywało to miejsce w czasie wojny.
(Gazeta.pl 17.01.2008)
Poniemieckie
schrony dostępne do zwiedzania.
Przez lata traktowane jak
osiedlowe śmietniki, teraz poniemieckie schrony przeciwlotnicze w
krakowskiej Krowodrzy mają być regularnie udostępniane do zwiedzania.
Miasto ma już gotowe umowy użyczenia tych obiektów stowarzyszeniu
miłośników historii. - Te schrony to właściwie szczeliny, długie na 50
metrów korytarze o szerokości 1,2-1,5 metra. Powstały w pierwszej
połowie 1944 roku. Dotychczas udało nam się już oczyścić trzy z nich.
W sumie ręcznie wyciągnęliśmy około dziesięciu ton śmieci. W jednym z
korytarzy zachowały się resztki skromnego wyposażenia, np. ławki do
siedzenia - mówi Dariusz Pstuś, (były) prezes Stowarzyszenia
Miłośników Historii "Rawelin", które zajmuje się ratowaniem
niszczejących zabytków.
Podziemne labirynty rozbudzają wyobraźnie nie tylko grupki
zapaleńców. Gdy w maju ubiegłego roku w ramach Nocy Muzeów
udostępniono do zwiedzania dwa schrony znajdujące się w okolicach pl.
Inwalidów, przyszło pięć tysięcy ludzi. - Przy okazji tej imprezy
udało się w jednym ze schronów zamontować prowizoryczną instalację
elektryczną, a także zapewnić mu porządne zamknięcie - dodaje Dariusz Pstuś. Wcześniej członkowie stowarzyszenia odkopali też schron przy
ulicy Królewskiej - teraz myślą o odczyszczeniu kolejnego - przy ulicy
Lea. Przewodniczący dzielnicy V Piotr Klimowicz ma plan, by w
Krowodrzy utworzyć ścieżkę historyczną, w ramach której schrony byłyby
udostępniane krakowianom na przykład w jeden weekend w miesiącu. - Na
razie nie da się ich zwiedzać ot tak, bo wejścia przyłożone są
betonowymi płytami. Trzeba siły dwóch mężczyzn, by je podnieśli. W
sumie na terenie Krowodrzy jest około dziesięciu takich szczelin -
informuje Klimowicz. W ubiegłym roku stowarzyszenie Rawelin wystąpiło
do prezydenta Krakowa o użyczenie czterech niemieckich schronów. Dwa z
nich znajdują się w zarządzie Zarządu Budynków Komunalnych, dwa w
dyspozycji Krakowskiego Zarządu Komunalnego.Obie instytucje
przygotowały umowy. Nikt nie myśli oczywiście o komercyjnym
wykorzystaniu tych miejsc. Chodzi o to, by uchronić je przed
zniszczeniem. Członkowie stowarzyszenia planują w przyszłości urządzać
tu wystawy o tematyce historycznej - tłumaczy Klimowicz. - Ze
schronami jest sporo roboty. Trzeba je izolować przed wilgocią i wodą,
a także zadbać o zabezpieczenie przez chuliganami - dodaje Dariusz
Pstuś. Zapewnia, że ilekroć jakaś grupa jest zainteresowana
oglądnięciem schronów, członkowie stowarzyszenia otwierają je. Liczy,
że w najbliższej przyszłości schrony będą udostępniane do zwiedzania
regularnie co najmniej trzy razy do roku.(Magdalena Kurska)
(Zagłębie info
12.01.2008)
Schron odkopany!
Nie minął miesiąc od momentu kiedy podczas zebrania Stowarzyszenia
Forum dla Zagłębia Dąbrowskiego Dariusz Jurek - wiceprezes
sosnowickiego oddziału Stowarzyszenia - poinformował przybyłego na
spotkanie Przemysława Trzeciaka ze Stowarzyszenia Pro Fortalicium o
schronie przeciwlotniczym - właściwie szczelinie przeciwlotniczej
(fachowa nazwa) przy ulicy Staszica w Sosnowcu - a już słowa
przerodziły się w czyn. Już od godziny 9.00 członkowie obu
Stowarzyszeń wspomagani przez nieformalną sosnowiecką grupę
miłośników historii „Forty, Schrony, Umocnienia – Grupa Sosnowiec”
uzbrojeni w kilofy, szpadle i łopaty stawili się na miejscu by
odkopać poniemiecki schron z czasów II WŚ, który najprawdopodobniej
służył kadrze inżynierskiej oraz pracownikom pobliskiej Huty Buczka
(wówczas Huty Katarzyna) gdzie miała miejsce produkcja zbrojeniowa.
Akcja odkrywania schronu była ze wszech miar profesjonalnie
przygotowana, Przemysław Trzeciak zadbał o pozwolenie administratora
terenu czyli Spółdzielni Mieszkaniowej „Nasza”, której prezes Pan
mgr inż. Tadeusz Rybak wykazał się dobrą wolą i w ciągu tygodnia od
oficjalnego pisma wydał zgodę na odkopanie schronu. Były też taśmy
odgradzające oraz identyfikatory dla osób uczestniczących w pracach.
Rzecz jasna pace przyciągnęły uwagę wielu sosnowiczan zmierzających
do pobliskiej Plejady oraz okolicznych mieszkańców. Niektórzy z nich
pamiętają czasy kiedy do schronu można było wejść. – Jako dziecko
wchodziłem do tego schronu, było to jeszcze podczas wojny w 1944 r.,
miałem wówczas 6 lat. Tuż po wojnie wojsko zamknęło schron. Jestem
ciekawy czy te pomieszczenia przetrwały – zastawiał się
sosnowiczanin mieszkający kiedyś na Starej Środuli, Pan Ryszard
Stępień. Kiedy udało się okopać schron i wejść do środka oczom
miłośników lokalnej historii ukazał się dobrze zachowany obiekt i
kilka przedmiotów, które posłużą później jako rekwizyty. Wśród nich
na pewno nie zabraknie oryginalnej niemieckiej apteczki, którą
Przemysław Trzeciak zakupił na targu staroci. Żelbeton,
którego grubość szacowana jest na ok. 50 cm jest w stanie idealnym.
– Kiedy weszliśmy do schronu na stropie było pełno zacieków wodnych,
wystarczyło jednak kilka godzin wietrzenia obiektu, by woda w dużej
części odparowała – mówi Rafał Siciński ze Stowarzyszenia FdZD,
który jako jeden z pierwszych dostał się z latarką do schronu. Mam
już wizję tego miejsca i zastanawiam się nad kupnem munduru z czasów
II WŚ, dla mnie to przede wszystkim dobra zabawa – dodaje
oprowadzający dziennikarzy po wnętrzu schronu Siciński.
Ok. godz. 14 na miejsce dotarli członkowie Małopolskiego
Stowarzyszenia Miłośników Historii Rawelin z Krakowa. Będziemy
służyć głównie pomocą merytoryczną dotyczącą historii tego typu
obiektów oraz radą praktyczną związaną z procesem przywracania
świetności i użyteczności tego typu obiektom – mówi Dariusz Pstuś,
który dzielił się z uczestnikami teoretyczną i praktyczną wiedzą.
Właściwie to powinniśmy nazywać ten obiekt szczeliną przeciwlotniczą
gdyż LSR czyli Luftschutzraum, bo to nazwa ogólna dla niemieckich
schronów z tego okresu – wyjaśniał miłośnik historii z Krakowa.
Chcę nazwać nazwę tej inicjatywie i najlepiej jakby to było związane
z tym miejscem, proponuję więc nazwać je „Luftschutzraum Katarzyna”.
Pomysłów jest dużo ale głównie są one związane z pokazaniem historii
tego miejsca. Członków Stowarzyszeń chcieliby wyposażyć schron w
rekwizyty z tamtego okresu oraz oprowadzać mieszkańców i turystów w
mundurach wojskowych. Na pewno na początek można zrobić galerię
reprodukcji starych zdjęć i pocztówek związanych z dzielnicą
Katarzyna – z tym nie będzie problemu bowiem są one w posiadaniu
FdZD. Nie wykluczone, że w schronie wykorzystane zostaną efekty
dźwiękowe które przybliża zwiedzających do klimatów z tamtych
czasów. Chcemy również aby z zewnątrz schron prezentował się
ciekawie w związku z czym odpowiednio odtworzymy i pomalujemy
wejścia i wyjścia ze schronu. Planujemy również powieszenie baneru
reklamującego miejsce na jednej z kamienic osiedla przy ul.
Staszica, który będzie widoczny od strony ul. Staszica.
Schron/szczelina przeciwlotnicza jest stosunkowo szeroki, wspomniany
Dariusz Pstuś twierdzi, że krakowskie obiekty są węższe i trudniej
je zaadoptować. Po dokonaniu fachowych pomiarów przez Marcina Wilka
okazuje się że korytarz ma rozpiętość 1,6 m, wysokość 1,9 m, a
długość wynosi 56 m.
Portal regionalny zaglebie.info gratuluje uczestnikom akcji
zaangażowania i pomysłowości. Zapewniamy, iż dołożymy wszelkich
starań by tę inicjatywę promować i wspierać. Dobra robota Panowie i
…(Piotr Krawczyk)
(INTERIA.PL
26.11.2007)
Tajemnice
podziemnego Krakowa. - Pamiętam
z dzieciństwa, że zjeżdżałem na sankach z tej dziwnej "górki" i...
nagle coś się zapadło - wspominał jeden ze zwiedzających schron
w parku Krakowskim. W Krakowie ponad dwieście osób zwiedziło
w niedzielę niemiecki schron przeciwlotniczy z 1944 roku. Taką
atrakcję, nie po raz pierwszy, w ramach Dnia Otwartych Drzwi
Krakowskich Muzeów zorganizowało Stowarzyszenie "Rawelin". Rok
wcześniej można było wejść do wnętrza schronu przy ulicy Królewskiej,
w samym sercu dawnej niemieckiej dzielnicy Krakowa. Rekordowa ilość
osób - ponad 5 tysiące odwiedziła natomiast dwa udostępnione obiekty -
w parku Krakowskim i przy pl. Inwalidów podczas ostatniej Nocy Muzeów.
Teraz frekwencja była mniejsza, ponieważ zimowa pogoda nie zachęcała
do zwiedzania, ale zachwyt i zaskoczenie - takie same, jak poprzednio.
- Chociaż mieszkam w tej okolicy od urodzenia, nie miałam pojęcia
o schronach - nie kryła starsza kobieta, po przejściu dwóch betonowych
korytarzy i obejrzeniu wystawy "Plac Inwalidów - historia miejsca" -
świadectwa tragicznej przeszłości. Obiekt doskonale za to znał jej
syn. - Jako dziecko wchodziliśmy do różnych "dziur" i tak tu
trafiliśmy - wspominał trzydziestokilkulatek. Niektórzy zwiedzający
spodziewali się wewnątrz dużych pomieszczeń, przystosowanych do
długiego zamieszkiwania. Tymczasem schron służył jedynie jako
tymczasowe schronienie dla ludności, która znalazła się w jego pobliżu
podczas nalotu. W trakcie pokonywania podziemnej trasy wiele osób
pytało o to, czy schron jest na co dzień udostępniony turystom.
Chociaż są takie plany, na razie można do niego wejść po wcześniejszym
uzgodnieniu terminu ze Stowarzyszeniem "Rawelin". - Ważne, aby schrony
trafiły do rejestru zabytków, wówczas będą podlegać prawnej ochronie -
podkreślają władze Stowarzyszenia.
Podobne obiekty są
turystyczną atrakcją w wielu polskich miastach: Rzeszów ma swoją trasę
turystyczną po miejskich piwnicach, Szczecin - trasę po schronach
z okresu II wojny światowej i zimnej wojny... Bez statusu zabytku,
schrony mogłyby nie wytrzymać z nowymi - kilka miesięcy temu, z powodu
planów budowy podziemnych parkingów, groziło im wyburzenie. Teraz, gdy
z planów zrezygnowano, znowu jest szansa na to, by stały się
w Krakowie turystycznym przebojem, tym bardziej, że pozwala na to ich
dobry stan techniczny. Czy z tej szansy skorzysta miasto? Czas
pokaże...
(Gazeta
Krakowska 27.11.2007)
Zeszli
do schronu. To był pomysł na świetną niedzielę. Zamiast siedzieć
przed telewizorem, krakowianie tłumnie poszli do muzeów. Mogli
wybierać: cenne dzieła Wyspiańskiego, Stara Synagoga, a może
wspinaczka na szczyt wieży ratuszowej. Największą atrakcją okazał się
jednak na co dzień niedostępny, ponury przeciwlotniczy schron z czasów
II wojny światowej.
Dzień Otwartych Drzwi
Muzeów Krakowskich to szansa obejrzenia niesamowitych eksponatów
zupełnie za friko. Krakowianie i turyści skorzystali z okazji
skwapliwie i mimo fatalnej pogody tłumnie odwiedzali krakowskie
instytucje. Małgorzata Pawlikowska z Muzeum Wyspiańskiego nie ukrywała
zadowolenia. - Od samego rana przychodzą do nas zarówno całe grupy,
jak i indywidualni zwiedzający - mówiła. - Widać także bardzo duże
zainteresowanie wśród obcokrajowców. Większość ludzi urządziła sobie
maraton. - Przed chwilą zwiedziłam Wawel, teraz idę do Muzeum
Wyspiańskiego, a potem jeśli starczy czasu, jeszcze do Starej Synagogi
- wyliczała Sara Brudny, studentka historii sztuki. - Zamiast jednego
dnia, muzea powinny otworzyć drzwi na cały weekend, a wtedy byłby czas
na zwiedzenie wszystkiego, co może być interesujące.
Największą atrakcją
okazał się udostępniony specjalnie na wczorajszą okazje schron
przeciwlotniczy z okresu II wojny światowej w Parku Krakowskim.
Dorośli przychodzili razem z dziećmi, aby w ponurych, podziemnych
korytarzach podziwiać wystawę prezentującą historię placu Inwalidów i
rolę, jaką odgrywało to miejsce w czasie wojny. - Myślę, że to
doskonały sposób, żeby zainteresować historią także młodzież - mówił
pan Antoni, który przyszedł z wnukiem. - Wycieczka do schronu czy
muzeum jest w stanie zainteresować młodych ludzi znacznie bardziej niż
nudny podręcznik.(Robert Siemiński)
(www.zabierzow.org.pl
16.10.2007)
Śladami historii w Nielepicach.
W sobotę 6 października 2007 roku goście
odwiedzający Piknik Forteczny, organizowany na remontowanych przez
Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" dwóch
poniemieckich schronach bojowych, mogli również poznać pozostałe
obiekty należące do grupy schronów blokujących dostęp od wschodu
ważnego szlaku w kierunku Śląska. Przebiegająca Doliną Rudawy droga
oraz linia kolejowa była ważnym strategicznie połączeniem z
przemysłowym obszarem Górnego Śląska oraz otwierała przejście w głąb
terytorium Trzeciej Rzeszy.
Powyższa pozycja
obronna składała się z grup schronów znajdujących się: - na północy, w
m. Rudawa - pozycja broniąca Doliny Rudawy od strony pasma Dolinek
Jurajskich - wśród tych obiektów znajduje się jeden ze schronów
remontowanych przez "Rawelin" - główna - "centralna" - pozycja
blokująca drogę "śląską" w m. Młynka-Werbownia - dwie "podgrupy"
schronów po prawej i lewej stronie drogi. Schrony po Prawej strony
znajdują się na terenie prywatnym, natomiast wśród obiektów po lewej
stronie drogi na Śląsk znajduje się drugi schron rewitalizowany przez
Stowarzyszenie Rawelin. - na południu Doliny Rudawy, na wysokim
wzgórzu górującym nad okolicą, w m. Nielepice znajdowała się kolejna
grupa zabezpieczająca tym razem pozycję od strony Garbu Tenczyńskiego.
Z racji na swe położenie mogła ona stanowić doskonały punkt
obserwacyjny oraz stanowisko dowodzenia całą okoliczną grupą schronów.
O fakcie tym, poza samym położeniem świadczyć może wyposażenie jednego
ze schronów w wysuwany peryskop do obserwacji przedpola. Ze wzgórza
rozpościera się wspaniały widok na pasmo Dolinek Jurajskich, doskonale
jest widoczna broniona przez te schrony Dolina Rudawy z drogą i linią
kolejową. Jest z niego głęboki wgląd na przedpole pozycji w kierunku
Krakowa oraz na zapole w kierunku Krzeszowic. Przy dobrej pogodzie
widok zapiera dech w piersiach ! Właśnie ta ostatnia, trzecia grupa
schronów - poza schronami "Rawelinu" - była również odwiedzana przez
gości przybyłych na Piknik Forteczny do Rudawy. Grupa ta składała się
z kilku obiektów - schronów biernych Regelbau 668 oraz stanowisk
strzeleckich typu Ringstand 58. W chwili obecnej na schronach tych
rozpoczęło prace, zawiązujące się właśnie, Stowarzyszenie Przyjaciół
Nielepic, pod przewodnictwem i przy aktywnym wsparciu miejscowego
sołtysa p. Stanisława Dama. Prace, na schronie biernym Regelbau 668 -
wyróżniającym się posiadanym kiedyś stanowiskiem peryskopu - oraz na
dwóch pobliskich schronach bojowych Ringstand 58 prowadzą mieszkańcy
Nielepic - m.in. bardzo aktywnie wspiera je mieszkająca "po sąsiedzku"
rodzina Państwa Zając oraz inni mieszkańcy w terenu Gminy Zabierzów.
Poza tym, swoją chęć pomocy, zadeklarowało kilka osób odwiedzających
schrony w czasie Pikniku, co jest dobrym sygnałem, że zainteresowanie
tą tematyką wzrasta. W tej chwili, poza pracami organizacyjnymi,
mającymi na celu sformalizowanie i zarejestrowanie Stowarzyszenia,
współpracą z Gminą Zabierzów w kwestii uzyskania odpowiednich pozwoleń
oraz wsparcia przy planowanych pracach (wycinka drzewek, usunięcie
śmieci) prowadzone są prace mające na celu zabezpieczenie obiektów
przed wodami opadowymi oraz przygotowaniem ich do osuszenia i dalszych
prac. Przygotowywane są również tablice informacyjne oraz oznakowanie
i przygotowanie szlaku spacerowego na wzgórze. Niestety ząb czasu
odcisnął swoje piętno na tych ciekawych obiektach; struktura betonu
została naruszona przez wilgoć i zalegające wewnątrz śmieci, elementy
pancerne i ewentualne wyposażenie "gdzieś" się zapodziały, a okolica
schronu zarosła krzewami i samosiewkami. Zaniknęły też okopy, rowy
dobiegowe i polowe stanowiska strzeleckie. Wszystkie te elementy,
wchodzące kiedyś w skład tego polowego stanowiska obrony, być może uda
się odtworzyć i przywrócić im właściwy wygląd. Nie mniej jednak, jak
mawia, pełen energii, Sołtys Nielepic: "Zrobimy wszystko jak należy
!". Słowa te popiera czynem. Sam w wolnych chwilach pracując przy
porządkowaniu działki daje przykład innym. Zresztą "inni" mogą już
naocznie przekonać się o efektach prac w Nielepicach: nowe ławki,
tablice informacyjne, boiska i plac zabaw dla dzieci, remont świetlicy
to tylko niektóre przykłady ! Dobrze rokuje to w kwestii prac przy
schronach na wzgórzu. Za jakiś czas, myślę, stanie się ono jednym z
ulubionych miejsc spacerowych mieszkańców Gminy Zabierzów. Serdecznie
zapraszamy do współpracy przy zagospodarowaniu tego pięknego zakątka
wszystkich chętnych! Każda pomoc jest potrzebna - zarówno przy
pracach fizycznych jak i przy sprawach organizacyjnych. O kwestiach
finansowych już nie wspomnę, choć nie ukrywam, że bardzo liczymy na
wsparcie miejscowych przedsiębiorców i firmy które chcą mieć swoją
"cząstkę" tam na wzgórzu, a jednocześnie chcą zrobić coś dla ludzi i
swojej Gminy. Bardzo liczymy również na dalszą pomoc ze strony Gminy Zabierzów która do tej pory bardzo chętnie i skutecznie pomagała we
wszystkich przedsięwzięciach. Jeżeli są jeszcze na terenie Gminy
mieszkańcy którzy pamiętają czasy wojny lub bezpośrednio po niej,
pamiętają budowę lub jakieś szczegóły dotyczące schronów na terenie
Gminy Zabierzów, będziemy bardzo wdzięczni za jakikolwiek kontakt. Być
może u kogoś zachowały się stare fotografie lub jakieś elementy
wyposażenia schronów również chętnie je obejrzymy - poza pracami
fizycznymi przy obiektach prowadzone będą również prace badawcze nad
dokumentacją ich budowy, historii i powojennej przeszłości. Zachowajmy
dla przyszłych pokoleń tą wiedzę i informacje które pozwolą im poznać
swoją historię.(Jacek Stefański)
(Pro
Fortalicium 15.10.2007)
I
Piknik forteczny - Stowarzyszenie Rawelin.
W sobotę, 6 października 2007 roku,
Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin” z Krakowa
zorganizowało swój I Piknik Forteczny. Impreza odbyła się na dwóch
odkrytych niemieckich obiektach w gminie Zabierzów (jeden obiekt w
Rudawce – czasowa izba muzealna, drugi w Młynce). Obiekty dotąd
znajdowały się w takim stanie, jak to bywa z większością tego typu
zabytków w naszym kraju. Zapomniane, zarośnięte, zaśmiecone i
zdewastowane. Tylko dzięki zaangażowaniu członków Stowarzyszenia
schrony odzyskują dawną świetność. Oczywiście „Rawelinowi” marzy się
renowacja kolejnych obiektów, ale wiąże się to z dużymi kosztami. Tak
też sama impreza polegała głównie na zaprezentowaniu dotychczasowych
osiągnięć. Stąd też fotografie dokumentujące kolejne etapy remontu i
pracę członków Stowarzyszenia. Jednocześnie na fotografiach
przedstawiono inne tego typu obiekty w Europie, by pokazać, jak dobrze
może funkcjonować „militarna turystyka”. Co ciekawe, z tego typu prac
zazwyczaj cieszy się okoliczna ludność, gdyż dla nich odnowione
obiekty są ciekawostką, a jednocześnie często powodem do dumy. Oprócz
tego wystawiano różne ciekawe militarne gadżety z epoki. W najbliższej
okolicy znajduje się 24 obiekty. Jest to pozostałość po niemieckiej
linii umocnień budowanej w drugiej połowie 1944 roku. Miała
zabezpieczyć rejon Krakowa przed zbliżającą się ofensywa Sowietów.
Niestety wiele z tych obiektów jest już niedostępnych bądź
bezpowrotnie utraconych. Część z nich pochłonęły już rozrastające się
osiedla i budynki. Tak też działania „Rawelina” przypominają naszą
walkę o schrony pochłaniane przez rozrastające się śląskie
aglomeracje.
Na I Pikniku Fortecznym
pojawiła się delegacja naszego Stowarzyszenia w osobach wiceprezesa
Przemysława Trzeciaka, a także członków Waldemara Sykosza, Szymona
Hrebendy i Dawida Szydziaka. Wymieniono się doświadczeniami, nawiązano
kontakty i rozmawiano na temat przyszłości. Życzymy naszym kolegom
zrozumienia w ich pracy, wytrwałości i siły, która tak bardzo jest
potrzebna. Wierzymy, że przy wsparciu lokalnych władz uda im się wiele
dokonać. Jednocześnie liczymy na współpracę i oferujemy swoją pomoc.
Tym bardziej, że przecież mamy do siebie blisko. Cieszy fakt, iż inni
zajmują się tym, czym my, i odnoszą swoje sukcesy. W jedności siła....
do zobaczenia na II Pikniku Fortecznym. Być może na drugim obiekcie?
(Dziennik Polski
13.10.2007)
Niedocenione świadectwo historii.
Historycy zazwyczaj
interesują się obiektami zabytkowymi, wiekowymi, o walorach
artystycznych. Jakiś czas temu zaczęto jednak zajmować się także
poaustriackimi budowlami fortecznymi - ale bunkry, pochodzące z czasów
II wojny światowej, nie są w sferze zainteresowań liczniejszej rzeszy
badaczy. Na szczęście to się zmienia. Najbardziej znanym w Polsce
schronem z II wojny jest kwatera główna Adolfa Hitlera "Wilczy
szaniec", zbudowana w latach 1940-44 w Gierłoży w pobliżu Kętrzyna. Po
wojnie utworzono w jej ruinach muzeum, bardzo często odwiedzane przez
turystów.
Podobne mini muzeum
tydzień temu powstało w Rudawie, gdzie zachowały się niemieckie
schrony z okresu II wojny światowej. Dwoma - w Rudawie i Młynce -
zajęło się Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" w
Krakowie, zrzeszające ponad 20 osób. Jego członkowie podjęli się
bardzo żmudnej pracy: niemieckie bunkry są z reguły przysypane ziemią,
porośnięte trawą i chaszczami; na dodatek wiele znajduje się na
prywatnych posesjach. W Krakowie Stowarzyszenie opiekuje się kilkoma
schronami przeciwlotniczymi, m.in. przy ul. Królewskiej, Lea, w parku
Krakowskim i na pl. Inwalidów.
Duże doświadczenie w
takiej działalności mają też działacze powstałego 10 lat temu
Stowarzyszenia na rzecz Zabytków Fortyfikacji "Pro Fortalicium" w
Piekarach Śląskich, którzy wyremontowali schrony bojowe w
Dobieszowicach, Wyrwach-Gostyniu, Chorzowie i Piekarach Śląskich.
Teraz odnawiają podobne obiekty w Rybniku i Rudzie Śląskiej. Na
otwarcie schronów w Młynce i Rudawie przyjechała liczna grupa członków
tej organizacji. Wiceprezes Piotr Trzeciak uważa, że wszyscy mężczyźni
lubią się bawić w żołnierzy - a skoro już wyrośli z gry w małych
żołnierzyków, to przyszła pora na poważniejsze zajęcie... Członkowie
"Pro Fortalicium" zaprezentowali szeregowego żołnierza piechoty
Wehrmachtu w kompletnym umundurowaniu. W rolę tę wcielił się Dawid
Szydziak ze Zbrosławic koło Tarnowskich Gór. Wiele elementów
umundurowania jest z konieczności replikami, bo albo nie udało się
znaleźć oryginalnych, albo te, które zgromadzono, nie nadają się do
użytku. Taki mundur nie jest tani: kosztuje ponad dwa tysiące zł; za
samą bluzę trzeba zapłacić 450 zł. W śląskim stowarzyszeniu najpierw
stworzono sekcję polską, zajmującą się umundurowaniem głownie z 1939
r., potem powołano niemiecką. - Różnica pomiędzy 1939 a 1944 rokiem
była bardzo duża, praktycznie w każdym elemencie wyposażenia, kroju
oraz kolorze munduru. Całkowicie zmieniło się też obuwie. Najpierw
noszono wysokie saperki, potem pojawiły się niższe trzewiki z
brezentowymi opinaczami - tłumaczy "żołnierz", fascynat wojennej
historii, znawcy umundurowania i ekwipunku wszystkich rodzajów wojsk.
W rejonie Krakowa
Niemcy zamierzali zbudować dla siebie 60 schronów przeciwlotniczych.
Zdążyli stworzyć 24 takie miejsca. - Zamiast zmieniać pilotem kanały
telewizora czy spędzać czas przed komputerem, wolimy odkrywać naszą
historię - mówią zapaleńcy z "Rawelinu". Przy odkopywaniu i
porządkowaniu schronów pracowali od czerwca. Łopatami, a także przy
użyciu koparki, odkopywali schrony. - Nie było łatwo, ale warto było
poświęcić ten czas - mówi wiceprezes Dariusz Kryształowski. Wraz z
prezesem Dariuszem Pstusiem zapewnia, że choć chcieliby zrewitalizować
wszystkie schrony, to nie jest to możliwe ze względu na brak
pieniędzy. Odkrycie jednego obiektu kosztuje około 25 tys. zł. Cieszą
się, że gmina wsparła ich 3 tysiącami, jednak bez uzyskania większej
pomocy nie widzą możliwości odnowienia pozostałych obiektów. Będą
starali się je dokładnie zinwentaryzować i ewentualnie wykorzystać
niektóre elementy wyposażenia. W grę wchodzą budowle umiejscowione na
terenie komunalnym - wstęp na prywatne posesje zależy od dobrej woli
właścicieli. Bunkier w Rudawie nie było tak mocno zniszczony
technicznie jak ten w Młynce (w pobliżu drogi krajowej), gdzie
odkrywcy zastali wodę, sięgającą poziomu kilkudziesięciu centymetrów.
W Rudawie odnowili ściany i dorobili nowe drzwi, bo oryginalne były
mocno zardzewiałe. Otworzyli tam małe muzeum - będzie dostępne raz w
miesiącu, w jeden weekendowy dzień od wiosny do jesieni. Eksponaty
przechowują w swojej siedzibie: zgromadzili ich sporo, m.in. prycze,
fragment taśmy amunicyjnej, apteczkę, maski przeciwgazowe. Prezes "Rawelinu"
bardzo chwali lokalną społeczność. Od rozpoczęcia prac w żadnym
schronie nikt nie poczynił żadnej szkody, nie było aktów wandalizmu.
To dobrze rokuje na przyszłość: że młodzież uszanuje te miejsca, ze
nie pojawią się w nich żadne graffiti. Młodzi mieszkańcy Rudawy,
mieszkający w blokach, cieszą się z uporządkowania tego miejsca.
Pamiętają, że królowało tam błoto, śmieci i kamienie. Niektórzy bawili
się tam w wojnę. - Strugaliśmy z drzewa pistolety. Oczywiście, zawsze
zwyciężali Polacy, a Niemców braliśmy do niewoli – wspomina Michał
Całek. - Wchodzenie do schronu było aktem odwagi, nie każdy potrafił
pokonać strach. Bohaterem był ten, kto wszedł głównym wejściem, a
wyszedł ewakuacyjnym. Najpierw trzeba było się ze schronu przeczołgać
przez niewielki otwór, a potem tunelem dostać do wyjścia o niewielkim
przekroju i wydostać na powierzchnię po metalowych klamrach.
Obiekty wchodziły w
skład linii umocnień budowanej przez Niemców w drugiej połowie 1944 r.
W Polsce jest bardzo dużo podobnych. - Zazwyczaj są zasypane,
zaśmiecone i właściwie niczyje. Nie są jednak nieznane nauce.
Historycy i miłośnicy fortyfikacji dostrzegali je od dawna. O pozycji
w Rudawie pisał już zmarły cztery lata temu profesor Janusz
Bogdanowski, badacz i znawca architektury militarnej w Polsce. Schrony
zostały uwzględnione podczas akcji inwentaryzacji fortyfikacji
polowych, prowadzonej w Małopolsce przez Towarzystwo Przyjaciół
Fortyfikacji. Jednak są to wciąż zabytki niedostrzegane w szerszej
skali. Ba! Wielu ma wątpliwości, czy są to faktycznie zabytki, bo nie
ma urzędowych form ich ochrony. Nie dostrzega ich wojewódzki
konserwator zabytków, a jeśli już - to marginalnie. Dlatego wspaniale
się dzieje, że Stowarzyszenie nimi się zajęło - mówi dyrektor
Regionalnego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków w Krakowie Andrzej
Siwek. On nie ma wątpliwości, że schrony są zabytkami: mają metrykę,
dokumentują wydarzenia historyczne, są świadectwem pewnego,
zamkniętego etapu rozwoju sztuki fortyfikacyjnej, techniki i myśli
inżynierskiej. Mają też znaczenie dla lokalnej społeczności i dla
historii regionalnej, są dokumentami zdarzeń, które rozgrywały się w
tym miejscu, dotykając poprzednich pokoleń mieszkańców Rudawy czy
Młynki. Potwierdza to mieszkający obecnie w Chrzanowie Stanisław
Zając, który przyjechał do rodzinnej wsi, aby zobaczyć schron. Gdy go
budowano, miał cztery lata, ale dobrze pamięta, jak Niemcy nakazali
ewakuację ludności cywilnej, bo miał przechodzić tędy front. - Mama
piekła wtedy chleb, a Niemcy wyganiali nas z domu. Mama przedłużała
opuszczanie domu, bo chciała, żeby chleb upiekł się dobrze. Owinęła go
potem ręcznikami i udaliśmy się do naszej rodziny do Radwanowic. Po
drodze byliśmy ostrzeliwani. Pamiętam, jak świstały nam nad głowami
kule... Na drugi dzień wróciliśmy do Rudawy, do naszego domu, a raczej
piwnicy, bo dom spalił się na początku wojny - wspomina pan Stanisław.
- Wydobywanie z niepamięci takich obiektów przyczynia się również do
poszerzania pojęcia "zabytek", utrwala przekonanie - popularne już w
krajach Zachodu - że to atrakcyjne i ważne świadectwa historii,
obiekty wymagające dostrzeżenia i troski konserwatorskiej. Można
powiedzieć, że entuzjaści aktywność "Rawelinu" wyprzedzają aktywność
służby konserwatorskiej i torują drogę nowej kategorii zabytków -
dodaje dyrektor Siwek.(Ewa Tyrpa)
(Gazeta
Krakowska 11.10.2007)
CBA
szuka w Krakowie siedziby. Proponujemy "Szkieletora".
Centralne Biuro Antykorupcyjne ma do końca
roku otworzyć swoją siedzibę w Krakowie. Do tej pory nie wiadomo
jednak nic na temat lokalizacji, wymogów, liczby ludzi, którzy będą
tam pracować. W tej sprawie wszystko jest trzymane w tak ścisłej
tajemnicy, że nawet rzecznik CBA nie jest w stanie określić
zapotrzebowań biura w naszym mieście. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy
się, że biuro wybrało już budynek w Krakowie, należący do Skarbu
Państwa. To może być jednak dopiero początek kłopotów. Terenowe
siedziby CBA, które powstały już w kilku miastach, rodziły się w
bólach i konfliktach.
Awantura o
zwierzęta. Najwięcej zamieszania było we Wrocławiu, gdzie najemcy
z ul. Januszewickiej dowiedzieli się, że CBA ma chrapkę na ich
budynek. Od dawna w pięknej poniemieckiej willi w spokojnej okolicy
mieściła się jednostka weterynaryjna. Gdy sprawa ujrzała światło
dzienne, wybuchła awantura. CBA zadowoliło się skromnymi trzema
pokoikami wynajmowanymi od weterynarzy, teraz już zupełnie się stamtąd
wyniosło.
Jak sprawa będzie
wyglądała w Krakowie? Rzecznik CBA na wszystkie pytania dotyczące
choćby wymagań lokalowych (wiadomo nieoficjalnie, że biuro potrzebuje
powierzchni kilkuset metrów kw.), a tym bardziej personalnych, ma
jedną formułkę: - Siedziba jest w trakcie organizacji - powtarza
Temistokles Brodowski. Obiecał jednak, że wszystko będzie jasne, gdy
oddział już powstanie. Nie jest to jednak takie pewne. W Lublinie,
gdzie CBA zorganizowało się tymczasowo w biurowcu przy ul. Okopowej i
wywiesiło nawet swój szyld, nic nie jest wiadome. Ściśle tajna jest
wysokość czynszu, liczba pracujących tam osób, nazwisko szefa. - Mogę
powiedzieć tylko tyle, że wojewoda zwrócił się do nas z prośbą o
lokalizację budynku dla jednostki administracji państwowej - mówi
Monika Chylaszek-Jarosz z biura prasowego Urzędu Miasta.
Na szkieletorze?
Jeśli jednak okaże się, że tajemniczy budynek nie spełni ściśle
tajnych wymogów CBA, biuro może poszukać lokalu na rynku komercyjnym.
Zaproponowaliśmy dla CBA ostatnie piętro szkieletora, z którego będzie
się rozciągać widok na całe miasto. Jak dowiedzieliśmy się w firmie
Veriti Development zarządzającej budynkiem, negocjacje... nie są
wykluczone. - Technicznie jest to możliwe, choć sufit będzie niski,
więc chyba dla agentów niewygodny - żartuje Katarzyna Unold. Tłumaczy,
że z powodu okablowania wysokość pomieszczeń będzie miała 2,5 metra.
Gdyby wziąć pod uwagę kable niezbędne do pracy operacyjnej agentów CBA,
sufit trzeba by było obniżyć o następne pół metra i funkcjonariusze
ryzykowaliby szuranie głową po suficie. Plusem takiego rozwiązania
byłby obszerny widok z góry i możliwość inwigilacji przez potężną
antenę na szczycie. Inną lokalizacją mogłyby być schrony
przeciwlotnicze w parku Krakowskim. - Właz jest pomalowany w maskujące
kolory. Znajdujący się w nim ludzie są chronieni m.in. przed odłamkami
ładunków wybuchowych - objaśnia Dariusz Krzyształowski ze
stowarzyszenia Rawelin opiekującego się schronami. Mankamentem mógłby
jednak być brak wody i prądu w bunkrze. Wygodniejszym punktem mógłby
być hotel "Forum", stojący od kilku lat odłogiem. Nie wiemy jednak.
czy jego właściciel wynająłby pokoje agentom CBA - nie udało nam się
wczoraj do niego dodzwonić.(Marta Paluch)
(www.zabierzow.org.pl 8.10.2007)
Gmina Zabierzów nie zapomina o
tragicznej historii.
Gmina Zabierzów nie
zapomina o tragicznej historii - w Młynce i Rudawie odkryto i
uporządkowano niemieckie schrony bierne piechoty typu Regalbau 668 z
1944r. W dniu 6.10.2007 r. zastępca wójta Gminy Zabierzów Wojciech
Burmistrz wraz z Przewodniczącą Rady Gminy Zabierzów uczestniczyli w
otwarciu schronów w Rudawie i Młynce odrestaurowanych przez
Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin", przy
wsparciu finansowym gminy Zabierzów. Dwa uporządkowane schrony w
Młynce i Rudawie to jedne z 24 różnych obiektów z czasów wojny, które
wchodziły w skład linii umocnień, budowanej przez Niemców w drugiej
połowie 1944 r. Wszystkie renowacyjne prace wykonali członkowie
Stowarzyszenia "Rawelin" z Krakowa. Bunkry były zasypane ziemią i
zarośnięte trawą. Eksponaty zgromadzone w schronach będą przywożone
raz w miesiącu w okresie poza zimowym. Zachęcamy mieszkańców i
turystów do odwiedzenia tych obiektów oraz nauczycieli do organizacji
lekcji historii w terenie. Wszelkie informacje na stronie
www.rawelin.org (A.K)
(Gazeta
Krakowska 8.10.2007)
Tu
czekali na wroga.
Dwa schrony Regelbau
668 z 1944 r. zostały otwarte w sobotę w Rudawie i w Młynce. Dla
pokazania atmosfery tamtych czasów pojawił się człowiek w stroju
niemieckiego żołnierza. Hitlerowiec wszedł do ciasnego pomieszczenia,
zdjął hełm, usiadł przy piecyku, otworzył niemiecka gazetę i zaczął
czytać. Nagle rozległ się głuchy dźwięk. To telefon. Żołnierz wyjął
słuchawkę z małej drewnianej skrzyneczki. – Ja, bitte – powiedział
głośno. Wówczas starsze osoby spojrzały z przerażeniem, niektórzy
cofnęli się o krok. Tylko dzieci z zainteresowaniem podeszły do stołu.
Taką scenkę można było oglądać w jednym z odremontowanych schronów.
Poniemieckie obiekty
z 1944r. odremontowało Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii
„Rawelin”. Ostatnio podobne schrony prezentowali w Krakowie podczas
Nocy Muzeów. Teraz przyszedł czas na kolejne. - Pracowaliśmy przy
odrestaurowaniu tych schronów od czerwca – mówi Joanna Dolna ze
Stowarzyszenia Rawelin. – To były prawdziwe roboty budowlane, ale
najpierw musieliśmy wywieść śmieci, których były tu sterty, potem
zdjąć warstwę ziemi, żeby zaizolować obiekty. Na koniec malowaliśmy
wszystko. Prezes Rawelinu Dariusz Pstuś zaznacza, że przez kilka
miesięcy pracowało tu 20 jego ludzi. Wyremontowali dwa schrony. Gdyby
policzył prace i materiały jakie zużyto, koszt remontu jednego obiektu
wyniósłby 25 tys.zł. Stowarzyszenie wsparła finansowo gmina Zabierzów
– przeznaczając 3 tys.zł. - Tu w okolicy Rudawy i Młynki znajduje się
24 rożne obiekty z czasów wojny – szacuje Dariusz Krzyształowski,
wiceprezes Rawelinu. – Niektóre to tylko stanowiska na karabin
maszynowy – Ringstand, inne Panzerstellung 67 czyli miejsca, gdzie
Niemcy montowali wieże od czołgów i ostrzeliwali pobliska drogę. Były
tez punkty dla dział - Regelbau 701. Największe spośród tych ukrytych
w ziemi budowli to schrony Regelbau 668. W tych pomieszczeniach o
powierzchni 13 mkw. było miejsce dla dziewięciu żołnierzy. Spali na
trzypiętrowych pryczach, mieli stolik, krzesła, piecyk do grzania się
zimą, wentylator, telefon, radiostacje i zestaw narzędzi. – Niemcy
mieli wszystko przemyślane – mówi Dariusz Pstuś, prezes Stowarzyszenia
Rawelin. – Załogę chroniły drzwi pancerne. Jedne lekkie gazoszczelne,
drugie ciężkie ważące 640 kg. Ściany i strop miały 1,5 metra grubości.
Było tez zasypane piaskiem wyjście ewakuacyjne, no i oczywiście
peryskop czyli urządzenie do obserwacji terenu. Schrony w Rudawie
budowano od sierpnia 1944r. Późną jesienią wprowadzili się tu
żołnierze. Mimo, że przygotowywali się do dłuższego pobytu, w styczniu
1945 roku obiekty musieli opuścić. Zdobyła je armia radziecka. –
Wykopy robili Polacy, tutejsza ludność zmuszana do pracy, ale budową
zajęli się już sami Niemcy – zaznaczają przedstawiciele Rawelinu.
Niektórzy mieszkańcy
okolicznych miejscowości pytani o schrony nie mieli pojęcia o ich
istnieniu. Inni dobrze je znają. – Tutaj przychodziliśmy w
dzieciństwie. Biegaliśmy dookoła – mówią Katarzyna Kowalska i Ewa Ćwiklińska. – Dziś przyprowadziliśmy swoje dzieci, żeby zobaczyły jak
to wyglądało za czasów wojny. – Widziałem tam naboje – oznajmił mały
Patryk. – A ja żołnierza – szepce Weronika.
W ostatnich latach
ktoś zrobił tu śmietnik. Woda stała w pancernych pomieszczeniach na
wysokość pól metra. Rdza zniszczyła drzwi gazoszczelne. Wszystko było
zasypane i zarośnięte trawą. Ale jeszcze kilka lat temu chłopcy bawili
się tu w wojnę. Wczoraj przyszli i przypominali sobie jak strugali
karabiny z drewna. Biegali wówczas po schronie. – Przychodziliśmy z
tych bloków, które były tam za drogą. Kto odważniejszy wchodził
głównym wejściem i wdrapywał się wyjściem ewakuacyjnym – mówili młodzi
mieszkańcy Rudawy. - Teraz sobie tylko oglądamy, ale dreszcze
przechodzą mi po plecach kiedy widzę żołnierza w niemieckim mundurze.
Wyobrażam sobie, że tu kiedyś stacjonowali prawdziwi hitlerowcy i w
każdej chwili mogli strzelać – mówi Teresa Kowalska. Przykre
wspomnienia z czasów wojny ma tez Stanisław Zając, który przyjechał w
sobotę z Chrzanowa, ale w dzieciństwie mieszkał niedaleko stąd.
Wspominał jak uciekał z mamą i rodzeństwem do Radwanowic. Miał wówczas
cztery lata. Opowiadał też, ze jego mama musiała gotować dla
żołnierzy, a on z siostrą podchodzili do kuchni polowej z rondelkiem.
Wówczas mama kradła chochla zupę i dawała głodnym dzieciom. – Pamiętam
ten krupnik. Był ciepły i bardzo dobry – zadumał się pan Stanisław.
W
sobotę miłośnicy historii zorganizowali w schronach piknik forteczny.
Kilkadziesiąt osób chciało zobaczyć w jakich warunkach żołnierz
hitlerowscy czekali na wroga.(Barbara Ciryt)
(Dziennik Polski 8.10.2007)
Schrony
w Młynce i Rudawie. By nie zapominać o tragicznej historii.
Dwa odkryte schrony w gminie Zabierzów
- w Rudawie i Młynce można było zwiedzać w sobotę, w ramach I Pikniku
Fortecznego. Poniemieckie obiekty odkryło i uporządkowało Małopolskie
Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" w Krakowie. Prezes
Dariusz Pstuś marzy, aby wszystkie schrony doprowadzone były do
takiego stanu jak te, ale wie, że nie jest to możliwe ze względu na
brak pieniędzy. Uporządkowanie jednego obiektu kosztuje około 25 tys.
zł. Praktycznie wszystkie prace wykonali członkowie stowarzyszenia.
Schrony były przysypane ziemią, zarośnięte i w fatalnym stanie, np.
ten w Młynce zalany był wodą. Na ścianie przy wejściu na fotografiach
udokumentowano prace miłośników historii w czasie renowacji schronów.
Obok umieszczono zdjęcia takich obiektów w innych krajach, np. we
Francji, gdzie stanowią one swoiste muzea. Na razie takie jednodniowe
muzeum czynne było w Rudawie. Eksponaty zgromadzone w nim będą tu
przywożone raz w miesiącu w okresie pozazimowym.
Z uporządkowania
schronów cieszą się młodzi mieszkańcy Rudawy. - Pamiętam, jak kiedyś
bawiliśmy się tu w dzieciństwie w wojnę. Oczywiście zawsze zwyciężali
Polacy - wspomina Michał Całek. Jego młodsi koledzy, uczniowie i
studenci: Tomasz Całek, Sebastian Ćwierz, Adam Miazga - nie spędzali
tu czasu na zabawach, ale są zadowoleni, że schron został
uporządkowany. Będą zachęcać swoich rówieśników do odwiedzania tego
miejsca, by nie zapominać o tragicznej historii ich dziadków.
W tym rejonie są 24
takie schrony. Obiekty te wchodziły w skład linii umocnień, budowanej
przez Niemców w drugiej połowie 1944r. Większość znajduje się na
prywatnych posesjach. Na niektórych stoją domy i garaże. Są też pod
blokami mieszkalnymi. Dwa uporządkowane są na komunalnych działkach i
gmina na prace przy nich - w ramach konkursowego grantu - przekazała 3
tys. zł. - Będziemy wspierać takie działania, bo schrony są elementem
ważnej dla Polski historii. Stanowią też atrakcję turystyczną -
powiedział wicewójt gminy Wojciech Burmistrz.(EKT)
(INTERIA.PL
2.10.2007)
Zaproszenie - I
Piknik Forteczny-Rudawa 2007. W
sobotę 6 października, w podkrakowskiej miejscowości, szykuje się
prawdziwa podróż w czasie. Ponad 60 lat temu Niemcy wybudowali tu
betonowe schrony. Dwa z nich udało się odremontować i ocalić od
zapomnienia. W czasie I Pikniku Fortecznego opuszczone obiekty "ożyją"
na nowo...
Schrony bierne piechoty typu Regelbau 668 przeznaczone były dla
dziewięciu żołnierzy. Obiekt zbudowany na planie kwadratu o bokach
7,65 m składał się z dużego pomieszczenia piechoty o powierzchni ok.
13 m kw. oraz dwóch mniejszych, w których zamontowano drzwi pancerne:
lekkie gazoszczelne oraz ciężkie dwu połówkowe o wadze 640 kilogramów.
Załogę chroniły żelbetowe ściany i strop grubości 1,5 metra. Obiekty
wchodziły w skład linii umocnień b-1, budowanej w drugiej połowie 1944
roku i przebiegającej południkowo przez obszar Polski - od Bałtyku aż
do Karpat. Wyposażenie składało się z dziewięciu prycz, radiostacji,
piecyka, stołu i krzeseł, ręcznego wentylatora wraz z pochłaniaczem,
zestawu narzędzi oraz telefonu fortecznego. W sytuacji zaklinowania
bądź uszkodzenia drzwi wejściowych załoga mogła skorzystać z wyjścia
ewakuacyjnego, za którym znajdowała się studzienka z klamrami
prowadząca na powierzchnię. Do schronu dobudowane zostało stanowisko
typu Ringstand, przeznaczone do obserwacji lub prowadzenia ognia
z karabinu maszynowego.
Już w najbliższą
sobotę, 6 października w okolicach Krakowa będzie można zwiedzić dwa
schrony, które w ostatnich miesiącach przeszły gruntowną renowację.
O godz. 10 w Rudawie rozpocznie się I Piknik Forteczny. Organizatorem
imprezy jest Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin".
W pierwszym z obiektów - zlokalizowanym w Rudawie przy ul. Ks. kard.
A. Dunajewskiego - zaplanowano wystawę zdjęć i dokumentów związanych
z funkcjonowaniem schronu i jego wyposażeniem. W drugim, położonym
w pobliskiej Młynce (przy trasie Kraków - Chrzanów), będzie można
poznać działalność Stowarzyszenia i organizacji współpracujących.
Będzie też wystawa fotograficzna prezentująca schrony w trakcie prac
renowacyjnych, które członkowie "Rawelinu" prowadzili od czerwca, przy
wsparciu Urzędu Gminy Zabierzów. Na czas imprezy w schronach
funkcjonować będzie oświetlenie elektryczne. Dodatkową atrakcją będą
członkowie grup rekonstrukcji historycznej w umundurowaniu z epoki. -
Celem pikniku jest zwrócenie uwagi na problem ochrony fortyfikacji
nowożytnych i pokazanie, w jaki sposób adaptować podobne obiekty dla
celów turystycznych. Na terenie Małopolski znajduje się jeszcze około
50 schronów tego typu, które pozbawione są jakiejkolwiek opieki - mówi
Dariusz Pstuś, prezes stowarzyszenia.
"Rawelin" jest
organizacją non-profit, która prowadzi badania historyczne,
współpracuje z wieloma instytucjami na terenie Krakowa i Polski oraz
działa na rzecz ochrony zabytków kultury i architektury, w tym, także
fortyfikacji. W maju we współpracy z Muzeum Historycznym Miasta
Krakowa, w ramach krakowskiej "Nocy Muzeów" stowarzyszenie udostępniło
do zwiedzania dwa podziemne schrony przeciwlotnicze z czasów okupacji
niemieckiej.(Joanna Dolna)
(Gazeta Krakowska
21.05.2007)
W obronie
schronów i parku.
Podczas kolejnej edycji Krakowskiej Nocy
Muzeów, Stowarzyszenie "Rawelin" udostępniło po raz pierwszy
zwiedzającym dwa poniemieckie schrony przeciwlotnicze: na pl.
Inwalidów (w 1944 roku oznaczony przez budowniczych numerem 8) i w
parku Krakowskim (numer 7). Liczba zainteresowanych, którzy chcieli
zobaczyć podziemne korytarze, przerosła najśmielsze oczekiwania
organizatorów. W ciągu kilku godzin, pierwszy ze schronów, przy
świetle naftowych lamp obejrzało ponad 3 tys. osób, drugi, w którym
urządzono wystawę reprodukcji plakatów wojennych i niemieckich planów
- ponad 2 tysiące. Przed wejściem do schronów, trzeba było cierpliwie
czekać w długich kolejkach. Niektórzy krakowianie nie mieli pojęcia o
istnieniu podziemnych budowli w centrum miasta, inni pamiętali z
dzieciństwa, że 30 - 40 lat temu można było do nich wejść. Ci, którzy
widzieli je po raz pierwszy, zastanawiali się, w którym miejscu parku
wyjdą na powierzchnię. - Codziennie przechodzę tędy w drodze na
uczelnię i tak naprawdę, do dzisiaj, nie wiedziałem, co kryje się pod
parkiem Krakowskim. Te obiekty powinny być częściej udostępniane -
mówił Jacek Tomczyk. - Super atrakcja turystyczna - zachwycał się
Maciek.
Udostępnienie
schronów stało się okazją do wyrażenia sprzeciwu wobec planów budowy
parkingu pod placem Inwalidów. Radni Dzielnicy V, wspólnie z
mieszkańcami Krowodrzy, zbierali podpisy pod petycją do władz miasta.
Rezultat to ponad 2 tysiące głosów przeciw burzeniu schronów i
niszczeniu zieleni w ponadstuletnim parku, obok dawnej siedziby
Gestapo, a następnie Urzędu Bezpieczeństwa. Na temat dziejów parku i
przyległych do niego ulic, Rada Dzielnicy V i Muzeum Historyczne
Miasta Krakowa, Oddział Pomorska, przygotowali wystawę plenerową pt.
Plac Inwalidów - historia miejsca. - Park Krakowski i tak jest już w
opłakanym stanie. Nie przypominam sobie od dłuższego czasu, aby
sadzono tu jakieś drzewa. Absolutnie nie zgadzamy się na zabetonowanie
tego terenu - podkreślali Wanda i Marek Łata. - Mamy nadzieję, że
protest przyniesie skutek. Otrzymaliśmy także pismo od emerytowanych
profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy mają swój dom obok
parku. Być może miasto odstąpi od tego złego pomysłu. Proponujemy
alternatywne rozwiązanie - parking podziemny obok Biprostalu -
wyjaśniał przewodniczący Dzielnicy V, Piotr Klimowicz. Dzisiaj o godz.
17 w magistracie odbędzie się debata, z udziałem mieszkańców Krakowa,
na temat propozycji lokalizacji parkingów podziemnych.(JD)
(Dziennik
Polski 03.04.2007)
Ekspozycja w
schronie. Ekspozycja dotycząca historii placu Inwalidów ma zostać
umieszczona na nim oraz w schronie pod placem - z okazji majowej Nocy
Muzeów. Jednym z celów planowanej wystawy jest ochrona placu przed
budową pod nim podziemnego parkingu. - Przeciwlotniczy schron pod
placem będzie można zwiedzać w trakcie zaplanowanej na 18 maja Nocy
Muzeów. Natomiast ekspozycja na placu będzie dostępna przez kilka dni.
Nad organizacja przedsięwzięcia czuwa Muzeum Historyczne Miasta
Krakowa oraz Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin".
Chcemy pokazać, że plac Inwalidów to miejsce przeznaczone na działania
kulturalne i artystyczne, a nie lokalizacja parkingu. Przeciwko
inwestycji proponowanej przez miasto licznie protestują mieszkańcy
naszej dzielnicy oraz wiele środowisk związanych z kulturą i nauką.
Uważam, że budowa parkingu w tym miejscu byłaby aktem barbarzyństwa -
mówi Piotr Klimowicz, przewodniczący Rady Dzielnicy V. (...)
- Rada Dzielnicy
poparła inicjatywę, aby schron pod placem Inwalidów włączyć do trasy
ścieżki edukacyjnej wiodącej między schronami na terenie Krowodrzy.
Zabiegamy również o odnowę placu Inwalidów i parku Krakowskiego. To
bardzo ważne miejsca w naszej dzielnicy, które powinny ożyć. Do parku
Krakowskiego można byłoby przenieść część imprez organizowanych w
parku Jordana. Proponujemy też, aby park Krakowski oddzielić ekranami
akustycznymi od hałaśliwej al. Mickiewicza - informuje przewodniczący
Klimowicz.
(Dziennik Polski
28.02.2007)
Muzeum
w schronie. Poniemiecki schron pod placem Inwalidów być może zostanie przeznaczony do zwiedzania.
Schron został wybudowany w 1944 roku przez Niemców. Wczoraj weszli do
niego ludzie po raz pierwszy od kilkunastu lat. Przedstawiciele Urzędu
Miasta i IPN odbyli w nim wizję lokalną.
Po odkopaniu warstwy ziemi
odsunięto betonową płytę zabezpieczającą wejście. Schron w środku to
kręty, wąski i niski korytarz. Po obu jego stronach były
zainstalowane drewniane ławki. Pozostały tylko z nich jednak
fragmenty, na ścianach widoczne są także metalowe elementy, które je
podtrzymywały. W środku jest sucho i ciepło. Do schronu prowadziły
dwa włazy: od strony parku Krakowskiego i od ul.Królewskiej (właz od
tej strony to także miejsce, w którym rozgrywała się etiuda Romana
Polańskiego "Rower", oparta na autentycznych wydarzeniach z
dzieciństwa reżysera. Jako dziecko został tam ogłuszony przez
przestępcę, który skradł mu rower). Na ścianach zachowały się ślady,
że ktoś tam jednak bywał i to długo po wojnie. - To typowy schron
poniemiecki, wybudowany dość płytko. Służył za schronienie tym,
którzy znajdowali się w czasie alarmu bombowego na ulicy. Należałoby
zbadać georadarem, co znajduje się pod podłogą - mówił Maciej Korkuć
z IPN. Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" wpadło na
pomysł, aby schron pod pl.Inwalidów został udostępniony do
zwiedzania. - Najpierw trzeba jednak przeprowadzić inwentaryzacje, a
potem przygotować koncepcje zagospodarowania. Ważne jest także, aby
sprawdzić, czy schron znajduje się w takim stanie, że nie zagraża
bezpieczeństwu - mówił Marek Hareńczyk, kierownik działu zarządzania
obiektami Krakowskiego Zarządu Komunalnego. W Krakowie znajduje się
ponad 80 schronów, niektóre z nich zostały wybudowane w okresie
międzywojennym. Schron na pl.Inwalidów to Luftschutzdeckungsgraben
nr8 czyli "kryty betonem rów przeciwlotniczy". Niemcy planowali
wybudowanie w Krakowie prawie 50 obiektów tego typu. Inne schrony w
okolicy, to budowle w parku Krakowskim, przy ul.Królewskiej, Lea. Małopolskie Stowarzyszenie
Miłośników Historii "Rawelin" planuje przeprowadzenie inwentaryzacji
niemieckich schronów oraz udostępnienie ich do zwiedzania we
współpracy z Muzeum Historycznym.(AM)
(TVP3 Kronika
Krakowska
27.02.2007)
Inwentaryzacja schronu (LS-Deckungsgraben
No.8) na pl. Inwalidów w Krakowie.
(Gazeta Krakowska
22.11.2006)
Wystawa w
niemieckim schronie przy ul. Królewskiej.
Chociaż to nie jedyny taki obiekt w
mieście, wyjątkowo można było zobaczyć go z bliska. Dzięki pracy
członków Stowarzyszenia "Rawelin", do dwóch betonowych korytarzy po
raz pierwszy mogli wejść krakowianie. - Z zachowanych niemieckich
planów wynika, że wolno stojących schronów, takich jak ten, miało
powstać w Krakowie około 60. Udało się zbudować około 30, między
innymi obok Parku Krakowskiego i na Plantach - mówi Dariusz Pstuś,
prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin".
Schrony wznoszono również na terenach wojskowych, należących do kolei
i zakładów przemysłowych. Powstawały też w przebudowanych piwnicach.
Najlepiej zabezpieczone były te należące do niemieckich urzędów - np.
w magistracie czy budynku PKO przy ul. Wielopole. W wielu pozostały do
dziś pancerne okienka piwniczne.
Na wystawie można
było obejrzeć zdjęcia takich budynków i oznaczeń wejść do schronów,
które można jeszcze znaleźć na murach m.in. przy ul.Szymanowskiego i
Józefitów oraz niemieckie plany udostępnione przez Archiwum Państwowe.
- Nie ma dowodów na to, że schron był wykorzystywany. Przed
przystąpieniem do budowy Niemcy organizowali przetargi. Z zachowanych
kosztorysów wynika, że wybudowała go polska firma "Tombiński", a
budowle zaprojektował inż. Gołąb. Na ścianie znaleźliśmy oryginalny
napis, który pozostawili budowniczowie: 4 IV 944. Wiemy, że budowa
trwała od lutego do czerwca 1944 - wyjaśnia Dariusz Pstuś. (JD)
(Forty Kraków
22.11.2006)
Dzień
Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich - schron przeciwlotniczy.
W ramach Dnia Otwartych Drzwi Muzeów
Krakowskich MSMH "Rawelin" w dniu 19 listopada 2006 udostępniło do
zwiedzania niemiecki schron przeciwlotniczy wzniesiony pomiędzy
budynkami przy ul. Królewskiej. Jest to obiekt typu LS-Deckungsgraben
z roku 1944, którego konstrukcja wykonana została z elementów
prefabrykowanych przykrytych warstwą ziemi. Zgodnie z obecnym stanem
wiedzy, schron ten został wybudowany jako jedno z pierwszych
publicznych ukryć przeciwlotniczych w Krakowie i figuruje w
dokumentach archiwalnych pod numerem 2. Zwiedzanie schronu i
przygotowana przez członków MSMH "Rawelin" wystawa planów i fotografii
związanych z działalnością okupanta niemieckiego oraz tematyką
schronów przeciwlotniczych na terenie Krakowa w latach 1939/44
cieszyła się dużym zainteresowaniem mieszkańców naszego miasta.
Przychodziły całe rodziny, ciekawe co też kryje się pod boiskiem
piłkarskim. Od godziny 11.15 do godziny 16.00 schron zwiedziło 237
osób. W przygotowaniu do udostępnienia schronu uczestniczyli: Dariusz
Krzyształowski, Dariusz Pstuś, Mariusz Bembenek, Mateusz Woźniak,
Grzegorz Ząbek, Dawid Golik, Szymon Kalicki, Grzegorz Wierzbicki,
Wojciech Opyrchał, Bartosz Brzuzan oraz Michał Banaś.
Małopolskie Stowarzyszenie Miłosników Historii „Rawelin” pragnie
podziękować Muzeum Historycznemu Miasta Krakowa Oddział Pomorska 2
oraz Zarządowi Budynków Komunalnych za pomoc w zorganizowaniu wystawy.

Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich - "LS-Deckungsgraben No.2"
(Gazeta Krakowska
6.11.2006)
Kryjówka
pod boiskiem. Między ulicami
Urzędniczą, a Konarskiego, w dzielnicy, którą zamieszkiwały w czasie
wojny rodziny niemieckich urzędników, znajduje się dziś trawnik z
ogrodzonym boiskiem. Tuż pod jego powierzchnią kryje się betonowy
schron, wybudowany prawdopodobnie w marcu 1944 roku. Budowla składa
się z dwóch korytarzy o półkolistych sklepieniach, długości 17 i 26
metrów, wysokości ponad 2 metrów. Bliźniaczy obiekt znajduje się obok
sąsiednich kamienic. Są to najstarsze niemieckie schrony w Krakowie. W
sobotę prezes Stowarzyszenia "Rawelin", Dariusz Pstuś i wiceprezes
Dariusz Krzyształowski, za zgodą Zarządu Budynków Komunalnych,
odkopali wejście i rozpoczęli porządkowanie wnętrza.
- Schrony miały po
dwa wejścia dwustronne ze schodami i podjazdem dla wózków dziecięcych
i inwalidzkich. Po wojnie zabezpieczono je betonowymi płytami. Numery
wejść pozostały do tej pory. Wzdłuż ścian umieszczono drewniane
ławeczki. Drewniane były także drzwi. Było to schronienie nie tyle antybombowe, ile antyodłamkowe, bo na pewno nie wytrzymałoby wybuchu
bomby. To tzw. schron publiczny, służący przede wszystkim osobom,
które w czasie nalotu znalazły się w pobliżu kryjówki - wyjaśnia
Dariusz Krzyształowski. - Szacujemy, że w okolicy znajduje się ok. 7-8
takich budowli. Mieszkańcy domów mieli swoje schrony w piwnicach.
Oznaczano je w różny sposób - za pomocą strzałek na murach, widocznych
do dziś i tzw. transparentów, czyli wiszących na słupach
podświetlanych skrzynek ze strzałką, widocznych także po zmroku.
Budowla przy Królewskiej była najprostszym schronem, zwanym "szczeliną
przeciwlotniczą" - mówi Dariusz Pstuś. Temperatura w środku jest dużo
wyższa niż na powierzchni. W korytarzach, śladem po drewnianych
ławeczkach są resztki metalowych okuć i numery miejsc, napisane
prawdopodobnie pomarańczową farbą, albo kawałkiem cegłówki. - Wnętrze
oświetlano lampami naftowymi. Na ścianach pozostały jeszcze haczyki od
lamp i kwadraty białej farby, odbijające światło - wyjaśnia
Krzyształowski. Tam, gdzie łączą się dwa korytarze przygotowano
miejsce na drzwi pancerne. W razie zagrożenia miały oddzielać jedną
część schronu od drugiej. Nigdy ich jednak nie zamontowano. Członkowie
Stowarzyszenia nie liczą na to, że we wnętrzu odnajdą jakieś
przedmioty. - Po wojnie schrony były dokładnie przeszukiwane -
tłumaczy Dariusz Krzyształowski. - W ramach dni otwartych Muzeum
Historycznego przy ul. Pomorskiej, 19 listopada mamy zamiar udostępnić
do zwiedzania wnętrze schronu. Zaprezentujemy w nim wystawę zdjęć i
planów z okresu okupacji - obiecuje. (Joanna Dolna)
(Forty Kraków
11.09.2006)
Akcja
porządkowania austro - węgierskich cmentarzy wojennych z I wojny
światowej.
W dniach 8-10
września 2006 roku Stowarzyszenie Aktywnej Ochrony Cmentarzy z I Wojny
Światowej wraz z członkami Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników
Historii "Rawelin" przeprowadziło akcję porządkową sprzątania
cmentarzy z okresu I wojny światowej. Do prac porządkowych
zakwalifikowane zostały obiekty nr 155 w Lichwinie i nr 149 w Chojniku.
Cmentarz w Lichwinie
do
roku 2005 był najbardziej zaniedbanym obiektem tego typu w Okręgu
Tarnowskim, pochowanych jest na nim 17 żołnierzy austro – węgierskich
i 131 rosyjskich. Cały teren pola grobowego porośnięty był
samosiejkami, krzewami i ostrężynami. Ogrodzenie cmentarza nie
istniało, znaczna część nagrobków była przewrócona. Ten stan cmentarza
zadecydował o podjęciu się zadania jego oczyszczenia i uporządkowania.
Cmentarz nr 149 w Chojniku przedstawiał się niezbyt dobrze, ale
zachowało się dużo oryginalnych elementów wystroju. Pierwotnie
elementem pomnikowym była kapliczka słupowa, z której dziś pozostał
tylko trzon. Niegdyś zwieńczony był półokrągło przesklepioną wnęką w
której znajdowała się płaskorzeźba autorstwa
Heinricha Scholza.
Kiedy warunki atmosferyczne doprowadziły do zniszczenia zwieńczenia
kapliczki władze gminy Gromnik zabezpieczyły cenną płaskorzeźbę w
swojej siedzibie, zaś sam postument tymczasowo zwieńczono małym
metalowym krzyżykiem. Reszta wystroju obiektu to typowe żeliwne krzyże
nagrobne kilku rodzajów. Na postumentach krzyży zachowało się wiele
czytelnych tabliczek nagrobnych z których można dowiedzieć się że
pochowano tu żołnierzy rosyjskich z 175 baturyńskiego pułku piechoty,
zaś pochowani tu żołnierze austro – węgierscy służyli w 30 lwowskim
pułku piechoty, 48 pułku piechoty, w którym Węgrzy stanowili w 1914 r.
82 %, 65 mukaczewskim pułku piechoty, 9 „koszyckim” i 22 tirgumureskim
pułkach piechoty honwedu, 6 batalionie strzelców polowych mającym
pierwotnie w swoim składzie 69% Czechów i 30 batalionie strzelców
polowych złożonym w 70% z Ukraińców i Rusinów. Tak więc na pewno
spoczywają na tym niewielkim cmentarzyku: Rosjanie, Polacy, Czesi,
Słowacy, Austriacy, Rusini, Ukraińcy, Rumuni i Węgrzy. W czasie prac
porządkowych odnaleziono poza terenem cmentarza nagrobek ze złamanym
krzyżem i tabliczką imienną, który powrócił na swoje pierwotne
miejsce.
(Dziennik Polski 14.05.2005)
Schroń się sam. Wystarczy
podnieść stalową klapę, by wejść do schronu przeciwlotniczego.
Wybudowano go w czasie II wojny światowej, a znajduje się przy ul.
Królewskiej. Nie jest w żaden sposób zabezpieczony. Schodzimy po
niewielkiej drabinie. Pod butami trzeszczą potłuczone butelki i sterty
śmieci. - To niebezpieczne miejsce. Odradzamy jego zwiedzanie bez
odpowiedniego przygotowania i sprzętu - zaznacza Dariusz
Krzyształowski, wiceprezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników
Historii "Rawelin". Skupia ono pasjonatów historii, a w szczególności
okresu II wojny światowej. Przedstawiciele "Rawelinu" badają
krakowskie fortyfikacje, schrony przeciwlotnicze oraz zabytki
inżynierii miejskiej.
W wyprawie do schronu
przy ul. Królewskiej uczestniczą także Mariusz Bembenek, Grzegorz
Wierzbicki oraz Bartosz Brzuzan. "Rawelinowcy" wyposażeni są w
latarki, bez nich trudno przeżyć w plątaninie podziemnych korytarzy. -
W czasie wojny na Krowodrzy istniała niemiecka dzielnica. Podczas
bombardowań jej mieszkańcy ukrywali się głównie w piwnicach budynków.
Były one dużo bezpieczniejsze od tego typu ukrycia, w którym jesteśmy,
przykrytego tylko warstwą ziemi porośniętej trawą. Służyły bardziej
jako miejsca schronienia przed odłamkami. Istnieje też taka możliwość,
że były przeznaczone dla osób z ulicy, które nie zdążą dobiec do domów
- opowiada Mariusz Bembenek, wskazując w korytarzu na miejsce, w
którym znajdowały się ławki. Dodaje, że każdy tego typu schron był
również wyposażony m.in. w toaletę. - Skarbów w takich miejscach się
nie znajdzie. Tego typu ukrycia zostały dokładnie przeszukane wiele
lat temu - przekonują uczestnicy wyprawy. O tym, że w schronie przed
laty ktoś mieszkał albo nawet funkcjonował podziemny klub kibica
świadczą - wiszące na ścianie- plakaty z lat 70 i 80. Na jednym z nich
Kazimierz Deyna na innym drużyna Realu Madryt.
Za najdłuższy z
poniemieckich schronów na Krowodrzy specjaliści z "Rawelinu" uważają
obiekt usytuowany na placu Inwalidów. Można go rozpoznać po betonowych
wybrzuszeniach, które ochraniają wejścia do kryjówki. - O tym schronie
w autobiografii wspomina Roman Polański - informuje Mariusz Bembenek.
Opisana w książce historia opowiada o tym, jak przyszły reżyser zaraz
po okupacji umówił się w schronie z handlarzem, który miał mu sprzedać
rower. Okazał się on jednak oszustem, który korzystając z ciemności,
pobił 15-letniego Polańskiego i zabrał mu pieniądze. Po pościgu
bandyta trafił w ręce milicji. Jako lokalizację kolejnych -
niedostępnych - schronów przedstawiciele "Rawelinu" wskazują również
teren parku Krakowskiego, miejsce przy kiosku na ul. Lea oraz boisko
sportowe przy ul. Królewskiej. Mówią, że prawdopodobnie jeszcze jeden
schron znajduje się na tyłach alei Słowackiego, w pobliżu Radia
Kraków. - W poniemieckich schronach można zorganizować trasę
turystyczną z ekspozycją zdjęć i zabytkowych przedmiotów z okresu II
wojny światowej. Tym tematem zainteresowaliśmy już Dyrekcje Muzeum
Historycznego Miasta Krakowa - mówi Mariusz Bembenek, ubrany w
koszulkę z nadrukiem KGB. Pod spodem, mniejszymi literami, wyjaśnienie
skrótu: "Krakowska Grupa Bunkrowa". - Nie ma takiej organizacji. Tak
przewrotnie z kolegami nazwaliśmy naszą grupę, która zwiedza podziemne
obiekty - wyjaśnia. Podczas spaceru po Krowodrzy pokazuje też budynki
ostemplowane nieznanym kodem. Członkowie "Rawelinu" namalowane na
ścianach strzałki i literki rozszyfrowują jednak bez problemu. Napis
"NA" (Notausgang) oznacza wyjście ewakuacyjne, a "LSR Hof" (Luftschutzraum
Hof) - schron przeciwlotniczy. Takie oznakowania można spotkać na
wielu budynkach w okolicy ul. Królewskiej.
Przedstawiciele 'Rawelinu"
przyznają, że zwiedzają tez podziemne kawerny, czyli ukrycia wykute w
głębi skały w formie korytarza lub groty. Tworzyły one system ochronny
dla fortyfikacji Twierdzy Kraków, wybudowane przez Austriaków na
przełomie XIX i XXw. Temat kawern nie został jeszcze zamknięty, nie do
końca wiadomo ile ich jest i ile miało być. Nie pozostała żadna
dokumentacja zawierająca plany ich budowy, a po I wojnie światowej
Wojsko Polskie, podczas sporządzania planów Twierdzy Kraków, temat ten
zupełnie pominęło. Wśród największych
wymieniają kawernę Wielkanoc we wzgórzu Wielkanoc, składającą się z
trzech korytarzy i znajdujących się miedzy nimi komór. Łączna długość
korytarzy wynosi w niej około 300 metrów.
Odrębna tematyka to
schrony i ukrycia, które powstały po II wojnie światowej.
Przedstawiciele "Rawelinu" byli w wielu z nich. Twierdzą, że jest ich
coraz mniej, coraz częściej zmieniają też swoje przeznaczenie. Wydział
Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Krakowa
sprawuje nadzór nad 500 budowlami ochronnymi dla ludności. W razie
zagrożenia można do nich ewakuować około 67 tys. osób. Budowle
ochronne dzieli się na schrony i ukrycia. Podział zależy od odporności
konstrukcji na obciążenia, wyposażenie w urządzenia
filtrowentylacyjne, ujecie wody, urządzenia sanitarne. Różnica jest
taka, że w schronie na osobę odpoczywającą przypada 3 m²,
a w ukryciu - 0,6-0,8 m². Wszystkie budowle
ochronne muszą mieć drugie wyjście, znajdujące się poza terenem
ewentualnego zagrożenia. Krakowskie schrony i ukrycia powstały głównie
w podpiwniczeniach budynków. Są więc zazwyczaj ukryte pod zakładami
pracy, przedsiębiorstwami, szkołami, blokami mieszkalnymi, żłobkami i
na terenach prywatnych. Najwięcej powstało ich na terenach Nowej Huty.
Tego typu obiekty w Polsce budowane były w czasie tzw. zimnej wojny.
Najwięcej wykonano ich w latach 1954 - 1862. W tym okresie w Krakowie
powstało ponad 500 budowli ochronnych. Od 1963 do 1984 roku dobudowano
jeszcze 27 ukryć. Obecnie przepisy nie regulują jednoznacznie, kto ma
odpowiadać za utrzymanie podziemnych obiektów ochronnych. Ze względu
na wyburzenia budynków i zmianę przeznaczenia terenu, ich ilość
systematycznie maleje. Istniejące schrony i ukrycia są także w coraz
gorszym stanie technicznym i często nie nadają się do użytku. Nie ma
na to wpływu miasto, które formalnie sprawuje nadzór nad obiektami
obronnymi, a szefem Obrony Cywilnej jest prezydent Krakowa. - Gmina
nie jest właścicielem nieruchomości, w których znajdują się budowle
ochronne. Nie ma więc podstaw prawnych do wydzielania środków
finansowych z budżetu miasta na ich konserwację i odnowę - wyjaśnia
Maciej Stryjek, kierownik referatu Obrony Cywilnej i Spraw Obronnych w
Wydziale Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta
Krakowa. Dodaje, że obecny nadzór miasta nad budowlami ochronnymi
polega głównie na kontroli, zmierzającej do zabezpieczenia przed
dalszą degradacją. Możemy jedynie zachęcać właścicieli i
administratorów budynków, by dbali o schrony i ich nie niszczyli.
Większość osób daje się do tego przekonać - mówi kierownik Stryjek.
Zaznacza, że właściciele budynków, w których znajdują się budowle
ochronne zagospodarowują je głównie na piwnice, ale tak, by w razie
potrzeby można było przywrócić ich pierwotna funkcję. W obiektach
będących własnością Skarbu Państwa budowle ochronne najczęściej
wykorzystywane są na archiwa i magazyny. Jak informuje biuro prasowe
krakowskiego magistratu, ze względu na znaczne zużycie urządzeń
filtrowentylacyjnych i wyposażenia wewnętrznego krakowskie schrony
mogą być obecnie wykorzystywane jedynie do zabezpieczenia przed opadem
promieniotwórczym. Doprowadzenie ich do stanu umożliwiającego ochronę
ludności przed skażeniem wymaga znacznych nakładów finansowych, jak
również uregulowań przepisów prawnych odpowiedzialności za utrzymanie
budowli ochronnych.
O istnieniu krakowskich
schronów wiedzą nieliczni. Trudno je zlokalizować, ponieważ nie mają
żadnego oznakowania. - Nie ma obowiązku oznakowania schronów. Są one
jedynie potrzebne na wypadek wojny. W razie takiego zagrożenia ich
przystosowanie, polegające m.in. na uporządkowaniu, oznakowaniu,
sprawdzeniu instalacji filtrowentylacyjnej, powinno zająć około
miesiąca - wyjaśnia Mirosław Sroka z Wydziału Zarządzania Kryzysowego
Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie. Zaprzecza też, ze brak oznakowania
schronów jest spowodowany tym, iż ich ilość pozwala na ochronę tylko
niewielkiej części mieszkańców. - Osoby, które chcą się dowiedzieć,
gdzie znajdują się schrony położone najbliżej miejsca ich
zamieszkania, bez problemu uzyskają taka informację w Wydziale
Zarządzania Kryzysowego w Urzędzie Wojewódzkim albo w Urzędzie Miasta.
Nigdzie jednak nie ma tak, by schrony i ukrycia mogły służyć wszystkim
mieszkańcom. Wyjątkiem jest chyba tylko Szwajcaria, gdzie ukrycie może
znaleźć ponad 90 procent ludności - tłumaczy. Przyznaje jednak, ze w
innych krajach obrona cywilna ma dużo większe możliwości. Przykład
Szwajcarii podaje również kierownik Stryjek. Tam każdego roku powstaje
około 300 tysięcy miejsc w schronach. Za ich budowę odpowiedzialni są
obywatele, a państwo pokrywa część kosztów tego typu inwestycji.
Natomiast w naszym kraju, przy okazji stawiania budynków, nie ma
obowiązku budowy schronów. Nie ma też potrzeby informowania o budowie
schronów pod obiektami prywatnymi. Nie wiadomo więc ile ich jest. -
Warto jednak zaznaczyć, że inwestorzy zachodni budujący w Krakowie
pamiętają o budowlach ochronnych i często jeszcze przed rozpoczęciem
inwestycji uzgadniają z Obroną Cywilną ich rozmieszczenie - podkreśla
kierownik Stryjek. Ma nadzieję, że w Polsce zasady związane z
utrzymaniem obiektów ochronnych ureguluje przygotowywana ustawa o
bezpieczeństwie obywatelskim. Trwają właśnie prace nad jego projektem.
Specjaliści od obiektów
obronnych podpowiadają, że na razie w wypadku zagrożenia najlepiej
skorzystać z metody "schroń się sam", czyli na własną rękę budować
albo szukać kryjówek. (Piotr Tymczak)
(Wiadomości Lokalne
Dz.V marzec 2006)
Krowodrza
podziemna. Nie każdy zwróci
na nie uwagę. Wystające spod ziemi betonowe fragmenty, nienaturalne
wybrzuszenia terenu czy namalowane na ścianach budynków strzałki i
litery „NA” (Not Ausgang – wyjście ewakuacyjne) lub „LSR Hof” (Luftschutzraum
Hof – schron przeciwlotniczy w podwórzu) stanowił swoisty kod dla
zorientowanych. Schrony przeciwlotnicze, wybudowane głównie z myślą o
ludności cywilnej, latem 1944 r. kiedy nasiliły się naloty aliantów
na niemieckie miasta, stanowią o charakterze tego rejonu Krakowa,
będącego w czasie okupacji hitlerowskiej dzielnicą
niemiecką. Wolnostojących jest w dzielnicy kilka.
Najdłuższy – usytuowany na placu Inwalidów, w bezpośrednim sąsiedztwie
budynku, w którym po wojnie mieścił się Urząd Bezpieczeństwa. Jest
zdecydowanie inny niż reszta schronów – wyjaśnia Dariusz Pstuś, prezes
Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Rawelin”. Świetnie
dostosowany do terenu. Z relacji okolicznych mieszkańców wynika, że w
sierpniu 1939 r. była tu szczelina przeciwlotnicza. Dopiero potem
Niemcy przy użyciu prefabrykatów zbudowali schron i przysypali go
ziemią. Wejścia chronione są betonem, który w razie wybuchu bomby
zapobiegał zasypaniu schronu. Przyjęło się, że na 10 metrów szerokości
schronu przypada jeden betonowy korytarz. Idzie on delikatnym łukiem,
a mniej więcej w połowie widoczne jest zapadlisko, być może było tu
wyjście ewakuacyjne. Schron ów wspomina reżyser Roman Polański w
autobiograficznej książce „Roman”. Przytoczona przez niego opowieść ma
posmak handlowo-kryminalny. Niedługo po okupacji 15-letni wówczas
Polański umówił się z niejakim Dziubą na placu Wolności obok gmachu
Urzędu Bezpieczeństwa w celu nabycia roweru.
„Znałem dobrze to miejsce, choć nigdy nie byłem w środku. W czasie
wojny, w parku po drugiej stronie jezdni, Niemcy zbudowali bunkier,
który służył jako schron przeciwlotniczy. Na zewnątrz widać było tylko
porośnięte trawą wybrzuszenie, mniej więcej stumetrowej długości.
Betonowe wejście często służyło przechodniom za toaletę. Panowała tam
ciemność, wilgoć i smród”. Wątek sensacyjny tej historii rozwinął się
tak, że nieuczciwy kontrahent, mający sprzedać rower Polańskiemu,
korzystając z ciemności panującej w schronie skatował przyszłego
reżysera, zabrał mu przygotowane do transakcji pieniądze i uciekł.
Skuteczny pościg i dzielna postawa przypadkowego kierowcy sprawiły, że
w ciągu kilku minut ofiara i napastnik znaleźli się pod opiekuńczymi
skrzydłami Milicji Obywatelskiej.
Nieopodal, w parku Krakowskim znajduje się inny schron. Zdaniem
Dariusza Pstusia wykonany jest solidniej, w sposób bardziej
przemyślany. Ani przechodnie w parku, ani oczekujący na przystanku
autobusowym zdają się nic nie wiedzieć o jego istnieniu. Informacje o
schronach rozchodziły się zazwyczaj za pomocą przekazu ustnego. Ktoś
pamiętał, że bawił się tu jako dziecko, ktoś inny powtarzał zasłyszane
legendy. Wobec braku literatury fachowej badacze i historycy są zdani
na siebie, będąc jednocześnie pionierami tematu. Najwięcej
kontrowersji budzi schron na skwerze w rejonie ulic Karłowicza,
Symfonicznej, Czarnowiejskiej i Szymanowskiego. Jeśli ten schron
istnieje, to można przypuszczać, że jego konstrukcja jest podobna do
innych – wysuwa hipotezę Mariusz Bembenek, członek Stowarzyszenia „Rawelin”.
Dariusz Pstuś, mimo że nie był nigdy w środku, na podstawie oględzin
zewnętrznych określa przypuszczalny plan wnętrza: wejście, pierwsze
drzwi, przedsionek, drugie drzwi, korytarz, pomieszczenie, gdzie
znajdują się dwie przenośne toalety i wyjście ewakuacyjne, drzwi,
korytarz, drzwi, przedsionek, drzwi. Jednak inwestor chcący budować na
skwerze oraz kierownictwo spółdzielni mieszkaniowej zaprzeczają
istnieniu schronu w tym miejscu tłumacząc, że podwyższenie terenu w
formie nasypu powstało wyłącznie pod budowę baraków dla robotników
niemieckich, powołując się na fakt, iż już po wojnie miejsce to
nazywano powszechnie „barakami”. W odpowiedzi członkowie Komitetu
Obrony Skweru cytują fragment wydanej przez Zarząd ZSB-M „Piast”
„Informacji w sprawie wykonywanych prac na terenie ZSB-M Piast w
zakresie wycinki i pielęgnacji drzew i krzewów w obszarze ulic
Karłowicza, Szymanowskiego i Czarnowiejska” z 1 marca 2000roku, w
którym czytamy m.in. „Zgodnie z Planem Przestrzennego Zagospodarowania
Miasta Krakowa wyżej określony teren przeznaczony jest pod budownictwo
mieszkaniowe, jednakże podjęcie na nim działań inwestycyjnych nie było
w minionych latach możliwe z powodu starego podziemnego schronu.
Aktualnie schron ten, z uwagi na jego zły stan techniczny, został
wyłączony z ewidencji Terytorialnej Obrony Kraju.” Przygotowanie
zadania inwestycyjnego w rejonie ulic
Karłowicza-Szymanowskiego-Czarnowiejska z 12 maja 2000 r. zakłada
ponadto „inwentaryzację schronu z robotami – odkrywki” na kwotę 8500
zł. Zaprzeczanie istnienia schronu kłóci się również ze wspomnieniami
naocznych świadków. Podobno, przy budowie jednego z domów – „plomby na
skwerze” koparka wbiła się w ziemię i odsłoniła fragment korytarza.
Ustny przekaz podaje również, że w latach 60 wejście do schronu
znalazła grupa dzieci... Szybko zjawił się oddział Służby
Bezpieczeństwa, zapakowano na ciężarówkę resztę wydobytego sprzętu, a
rodzice dzieciaków mieli przez jakiś czas nieprzyjemności. Jeżeli
zatem nie wiedziano o zawartości schronu, jak wytłumaczyć tezę o
rzekomym wcześniejszym wykorzystywaniu jego wnętrza przez UB?
W
lutym br. inwestor – aby jednoznacznie potwierdzić lub zaprzeczyć
relacjom świadków – zlecił prace na skwerze, polegające na sondowaniu
geodezyjnym i badaniach georadarowych. Sondowania nie przyniosły
wymiernych efektów, co jednak nie znaczy, że w tym miejscu nie ma
schronu. Nie znamy też pełnego wyniku badań georadarowych. Jeżeli aura
pozwoli, Stowarzyszenie zamierza wykonać własne badania polegające na
sfotografowaniu terenu w podczerwieni za pomocą kamery termowizyjnej –
mówi Mariusz Bembenek. Również powtórne badania nie stwierdziły
istnienia schronu w tym miejscu. Ponieważ jednak nie ma
100-procentowej pewności co do jego istnienia, w prasie („Gazeta
Krakowska”) rozpętała się gorąca polemika. Takimi właśnie zagadkami
zajmuje się MSMH „Rawelin”, powstałe w 2001 r. Działalność
Stowarzyszenia przedstawia w skrócie jego prezes: skupiamy pasjonatów
historii szczególnie okresu II wojny światowej. Badamy fortyfikacje
niemieckie wokół Krakowa, schrony przeciwlotnicze, zabytki inżynierii
miejskiej. Efekty naszej pracy są ważne dla autorów książek
historycznych. Wzbogacamy zbiory muzealne. Dzielnica V, właśnie ze
względu na istnienie poniemieckich schronów jest idealnym miejscem do
prowadzenia badań. Najmniejszy schron, za kioskiem „Ruchu” na ul. Lea
ma dwa wejścia, wyjście ewakuacyjne, przyłożone betonowymi płytami.
Mieści dwa 5-metrowe korytarze bez przedsionków. Różni się znacznie od
dwóch bliźniaczych schronów przy ul. Królewskiej, będących względem
siebie lustrzanym odbiciem. Oba schrony mają łamany kształt. Przy
wejściach: z jednej strony pochylnia dla wózków, z drugiej schody. W
środku wszystko spełnia normy: jest toaleta (Abortraum), kanały
wentylacyjne, drzwi gazoszczelne, śluza gazowa (Gasschleuse) –
kontynuuje Dariusz Pstuś. Jeszcze jeden schron znajduje się
prawdopodobnie w podwórzu na tyłach alei Słowackiego, w pobliżu gmachu
Radia Kraków i alejek Grottgera. Trudno jednak cokolwiek bliżej o nim
powiedzieć, choć relacje świadków potwierdzają jego istnienie, a nawet
widać zasypane wejście. Imponująca wiedza i dociekliwość członków „Rawelinu”
dają nadzieję, że w przyszłości odkryją oni jeszcze niejedną
historyczną zagadkę, także w Dzielnicy V.
Pan
Marian Machowski jest znany głównie kibicom piłki nożnej. W latach 50.
i 60. grał na prawym skrzydle w krakowskiej Wiśle, występował w
reprezentacji Polski oraz w polonijnym klubie Eagles Chicago.
Emerytowany pracownik AGH w stopniu doktora jest wysokiej klasy
specjalista od budownictwa podziemnego. W trakcie swojej kariery
zawodowej jeździł po całym kraju prowadząc badania i prace m.in. w
kopalniach Wieliczki, Lubina, Lubelszczyzny. Odwiedził też wiele
krajów Europy. Nic dziwnego, że w okresie tzw. zimnej wojny był z
ramienia uczelni konsultantem w zakresie budowy schronów przeciw
atomowych. Tak wspomina tamten czas: Często zdarzało się, że wysokiej
rangi wojskowi nie mieli pojęcia o konieczności stosowania
obowiązujących norm. Np. nie zachowywano odpowiedniej odległości
między budynkiem, a schronem wolnostojącym, co jest podstawą
bezpieczeństwa. Przypominam też sobie, że byłem w latach 70 w schronie
przy ul. Królewskiej (wtedy 18 Stycznia). Spełniał wszelkie normy.
Działały sanitariaty, był dostęp do wody. Myślę, że najlepiej
zbudowany był ten przy placu Inwalidów. Tam nas – cywilów – nie
wpuszczano. Wyłączność miały wojsko i MSW. Marian Machowski jest
zdania, że istniejące na terenie naszej dzielnicy schrony można
odrestaurować i przeznaczyć do użytku publicznego. Mogłyby powstać tam
kawiarnie, kluby dla młodzieży. Być może temat zainteresowałby
harcerzy. Na Zachodzie często adaptuje się takie miejsca. Np. w
Szwecji istniało wiele schronów wykutych w granitowej skale, co
stanowiło ich specyfikę. Dziś mieszczą się tam biura, sklepy, lokale
gastronomiczne. Adaptacja wynika z faktu, że schrony nie spełniają już
od dawna swego zadania. Zdalnie sterowane pociski rakietowe są po
prostu zbyt inteligentne. Pozostaje więc tylko aspekt historyczny.
Świadomi tego, a także poszerzenia w przyszłości bazy turystycznej
Krakowa, w tym Krowodrzy, radni Dzielnicy V podjęli uchwałę „w sprawie
zbadania poniemieckiego schronu przeciwlotniczego u zbiegu ulic
Karłowicza i Symfonicznej w Krakowie.” W uzasadnieniu napisano: „Radni
Dzielnicy V uważają, że należy podjąć kroki mające na celu zachowanie
tego rzadkiego zabytku techniki wojennej. Obiekt ten wpisany jest w
krajobraz zabudowy poniemieckiej z okresu II wojny światowej i wraz z
zachowanymi oznaczeniami schronów przeciwlotniczych na elewacjach
kamienic przy ul. Szymanowskiego i Karłowicza stanowi niepowtarzalny
ślad historii dawnej »dzielnicy niemieckiej« – niespotykany już
praktycznie w innych miastach w Polsce.” W podziemnych korytarzach
można by zorganizować trasę turystyczną z ekspozycją zdjęć i
zabytkowych przedmiotów z okresu II wojny światowej - roztacza
przyszłościową wizję Mariusz Bembenek. Nasze Stowarzyszenie będzie
prowadziło na ten temat rozmowy z dyrekcją Muzeum Historycznego m.
Krakowa. Być może istnieje szansa poszerzenia ekspozycji Oddziału przy
ul. Pomorskiej 2.
Cieszy również zainteresowanie krowoderskimi schronami, które ostatnio
wykazuje Krakowski Oddział IPN. Być może znajdzie się ktoś, kto zechce
odrestaurować zabytkowe wnętrza przy uwzględnieniu ich pierwotnego
przeznaczenia. Czy tak się stanie, pokaże czas...(Janusz Mika)
(Gazeta.pl
12.01.2006)
Inwestycja na niemieckim
schronie przeciwlotniczym.
Służba ochrony zabytków sprawdzi, czy skwer u zbiegu ulic Karłowicza i
Symfonicznej w Krakowie leży na poniemieckim schronie
przeciwlotniczym. Od ustaleń konserwatorów zależy los historycznej
budowli, której zagraża mieszkaniowa inwestycja. Trzy czteropiętrowe
bloki z podziemnymi garażami zamierza postawić na skwerze spółdzielnia
mieszkaniowa Piast. Mimo protestów mieszkańców z Komitetu Obrony
Skweru inwestor uzyskał już pozwolenie na budowę i na wiosnę planuje
rozpoczęcie robót. Nieoczekiwanie w sukurs mieszkańcom
(sprzeciwiających się nadmiernemu zagęszczeniu domów) przyszło
stowarzyszenie Rawelin. Miłośnicy dawnych fortyfikacji twierdzą, że
teren projektowanej budowy zajmuje schron przeciwlotniczy, który
Niemcy wybudowali podczas II wojny światowej. Podobnych obiektów w
rejonie ul. Królewskiej i Czarnowiejskiej, gdzie za okupacji
zamieszkiwali urzędnicy III Rzeszy, jest podobno co najmniej
kilkanaście. Ten pod skwerem ma być największy: 35 na 45 m. - Można
przypuszczać, że schron składa się z trzech równoległych korytarzy
betonowych o łącznej długości około 120 metrów - mówi prezes
stowarzyszenia Dariusz Pstuś. - Wpisany w krajobraz zabudowy
niemieckiej z II wojny światowej wraz z zachowanymi oznaczeniami na
elewacjach kamienic, stanowi niepowtarzalny ślad historii dawnej
"dzielnicy niemieckiej", niespotykany w innych miastach w Polsce.
(Dziennik Polski 13.12.2005)
Schron pod skwerem.
O zachowanie schronu
przeciwlotniczego pod skwerem, położonym między ul.: Karłowicza,
Symfoniczną i Czarnowiejską, apeluje komitet mieszkańców, broniących
ten teren przed zabudową. Przedstawiciele Komitetu Obrony Skweru
protestują przeciwko planom budowy na skwerze bloków mieszkalnych,
wycinki drzew w tym rejonie, a także - od niedawna - zniszczeniu
schronu przeciwlotniczego. - Na podstawie przeprowadzonych badań oraz
relacji świadków można stwierdzić, że w skwerze znajduje się niemiecki
schron przeciwlotniczy z okresu II wojny światowej. Wejście do niego
zostało zasypane. Na okolicznych budynkach pozostały jednak tajemnicze
strzałki oraz napisy "NA", które są skrótem od "Notausgang" czyli
"wyjście awaryjne". Uwagę zwraca również nienaturalne podwyższenie
terenu w obrębie skweru, które zapewne stanowi ziemną warstwę
zabezpieczającą betonowe korytarze - mówi Dariusz Pstuś, prezes
Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin", którego
przedstawiciele również apelują o zachowanie schronu. Według relacji
świadków schron miał dwa wejścia: jedno od strony ul. Szymanowskiego i
drugie w pobliżu bloku w północnej części skweru. - Wszelkie
wątpliwości odnośnie tego obiektu może rozwiązać odkopanie zasypanych
wejść i inwentaryzacja zachowanych podziemi. W przyszłości można
byłoby je zaadaptować np. na galerie sztuki - proponuje Dariusz Pstuś.
Komitet Obrony Skweru o poparcie w sprawie zachowania schronu zwrócił
się do Rady Dzielnicy V. W najbliższym czasie ma się ona wypowiedzieć
w tej sprawie. - Schrony z czasu II wojny światowej nie są objęte
ochrona konserwatorską. jeżeli jednak tego typu podziemny obiekt
miałby być zniszczony z powodu powstania na jego miejscu budowli, to
wcześniej powinna być sporządzona pełna dokumentacja - podkreśla Jan
Janczykowski, małopolski wojewódzki konserwator zabytków.(TYM)
(Gazeta Krakowska
19.11.2005)
Zostało po obcych.
Pod względem urbanistycznym Kraków
jest jednym z nielicznych polskich miast, które za czasów okupacji
zyskały, a nie straciły. Bynajmniej nie z powodu sympatii okupantów do
krakowian. Przeciwnie. Niemcy inwestowali tu, bowiem Kraków miał być
miastem czysto niemieckim, zaś ludność polska miała być - według
początkowych planów - przesiedlona do Podgórza i na Kazimierz. Z
planów tych nic nie wyszło, ale zdążyli wybudować spora dzielnicę
niemiecką. Obejmowała ona obszar na zachód od Alei Trzech Wieszczów,
zwane za czasów okupacjo Aussenring, łącznie z Oleandrami i Cichym
Kącikiem. Park Jordana i park Krakowski były strzeżone jako "nur Fur
Deutsche". Główną jego arterią była dzisiejsza ul. Królewska
(wcześniej zwana Wybickiego, w czasie okupacji - Reichstrasse). Jej
rozbudowa pozwoliła na zmianę trasy linii tramwajowej: przed wojna
biegła ona ul. Karmelicką, po czym skręcała poprzez ul. Pomorską w ul.
Kazimierza Wielkiego i dopiero na wysokości obecnej stacji benzynowej
skręcała w Wybickiego i stamtąd do pętli bronowickiej. Powstanie
Reichstrasse pozwoliło na poprowadzenie linii tramwajowej wprost przez
dzisiejszą Królewską. W rejonie Reichstrasse Niemcy postawili ok. 65
budynków mieszkalnych, zaś w ogóle w dzielnicy niemieckiej powstało
około 100.
Czy
po 60 latach przetrwały jeszcze jakieś ślady obecności Niemców na tym
terenie? Wbrew pozorom tak, choć z roku na rok jest ich coraz mniej.
Ich badaniem i inwentaryzacją zajmuje się Stowarzyszenie "Rawelin",
skupiające ludzi zafascynowanych dziejami militarnymi ziem polskich.
Każdy
budynek Przeznaczony dla Niemców był budowany ze wzmocnionymi
stropami, głównie zaś z piwnicami o wzmocnionej konstrukcji,
pełniącymi funkcje schronów przeciwlotniczych. Do dziś zachowały się
jednak także schrony zewnętrzne, wznoszone pod ziemią, poza obrysem
budynków. "Rawelin" zidentyfikował ich dotąd siedem. Zdaniem Dariusz
Pstusia, z pewnością jest ich więcej, co najmniej 20-25. Z cała
pewnością są jakieś schrony w obszarze AGH, której budynki w czasie
wojny zajmował rząd Generalnej Guberni. Obszar AGH, odpowiadający
niemieckiej koncepcji urbanistycznej "Licht unf Luft" (światło i
powietrze) idealnie nadawały się do budowy rozległych schronów. Dwa z
nich znajdują się przy ul. Królewskiej, jeden w parku Krakowskim,
kolejny na skwerze miedzy parkiem Krakowskim a przystankiem
tramwajowym przy pl. Inwalidów (prawdopodobnie miał służyć
funkcjonariuszom gestapo z ul. Pomorskiej). Niewielki schron
znajdziemy przy ul. Lea, kolejny - w pasie zieleni na alejach miedzy
kinem Kijów, a DH "Jublilat", inny na podwórku przy ul. Grottgera. I
największy - przy ul. Karłowicza, na zapleczu ul. Szymanowskiego. Do
każdego prowadziły dwa wejścia, przy czym miały one pochylnie dla
niepełnosprawnych i kobiet z dziećmi w wózkach. Wejścia były
numerowane i każdy mieszkaniec wiedział, którym ma wejść do schronu.
Do tego dochodziło jedno wyjście awaryjne. Każdy zaopatrzony był w
system wentylacyjny. Schron składał się z kilku korytarzy, wzdłuż ich
ścian były ławki, z których dziś zostały resztki stelaży. Zwraca uwagę
"jajowaty" przekrój poprzeczny korytarzy. Taka konstrukcja ścian daje
największą wytrzymałość. Dlaczego korytarze, a nie duże hale? Dlatego,
iż nawet w przypadku trafienia bombom ginęli tylko ludzie znajdujący
się w danym korytarzu. Pozostali mieli szansę przeżycia, bowiem
połączenia miedzy korytarzami prowadzone były pod katem prostym.
Nieźle zachowany jest system wentylacyjny, którego wewnętrzne otwory
oznaczone są widocznymi do dziś obramowaniami z białej farby. Można je
było dostrzec nawet w świetle zapałki. Obecnie względnie dostępny jest
tylko jeden ze schronów przy ul. Królewskiej. Schron przy ul.
Karłowicza został zasypany. Według niepewnej legendy, w latach 60 do
jego wnętrza udało się wejść grupie dzieci. Znalazły tam m.in.
pozostałości niemieckiego uzbrojenia. A także - kilka
niezidentyfikowanych zwłok. Czyżby był wykorzystywany dla własnych
celów przez rezydujący w pobliżu Urząd Bezpieczeństwa PRL?
Tu i
ówdzie można znaleźć wymalowane na ścianach znaki "V". W dniach
największych tryumfów wojennych Niemcy malowali je gdzie popadnie. Do
dziś zachowały się m.in. na skrzyżowaniu ul. Józefitów i ul. Lea i
przy ul. Szymanowskiego 14. Budynek ten ma jeszcze jedna ciekawa
pozostałość po czasach wojny - autentyczne drzwi pancerne zamykające
wejście do schronu pod budynkiem. Takie drzwi znajdowały się niegdyś w
innych okolicznych domach. Dziś zniknęły, a wejścia zostały
zamurowane, albo zabite deskami. Histeryczna reakcja jednego ze
współwłaścicieli budynku przy ul. Szymanowskiego 14 (łącznie z groźbą
użycia przemocy) wobec dziennikarza, który prosił o pozwolenie
sfotografowania owych drzwi, musi budzić niepokój, czy i one nie
podziela losu pancernych drzwi w okolicznych budynkach. Wszak złom
dziś w cenie... Na wielu okolicznych budynkach zachowały się
tajemnicze strzałki, czasem ze skrótem "NA". Oznaczają one awaryjne
wyjścia ze schronów pod budynkami. Być może także umożliwiały wejście
osobom, które znalazły się przypadkowo w pobliżu. "NA" - to skrót od
Notausgang - wyjście awaryjne. Napisy takie wraz ze strzałkami
znajdziemy m.in. przy ul. Józefitów czy na budynku Akademii
Pedagogicznej przy ul. Sienkiewicza. Szczególnie interesujące jest
oznaczenie przy ul. Józefitów, które prawdopodobnie było namalowane
farbą fluorescencyjną. Takie i podobne oznaczenia wskazywały wejścia
do schronów dla Niemców, których alarm lotniczy zastał w pobliżu.
W
połowie października jeden ze schronów zwiedzali - wespół z ludźmi z "Rawelinu"
- przedstawiciele władz dzielnicy i kierownictwa muzeum przy ul.
Pomorskiej. Na razie jednak nikt nie ma pomysłu na wykorzystanie
podziemi już zidentyfikowanych schronów. A szkoda, aby tak spore
przestrzenie, mogące np. służyć celom ekspozycyjnym, stały
niewykorzystane. Dobrze zachowane, mające łatwy do odbudowania system
wentylacyjny, pomieszczenia idealnie nadają się np. na galerie sztuki.
Być może uda się wreszcie uruchomić trasę turystyczną "podziemny
Kraków". Natomiast pozostałości napisów i znaków na ścianach
nieuchronnie skazane są na znikniecie. I dobrze, że ludzie z "Rawelinu"
je dokumentują. Bo to także kawałek historii naszego miasta.(Jerzy
Pałosz)
(Forty Kraków 18.09.2005)
Bodzów 2005 -
Pożegnanie lata. W dniu 17 września 2005 roku w Bodzowie miało
miejsce spotkanie członków i sympatyków Małopolskiego Stowarzyszenia
Miłośników Historii "Rawelin". Tradycyjnie naszemu plenerowemu
spotkaniu towarzyszyło ognisko i pieczenie kiełbasek. Z powodu
niekorzystnej aury musieliśmy przenieść imprezę pod ziemię do
przylegającej do fortu kawerny. Podczas podziemnego grillowania, nasz
kolega Michał zaznajomił nas z technikami podziemnego fotografowania.
Po zakończeniu kursu przeszliśmy do części nieoficjalnej, podczas
której licznie zgromadzeni archeolodzy, speleolodzy i miłośnicy
fortyfikacji prowadzili rozmowy na temat minionego sezonu oraz planów
na zimę i rok następny...
Całość imprezy
uatrakcyjniło opowiadanie fortecznych dowcipów i śpiewanie wojskowych
piosenek. Po zakończeniu konsumpcji wspaniałych grillowych przysmaków
udaliśmy się do kolejnych kawern, tak licznie tu występujących, w celu
ich zwiedzenia. W największej krakowskiej kawernie, w jednej z komór
odbyliśmy towarzyski mecz podziemnej piłki nożnej. Niestety z powodu
ciemności nie ustalono wyniku. Po ukończeniu meczu i części
oficjalnej, uczestnicy jednogłośnie wznieśli okrzyki: Niech żyją
organizatorzy, Niech żyją Prezesi Rawelinu!!! Liczba osób, które
pojawiły się podczas imprezy w Bodzowie przekroczyła najśmielsze
oczekiwania organizatorów spotkania. - Chciałbym podziękować wszystkim
obecnym za przybycie i dobrą zabawę, organizatorom za wzorowe
przygotowania "Pożegnania lata 2005". Zapraszamy za rok. (Darek P. "Korbol")
(Dziennik Polski 15.09.2005)
Pozostałości
Twierdzy Kraków - Ocalili słupek. Granitowy słupek, który
wyznaczał przebieg XIX-wiecznej drogi fortecznej, wykopali członkowie
Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". Słupek z
napisem KuKF odnaleźli na skwerze przy rondzie Mogilskim, pod
krzakiem. - Zanim powstało, znajdował się tu potężny Bastion V
Mogilski, który osłaniał wjazd do miasta. Wokół biegła droga,
wyznaczona granitowymi słupkami - opowiada Dariusz Krzyształowski,
wiceprezes Stowarzyszenia Rawelin. Podobnie znakowane były również
inne austriackie drogi, ale do dziś słupków zachowało się niewiele:
jednym z nielicznych miejsc, gdzie można je jeszcze spotkać jest Las
Wolski. - Dlatego zdecydowaliśmy się wykopać i przechować ten z ronda
Mogilskiego. Obawiamy się, że w ferworze przebudowy może zostać
zniszczony - dodaje Dariusz Krzyształowski.
Wczoraj członkowie
stowarzyszenia, zaopatrzeni w łopaty i zezwolenie wojewódzkiego
konserwatora zabytków, przystąpili do wydobywania słupka. Najpierw
dokładnie określili jego pozycję za pomocą systemu GPS. - Szacujemy,
że może być wkopany 70-80 cm. Może znajdziemy coś ciekawego pod
spodem? Żołnierze austriaccy czasem umieszczali w wykopach pamiątki:
znaczki, listy albo dokumenty - snuli przypuszczenia. Ostatecznie
okazało się, że słupek tkwi nieco płyciej, ma wymiary 30 na 20 cm i 83
cm wysokości. Żadnych skarbów pod nim nie było. - Dla nas jest cenny
sam w sobie. Może mieć ok.150 lat. Przechowamy go, a kiedy sytuacja na
rondzie wróci do normy, spróbujemy znaleźć mu tu nowe miejsce i wkopać
go z powrotem - mówi Dariusz Krzyształowski. (KK)
(Gazeta Krakowska
9.02.2005)
Złomiarze
rabują fort Kosocice. - W
ostatnim okresie zniknęły drzwi pancerne, okiennica strzelnicy, dwie z
pięciu zachowanych podstaw pod karabiny maszynowe. Jeden z
najciekawszych obiektów obronnych Twierdzy Kraków narażony jest na
okradanie przez złomiarzy - mówi Dariusz Pstuś, szef Stowarzyszenia Rawelin, zajmującego się
m.in. historią fortów krakowskich. Względnie bezpieczna jest górna
część fortu, używana przez Urząd Miasta. Dolna część, zwłaszcza tzw.
kaponiera (fragment fortu ze strzelnicami, w tym przypadku -
broniącymi fosy - przyp.red) kiedyś była otoczona siatką i doglądana
przez mieszkającą w pobliżu osobę. Dziś nikt jej nie pilnuje,
ogrodzenie zostało poprzecinane, a kaponiera stała się źródłem dochodu
złomiarzy. - Na naszych oczach rabowane są resztki jeszcze zachowanych
akcesoriów obronnych, zaś w lecie pojawi się "element", a w raz z nim
- pseudograffiti i wulgarne rysunki - mówi Dariusz Pstuś.
Stowarzyszenie Rawelin podejmuje w tej sprawie interwencję w radzie dzielnicy, w
urzędzie miasta i u konserwatora zabytków. Chce wystąpić o interwencję
do prezydenta Jacka Majchrowskiego, w końcu to nie tylko prawnika,
lecz także - historyka. (JP)

Eksploracja kawerny Winnica.
4/12 grudzień 2004r.
(Gazeta Krakowska
10.01.2005)
Stowarzyszenie
"Rawelin" odkrywa podziemia austriackich
fortyfikacji - Tajemnice Winnicy. Forty austriackiej
Twierdzy Kraków są dość dobrze rozpoznane i opisane. Dotyczy to
wszakże tylko ich konstrukcji naziemnych. Słabo natomiast znamy system
podziemnych przejść i kawern. Wiadomo, że podziemne korytarze i
kawerny wykuto w forcie Bodzów (w połowie drogi między Krakowem i
Tyńcem). Za najdłuższe znane podziemia uchodziły dotąd korytarze w
kawernie "Wielkanoc", na zachód od Bodzowa. Jednak odkrycia dokonane
pod koniec ub. roku przez członków Stowarzyszenia "Rawelin" podważają
tą opinię.
Zatopione korytarze:
Jadąc do Tyńca warto skręcić w ulicę Winnicką. Wzgórze po prawej
stronie, zakrywające fort "winnica", przypomina twierdzę. Do dziś
widoczne są okopy, miejscami wykute w litej skale. Nie na tym jednak
polega największa tajemnica "Winnicy". Skomplikowany system okopów był
połączony równie skomplikowanym systemem podziemnych przejść i kawern,
które zapewniały łatwą i bezpieczną łączność między fortem a jego
przedpolem. Odtworzenie systemu podziemi "Winnicy" natrafia jednak na
istotą przeszkodę. Są one prawie całkiem zatopione. Znamy podziemia
bliżej fortu, ponieważ woda opada tu na tyle nisko, iż możliwe jest
ich penetrowanie. To system składający się z długiego korytarza i
pięciu wyjść. Zasługą "Rawelinu" było odkrycie drugiego systemu,
złożonego z co najmniej pięciu komór połączonych korytarzami.
Podwodne badania: Na
początku grudnia dwóch płetwonurków "Rawelinu" zeszło pod wodę. Po
przepłynięciu 20-metrowego korytarza natrafili na inny, biegnący
prostopadle. Rozpoczęli badania części znajdującej się po prawej
stronie. Odkryli trzy komory, z których ostatnia kończyła się
zasypanym korytarzem, prawdopodobnie prowadzącym na powierzchnię.
Próbowali także spenetrować lewą stronę korytarza, lecz w butlach
zaczęło brakować powietrza. Niedawno nurkowie zeszli pod wodę po raz
drugi. W trzeciej komorze znaleźli niespodziewanie tabliczkę
informującą, iż komorę odkryto w roku 1983, a pierwsze badania
podwodne przeprowadzono 1987. Podpisał ja Krzysztof Wielgus, znany
badacz fortyfikacji. Ludziom z "Rawelinu" udało się ustalić, gdzie
prawdopodobnie wychodzą wyjścia z podziemnych komór. Niestety, są one
na razie niedostępne. Ciekawych odkryć dostarczyła lewa strona
korytarza, której badania nurkowie musieli zaprzestać tydzień
wcześniej. Odkryli szyb windy o wysokości 7-8 metrów, zamknięty
drewnianą klapą. Znaleźli też zasypany korytarz, który prawdopodobnie
prowadził do fortu.
Niewykorzystana
szansa: Fortyfikacje, w tym także podziemne, maja w Europie
wielotysięczną grupę wielbicieli. W Polsce kultowym wręcz miejscem
jest Międzyrzecki Rejon Umocniony, który corocznie zwiedzają tysiące
turystów. Gdyby znalazł się ktoś z pieniędzmi oraz pomysłem i
odtworzył naziemną, a także podziemną część "Winnicy", Kraków
zyskałby jeszcze jedną atrakcje turystyczną. Gdyby połączyć zwiedzanie
"Winnicy" z pobliskim "Bodzowem" i "Wielkanocą", ewentualnie z innymi
fortami krakowskimi, byłaby to atrakcja na miarę europejską. (Jerzy
Pałosz) |